Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Gazeta Lokalna - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Gazeta Lokalna

Электронная книга - «Gazeta Lokalna». Краткое содержание книги:

Podczas wystawnego przyjęcia wydanego na cześć sędziego okręgowego Pinchasa Hornsztyka zostaje zamordowana jego żona Aleksandra, ambitna kobieta interesu. Uczestnicząca w przyjęciu Lizzi Badihi, księżniczka miejscowego brukowca, postanawia podjąć prywatne śledztwo. Rozwikłanie zagadkowego zabójstwa staje się dla niej sprawą prestiżową. Frapująca intryga kryminalna, która zadowoli najwybredniejszych koneserów tego gatunku powieści, nie jest jednak jedyną zaletą książki. W miarę rozwoju akcji ciekawym przeobrażeniom podlega też sama jej bohaterka, głównie za sprawą niekonwencjonalnych przygód erotycznych. Czytelnik znajdzie tu też sporo ciekawych obrazków z życia współczesnej izraelskiej prowincji.
1 ... 18 19 20 21 22 23 24 25 26 ... 52
Перейти на страницу:

– Dlaczego jego ojciec był biedny? – zapytała Lizzi, zanim Klara zdążyła zasypać ją opowieściami o niegdysiejszym przeznaczeniu porcelanowych i emaliowanych naczyń.

– Ty opowiedz, Jakow – poprosiła ciotka.

– Miał ładną żonę, Teresę, o wiele od niego młodszą. Urodziła mu dwóch synów, Archimedesa i Pitagorasa, a w końcu uciekła z jego najlepszym przyjacielem, Ismaelem Tuw-Elem.

– I co się z nią stało?

– Nie wiadomo. Jusuf szukał jej i szukał. W końcu znalazł Ismaela w Aleksandrii. Okazało się, że ktoś rzucił nań urok i cała jego skóra pokryła się brązowymi i białymi pręgami, jak u tygrysa. Wtedy Teresa od niego odeszła. W Aleksandrii Ismael zaczął pracować w łaźni, bo tam pod osłoną pary nie można było zobaczyć tych okropnych pręg. Nie umiał powiedzieć Jusufowi, gdzie może być jego żona. Tak to jest, gdy człowiek żeni się z kobietą, która potrafi stać się niewidzialna. Kiedy Jusuf zrozumiał, że ona nigdy nie wróci razem z dziećmi, wyemigrował do Palestyny.

Wszyscy troje siedzieli przez chwilę w milczeniu i rozmyślali o gorzkim losie, który przypadł w udziale rodzinie Lewich.

– A co robi Archimedes? – zapytała w końcu Lizzi.

Okazało się, że Archimedes Lewi handluje znaczkami pocztowymi, a jego sklepik mieści się w tym samym budynku co kawiarnia etiopskich Żydów i znany jest nie tylko w Beer Szewie, ale również w Tel Awiwie, Hajfie i Jerozolimie. Turyści, którzy zbierają znaczki, także znają jego nazwisko i ciągną do sklepiku Archimedesa jak pielgrzymi do Ściany Płaczu.

– Jest bogaty?

– Ma w domu krany, które są z zewnątrz z niklu, a pod spodem ze złota. Liczy się to, co jest pod spodem.

– To wszystko dzięki znaczkom?

– Handluje też monetami. Zabytkowymi. Niektórzy powiadają, że nowymi również.

– Fałszerz?

– Żyje z procentu.

– Znacie go?

– Archimedes jest właścicielem tego domu i wszystkich sklepów na ulicy. Płacimy mu trzysta dolarów miesięcznie. Zawsze mówi, że mógłby dostać pięćset.

– Chciałby was stąd wyrzucić?

– Nie. Ale chce, żebyśmy wiedzieli, że robi nam łaskę. Żebyśmy czuli się zobowiązani.

– Moglibyście mu mnie przedstawić?

Teraz Klara i Jakow zaczęli zadawać pytania. Cała historia utwierdziła ich w przekonaniu, że postawili na właściwą kartę – ich Lizzi była niezwykle bystra.

Rozdział 17

Kiedy Lizzi weszła do sklepu filatelistycznego Archimedesa Lewiego, pomyślała o swoim dzieciństwie. Tak wiele rzeczy było dla niej obcych. Niczego nie zbierała. Ani znaczków, ani muszli, ani kart, ani nawet papierków od czekoladek lub gumy do żucia „Bazooka” – żadnej z tych rzeczy, które stanowiły skarby jej małych siostrzenic. Dziewczynki przechowywały w pustych bombonierkach swoją biżuterię, a w starych portmonetkach zbiory obrazków. Mama przynosiła jej wprawdzie resztki tkanin z fabryki, ale zawsze zostawały wykorzystane w jakimś pożytecznym celu: zamieniały się w lalki, ściereczki do kurzu, serwetki. Ona sama była cichą, pracowitą dziewczynką i wyrosła na cichą, pracowitą kobietę. I nie zbiera niczego, co nie ma praktycznego zastosowania. Zawsze potrzebny jest dach nad głową, chleb i ubranie. Wszystko poza tym jest zbędne. W każdej chwili Lizzi była gotowa wyjść z domu, zamknąć za sobą drzwi i odjechać. Żywiła też ogromny lęk przed gromadzeniem dóbr materialnych. Staropanieństwo nie jest jeszcze tak straszne, dopóki nie ma się serwisu do kawy. Serwis dostaje się w prezencie ślubnym. Dziewczyna, która kupuje go sobie sama, traci nadzieję na zamążpójście.

