Pamięć Światłości
- Автор: Джордан Роберт, Сандерсон Брендон
- Серия: Kolo czasu #14
- Язык: польский
- Переводчик: Jan Karłowski
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:
– Mężczyźni? – spytał. – Przenoszący? Czyżby przybyło więcej Asha’manów?
– Raczej nie – odparła Aviendha. – Amys, Sorilea, musimy utworzyć krąg.
Rzuciły jej zdziwione spojrzenia. Mogła być teraz jedną z nich i dowodzić dzięki autorytetowi Car’a’carna, ale przypominanie o tym Sorilei mogło się dla Aviendhy skończyć problemami.
– Jeśli byłybyście tak uprzejme – dodała szybko.
– Skoro tak chcesz, Aviendha – powiedziała Sorilea. – Pójdę i porozmawiam z innymi i przyślę je do ciebie, tak byś mogła utworzyć krąg. Utworzymy dwa kręgi, jak kiedyś sugerowałaś. Tak będzie najlepiej.
„Uparta jak Cadsuane” – pomyślała Aviendha. One dwie mogły uczyć cierpliwości drzewa. Jednakże Sorilea nie dysponowała silną Mocą – ledwie umiała przenosić – będzie więc mądrą decyzją skorzystać z pomocy innych, tak jak to zostało zaproponowane.
Sorilea zaczęła zwoływać Mądre i inne Aes Sedai. Aviendha oczekiwała z niepokojem; w dolinie słychać było krzyki i wybuchy. W niebo strzelały strumienie ognia, po czym opadały.
– Sorilea – powiedziała cicho Aviendha do starszej Mądrej. Kobiety zaczęły tworzyć kręgi. – Dziś zostałam zaatakowana w obozie przez trzech mężczyzn… Aielów. Niedługo weźmiemy udział w bitwie i to prawdopodobnie sprowokuje kolejnych Aielów, którzy są po stronie Cienia.
Sorilea odwróciła się gwałtownie, napotkawszy spojrzenie Aviendhy.
– Wyjaśnij to.
– Myślę, że byli to ludzie, których posłaliśmy, by zabili Odbierającego Wzrok.
Sorilea cichutko zasyczała.
– Jeśli to prawda, dziecko, to ta noc będzie dla nas wielkim toh. Tak samo dla Car’a’carna i dla całej krainy.
– Wiem.
– Jeśli się zgodzisz, stworzę trzeci krąg; być może skłonię Poszukiwaczki Wiatru, by się do niego przyłączyły.
Aviendha skinęła głową, po czym przejęła kontrolę nad jednym z kręgów. Oprócz niej tworzyły go trzy zaprzysiężone Randowi Aes Sedai i dwie Mądre. Z polecenia Aviendhy do kręgu nie dołączył Flinn. Chciała, by wypatrywał oznak, czy w pobliżu znajdują się przenoszący mężczyźni i w razie czego wskazał, gdzie się znajdowali. Gdyby stanął w kręgu, nie byłby w stanie wykonać swego zadania.
Aviendha ruszyła niczym oddział Sióstr Włóczni. Minęła grupy Obrońców Tairenu, którzy zakładali lśniące napierśniki na mundury z szerokimi, pasiastymi rękawami. W jednej z grupek stał król Darlin, zajęty wydawaniem rozkazów.
– Chwileczkę – powiedziała Aviendha, spiesząc ku Taireńczykowi.
– …ich wszystkich! – mówił Darlin do swych dowódców. – Nie pozwólcie, by przednie szyki się osłabiły! Nie możemy pozwolić, by te monstra zajęły dolinę! – Wyglądało na to, że atak wyrwał go ze snu, bo stał ubrany tylko w spodnie i biały podkoszulek. Rozczochrany służący podawał mu płaszcz, ale król odwrócił się na widok posłańca.
Kiedy ujrzał Aviendhę, przywołał ją niecierpliwym gestem. Służący westchnął i opuścił płaszcz.
– Zrezygnowałem z atakowania ich dzisiejszej nocy – oświadczył Darlin, po czym spojrzał w niebo. – Albo nawet i tego ranka. Raporty zwiadowców są mylące. Czuję się, jakbym znalazł się w kojcu pełnym oszalałych kurczaków i musiał złapać jednego z czarnymi piórami.
– Czy te raporty – zapytała Aviendha – wspominają o Aielach, którzy walczą po stronie Cienia? Prawdopodobnie potrafiących przenosić?
Darli odwrócił się gwałtownie.
– To prawda?
– Tak.
– A Trolloki nacierają całą swą masą, by przedostać się do doliny. Jeśli Aielowie-Władcy Strachu zaatakują nasze oddziały, nie damy sobie rady bez waszej pomocy.
