Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Другие детективы » Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]
Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]

Электронная книга - «Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]». Краткое содержание книги:

Zabójstwa sędziów Sądu Najwyższego. FBI i CIA są bezradne. Śledztwo stoi w miejscu. Na trop sprawców wpada studentka prawa. Swoje podejrzenia przedstawia w specjalnym raporcie. I staje się celem płatnych morderców i służb specjalnych.
1 ... 18 19 20 21 22 23 24 25 26 ... 97
Перейти на страницу:

Callahan spojrzał na nią uważnie.

– Chcesz powiedzieć, że przez trzy dni nie chodziłaś na zajęcia, ignorowałaś mnie, bawiłaś się w Sherlocka Holmesa i wszystko na nic?

– Niczego jeszcze nie wyrzuciłam. Raport leży na stole.

– Nie pojmuję tego! Cały tydzień umierałem z tęsknoty i nie pisnąłem ani słowa, bo wiedziałem, że cierpię w słusznej sprawie. Złożyłem się w ofierze dla dobra kraju i pomyślności jego mieszkańców, łudząc się, że usłyszę dzisiaj, a najdalej jutro, kto to zrobił…

– To nie jest takie proste. Grzebanie w aktach sądowych nie wystarczy. Morderstw nie łączy żadna wspólna nić, żaden ślad czy choćby poszlaka. O mało nie przepaliłam obwodów w komputerach na wydziale prawa.

– Ha! Od razu ci mówiłem! Zapominasz, najdroższa, że jestem geniuszem prawa konstytucyjnego i od razu domyśliłem się, że Rosenberg i Jensen nie mieli ze sobą nic wspólnego poza czarnym kolorem togi i napływającymi pod ich adresem groźbami. Zabili ich naziści, Aryjczycy, Klan, mafia albo jakaś inna wszawa banda, i zrobili to dlatego, że Rosenberg był Rosenbergiem, a Jensen stanowił najłatwiejszy cel i przynosił wstyd paru osobom.

– Może w takim razie zadzwonisz do FBI i podzielisz się z nimi swymi uczonymi wnioskami. Jestem pewna, że siedzą przy telefonie.

– Nie złość się. Przepraszam. Wybacz.

– Jesteś osłem, Thomas.

– To prawda, ale i tak mnie kochasz, hę?

– Nie wiem.

– Czy mimo tej kolejnej niedogodności pójdziemy do łóżka? Obiecałaś.

– Zobaczymy.

Callahan odstawił kieliszek na stół i przypuścił frontalny atak:

– Posłuchaj, dziecko, przeczytam twój raport, okay? Potem porozmawiamy o nim. Ale w tej chwili mąci mi się w głowie i stan ten nasili się, jeśli nie ujmiesz mej omdlewającej i drżącej dłoni i nie zaprowadzisz mnie do łóżka.

– Wyrzucam raport.

– Darby, niech to szlag! Proszę cię, błagam…

Chwyciła go za szyję i przyciągnęła do siebie. Całowali się długo i namiętnie. Niemal brutalnie.

ROZDZIAŁ 11

Policjant przytknął kciuk do guzika domofonu i dzwonił przez dwadzieścia sekund. Potem zrobił krótką przerwę. I znów dwadzieścia sekund. Przerwa. Dwadzieścia sekund. Przerwa. Dwadzieścia sekund. Bawiło go to, bo wiedział, że Gray Grantham jest nocnym markiem i śpi zapewne dopiero od dwóch-trzech godzin, i klnie, słysząc wściekłe dzwonienie w korytarzu. Wcisnął guzik i rzucił okiem na wóz patrolowy, zaparkowany wbrew przepisom na krawężniku pod latarnią. Zaczynało świtać. Była niedziela, a na ulicy żywej duszy. Dwadzieścia sekund. Pauza. Dwadzieścia sekund.

Może Grantham umarł? A może spił się do nieprzytomności gdzieś w mieście? Albo leży z czyjąś żoną w łóżku i nie ma zamiaru otwierać drzwi? Pauza. Dwadzieścia sekund.

– Kto tam?! – zachrypiał głośnik domofonu.

– Policja! – rzucił gliniarz. Był Murzynem i zaakcentował po w słowie policja, ot tak, dla zabawy.

– Czego? – spytał Grantham.

– Może mam nakaz… – parsknął policjant.

– To ty, Cleve? – Głos Granthama złagodniał.

– Zgadza się.

– Którą masz godzinę, najdroższy?

– Prawie wpół do szóstej.

– To znaczy, że twój zegarek dobrze chodzi. Co jest grane?

– Nie wiem. Sierżant nie tłumaczy mi się, sam wiesz. Kazał mi cię obudzić, bo chce pogadać.

– Dlaczego zawsze przed świtem?

– Poproszę o następny zestaw pytań.

– Cóż… Rozumiem, że chce spotkać się ze mną natychmiast – powiedział Grantham po chwili.

