Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Tajemna historia Moskwy». Краткое содержание книги:

Każde miasto ma swoje sekretne miejsca. Wieki pełne mrocznych historii sprawiły, że stolica Rosji ma takich miejsc wyjątkowo dużo. Współczesność przenika się tu z przeszłością w sposób subtelny i magiczny. Mieszkańcy Moskwy szukając schronienia przed problemami współczesnego życia mogą czasem trafić do niezwykłych miejsc. Wystarczy jeden nieostrożny krok, żeby znaleźć się w mrocznym, baśniowym świecie pełnym magii, płaczących drzew, gadających ptaków, wygnanych wieki temu pogańskich bóstw i baśniowych stworzeń. Tu można usłyszeć najdziwniejsze z opowieści. Trzeba tylko cierpliwie nadstawiać uszu. Ekaterina Sedia napisała książkę niezwykłą o zderzeniu dwóch światów. Kapitalistycznej i nowoczesnej Moskwy z magicznym światem starorosyjskich baśni. Tuż pod powierzchnią szarej rzeczywistości kryje się inny świat. Mroczny, niebezpieczny, ale i zarazem piękny. Tu wszystko jest możliwe. Niepokojący klimat powieści porównywany jest przez krytyków z dziełami Bułhakowa. Ta książka to jedna z najważniejszych pozycji współczesnej literatury rosyjskiej. Główną bohaterką powieści jest Galina, młoda kobieta mająca na głowie zwyczajne problemy codziennego życia. Zostaje zaplątana w wir tajemniczych wydarzeń i razem z milicjantem prowadzącym śledztwo w sprawie tajemniczych zaginięć musi na nowo poznać otaczający ją świat. Wspólne poszukiwania prowadzą ich do podziemnego królestwa, do krainy zawieszonej między rzeczywistością i fantazją. Do świata, gdzie honor ma znaczenie, a dobro i zło są tym, czym były u zarania dziejów. Ekaterina Sedia urodziła się i wychowała w Moskwie. Po studiach przeniosła się do Stanów Zjednoczonych. Obecnie mieszka w New Jersey razem z mężem i dwoma kotami. Wykłada botanikę i ekologię. W chwilach wolnych uprawia ogródek i pisze książki. Jej najnowszy bestseller to Tajemna Historia Moskwy.
1 ... 16 17 18 19 20 21 22 23 24 ... 59
Перейти на страницу:

Dopiero później przyszło jej do głowy, że kobiety te stawiano za wzór bezinteresownego oddania i posłuszeństwa – z początku nie potrafiła pojąć, dlaczego tak postąpiły. Była za młoda, żeby rozumieć definicje miłości i tragedii, nierozerwalnie wówczas powiązane. Obecnie sceptycznie podchodziła do obu. Pod tym względem różniła się od koleżanek z klasy, które zwykle słuchały historii o powstaniu i żonach dekabrystów z minami niemal religijnego uniesienia.

– Czy kiedykolwiek żałowałaś wyjazdu na Syberię? – Zapytała.

Kobieta zapaliła kolejnego papierosa i parsknęła gorzkim śmiechem.

– Ja? Nie wyjechałam. To znaczy, pojechałam do Moskwy. Nie mogłam znieść wstydu. – Spojrzenie jej dużych ciemnych oczu przywarło do twarzy Galiny. – Ale ty nie wiesz, co to znaczy się wstydzić, prawda?

– Wiem – zaczęła Galina. – Ja…

– Poczucie winy to nie to samo – przerwała jej żona dekabrysty. – Wstyd jest czymś, co rani cię od zewnątrz.

– W takim razie dlaczego nie pojechałaś?

Kobieta wzruszyła ramieniem. Zmysłowe, pomyślała Galina, tego słowa używano do opisywania kobiet takich jak ona.

– Ponieważ spodziewali się, że pojadę, jak sądzę. Ponieważ byłam tylko dodatkiem. Ponieważ nie miało znaczenia, czego ja chcę. Mężczyźni zawsze mnie pytają: „Nie kochałaś swojego męża?". Kobiety nigdy tego nie robią, wyobrażasz sobie?