– Ruszamy do walki – odparła Aviendha. – Poślij po Amys i Cadsuane, by postawiły bramy. Ale ostrzegam cię. Złapałam jednego z Władców Strachu, który kręcił się przy twoim namiocie…
Darlin zbladł.
– Jak Ituralde… Światłości, nie tknęli mnie. Przysięgam. Ja… – Uniósł rękę do głowy. – Komu zaufać, jeśli nie możemy ufać własnym umysłom?
– Musimy rozpocząć taniec włóczni tak szybko, jak to możliwe – odparła Aviendha. – Idź do Rhuarca, zbierz swoich dowódców. Zaplanujcie, jak wspólnie stawicie czoła Cieniowi. I nie pozwólcie, by tylko jeden człowiek dowodził bitwą. Niech wasze plany będą stabilne i nie zmieniają się.
– To może doprowadzić do klęski – powiedział Darlin. – Jeśli nie będziemy elastyczni…
– Ale co wymagałoby zmian? – zapytała Aviendha ponuro. – Utrzymamy swe pozycje. Dysponując siłami, jakie mamy, damy sobie radę. Nie wycofamy się. Nie próbujmy żadnych trików. Musimy się tylko utrzymać.
Darlin skinął głową.
– Dzięki bramom Panny Włóczni usytuują się na szczytach wzgórz. Będą raziły w Trolloki gradem strzał. Czy zajmiesz się przenoszącymi wroga?
Aviendha wróciła do swego kręgu, po czym sięgnęła do swej mocy. Im więcej Jedynej Mocy ci przybywa, tym trudniej jest się odciąć od Prawdziwego Źródła. Aviendha przywarła doń tak mocno, iż nikt nie mógł jej od niego oddzielić.
Bezsilność. Aviendha nienawidziła czuć się bezsilną. Niechaj gniew rozpali wściekłość w niej buzującą. Potem poprowadziła swą grupę ku najbliższemu źródłu przenoszenia, które zlokalizował Flinn.
34
Dryfując.
Rand stał w miejscu, którego nie było.
W miejscu poza czasem, poza Wzorem.
Wszędzie wokół rozpościerała się ogromna nicość. Nienasycona, dążąca do pochłaniania nicość. Mógłby właściwie zobaczyć Wzór. Wyglądał niczym tysiące tysięcy skręcających się świetlnych wstążek; kręciły się wokół niego i ponad nim, falując, lśniąc i splatając się razem. Tak przynajmniej umysł Randa zdecydował się interpretować Wzór.
Cokolwiek kiedyś było, mogło być w przyszłości albo zaistnieć w przeszłości… leżało teraz tutaj, przed nim.
Rand nie potrafił tego pojąć. Czerń wokół wsysała go i wciągała. Dotarł do Wzoru i w jakiś sposób się w nim zakotwiczył, nie zostając pochłoniętym przez nicość.
To zmieniło jego sposób widzenia. Czuł, jak powoli zamykany jest w czasie. Wzór przed nim pulsował, a Rand obserwował, jak postępuje jego tkanie. Wiedział, że właściwie nie był to Wzór, ale tak widział to zjawisko jego umysł. Znany z opisów, złożony z posplatanych nici istnień.
Z powrotem osadził się w rzeczywistości i zaczął się w niej poruszać. Czas znowu miał swe znaczenie, ale Rand nie widział nic ani z tyłu, ani z przodu. Wciąż jednak mógł dostrzec wszystkie miejsca, niczym człowiek patrzący z góry na obracającą się kulę ziemską.
Stawił czoło pustce.
– A więc – rzekł. – To tutaj wszystko się wydarzy. Moridin sprawił, iż uwierzyłem, że zwykła walka na miecze mogłaby o wszystkim zadecydować.
ON POCHODZI ODE MNIE. LECZ JEGO OCZY SĄ MAŁE.
– Tak – powiedział Rand. – Zauważyłem to samo.
MAŁE NARZĘDZIA MOGĄ BYĆ EFEKTYWNE. NAJCIEŃSZY Z NOŻY MOŻE ZATRZYMAĆ SERCE. ON CIĘ TU SPROWADZIŁ, PRZECIWNIKU.
Nic takiego nie zdarzyło się ostatnim razem, gdy Rand nazywał się Lews Therin. Mógł jedynie zinterpretować to jako dobry znak.
Teraz walka naprawdę się zaczęła. Spojrzał w nicość i poczuł, jak ta wzbiera. Potem, niczym nagły sztorm, Czarny rzucił przeciwko Randowi wszystkie swe siły.
Perrin oparł się o drzewo, dysząc z bólu. Strzała Zabójcy przeszyła jego ramię, a grot wyszedł przez plecy. Perrin nie odważył się wyciągnąć strzały, nie z…