— To już nasz trzeci messal — zaczął fraa Lodoghir. — Pierwszy poświęciliśmy trajektoriom światów w przestrzeni Hemna, które miały nam ułatwić zrozumienie fizycznego wszechświata. Nie miałem nic przeciwko temu, dopóki nie okazało się, że pod płaszczykiem tych idei próbuje się przemycić Hylaejski Świat Teoryczny. Drugi messal przypominał wizytę w cyrku, tyle tylko, że zamiast kunsztu kobiety-gumy, żonglerów i prestidigitatorów podziwialiśmy intelektualne salta, połykanie mieczy i dezinformację, do której muszą się uciekać zwolennicy HŚT, jeśli nie chcą zostać odrzuceni jako wyznawcy kultu religijnego. I to również było w porządku, należało się pozbyć tego świństwa, i muszę w tym miejscu pochwalić edharczyków, że wyłożyli, jeśli tak można powiedzieć, karty na stół. No właśnie. Czas najwyższy chyba, żebyśmy zajęli się sprawą najpilniejszą, którą, gdyby ktoś zapomniał, jest pakt, jego możliwości i zamiary.
— Po pierwsze: dlaczego są do nas podobni? — zapytała suur Asquin. — To pytanie nie daje mi spokoju.
— Dziękuję, suur Asquin! — wykrzyknąłem w kuchni. Posypywałem zapiekankę okruchami chleba. — To wprost nie do wiary, jak niewiele uwagi poświęca się temu szczegółowi.
— Bo ludzie nie wiedzą, co o tym myśleć — odparła suur Tris. — Nie wiedzą nawet, od czego zacząć.
Jakby dla potwierdzenia jej słów w głośniku wezbrała fala przekrzykujących się głosów. Otworzyłem piekarnik i wsunąłem do środka zapiekankę, ustawiając ją na środku ręcznie kutej kraty. Fraa Lodoghir opowiadał tymczasem o ewolucji równoległej i o tym, jak na Arbre podobne pod względem fizycznym, lecz zupełnie niespokrewnione gatunki ewoluowały niezależnie i zapełniały podobne nisze na różnych kontynentach.
— Celna uwaga, fraa Lodoghirze — pochwalił go Zh’vaern. — Wydaje mi się wszakże, że tutaj podobieństwo jest zbyt bliskie, żeby dało się je wytłumaczyć ewolucją równoległą. Dlaczego Geometrzy mają po pięć palców, w tym przeciwstawny kciuk? Dlaczego nie siedem palców i dwa kciuki?
— Wiesz o pakcie coś, co przed nami ukryto? — zainteresował się Lodoghir. — Twoje słowa odnoszą się tylko do jednego przedstawiciela jednego gatunku, który widzieliśmy: antarktyjskiej kobiety. Geometrzy z pozostałych trzech ras mogą przecież mieć po siedem palców.
— Oczywiście, masz rację — zgodził się Zh’vaern. — Tyle że nawet podobieństwo samych Antarktyjczyków i Arbryjczyków jest tak duże, że ewolucja naturalna nie jest żadnym wyjaśnieniem.
Dyskusja trwała przez całe pierwsze danie. My, posługacze, krzątaliśmy się wokół stołu, klucząc wśród rozrzuconych dookoła plecaków. Zostaliśmy poinformowani, że powinniśmy stale mieć je na oku — dzięki temu nawet gdyby rozkaz rozproszenia zbiegł się w czasie z wyłączeniem prądu albo przypadł na moment, kiedy w powietrzu kłębiłyby się tumany kurzu lub dymu, moglibyśmy znaleźć je po omacku. Ponieważ nie bardzo mogliśmy je nosić w tę i z powrotem korytarzem łączącym kuchnię z jadalnią, nagięliśmy odrobinę zasady i rozłożyliśmy plecaki pod ścianą w korytarzu. Donowie położyli swoje za krzesłami, a identyfikatory odrzucili na plecy, żeby jeść bez przeszkód.
Ignetha Foral ucięła dyskusję o palcach i kciukach znaczącym spojrzeniem na suur Asquin, która uciszyła zebranych kolejnym ze swoich mistrzowskich kaszlnięć.