Lizzi rozglądała się po sklepie oczami małej dziewczynki, która po raz pierwszy napotyka nowy i cudowny świat: wielkie klasery, pudełka, bloczki znaczków na ścianach, egzotycznie brzmiące nazwy, jak Mauritius, Czarnogóra czy Przylądek Dobrej Nadziei, podobizny Karola rumuńskiego, Borysa bułgarskiego, cuda przyrody i osiągnięcia człowieka, zwycięstwa i klęski, zdobywcy i podróżnicy – wszystko tam było!

Trwały właśnie negocjacje pomiędzy Archimedesem Lewim a dwoma angielskimi turystami, dotyczące znaczka o nominale pół pensa z podobizną królowej Wiktorii. Sądząc po wyrazie twarzy kontrahentów, proponowane warunki nie zadowalały żadnej ze stron. Anglicy najpierw oglądali znaczek pod światło i bez entuzjazmu badali znaki wodne. Potem zaczęli wertować angielskie i amerykańskie katalogi, rzucając luźne uwagi o pogodzie, stanie pokoi hotelowych, agresywnych przewodnikach, bezczelnym kierowcy – słowem, o wszystkim z wyjątkiem Wiktorii, roztaczającej przed nimi swój królewski majestat. Archimedes zażądał zbyt wysokiej ich zdaniem ceny i oświadczył, że nie zależy mu zbytnio na sprzedaży tego znaczka. Jego wartość bowiem nieustannie rośnie i chętnie by go sobie zostawił. Turyści postanowili rozważyć sprawę w ciągu tygodnia, który spędzą w Ejlacie, a Archimedes odparł, że nie ma nic przeciwko temu, ale nie może obiecać, że w tym czasie nie sprzeda znaczka komuś innemu. Zaproponowali mu zastaw w wysokości pięćdziesięciu funtów szterlingów. Właściciel sklepu odrzekł na to, że trudno, zgodzi się poczekać, ich słowo musi mu wystarczyć.

Lizzi była oczarowana i bez wahania powiedziała to Archimedesowi Lewiemu. Sposób prowadzenia negocjacji przywodził jej na myśl figury jakiegoś skomplikowanego tańca. Podobnie musiały wyglądać obrady paryskie w 1856 roku.

Lewi zareagował tak, jak według Lizzi powinien zareagować ambasador Napoleona III w Konstantynopolu. Był lekko zdziwiony, lecz doskonale zdawał sobie sprawę, że jego umiejętności istotnie zasługują na pochwałę.

– Prawdziwi filateliści rozpoznają się nawzajem – powiedział. – Od razu wiem, czy klient to ignorant, który postanowił zbierać cokolwiek, czy dziadek, który szuka prezentu dla wnuka na bar micwę i ostatni raz był tu sześćdziesiąt lat temu, czy też ktoś, kto rzeczywiście się na tym zna. Ci dwaj to zawodowcy. Słyszeli o mojej Wiktorii i specjalnie po nią tu przyjechali.

Archimedes Lewi był wysokim, barczystym mężczyzną około pięćdziesiątki. Miał kształtną głowę, siwiejące włosy zaczesane do tyłu i smagłą cerę. Wyglądał na kogoś, kto regularnie gra w tenisa i pływa każdego ranka, latem i zimą. Nieskazitelnie biała koszula wyglądała spod niebieskiej flanelowej kamizelki i Lizzi pomyślała z żalem, jaka to szkoda, że mężczyźni przestali nosić białe koszule. Miał silny, wyraźny głos o charakterystycznym „lewantyńskim” akcencie, w którym drgały tony arabskiego i francuskiego i który był jej tak drogi. Nie rozumiała, czemu dotychczas nie spotkała Archimedesa, chociaż żył w sąsiedztwie Jakowa i Klary. Przedstawiła się i wyjaśniła, że zbiera informacje o morderstwie Aleksandry Hornsztyk.

– Słyszałam, że pan ją znał.

– Znałem ją dobrze. Bardzo żałuję, że nie mogłem być na pogrzebie.

– Pożyczał jej pan pieniądze?

– Ja?! Po co miałaby pożyczać ode mnie pieniądze? Ktoś pani powiedział, że jej pożyczałem?

– Tak jakby.

– Kto tak powiedział?

– Nie pamiętam.

– Jeśli pani nie pamięta, to bardzo proszę tego nie rozpowiadać. Muszę dbać o swoje dobre imię. Kupiec, którego się obmawia, to martwy kupiec. Swój sukces w interesach zawdzięczam latom pracy i dobrej opinii. Proszę nie powtarzać tych pogłosek, dobrze?

– Byliście przyjaciółmi?

Archimedes zawahał się, wstał, podszedł do okna i wyjrzał na zewnątrz. Długimi kształtnymi palcami przeczesał włosy. W końcu spojrzał na Lizzi uważnie, jakby się zastanawiał, czy może jej odpowiedzieć.

– Wyznałbym coś, gdybym miał pewność, że pani tego nie zacytuje.

– „Nie cytuje” to moje prawdziwe nazwisko – odparła z westchnieniem Lizzi. – Lizzi Nie Cytuje Badihi.

1 ... 18 19 20 21 22 23 24 25 26 ... 52
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)