Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
rzucając wokół spłoszone spojrzenia, tak jakby obawiał się zostać złapanym przez
swoich kolegów, kupował figurkę z wężem i borsukiem.
Harry uśmiechnął się pod nosem. I to by było na tyle, jeżeli chodzi o sympatie i
antypatie pomiędzy domami. Zawsze znajdzie się ktoś, kto nie będzie zwracał uwagi
na stereotypy i pójdzie własną drogą.
Tak, tylko że Ślizgon mógł już stąd wyjść z prezentem, a Harry wciąż stał na środku
pomieszczenia, czując się niezwykle głupio i nie mając odwagi podejść do lady. Ale
pewnie nie będzie musiał zbyt długo czekać...
- Och, pan Potter! - zaszczebiotała ubrana w różowy fartuszek ekspedientka,
klaszcząc w dłonie. - To zaszczyt widzieć tu pana. Przyszedł pan po prezent dla
kogoś bliskiego?
...no właśnie.
- Ee... - wydukał Harry, czując na sobie spojrzenia wszystkich zebranych w sklepie
osób. - Ja... ekhem... To znaczy... Przyjaciel poprosił mnie, żebym kupił coś dla jego
d-dziewczyny - wydusił, czując, że zaschło mu w gardle. Sprzedawczyni rzuciła mu
długie spojrzenie i uśmiechnęła się.
- Och, a czy ten "przyjaciel" chciałby coś konkretnego?
- Ekhem... tak. Bardzo podoba mu się ta figurka z wystawy. Z lwem i... i... - Och,
dlaczego ona musiała uśmiechać się w taki denerwujący sposób? - ...wężem -
dokończył, czując jak coś ściska jego płuca. Dziewczyna uniosła brwi i spojrzała na
zaglądającego przez okno Hagrida.
Pięknie, teraz wszyscy będą już wiedzieć, że jego prawdopodobna dziewczyna jest
ze Slytherinu. Po prostu cudownie! Chyba że jakimś cudem ktokolwiek uwierzył w tę
bajeczkę o "przyjacielu", ale widząc minę ekspedientki równie dobrze mógłby
opowiedzieć o stadzie goniących go krwiożerczych pufków, przez które musiał ukryć
się w tym sklepie, i które teraz czaiły się przed wejściem, aby odgryźć mu stopy.
Na szczęście dziewczyna nie komentowała już więcej, tylko wyjęła spod lady figurkę i
zapakowała ją, tłumacząc Harry'emu, że jest zaczarowana w taki sposób, iż można
"nagrać" na niej jakiekolwiek słowa albo dźwięki i po wypowiedzeniu odpowiedniej frazy, figurka będzie je odtwarzać.
Harry podziękował cicho, zapłacił i wypadł ze sklepu jak burza, wciąż czując na sobie
jej rozbawiony wzrok.
Ale kiedy tylko znalazł się na zewnątrz, przestało mieć to dla niego znaczenie.
Najważniejsze było, że w końcu znalazł odpowiedni prezent dla Snape'a. Uśmiechnął
się do siebie na samą myśl o minie Severusa, kiedy zobaczy figurkę. Ale musiał ją
kupić! Była taka... perfekcyjna.
Harry zatrzymał się w jeszcze kilku sklepach i kupił prezenty dla przyjaciół, a dla
siebie czerwoną, atłasową koszulę i czarny krawat na świąteczną kolację.
Hagrid był bardzo przyjemnym towarzyszem. Nie zadawał mu dociekliwych pytań i
nie próbował podejrzeć, co kupił. Z Ronem i Hermioną nie udałoby mu się załatwić
tego wszystkiego tak, aby nie skończyło się na wielkiej kłótni. Okazało się, że Hagrid
słyszał o imprezie organizowanej przez Tonks i że tak, z chęcią się na nią wybierze,
jeżeli Harry go zaprasza, bardzo chętnie, będzie mógł z nimi pogadać i w ogóle, bo
tak rzadko mają czas, aby go odwiedzić.
Na tę uwagę Harry'emu zrobiło się trochę głupio. Snape tak bardzo wypełniał każdą
jego chwilę, że zapomniał o całej reszcie świata. W ogóle to już od jakiegoś czasu
nosił się z zamiarem napisania listu do Lupina, ale ciągle coś mu przeszkadzało. A
raczej ktoś. A raczej spotkania z tym kimś. I myślenie o tym kimś niemalże przez cały
czas, kiedy tylko się nie uczył albo nie spał.
Cholerny Snape!
Jego Snape.