Po chwili przeniosła omdlewające spojrzenie z Galiny na rozżarzony koniuszek papierosa.

– Co myślisz?

– Nie chodzi o miłość. – Galina podjęła próbę wyjaśnienia i urwała, bo zabrakło jej słów.

– Te, które pojechały, porzuciły wszystko – powiedziała kobieta. – Te, które zostały, porzuciły swoich mężów. Ja porzuciłam jedno i drugie. Moja przyjaciółka pojechała i nigdy nie mogła napisać do swojej rodziny. Zostawiła dzieci i rodzina ją za to znienawidziła. Moja mnie znienawidziła, bo tego nie zrobiłam.

***

Miała na imię Elena i uciekła z domu w Sankt Petersburgu, który nagle rozbrzmiał pustymi echami, gdy jej mąż, zakuty w dyby, został zesłany w jakieś niewyobrażalne miejsce. Zrozumiała, że nie może wygrać. Obojętne, co zrobi, będzie albo złą córką dla ojca, owdowiałego hrabiego Kliazmenskiego, albo złą żoną dla męża, Dimitrija. Prawda wyglądała tak, że miała dość obu mężczyzn swojego życia, dlatego spakowała do dwóch skromnych kufrów ubrania i bibeloty, z którymi jeszcze nie umiała się rozstać, dała gospodyni klucze od mieszkania na brzegu Newy i kazała stangretowi zawieźć się do Moskwy. Wszyscy założyli, że wybiera się na zakupy, i kątem oka widziała, jak – nawet słudzy! – z dezaprobatą potrząsają głowami.

Szczerze mówiąc, nie była pewna, co chce robić w Moskwie. Mogła odwiedzić dalekich krewnych, ale nie miała do tego serca. Mogła wynająć pokoje i odciąć się od świata. Zamiast to zrobić, spacerowała po bulwarze i patrzyła na zamarzniętą rzekę Moskwę, skutą zielonym lodem, w którym czerniały szczeliny leniwie płynącej wody. Drżąc w futrach, rozważała, czy woda jest równie zimna jak powietrze, w którym jej oddech przemieniał się w chmurę, gdy tylko opuścił usta. Została nad rzeką do nocy, kiedy wzeszły gwiazdy.

Noc miała inny kolor – tutaj, dalej na południe, granat nieba był głębszy, bardziej nasycony, a gwiazdy stały się wielkie i żółte, odmienne od białych punkcików znanych jej z Sankt Petersburga. Tęskniła za zorzą polarną.

Ruch na rzece przyciągnął jej uwagę – zmrużyła oczy, patrząc na niewyraźne sylwetki, zmartwiona, że ciemne chłopskie dzieci zapuściły się na lód, gruby wprawdzie, lecz gotów zarwać się w każdej chwili pod najlżejszą bodaj stopą. Chciała do nich zawołać, żeby zawróciły, gdy nagle jej oddech przestał zamarzać w powietrzu; zapomniała oddychać. Mroczne sylwetki wypełzły na bulwar po jej stronie rzeki, oblepione błotem i nieczystościami, i wówczas ujrzała, że to wcale nie dzieci, lecz dorosłe kobiety. Blade i brudne, przyodziane tylko w cienkie lniane koszule.

Lazły na czworakach jak zwierzęta, aż dotarły do pierwszej łaty otwartej czarnej wody. Wsunęły się w nią, jedna po drugiej, bezszelestnie jak foki. Zanim Elena wyrwała się z osłupienia, pojawiły się znowu, smukłe i czyste, płótno przylegało do ich młodych ciał, mokre włosy oblepiały twarze i szyje. Zebrały się na lodzie, w miejscu gdzie wydawał się solidniejszy, i chwyciły za ręce, tworząc krąg jak wiejskie dziewczęta na weselach. I zaczęły tańczyć – wirowały w kręgu, coraz szybciej i szybciej, aż Elenie zakręciło się w głowie. A potem bose stopy oderwały się od lodu i kobiety zatańczyły w powietrzu. Woda na ich koszulach i twarzach zamarzła. Wyglądały jak rzeźby lodowe, cudownie ożywione.

