Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 206 207 208 209 210 211 212 213 214 ... 508
Перейти на страницу:

tak przyjemnie...

Zaraz, chyba powinien coś jeszcze zrobić. Powiedzieć. Zawsze coś mówił. I zawsze

mówił to Severusowi. Nie może zasnąć, zanim tego nie zrobi.

- Dobranoc, Severusie - wymamrotał cicho w poduszkę.

Tak, to było to. Teraz mógł już zasnąć. Teraz mógł już pozwolić, aby ciemność otuliła

go całego i zamknęła w swoim kokonie.

I zrobił to, odpływając coraz głębiej i głębiej w słodki sen. Kiedy się w nim zanurzał, a świat zamykał się nad nim, miał wrażenie, że usłyszał bardzo, bardzo odległy głos,

szepczący "dobranoc".

Ale może tylko mu się to wydawało? A może już śnił?

***

Harry upadł na wilgotną trawę. Kręciło mu się w głowie. Miał wrażenie, jakby przed

chwilą jechał kolejką górską.

Zamrugał i wypluł z ust mokre źdźbło, po czym podniósł głowę i rozejrzał się.

W słabym świetle księżyca dostrzegł przed sobą kamienną, porośniętą mchem płytę.

Wyglądała tak, jakby wynurzyła się spod ziemi, zaplątana w długie, zwisające z niej

łodygi. Albo korzenie. Kiedy wytrzeszczył oczy, dostrzegł wyryte w kamieniu słowa. I

teraz już wiedział, co to było. Nagrobek.

Podniósł się na kolana i w polu jego widzenia pojawiły się kolejne nagrobki i rzeźby,

wyglądające niczym zmarli, którzy zastygli w próbie wydostania się z krainy śmierci.

W ich wyciągniętych, splątanych łodygami ramionach było coś przerażającego. Harry

przełknął ślinę i kucnął, z nieznanego powodu wciąż obawiając się wyprostować.

Znajdował się na cmentarzu.

Wzdrygnął się, kiedy usłyszał za sobą jakiś jęk. Wyglądało na to, że nie jest tutaj

sam.

Odwrócił się gwałtownie i dostrzegł leżącą w trawie postać, która poruszyła się i

podniosła głowę.

To był Cedrik.

Harry miał niejasne wrażenie, że już tu kiedyś był. Że coś takiego już się zdarzyło. A

to jedynie wzmogło pełzający pod skórą niepokój.

Wyprostował się i rozejrzał. Światło księżyca było zbyt słabe, aby mógł dostrzec

szczegóły otoczenia, dlatego podszedł bliżej do wyrastającego przed nim nagrobka,

słysząc ciche stęknięcia próbującego podnieść się na nogi Puchona. Wysilił wzrok,

aby odczytać znajdujący się na kamieniu napis.

Tom Riddle.

Ogarnął go znajomy strach, a jego serce natychmiast zareagowało, przyspieszając

rytm i podchodząc mu do gardła. Odskoczył od nagrobka tak gwałtownie, jakby

wystrzeliły z niego próbujące go dosięgnąć płomienie.

Nagle usłyszał kroki. Chrzęszczące na pokrywających ziemię patykach. Rozejrzał

się, szukając ich źródła.

Z ciemności wynurzyła się przygarbiona postać, niosąc na rękach małe zawiniątko.

Człowieczek był niski i chudy i poruszał się niczym przestraszony, węszący szczur.

Harry poczuł, jak coś ciężkiego opada mu do żołądka, a w piersi zaczyna płonąć

gniew. Silniejszy od strachu.

Glizdogon!

Nie, było coś jeszcze. Wiedział to w chwili, kiedy jego bliznę przeszył niewyobrażalny

ból, jakby ktoś dotknął jego czoła rozżarzonym pogrzebaczem.

I wtedy to zobaczył. Białą, błyszczącą czaszkę wychylającą się z zawiniątka.

Przerażenie ścisnęło mu gardło.

To był Voldemort! Wiedział o tym!

Ale jak? Skąd?

Zanim zdążył zareagować, usłyszał wysoki, rozrywający głowę syk:

- Zabij niepotrzebnego.

W dłoni Glizdogona pojawiła się różdżka i Harry widział jak na zwolnionym filmie, jak

wargi mężczyzny układają się w słowa Klątwy Uśmiercającej, a on sam odwraca się

do Cedrika, chcąc go ostrzec, ale krzyk zamarł mu na ustach, kiedy zobaczył, że

Puchona już za nim nie ma. Że na jego miejscu stoi wysoka postać w czarnej szacie.

Severus!