Znalazł Rona w tym samym sklepie, w którym go zostawił. Zaszył się w dziale z
poradnikami na temat skutecznych taktyk i technik obronnych i Harry bardzo się
namęczył, aby go stamtąd wyciągnąć. Hermionę spotkali obok Trzech Mioteł. Miała
pełną torbę książek i zaczerwienione z podekscytowania policzki. Przez całą drogę
do Hogwartu opowiadała im o najnowszej serii książek o numerologii, na które
natknęła się w księgarni i nie mogła się od nich oderwać.
Hagrid odprowadził ich aż pod same wrota zamku, po czym pomachał i obiecał, że
spotkają się wieczorem na imprezie, a oni, nadal rozmawiając, weszli do głównego
holu i ruszyli do wieży Gryffindoru razem z innymi powracającymi z Hogsmeade,
podekscytowanymi uczniami.
***
Kiedy weszli do gospody, musieli przystanąć, aby upewnić się, że trafili w
odpowiednie miejsce, ale obecność siwobrodego barmana i plątającej się gdzieś za
barem kozy potwierdziła ich przypuszczenia. Byli w Świńskim Łbie, ale... jakże
odmienionym.
Każdy skrawek głównej sali przystrojony został kolorowymi łańcuchami, bombkami i
świecidełkami. Stoliki, nakryte iskrzącymi w świetle płonących świec obrusami,
zastawione były przeróżnymi specjałami z Miodowego Królestwa. Na samym środku
utworzono specjalne miejsce do tańczenia, pokryte woskowanym parkietem w
kolorze błyszczącego gwiazdami ciemnogranatowego nieba.
- Jak tutaj pięknie... - wyszeptała Hermiona, rozglądając się z zachwytem. - Sama to
zrobiłaś?
Tonks uśmiechnęła się promiennie.
- Profesor Flitwick pomógł mi trochę z podłogą, a profesor Sprout zrobiła girlandy z
kwiatów.
Pokiwali głowami z uznaniem i poszli wybrać dla siebie stolik.
- A niech ją! - syknął Ron, kiedy już zajęli miejsca, wpatrując się niczym jastrząb w
Ginny, która trzymała za rękę jakiegoś wysokiego Krukona. Usiadła z nim w samym
rogu pomieszczenia, rzucając bratu od czasu do czasu pełne wyższości spojrzenia.
- Jak ona może tak bezczelnie... trzymać go za rękę? I to na moich oczach! Pójdę
tam zaraz i...
- Siadaj! - Hermiona z pomocą Harry'ego złapała go za koszulę i pociągnęła z
powrotem na miejsce. - Co ty wyprawiasz? Przecież oni nic nie robią! A Ginny może
chodzić z kim chce! Przestań wreszcie zachowywać się jak skończony kretyn i daj jej
trochę swobody!
Ron rzucił swoje najbardziej mordercze spojrzenie, ale nie zrobiło to na niej
wrażenia.
- Powiedz coś, Harry - Hermiona wbiła w niego wyczekujące spojrzenie.
- Ja... ee...
- Cześć wam! - Nagle tuż obok ich stolika wyrosła Luna. Miała na sobie zieloną
sukienkę przypominającą obwieszoną bombkami i łańcuchami choinkę. A na głowie
wielką, złotą gwiazdę. - Mogę się do was przysiąść?
- Jasne! - Harry jako pierwszy zrobił jej miejsce, wdzięczny za wybawienie go od
konieczności wmieszania się w kolejną kłótnię przyjaciół. Miał ich powoli dosyć, a
impreza nawet się jeszcze na dobre nie zaczęła.
- Ekhem... - Głos dobiegający ze środka sali zmusił ich do zamilknięcia i do
spojrzenia na stojącą w centralnym miejscu parkietu Tonks. - Chciałam was bardzo
serdecznie powitać i podziękować za przybycie. Mam nadzieję, że będziemy się
świetnie bawić i że ten wieczór zbliży nas do siebie... - Czy Harry'emu się wydawało
czy spojrzenie Tonks rzeczywiście na ułamek sekundy spoczęło na siedzącej tuż
obok niego Lunie? - ...jeszcze bardziej niż byliśmy... zbliżeni do tej pory. Ekhem,
chyba wszystko poplątałam. - Machnęła ręką i uśmiechnęła się z zakłopotaniem. -
Mniejsza z tym. Jedzcie, pijcie i bawcie się tak dobrze, jakby mnie tu wcale nie było. -
Kiwnęła różdżką w stronę stojącego w kącie gramofonu, z którego zaczęły wypływać
skoczne dźwięki świąteczno-imprezowych piosenek Fatalnych Jędz, Strachów Na