Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » U martwych w Dallas
U martwych w Dallas - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

U martwych w Dallas

Электронная книга - «U martwych w Dallas». Краткое содержание книги:

Dzięki wynalezionej w japońskim laboratorium syntetycznej krwi oraz napojowi z jej ekstraktem o nazwie Tru: Blood, w ciągu zaledwie jednej nocy wampiry z legendarnych potworów przeistoczyły się w przykładnych obywateli. I chociaż ludzie nie figurują już w ich jadłospisie, społeczeństwo niepokoi się, co stanie się, gdy wampiry opuszczą mroczne kryjówki.
Pewnego dnia Sookie znajduje na parkingu ciało zamordowanego kucharza z baru, w którym pracuje. Jakby tego było mało, zostaje śmiertelnie poraniona i otruta przez tajemnicza postać z mitów greckich. Na szczęście, pewne przyjacielsko usposobione wampiry wysysają jej zatrutą krew. Kiedy proszą ja o przysługę, Sookie wdzięczna za uratowanie życia nie odmawia. Wkrótce wykorzystuje swoje telepatyczne zdolności aby znaleźć wskazówkę co do zaginięcia pewnego wampira. Wkrótce, jednak Sookie zaczyna żałować swej decyzji…
1 ... 12 13 14 15 16 17 18 19 20 ... 62
Перейти на страницу:

– W samolocie cały czas utrzymywałam barierę – odpowiedziałam – a kiedy zaczęłam się nim martwić i spróbowałam czytać w jego myślach, ty wstałeś z trumny, a on zwiał. Miałam zabawne uczucie, zanim uciekł…

Zawahałam się, wiedząc, że to nieprawdopodobne.

Bill po prostu czekał. Nie lubił rzucać słów na próżno. Pozwalał mi skończyć to, co zaczęłam mówić. Zatrzymaliśmy się na chwilę pod ścianą.

– Poczułam, jakby on był tam, żeby mnie porwać – powiedziałam. – Wiem, że to brzmi idiotycznie. Kto miałby wiedzieć, kim jestem, tu, w Dallas? Ale takie właśnie odniosłam wrażenie.

Bill wziął moje ciepłe ręce w swoje zimne.

Spojrzałam mu w oczy. Nie jestem aż taka niska, a on nie jest aż taki wysoki, ale ciągle muszę patrzeć w górę, jeśli chcę na niego spojrzeć. I czuję się odrobinę dumna z tego, że mogę popatrzeć mu prosto w oczy i nie zostać zauroczona. Czasami chciałabym, żeby Bill dał mi inne wspomnienia – na przykład, nie miałabym nic przeciwko zapomnieniu o menadzie – ale niestety to niemożliwe.

Bill rozważył to, co powiedziałam, zdecydował jednak wrócić do tego później.

– Więc sam lot był nudny? – spytał.

– Właściwie, to był całkiem ekscytujący – przyznałam. – Kiedy już się upewniłam, że ludzie z Anubis załadowali cię do samolotu, sama do niego wsiadłam, i stewardessa pokazała nam, co należy robić, gdybyśmy się rozbili. Siedziałam w rzędzie przy wyjściu awaryjnym. Powiedziała, że możemy się zamienić, jeżeli uważamy, że sobie z nim nie poradzimy. Ale myślę, że bym sobie poradziła, nie sądzisz? Przyniosła mi napój i magazyn. Rzadko ktoś mnie obsługuje, przecież jestem kelnerką z zawodu, więc to naprawdę miłe, kiedy role się odwracają.

– Jestem pewien, że potrafisz sobie poradzić ze wszystkim Sookie. Przestraszyłaś się, kiedy samolot startował?

– Nie. Tylko trochę się martwiłam o ten wieczór. Poza tym, było w porządku.

– Przepraszam, że nie mogłem być z tobą – mruknął, a jego głos rozlał się wokół mnie, jakby był chłodnym płynem. Przycisnął mnie do swojej klatki piersiowej.

– W porządku – powiedziałam z twarzą wciśniętą w jego koszulkę, i było to prawie zgodne z prawdą. – No wiesz, pierwszy lot, to trochę szarpie nerwy. Ale wszystko było dobrze. Dopóki nie wylądowaliśmy.

Mogłam narzekać, mogłam jęczeć, ale naprawdę cieszyłam się, że Bill zbudził się na czas, żeby pokierować mnie przez lotnisko. Czułam się coraz bardziej jak uboga krewna ze wsi.

Nie rozmawialiśmy już więcej o księdzu, ale wiedziałam, że Bill o nim nie zapomniał. Pomógł mi z pozbieraniem bagażu i znalezieniem transportu. Musiałabym robić to wszystko sama, gdyby nasza sprawa wymagała wylądowania za dnia.

Pomimo tego, że lotnisko wydawało się niesamowicie zatłoczone, pełne ludzi, którzy wyglądali na zmęczonych i nieszczęśliwych, po wzmocnieniu barier wokół mojego umysłu (Bill musiał mi o tym przypomnieć), byłam w stanie podążać za znakami. Wystarczająco złe było pozwalanie, aby docierało do mnie uczucie zmęczenia i smutku tych wszystkich podróżnych, nawet bez wysłuchiwania ich konkretnych lamentów. Skierowałam bagażowego z naszymi rzeczami (które Bill z łatwością mógłby nieść jedną ręką) na postój taksówek i byliśmy w drodze do hotelu nie później niż w czterdzieści minut od przebudzenia się Billa. Ludzie z Anubis przysięgali na wszystkie świętości, że trumna będzie dostarczona w ciągu trzech godzin.

Zobaczymy. Jeśli tego nie zrobią, dostaniemy darmowy lot.