- Avada Kedavra!

Mógł tylko patrzeć bezradnie, jak z różdżki Glizdogona wylatuje zielony promień i

trafia prosto w klatkę piersiową zaskoczonego mężczyzny.

I w tym momencie Harry poczuł się tak, jakby coś wyrwano mu z piersi, kiedy patrzył,

jak szczupłe ciało upada w wilgotną trawę, odrzucone siłą uderzenia, jakby nie było

niczym więcej, tylko szmaciana lalką, kukłą bez życia.

Harry widział siebie, jak biegnie i przypada do leżącego na ziemi ciała i spogląda w

rozszerzone oczy Severusa. Nadal były czarne. Ale nie było w nich już tego światła,

którego zawsze szukał, na które z taką niecierpliwością wyczekiwał.

Były puste. Zimne. Martwe.

Poczuł jak w głębi jego ciała, w samym zalążku duszy pojawia się ból. I rośnie,

rośnie, rozdzierając jego wnętrzności, serce, wszystko, co napotyka na swojej

drodze, pragnąc się uwolnić. A kiedy dotarł do ust, niósł już ze sobą wszystko, co

tylko był w stanie zebrać, pozostawiając po sobie jedynie krwawiące zgliszcza. I

pustkę.

I kiedy w końcu wydostał się z gardła, eksplodował cierpieniem, które przeobraziło

się w zachrypnięte, rozdzierające wycie.

- NIEEEEEEEEEE...!

Miał wrażenie, jakby opadał w pustkę, jakby teraz, w tej jednej chwili wszystko, całe

jego życie przestało mieć znaczenie. Pragnął jedynie ciemności i zapomnienia. I

tego, aby ten ból odszedł, ponieważ miał wrażenie, jakby przeżarł wszystkie jego

wnętrzności.

Ale w tej pełnej przerażenia i bólu ciemności, pojawił się jakiś odległy głos. Jednak

Harry nie chciał go do siebie dopuścić. Nie chciał go słuchać.

Głos był jednak coraz wyraźniejszy, przybliżał się.

- ...ter! Potter, do jasnej cholery!

Coś go szarpało. Potrząsało za ramiona. Ktoś.

Harry chciał, żeby sobie poszedł. Nie chciał nic czuć. Chciał tylko krzyczeć i

krzyczeć, ponieważ tylko to pozwalało mu stłumić ból chociaż odrobinę.

- Potter! Obudź się!

Harry uniósł powieki i zobaczył oczy.

Czarne oczy. Nie puste, nie zimne.

Tak samo rozszerzone, nieco zamazane, ale widział w nich światło. Płomienie.

Strach.

Widział życie.

Zerwał się i desperacko rzucił na szyję pochylonego nad nim Severusa, ściskając go

tak mocno, jakby już nigdy nie miał zamiaru go puścić.

- Ty żyjesz... - wyszeptał zachrypniętym głosem. - Żyjesz... On cię nie zabił...

Czuł jak jego serce bije niemal w króliczym tempie. Nie potrafił złapać tchu, a pod

zaciśniętymi powiekami pojawiły się łzy, ale to się nie liczyło, ponieważ Severus

wciąż tu był. Nie odszedł.

Żył.

Wcisnął twarz w szyję mężczyzny, wyczuwając jego przyspieszony puls i jeszcze

nigdy w całym swoim życiu nie czuł takiej ulgi.

- Potter... - zaczął Severus. W jego głosie było wahanie i kiedy Harry go usłyszał,

zrozumiał jaka to była głupia sytuacja.

Zachował się jak pięciolatek, który po koszmarze rzuca się przerażony na szyję

jednego z rodziców.

Nie, Snape nie może widzieć go w takim stanie, nie może widzieć jego roztrzęsienia.

Harry nie chciał, aby jutro rano się z niego naśmiewał.

Puścił go, starając się nie trząść aż tak bardzo i z pochyloną głową, nie chcąc

spojrzeć mu w twarz, wymamrotał:

- Przepraszam. Nic mi nie jest. Muszę tylko pójść do łazienki. Wszystko w porządku.

Wstał z łóżka, czując, jak jego obolałe mięśnie protestują przeciwko takiemu

wysiłkowi i ruszył przed siebie, nie zważając nawet na pulsujący ból otartego tyłka.

Było ciemno, ale nie przejmował się zapaleniem światła. Nie obchodziło go nawet to,

że nie miał okularów.

Chciał jak najszybciej być sam.

Potknął się o coś leżącego na podłodze i wpadł na komodę.

1 ... 206 207 208 209 210 211 212 213 214 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)