– Nie. Masz trzydzieści minut. Powiedział: “Niech przyjdzie o szóstej”.

– Dokąd?

– Do tej małej jadłodajni przy Czternastej, naprzeciw Trinidadu, to znaczy boiska. Półmrok i ciepła, bezpieczna atmosfera. Sierżant lubi tam chodzić.

– Ciekawe, czy wynajduje te miejsca w przewodniku…

– Jesteś reporterem, Grantham, i wolno ci zadawać najgłupsze pytania. Knajpa nazywa się “U Glendy” i lepiej zacznij się ubierać, jeśli chcesz zdążyć.

– Będziesz tam?

– Wpadnę na chwilę, żeby sprawdzić, czy nic wam nie jest.

– Mówiłeś coś o ciepłej, bezpiecznej atmosferze.

– Jak na tę część miasta, jest tam nad wyraz bezpiecznie. Znajdziesz drogę?

– Tak. Zaraz się wygrzebię.

– Miłego dnia, Grantham.

Sierżant był stary, bardzo czarny i bardzo siwy. Gęste, poskręcane włosy wyrastały z jego czaszki we wszystkich kierunkach. Kiedy nie spał, nosił grube, ciemne okulary i większość jego współpracowników z zachodniego skrzydła Białego Domu uważała, że traci wzrok. Sierżant miał zawsze lekko przechyloną głowę i uśmiechał się jak Ray Charles. Czasami – gdy opróżniał kosze na śmieci i odkurzał meble – wpadał na przeszklone drzwi i obijał się o biurka. Chodził powoli i dostojnie, jakby odmierzał kroki. Był dobrym pracownikiem i zawsze się uśmiechał, zawsze miał dobre słowo dla tych, którzy go szanowali. Nie było ich zbyt wielu. Większość personelu administracyjnego traktowała go jak powietrze, a w najlepszym razie jak kolejnego starego czarnego posługacza – Wuja Toma z pierwszą grupą inwalidzką.

Znał Biały Dom od podszewki. Zachodnie skrzydło sprzątał od trzydziestu lat. Sprzątał i słuchał. Sprzątał i obserwował. Zdarzało mu się milcząco uczestniczyć w rozmowach strasznie ważnych ludzi, którzy najczęściej byli zbyt zajęci, by zwracać uwagę na to, co mówią w obecności starego biednego sierżanta.

Wiedział, których drzwi się nie zamyka, które ściany są cienkie i które przewody wentylacyjne przenoszą głos. Potrafił ukryć się w przeciągu sekundy, a potem znów pojawić w jakimś zakamarku, o którym strasznie ważni ludzie w ogóle nie mieli pojęcia.

Większość z tego, co słyszał, zatrzymywał dla siebie. Niekiedy jednak trafiał na tak smaczny kąsek – dający się w dodatku powiązać z innymi – że uznawał za stosowne podzielić się nim z przyjaciółmi. Działał bardzo ostrożnie. Zostały mu tylko trzy lata do emerytury i wolał nie ryzykować jej utraty.

Nikt nigdy nie podejrzewał sierżanta o przekazywanie poufnych informacji prasie. W każdej urzędującej w Białym Domu administracji było wystarczająco dużo gaduł, by szukać winnych pośród swoich. Sierżant uważał, że to przezabawne. Spotykał się z Granthamem z “Post”, a potem czekał niecierpliwie na artykuł, po którym w piwnicach Białego Domu rozlegały się jęki i spadały głowy.

Był niezawodnym źródłem informacji, ale tylko dla Granthama. Spotkania organizował syn sierżanta, Cleve. Umawiali się najczęściej po zmroku, o najdziwniejszych godzinach, w nie rzucających się w oczy ponurych knajpkach. Sierżant jak zwykle w ciemnych okularach. Grantham podobnie, tyle że jeszcze dodatkowo skrywał twarz w cieniu kapelusza albo czapki. Cleve towarzyszył im zazwyczaj i obserwował tłum.

Grantham zjawił się w knajpie “U Glendy” kilka minut po szóstej i przeszedł do wydzielonego kącika z tyłu sali. W jadłodajni siedziało trzech innych gości. Obok kasy stała Glenda we własnej osobie i smażyła jajka na grillu. Cleve siedział na stołku przy ladzie i gapił się na właścicielkę.

Uścisnęli sobie ręce. Na Granthama czekała filiżanka kawy.

– Przepraszam za spóźnienie.

– Nie ma za co, przyjacielu. Dobrze cię widzieć. – Sierżant miał zdarty głos i nie mógł mówić szeptem. Ale i tak nikt ich nie podsłuchiwał.

Grantham napił się kawy.

– Pracowity tydzień w Białym Domu – zagaił.

– Można tak to nazwać. Biegają z wywalonymi ozorami i cieszą się jak dzieci.

1 ... 18 19 20 21 22 23 24 25 26 ... 97
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)