W ciągu siedmiu lat, które minęły od mojego ukończenia liceum, zapomniałam już, jak wygląda Dallas. Światła miasta były niesamowite, i to całe zamieszanie… Gapiłam się przez okno na wszystko, co mijaliśmy, a Bill uśmiechał z irytującą pobłażliwością.

– Wyglądasz bardzo ładnie, Sookie. Twoje ubranie jest naprawdę świetne.

– Dzięki – powiedziałam, czując ulgę i zadowolenie.

Bill nalegał, abym wyglądała „profesjonalnie”, a gdy spytałam w jakim sensie profesjonalnie, rzucał mi jedno z tych spojrzeń. Założyłam więc szary kostium na białą bluzkę, do tego perłowe kolczyki, czarną torebkę i szpilki. Nawet zebrałam włosy w jakiś pokręcony kształt z tyłu głowy z pomocą jednego z tych hairigami, które kupiłam w TVmarkecie. Moja przyjaciółka Arlene mi pomogła. Moim zdaniem, wyglądałam profesjonalnie. No dobra, może i jak profesjonalna pracownica domu pogrzebowego, ale Billowi się podobało. No i zaopatrzyłam się w to wszystko w Tara’s Togs, jako że był to wydatek, który można wpisać w koszta. Więc nie mogłam narzekać na sprawy finansowe

Czułabym się wygodniej w swoim stroju barmanki. Dajcie mi szorty i T-shirt zamiast tej spódnicy i pończoch! No i do uniformu mogłam nosić adidasy, a nie te cholerne szpilki.

Westchnęłam.

Taksówka zatrzymała się pod hotelem i kierowca wysiadł, żeby wynieść nasze bagaże. Było ich wystarczająco dużo na trzy dni. Gdyby wampiry w Dallas robiły to, co im powiem, mogłabym to szybko skończyć i wrócilibyśmy do Bon Temps jutro wieczorem, aby żyć w spokoju, niezaangażowani w wampirzą politykę – przynajmniej do momentu, kiedy Bill dostanie następne wezwanie. Ale lepiej było wziąć trochę dodatkowych ciuchów na zapas, niż na to liczyć.

Wysiadłam z taksówki za Billem, który właśnie płacił kierowcy. Ubrany w uniform chłopiec z obsługi hotelowej ładował nasze bagaże na wózek. Zwrócił szczupłą twarz w stronę Billa i powiedział:

– Witamy w hotelu Silent Shore, proszę pana! Nazywam się Barry i będę… – Nagle Bill zrobił krok naprzód, światło z holu padło na jego twarz. -…i będę waszym portierem – dokończył Barry słabym głosem.

– Dziękuję – powiedziałam, dając chłopcu, który nie mógł mieć więcej niż osiemnaście lat, chwilę na opanowanie się.

Lekko trzęsły mu się ręce. Nawiązałam z nim umysłowe połączenie, żeby znaleźć przyczynę tego zdenerwowania. Ku mojemu przyjemnemu zaskoczeniu zorientowałam się (po krótkiej rewizji głowy Barry’ego), że jest telepatą, tak samo jak ja! Ale był na tym poziomie organizacji i rozwoju, na którym ja byłam w wieku może dwunastu lat.

Nieźle się w tym pogubił. Nie umiał się kontrolować, a jego bariery, to była jakaś rzeźnia. Chciał temu wszystkiemu zaprzeczyć. Nie wiedziałam, czy go objąć i przytulić, czy szturchnąć. Nagle zdałam sobie sprawę, że to jego tajemnica i ja nie mam prawa jej wydać. Spojrzałam w inną stronę, przestępując z nogi na nogę, jakbym była znudzona.

– Po prostu pójdę za wami z waszym bagażem – wymamrotał Barry, a Bill uśmiechnął się do niego uprzejmie. Barry odpowiedział niepewnym uśmiechem i zajął się wózkiem bagażowym. Tym, co go tak zdenerwowało, musiało być pojawienie się Billa i to, że w jego myślach nie mógł czytać – jak dla mnie, to było wielką zaletą nieumarłych. Barry dopiero musiał się nauczyć, jak relaksować się w towarzystwie wampirów, zwłaszcza, że zgodził się pracować w hotelu, który ich obsługiwał.

Niektórzy ludzie uważają, że wampiry wyglądają przerażająco. Jak dla mnie, to zależy od wampira. Pamiętam swoją myśl, gdy pierwszy raz zobaczyłam Billa – że wygląda całkowicie inaczej. Ale nie był straszny.

Natomiast wampirzyca, która czekała na nas w holu Silent Shores… tak, ona była przerażająca. Założę się, że na jej widok Barry zlałby się w gacie. Nadeszła, kiedy już się zameldowaliśmy, a Bill wkładał właśnie swoją kartę kredytową z powrotem do portfela (spróbujcie używać karty kredytowej, jeśli macie sto sześćdziesiąt lat; ciężko przejść przez te wszystkie formalności). Gdy dawał napiwek Barry’emu, przysunęłam się do niego trochę bliżej w nadziei, że ona mnie nie zauważy.

– Bill Compton? Detektyw z Luizjany? – jej głos był tak zimny i spokojny, jak Billa, ale znacznie mniej modulowany. Nie żyła od dawna. Była biała jak papier i płaska jak deska, a jej cienka, długa do kostek, niebiesko-złota sukienka była chyba specjalnie dobrana tak, żeby zaakcentować zarówno jej bladość, jak i płaskość. Jasnobrązowe włosy (splecione i wystarczająco długie, aby uderzać o jej tyłek) i połyskujące zielone oczy podkreślały jej inność.

1 ... 12 13 14 15 16 17 18 19 20 ... 62
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)