U martwych w Dallas
- Автор: Харрис Шарлин
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «U martwych w Dallas». Краткое содержание книги:
Pewnego dnia Sookie znajduje na parkingu ciało zamordowanego kucharza z baru, w którym pracuje. Jakby tego było mało, zostaje śmiertelnie poraniona i otruta przez tajemnicza postać z mitów greckich. Na szczęście, pewne przyjacielsko usposobione wampiry wysysają jej zatrutą krew. Kiedy proszą ja o przysługę, Sookie wdzięczna za uratowanie życia nie odmawia. Wkrótce wykorzystuje swoje telepatyczne zdolności aby znaleźć wskazówkę co do zaginięcia pewnego wampira. Wkrótce, jednak Sookie zaczyna żałować swej decyzji…
Nie jestem znawczynią wampirzej psychiki, ale nawet ja zdawałam sobie sprawę, że dla wampira tak potężnego jak Stan utrata jednego z jego braci z siedliska nie była jedynie czymś bardzo niezwykłym. To było poniżające.
Wampiry lubią być poniżane mniej więcej tak samo, jak ludzie.
– Mógłby pan powiedzieć coś więcej o okolicznościach? – powiedziałam możliwie neutralnym głosem.
– Mój brat Farrell nie powrócił do siedliska od pięciu nocy – powiedział Stan Davis.
Wiedziałam, że sprawdzili wszystkie miejsca, w których Farrell najbardziej lubił polować i wypytali każdego wampira w siedlisku Dallas o to, gdzie był ostatnio widziany. Mimo tego, już otwierałam usta, aby o to zapytać, jak to czynią ludzie, ale Bill dotknął mojego ramienia. Spojrzałam za siebie i dostrzegłam leciutkie potrząśnięcie głową. Moje pytania byłyby wzięte za poważną zniewagę.
– A ta dziewczyna? – zapytałam zamiast tego. Ciągle była cicho, ale cała dygotała. Wyglądało na to, że wampir-Latynos jest jedynym, co utrzymuje ja w pozycji pionowej.
– Pracuje w klubie, gdzie go ostatnio widziano. Jednym z naszych, Bat’s Wing.
Bary były ulubioną rozrywką wampirów, bo ich życie zaczynało się w nocy. Całodobowe pralnie chemiczne były jakoś mniej pociągające, niż wypełnione wampirami lokale. W ciągu ostatnich dwóch lat wampirze bary stały się najgorętszymi punktami, w których kwitło nocne życie miasta. Żałosni ludzie, ogarnięci obsesją na punkcie wampirów – tak zwani fangbangerzy – przesiadywali w tych barach, często w przebraniach, w nadziei, że przyciągną uwagę tych prawdziwych. Turyści przychodzili, żeby się pogapić, zarówno na nieumarłych, jak i na fangbangerów. To raczej nie były najbezpieczniejsze miejsca pracy.
Złapałam kontakt wzrokowy z wampirem-Latynosem i wskazałam na krzesło po mojej stronie długiego stołu. Podprowadził do niego dziewczynę. Spojrzałam na nią z góry, przygotowując się do ześlizgnięcia w jej myśli. Jej umysł nie był w żaden sposób chroniony. Zamknęłam oczy.
Miała na imię Bethany. Miała dwadzieścia jeden lat i myślała o sobie jako o dzikim dzieciaku, naprawdę złej dziewczynie. Nie miała pojęcia, w jakie kłopoty może się wplątać, aż do teraz. Podjęcie pracy w Bat’s Wing było buntowniczym gestem jej życia i mogło właśnie obrócić się w tragedię.
Zwróciłam oczy na Stana Davisa.
– Rozumie pan – powiedziałam, podejmując ryzyko – że jeśli ona ujawni informacje, których pan chce, odejdzie wolna, cała i zdrowa.
Powiedział wcześniej, że rozumie warunki umowy, ale musiałam się upewnić.
Stojący z mną Bill westchnął. Nie był zbyt uradowany. Oczy Stana Davisa przez chwilę rozbłysły wściekłością.
– Tak – powiedział cedząc słowa przez na wpół wysunięte kły. – Zgadzam się.
Nasze oczy na chwilę się spotkały. Oboje wiedzieliśmy, że jeszcze dwa lata temu wampiry z Dallas porwałyby Bethany i torturowały ją aż do uzyskania każdego, najmniejszego strzępu informacji, jaki ukrywała w swoim umyśle, a niektóre z pewnością by zmyśliła.
Mainstreaming, ujawnienie swojego istnienia, miały wiele zalet – ale miały też swoją cenę.
W tym wypadku, ceną były moje usługi.
– Jak wyglądał Farrel?
– Jak kowboj. – powiedział Stan, a jego głos był pozbawiony jakiegokolwiek żartobliwego odcienia. – Nosił jeden z tych wąskich krawatów, dżinsy i koszulę z zapięciami z fałszywej masy perłowej.
