Sztuka Medytacji
- Автор: Goldsmith Joel S.
- Язык: польский
- Жанр: Эзотерика
Электронная книга - «Sztuka Medytacji». Краткое содержание книги:
Sztuka słuchania wewnętrznego głosu jest zaawansowaną formą modlitwy praktykowaną przez mistyków wszystkich czasów, niezależnie od przyjętej tradycji religijnej. Praktykowanie procedur przedstawionych w Sztuce Medytacji połączy czytelników szukających duchowego umocnienia ze Stwórcą i otworzy ich świadomość na wiedzę, kim naprawdę są.
Dom jest wyrazem świadomości domowników. Przybiera atmosferę świadomości tych, którzy go tworzą. W budynku, jako takim nie ma ani miłości, ani nienawiści, grzechu czy czystości, choroby czy zdrowia; ale gdy jego domownicy pozwolą, by ich świadomość pełna była myśli o grzechu, chorobie, brakach, ograniczeniach, pełna podejrzeń lub lęku, wtedy zapanują w domu niezgoda, brak harmonii czy ubóstwo. Skądinąd, jeżeli świadomość tych, którzy tworzą dom, wyraża miłość, zrozumienie, wiarę, odwagę, nadzieję, poczucie bezpieczeństwa, dom staje się sanktuarium. W taki dom zostaje wbudowana wizja nowej Jerozolimy – święte miasto rządzone miłością.
To prawda, że wielu z nas nie może zabrać naszego domostwa do królestwa niebieskiego. Może nam się nie udać uczynić z naszego domu świętego miasta, ale możemy wytrwać w przekonaniu o tożsamości Chrystusa jako tożsamości każdej osoby w naszym domu – nie wyrażając tego ani nie głosząc w potoku pustych słów, lecz zachowując w ciszy duchową integralność, co powoduje, że nasze życie stanowić będzie żywe świadectwo zrealizowanej prawdy.
W ciszy swej własnej istoty dawał Mistrz dowody o sobie i tych, którzy za nim podążali. Nie wahał się odsuwać od rzeszy napierających na niego, by przebywać w samotności. Tak i my wczesnym rankiem możemy znaleźć ciche okresy odrodzenia, późno wieczorem, w środku nocy czy w wolnych chwilach w ciągu dnia, łapiąc momenty wytchnienia od wymagań życia rodzinnego. Nasza realizacja prawdy wyraża się na zewnątrz w spokoju i harmonii naszego domu. Słowo staje się ciałem.
Jeżeli poprzez te okresy ciszy Bóg nie wkracza w związki z naszą rodziną, wszelki nasz wysiłek i praca w budowaniu domu kończy się na niczym. Materialna woda, chleb czy wino, które ofiarujemy członkom naszej rodziny, ich nie zadowoli i następnego dnia ponownie dokuczy im głód i pragnienie. Jedynie w takim stopniu, w jakim uznamy nasze Chystusostwo i prawdziwą tożsamość domowników, będziemy w stanie dać wodę życia: "Ktokolwiek pić będzie wodę, którą ja mu dam, nigdy nie będzie pragnął." Wtedy Bóg spełnia Siebie samego poprzez nas, tak jak my wypełniamy naszą rolę przynosząc pokój jednostkowej świadomości.
Zwracając się do Ojca wewnątrz jako źródła wszelkiego dobra, stajemy się świadomi naszego związku z Bogiem i związki z innymi są wówczas czyste i całkowicie wolne od pragnienia, by wziąć, mieć czy posiąść kogokolwiek czy cokolwiek, co należy do innych. Duchowy związek jest związkiem dawania, dzielenia się i współpracy. To tak jak dawanie prezentu naszym dzieciom, mężowi, żonie, braciom, siostrom czy przyjaciołom: nie po to, by się zrewanżować, nie z jakiegoś powodu, nie dlatego, że zapracowali czy zasłużyli, a jedynie dla radości wyrażenia miłości.
Gdy związek z innymi nie opiera się na tym, na co zasłużyliśmy czy zyskaliśmy wzajemnie od siebie, lecz na intencji w naszym sercu, by dawać i dzielić się z innymi – nie tylko pieniędzmi, ale wszelkimi grzecznościami życia, takimi jak: współpraca, przebaczanie, zrozumienie, zaufanie i pomoc – wtedy i tylko wtedy ten związek będzie trwały, będzie on czystym darem Ducha, czystym oddaniem siebie. "Bo miłość jest od Boga."
12
Nieśmiertelność jest zdawaniem sobie sprawy czym jest nasza prawdziwa tożsamość jako Bóg-istota tożsamości, która nie ma początku ani końca, jest wieczysta i wiecznie trwająca. Jest to rozpoznawanie Boga jako ojca i Boga jako syna. Dla tych, którzy są na drodze duchowej, nie jest to nowa idea. Jest to fundament, na którym opiera się każda znana ludzkości nauka duchowa. Istota tej nauki pogrzebana jednakże została w rozpowszechnionych koncepcjach nieśmiertelności mówiących o istnieniu Methuselaha w świecie czy o wiecznym istnieniu błogości po śmierci. Pierwsza stanowi jedynie pozłacaną wersję długowieczności, druga oparta jest na błędnym założeniu, że śmierć jest częścią boskiego stworzenia, podczas gdy Mistrz wyraźnie stwierdził: "Ostatnim nieprzyjacielem, który będzie pokonany, jest śmierć."
To prawda, że wcześniej czy później wszyscy znikniemy z powierzchni ziemi. Każdy w swoim czasie opuści ten plan świadomości. Ci, którzy nie mają wiedzy o Bogu i o swym związku z Bogiem, być może będą zmuszeni opuścić swe ciała przez chorobę, wypadek czy starczy wiek; ale ci, którzy mają prawidłowe zrozumienie Boga, dokonają tego przejścia bez zmagania się, bólu czy niedołęstwa. Każdy ostatecznie opuści ten plan.
