Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć Światłości
Pamięć Światłości - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć Światłości

Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:

Pamięć Światłości
1 ... 191 192 193 194 195 196 197 198 199 ... 296
Перейти на страницу:

– Przykro mi – powiedziała Sarene, choć w jej głosie nie było słychać cienia współczucia.

Aviendha już do tego przywykła. To nie było tak, że Sarene było wszystko jedno; nie pozwalała po prostu, by troska ją nadmiernie rozpraszała. A przynajmniej nie wtedy, gdy jej Strażnik był w pobliżu. Aes Sedai mogłyby być świetnymi Pannami Włóczni.

– Ruszajmy – zakomenderowała Aviendha, odchodząc wraz z grupką przenoszących. Podczas wypełnionych walką nocy i dni grupa Aviendhy przemieszczała się, łączyła i dzieliła, jako że kobiety potrzebowały odpoczynku. Jej zdarzało się przysypiać w dzień.

Wspólnie ustalono, że osoba przewodząca kręgowi nie będzie sięgać do swej mocy – choć Aviendha dysponowała jeszcze całkiem sporymi siłami, nawet pomimo wielu godzin walki. To umożliwiało jej pozostawanie czujną, gotową do łowów. Pozostałe kobiety były źródłem mocy, z którego można było czerpać.

Musiała jednak uważać, by nadmiernie ich nie wyeksploatować. Jeśli kobieta się zmęczy, będzie musiała spać przez parę godzin, a potem znowu powróci do walki. Jeśli jednak będzie kompletnie wyczerpana, nie będzie z niej pożytku przez parę ładnych dni.

W chwili obecnej Aviendha miała przy sobie Flinna i trzy Aes Sedai. Nauczyła się splotu, dzięki któremu wiedziała, iż w pobliżu znajduje się przenoszący – splot przepływał przez Aes Sedai i Mądre – ale posiadanie przy boku mężczyzny, który umiał przenosić, było daleko bardziej użyteczne.

Flinn wskazał na rozbłyski ognia widoczne po jednej stronie doliny. Ruszyli w tamtą stronę, mijając ciała i miejsca, gdzie tlił się grunt. W świetle nadchodzącego poranka Aviendha dostrzegła poprzez chłodną mgiełkę, że wojska Darlina wciąż utrzymują wejście do doliny. Trolloki parły naprzód, w kierunku niskich, usypanych z ziemi kopców, które rozkazał zbudować Ituralde. Zabijano po obu stronach. Wśród Trolloków było jednak znacznie mniej ofiar – ale bestie miały przewagę liczebną. Aviendha ogarnęła sytuację szybkim spojrzeniem. Trolloki pokonały jeden z ziemnych szańców, jednakże przybyli jeźdźcy Domani i zepchnęli monstra z wału.

Aielowie walczyli u wylotu doliny. Niektórzy nosili czerwone zasłony, inni czarne. „Zbyt wielu” – pomyślała Aviendha, zatrzymując swą grupę gestem uniesionej dłoni. Następnie ruszyła do przodu sama, starając się zachować ciszę. Mogła oddalić się od swych towarzyszek na kilkaset kroków i wciąż miała dostęp do ich mocy.

Szła przez suchą, skalistą dolinę. Po jej prawej stronie leżały trzy martwe ciała; dwaj mężczyźni mieli czarne zasłony. Aviendha przetestowała ich szybkim Sondowaniem – nie miała zamiaru dać się nabrać na stary trick, iż ktoś żywy ukrywa się pośród ciał poległych. Sama go kiedyś zastosowała.

Ci trzej byli naprawdę martwi, toteż posuwała się naprzód, przykucając. Tam, gdzie Taireńczycy i Domani odparli Trolloki, stacjonowała grupa żołnierzy strzegąca obozu i ścieżki prowadzącej do miejsca, w którym walczył Rand. Nieco dalej walczyły oddziały Aielów i wojowników w czerwonych zasłonach, z których każdy starał się wypaść lepiej od drugiego. Tyle tylko, że czerwone zasłony umiały przenosić.

Ziemia nieopodal zadudniła i zatrzęsła się. W powietrze wytrysnęła fontanna ziemi. Aviendha schyliła się jeszcze niżej, wciąż kucając, ale przyśpieszyła.

Na przodzie ponad tuzin siswai’aman atakował pozycje dwóch czerwonych zasłon. Obydwaj byli przenoszącymi. Teraz sprawili, że ziemia pod stopami atakujących eksplodowała, wyrzucając ciała w górę.

Aviendha rozumiała, czemu Aielowie atakowali. Czerwone zasłony były obrazą, zbrodnią. Seanchanie, którzy ośmielili się uwięzić Mądre, nie byli tak odrażający jak oni. W jakiś sposób Cień pochwycił najdzielniejszych z Aielów i przekształcił ich w te… stworzenia.