Elena przechyliła się z walącym sercem głębiej ponad balustradą. W głębi duszy wiedziała, kim są kobiety – były rusałkami, duchami dziewcząt, które utonęły. Niczego bardziej nie pragnęła, jak do nich dołączyć. W pobliżu nie było nikogo, więc przeszła przez balustradę, niezdarna w ciężkich spódnicach i płaszczu, ale pełna chęci. Nie pamiętała, kiedy ostatni raz odczuwała taką tęsknotę, takie pragnienie dołączenia do ludzi.

Zeszła na lód; kobiety zdawały się nieświadome jej obecności. Omijała z daleka przyprawiające o zawrót głowy czarne plamy otwartej wody. Lód trzeszczał pod jej trzewikami. Była już blisko. Jakby na dany znak, wszystkie twarze zwróciły się w jej stronę. Usłyszała ogłuszający trzask, gdy lód pękł pod jej stopami, otwierając się w czarnej szczelinie. Straciła równowagę i nagle czarna woda sięgnęła w górę, zamykając jej pierś w lodowatym uścisku. Rzeka wdarła się w jej usta otwarte do krzyku, zalała oczy, okręciła włosy dokoła szyi. Elena poczuła dłonie na rękach i ramionach i chwyciła się ich kurczowo. Ale zamiast wyciągnąć ją na bezpieczny brzeg, kobiety ze śmiechem wlokły ją w dół, coraz niżej, głęboko w czarną wodę, dokąd nie zaglądało nawet światło gwiazd.

Płuca ją paliły, pierś wznosiła się ciężko w buncie przeciwko śmiercionośnym objęciom lodowatej wody. Otworzyła usta i odetchnęła wodą, czując, jak się w niej kłębi, czekając na nieuchronną ciemność. Ręce wciągały ją pod lód, gdzie nie sięga światło gwiazd, skąd nie można wypłynąć.

Skóra tak bardzo zdrętwiała jej od zimna, że dopiero po chwili zauważyła zmianę temperatury – woda się ociepliła, a blask gdzieś w górze wskazywał drogę ucieczki. Rzuciła się ku jasności i nie wierzyła zmysłom, gdy głowa przebiła powierzchnię, a płuca wyrzuciły lodowatą wodę rzeki Moskwy do nieznanego ciepłego jeziora i zassały stęchłe powietrze. Dziewczęta, które ją tu przywlokły, też wypłynęły, śmiejąc się i paplając. Nie miała pojęcia, dokąd trafiła, ale wiedziała, że dawne troski opadły z niej niczym bielmo z oczu uzdrowionego ślepca.

***

– Podobnie jest w przypadku wszystkich innych, prawda? – Zapytała Galina. – Tak bardzo chciałaś uciec.

– I nie pasujemy nigdzie indziej – uzupełniła Elena.

Galina skinęła głową.

– Wiesz, zawsze miałam nadzieję, że jest dla mnie jakieś miejsce, ziemia obiecana… I znalazłam je dopiero wtedy, gdy zaginął ktoś, kogo kocham.

– Bo… – Zaczęła Elena i nieśpiesznie zaciągnęła się papierosem – ludzie z reguły nie wiedzą, czego naprawdę chcą. Poza tym to wcale nie jest ziemia obiecana. Zabawne, że pomyślałaś, że gdy upchniesz wszystkich odmieńców w jednym miejscu, w jakiś magiczny sposób stanie się ono rajem.

– Tak wygląda.

Głośny plusk i krzyki skierowały jej uwagę na jezioro; nawet Elena wstała i spojrzała, mrużąc oczy. Kilka rusałek cofało się z płaczem i krzykiem przed czymś, co wśród nich pływało.

1 ... 16 17 18 19 20 21 22 23 24 ... 59
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)