"W domu mego Ojca istnieje wiele komnat." Przechodzimy od niemowlęctwa do dzieciństwa, od dzieciństwa do wieku młodzieńczego i od młodzieńczości do dojrzałości każdy stan świadomości stanowi jedną z boskich komnat. Ci, którzy akceptują przejście z jednego stanu świadomości do następnego jako aktywność Boga, nie podejmując daremnych prób przedłużenia stanu świadomości, z którego powinni byli wyrosnąć, nie doświadczają niedołęstwa wieku starczego. Opieranie się podeszłemu wiekowi, tak jakby był czymś, czego należy się obawiać, powoduje wiele niedomagań związanych ze starością. Akceptowanie normalnych, naturalnych zmian, jakie towarzyszą przejściu z jednego etapu życia do drugiego, pozwala nam oczekiwać doświadczeń wieku średniego i podeszłego z radością i spokojem raczej niż z lękiem i niechęcią.
Nie ma różnicy między wyrażaniem się Boga w tym momencie czy za sto lat. Życie Boga nie starzeje się i nie kończy. Bóg przeznaczył każdemu z nas pracę duchową i dał nam Swoje zdolności do jej wykonania na tym, jak go nazywamy, planie istnienia, Bóg zachowa nas w żywotności, sile, młodzieńczości, zdrowiu i pełni. Przy takim zrozumieniu nie mylimy długowieczności z nieśmiertelnością. Długowieczność nie jest nieśmiertelnością: jest zaledwie kontynuacją obecnego, fizycznego poczucia istnienia. Nie chodzi nam o długość naszego pobytu na ziemi, ale raczej o przejawianie naszej wiecznej Jaźni zawsze w służbie interesów Ojca.
Każdego przejścia dokonuje się dla chwały Boga i dla rozwoju naszej indywidualnej Duszy. Ci z nas, którzy zbliżają się do średniego wieku i starszego muszą nauczyć się pytać Ojca: "Co masz dla mnie do zrobienia teraz?" Tak jak kwiat zakwita, więdnie i znowu kwitnie, tak i stare doświadczenia ustępują nowym. Przechodzimy przez wiele doświadczeń, ale śmierć nigdy nie jest ich częścią.
Wcześniej czy później każdy, kto podąża drogą duchową, dochodzi w swym rozwoju do punktu, gdzie zdaje sobie sprawę, że tak jak jeden stan świadomości zastąpiony zostaje innym w procesie rozwoju od narodzin do śmierci, tak i doświadczenie tego, co nazywamy śmiercią, jest inną formą przejścia w procesie życia. Śmierć jest naszą interpretacją tego, co doświadczamy, ale ci, którzy zaznali pierwszego nikłego chociażby poczucia Boga, rozumieją, że Bóg jest życiem wiecznym, życiem bez początku i bez końca: "Bo on jest twoim życiem i długością dni twoich." Wizja ta dostępna jest tylko temu, kto wzniósł się ponad egoistyczne pragnienie trzymania siebie i innych w niewoli znajomej formy. Gąsienica musi zostawić kokon po to, by stać się motylem. Każdy przechodzi kolejne stadia, ale dzięki duchowej ewolucji i rozwojowi ostatecznie odnajduje siebie siedzącego u podnóża Tronu Boga; powraca do Domu Ojca.
Nie oznacza to nieśmiertelności Duszy i śmierci ciała, tak jak jest to powszechnie rozumiane. Ciało umiera codziennie: obcinane paznokcie i włosy odrastają; skóra się złuszcza; komórki ciała nieustannie ulegają zmianie, a mimo tych zmian świadomość, która jest naszą prawdziwą tożsamością, pozostaje. Nasz trening od niemowlęctwa wpoił nam ideę, że ciało, które widzimy w lustrze, którego jesteśmy świadomi, stanowi nasze Ja. Identyfikujemy ciało ze swoim ja. A tymczasem ciało jest instrumentem do naszego użytku, tak jak pojazd, którego używamy do przemieszczania się z jednego miejsca na drugie. Nigdy nie jesteśmy tożsami z naszym pojazdem. Zawsze jesteśmy czymś odrębnym niż pojazd, używamy go jedynie jako środka lokomocji. Pojazd tak samo nie jest "Ja", jak i ciało nie jest "Ja", ponieważ "Ja" to świadomość. Wcześniej czy później musimy zarzucić koncepcję, że ciało stanowi łączną sumę naszej istoty, i zaakceptować prawdę o naszej duchowej tożsamości, którą jest świadomość. Nadszedł czas, by przestać żyć jako istoty ludzkie. Nie oznacza to, że aby doznać stanu duchowego, musimy umrzeć. Nie chodzi tu o śmierć ciała, lecz o przemianę dokonującą się w świadomości, którą Paweł określał jako umieranie dzienne po to, by być odrodzonym w Duchu. Codziennie świadomie musimy wyjąć się spod praw rządzących ludzkim doświadczeniem i uznać łaskę Boga poprzez zdanie sobie sprawy, że żyjemy w Niewidzialnym, w oparciu o Niewidzialne i za sprawą Niewidzialnego. W takim poleganiu na Niewidzialnym umieramy dziennie, aż pewnego dnia umrzemy całkowicie i zostaniemy odrodzeni w Duchu. Od tego momentu życie przebiegać będzie na zupełnie innym poziomie, gdzie nie podlegając prawom fizyczności, żyjemy za sprawą boskiej łaski.