Wampiry z Dallas nie sprawiały wrażenia szczególnie przejmujących się modą. Może i mogłam przyjść tu w swoim stroju barmanki.
– Jaki miał kolor oczu i włosów?
– Brązowe włosy, przechodzące w szary. Brązowe oczy. Duża szczęka. Mniej więcej… pięć stóp, jedenaście cali [15]. – Stan najwyraźniej przeliczał to sobie z innego systemu mierniczego. – Dla ciebie może wyglądać na jakieś trzydzieści osiem lat. Jest gładko ogolony i szczupły.
– Czy mogę zabrać Bethany gdzieś indziej? Jest tu mniejsze pomieszczenie, mniej zatłoczone?
Starałam się wyglądać miło, bo to wydawało się całkiem dobrym pomysłem.
Stan wykonał szybki ruch ręką, tak szybki, że ledwo go dostrzegłam, i wszystkie wampiry oprócz jego samego i Billa opuściły pokój. Pomimo tego, że nawet nie spojrzalam w tył, mogłam być pewna, że Bill stoi pod ścianą, gotowy na wszystko. Czas zacząć zabawę.
– Bethany, jak się masz? – spytałam, starając się, aby mój głos brzmiał łagodnie.
– Skąd znasz moje imię? – zapytała, osuwając się po siedzeniu. Odsunęłam od stołu krzesło na kółkach, na którym siedziała i obróciłam w swoją stronę. Stan ciągle siedział u szczytu stołu, za mną, nieco po lewej.
– Mogę powiedzieć o tobie dużo rzeczy – powiedziałam, próbując wyglądać na wszystkowiedzącą. Zaczęłam zbierać myśli z powietrza, całkiem jak jabłka z drzewka. – Miałaś psa imieniem Woof, gdy byłaś mała, a twoja mama robiła najlepszy na świecie kokosowy placek. Twój ojciec przegrał kiedyś dużo pieniędzy w karty i musiałaś zastawić swój magnetowid, żeby pomóc mu to spłacić, zanim mama się dowie.
Siedziała z otwartymi ustami. Na tyle, na ile to było możliwe, zapomniała o tym, że jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie
– Super! Jesteś lepsza niż ten gość z telewizji, to medium z reklamy!
– Wiesz Bethany, nie mam żadnych zdolności pseudoparapsychologicznych – powiedziałam, może trochę za ostro. – Jestem telepatką, czytam w myślach, nawet w tych, o których nie wiesz, że je masz. Chcę, żebyś najpierw się zrelaksowała, a potem przypomniała sobie ten wieczór, kiedy pracowałaś w barze – nie dzisiaj, ale pięć dni temu.
Spojrzałam na Stana, który skinął głową.
– Ale ja nie myślałam o cieście mojej mamy!
Bethany najwyraźniej nie mogła się odczepić od tego, co ją najbardziej uderzyło. Postarałam się stłumić westchnięcie.
– Nie byłaś tego świadoma, ale to robiłaś. To prześlizguje się przez twój umysł, kiedy patrzysz na najbledszego wampira – Isabel – bo jej twarz jest tak biała, jak lukier tego ciasta. I myślisz o tym, jak bardzo brakuje ci twojego psa, bo zdajesz sobie sprawę, jak bardzo twoim rodzicom będzie brakować ciebie.
Wiedziałam, że to był błąd, jeszcze zanim te słowa wyszły z moich ust, i mogłam być pewna, że Bethany zacznie znowu płakać, wracając do swojego poprzedniego stanu.
– Więc po co tu jesteś? – spytała pomiędzy jednym spazmatycznym szlochem, a drugim.
– Żeby pomóc ci sobie przypomnieć.
– Ale mówiłaś, że nie jesteś medium.
– I nie jestem.
Czy byłam? Czasami myślałam, że mam jeszcze jakiś inny „dar”, który był właśnie tym, czym wampiry myślały, że jest. Zawsze uważałam to raczej za przekleństwo, dopóki nie spotkałam Billa.
– Medium może dotknąć kogoś i uzyskać o nim informacje. Niektóre media mają wizje o przeszłości lub przyszłości. Niektóre komunikują się z martwymi. Ja jestem telepatką. Mogę czytać w ludzkich myślach. Hipotetycznie mogę także wysyłać myśli, ale nigdy nie próbowałam.
Teraz, kiedy spotkałam innego telepatę, ta próba była ekscytującą możliwością, ale odłożyłam ten pomysł na później, żeby zgłębić to w wolnym czasie. Musiałam się teraz skoncentrować na interesach.
Usiadłam tak blisko Bethany, że stykałyśmy się kolanami. Podjęłam całą serię decyzji. To było dla mnie coś nowego, używanie mojego „wsłuchiwania się” do jakiegoś celu. Większość życia spędziłam robiąc wszystko, żeby nie słyszeć. Teraz słuchanie było moją pracą i prawdopodobnie zależało od tego życie Bethany. Moje właściwie też.
[15] Co łącznie daje 180,34cm.