Aviendha uderzyła szybko, sprawiając, że moc przepłynęła przez angreal i jej krąg.

Utkała dwie fale ognia i cisnęła je w kierunku wroga. Natychmiast zabrała się za dwa kolejne i spowodowała, że ziemia pod nogami dwóch przenoszących eksplodowała, po czym zabrała się za trzecią falę splotów i raziła nią potykających się w czerwonych zasłonach.

Jeden odskoczył, a drugi został pochwycony w pułapkę ziemnych wybuchów.

Poczęstowała uciekiniera smugą ognia. Potem oba ciała dosięgnął wybuch mocy – chciała mieć pewność, że obaj wojownicy nie żyją. Oni nie przestrzegali ji’e’toh. Byli martwi. Przypominali chwasty, które należało usunąć.

Ruszyła do przodu, by sprawdzić, co dzieje się z siswai’amanami. Ośmiu wciąż żyło, a trzech z nich było rannych. Aviendha nie była szczególnie biegła, jeśli chodzi o Uzdrawianie, ale zdołała ocalić życie jednego z mężczyzn, zatrzymując krwotok z jego gardła. Ci, którzy ocaleli, pozbierali rannych i wycofali się w kierunku obozu.

Stała nad ciałami dwóch poległych. Zdecydowała się nie patrzeć na nich z bliska. Widok jednego człowieka, którego znała, był dostatecznie okropny. Ci…

Wstrząsnął nią szok i jedno z jej źródeł mocy wygasło. Aviendha wzięła głęboki oddech. Kolejny żołnierz padł.

Natychmiast zlikwidowała krąg i cofnęła się do miejsca, gdzie zostawiła swoje towarzyszki. Wstrząsały nią błyski i eksplozje. Aviendha przylgnęła do Jedynej Mocy. Jej własna moc wydała się śmiesznie mała w porównaniu do tej, której używała teraz.

Zachwiała się, zatrzymując przy tlących się zwłokach Kiruny i Faeldrin. Szkaradna kobieta, którą widziała wcześniej – Aviendha coraz bardziej była pewna, że kobieta była jedną z Przeklętych – stała w pobliżu z uśmiechem na ustach. Trzymała rękę na ramieniu Sarene. Szczupła Biała Ajah zwróciła głowę w jej stronę, wpatrując się w Przeklętą tępym, pełnym podziwu spojrzeniem. Strażnik leżał martwy u jej stóp. Obie zniknęły, wykonując obrót wokół własnej osi. Podróżowanie bez użycia bram. Aviendha upadła na kolana przy ciałach zabitych. Obok Damer Flinn, jęcząc, usiłował uwolnić się ze zwałów eksplodującej ziemi. Nie miał lewej ręki – została spalona.

Aviendha zaklęła i zrobiła wszystko, co mogła, by go Uzdrowić. Flinn stracił przytomność. Aviendha poczuła się nagle bardzo zmęczona i bardzo, bardzo samotna.

35

Sztuczny uśmieszek.

Olverowi brakowało Wiatra. Bela – silna klacz o gęstej sierści, której dosiadał – nie była oczywiście złym wierzchowcem. Była jednak powolna. Olver dowiedział się o tym, gdy próbował ją pośpieszyć, ale Bela wlokła się powoli za innymi końmi. Nic nie mogło sprawić, by ruszała się choć odrobinę szybciej. Olver pragnął pędzić jak burza. A zamiast tego poruszał się w tempie ciężkiej kłody płynącej na powierzchni spokojnej rzeki.

Otarł czoło. Ugór był przerażający, a wędrowcy – większa część z nich nie miała koni – szli tak, jakby każdy krok miał sprowadzić na nich hordy Trolloków. Reszta rozmawiała przyciszonymi głosami, podejrzliwie popatrując na wzgórza.

Minęli kępy wyschniętych drzew. Wyciekał z nich sok, bo ich korę pocięto. Jednak sok wyglądał na zbyt czerwony. Przypominał krew. Jeden z członków konwoju zbliżył się i przyjrzał temu uważniej.

Po konarach pięła się winorośl – wyglądała na brązową i zwiędłą, jednakże wiła się niczym wąż. Nim Olver zdążył krzyknąć, ciekawski wisiał martwy na gałęziach drzewa.

Wszyscy zamarli, przerażeni. Drzewo zaś jak gdyby wciągnęło martwego mężczyznę poprzez pęknięcie w korze. Strawiło go. Być może sok rośliny był krwią.

Olver rozglądał się, zdjęty strachem.

– Stać – powiedziała lady Faile lekko drżącym głosem. – Mówiłam wam, żebyście nie podchodzili blisko do roślin! Niczego nie dotykajcie.

1 ... 191 192 193 194 195 196 197 198 199 ... 296
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)