— Z braku danych stwierdzenie prawdziwości hipotezy o ewolucji równoległej nie jest możliwe.
— Zgadzam się — przytaknął melancholijnie Lodoghir.
— Hipoteza alternatywna zakłada przeciek informacji poprzez Knot, jeśli dobrze rozumiem argumentację fraa Paphlagona?
Paphlagon trochę się zaniepokoił.
— Kiedy mówisz o „przecieku”, brzmi to jak awaria systemu. Tymczasem chodzi tu o całkiem zwyczajny przepływ lub, jeśli wolicie, perkolację informacji wzdłuż SGA.
— Pomówmy chwilę o tym przepływie — zaproponował Lodoghir. — Do tej pory wydawało mi się, że dzięki niemu teorowie postrzegają ponadczasowe prawdy odnoszące się do trójkątów równoramiennych. Nie powinienem być zdziwiony bujnym rozrostem waszych twierdzeń, ale czy nie jest tak, że prosisz nas o to, żebyśmy przyjęli na wiarę istnienie procesu jeszcze bardziej niewiarygodnego? Popraw mnie, jeśli się mylę, ale wydaje mi się, że próbujesz łączyć przepływ informacji przez Knot z ewolucją biologiczną.
Krępująca cisza.
— Wierzysz chyba w ewolucję? — upewnił się Lodoghir.
— Owszem, chociaż wydałaby się pewnie dziwna Protasowi, który miał prawdziwie pogańskie poglądy na HŚT i całą resztę. Nie zmienia to faktu, że każda nowoczesna odmiana protyzmu musi dać się pogodzić z uświęconymi tradycją teoriami, nie tylko kosmograficznymi, ale także ewolucyjnymi. Nie zgadzam się jednak z polemiczną częścią twojej wypowiedzi, Lodoghirze: to nie jest wcale twierdzenie większe, ale mniejsze, skromniejsze.
— Och, przepraszam. Pomyślałem po prostu, że kiedy stwierdzasz coś więcej niż dotychczas, mogę nazwać to twierdzenie większym.
— Stwierdzam tylko to, co podpowiada mi rozsądek. A to, jak sam byłeś łaskaw zauważyć podczas spotkania z fraa Erasmasem na plenum, zwykle jest twierdzenie najskromniejsze, bo najmniej skomplikowane. Twierdzę mianowicie, że informacja przepływa przez Knot poniekąd analogicznie do przepływania z przeszłości do teraźniejszości. Poruszając się w ten sposób, wywołuje — między innymi — mierzalne zmiany w tkance nerwowej…
— Dzięki którym dostrzegamy prawdę o naturze cnoönów — wtrąciła suur Asquin tytułem wyjaśnienia.
— Tak jest — przytaknął Paphlagon. — Skąd już blisko do HŚT i ulubionego przez fraa Lodoghira protyzmu teorycznego. Tkanka nerwowa jest jednak tylko tkanką, niczym więcej; materią posłuszną prawom natury. Nie jest magiczna, nie ma żadnej duchowej natury i moja opinia na jej temat nie ma tu nic do rzeczy.
— Ach, jakże mi ulżyło! — wykrzyknął Lodoghir. — Zanim fraa Erasmas poda mi deser, zdążę cię przeciągnąć do obozu proceńskiego.
Paphlagon powstrzymał wybuch śmiechu i po chwili mówił dalej:
— Nie mógłbym wierzyć w to wszystko, co przed chwilą powiedziałem, nie postulując istnienia jakiegoś naturalnego mechanizmu, którego działanie można objaśnić na gruncie teorycznym i który pozwala światom „bardziej hylaejskim” powodować zmiany w światach „mniej hylaejskich”, położonych „niżej” na Knocie od tych pierwszych. Na pierwszy rzut oka nie widzę powodu, by zakładać, że wszystkie takie interakcje mają coś wspólnego wyłącznie z trójkątami równoramiennymi, a jedyna materia w całym kosmosie, która się pod ich wpływem zmienia, mieści się w mózgach teorów! To by było twierdzenie nie tylko wielce ambitne, ale i cokolwiek dziwaczne.