Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 173 174 175 176 177 178 179 180 181 ... 508
Перейти на страницу:

rzucając wokół spłoszone spojrzenia, tak jakby obawiał się zostać złapanym przez

swoich kolegów, kupował figurkę z wężem i borsukiem.

Harry uśmiechnął się pod nosem. I to by było na tyle, jeżeli chodzi o sympatie i

antypatie pomiędzy domami. Zawsze znajdzie się ktoś, kto nie będzie zwracał uwagi

na stereotypy i pójdzie własną drogą.

Tak, tylko że Ślizgon mógł już stąd wyjść z prezentem, a Harry wciąż stał na środku

pomieszczenia, czując się niezwykle głupio i nie mając odwagi podejść do lady. Ale

pewnie nie będzie musiał zbyt długo czekać...

- Och, pan Potter! - zaszczebiotała ubrana w różowy fartuszek ekspedientka,

klaszcząc w dłonie. - To zaszczyt widzieć tu pana. Przyszedł pan po prezent dla

kogoś bliskiego?

...no właśnie.

- Ee... - wydukał Harry, czując na sobie spojrzenia wszystkich zebranych w sklepie

osób. - Ja... ekhem... To znaczy... Przyjaciel poprosił mnie, żebym kupił coś dla jego

d-dziewczyny - wydusił, czując, że zaschło mu w gardle. Sprzedawczyni rzuciła mu

długie spojrzenie i uśmiechnęła się.

- Och, a czy ten "przyjaciel" chciałby coś konkretnego?

- Ekhem... tak. Bardzo podoba mu się ta figurka z wystawy. Z lwem i... i... - Och,

dlaczego ona musiała uśmiechać się w taki denerwujący sposób? - ...wężem -

dokończył, czując jak coś ściska jego płuca. Dziewczyna uniosła brwi i spojrzała na

zaglądającego przez okno Hagrida.

Pięknie, teraz wszyscy będą już wiedzieć, że jego prawdopodobna dziewczyna jest

ze Slytherinu. Po prostu cudownie! Chyba że jakimś cudem ktokolwiek uwierzył w tę

bajeczkę o "przyjacielu", ale widząc minę ekspedientki równie dobrze mógłby

opowiedzieć o stadzie goniących go krwiożerczych pufków, przez które musiał ukryć

się w tym sklepie, i które teraz czaiły się przed wejściem, aby odgryźć mu stopy.

Na szczęście dziewczyna nie komentowała już więcej, tylko wyjęła spod lady figurkę i

zapakowała ją, tłumacząc Harry'emu, że jest zaczarowana w taki sposób, iż można

"nagrać" na niej jakiekolwiek słowa albo dźwięki i po wypowiedzeniu odpowiedniej frazy, figurka będzie je odtwarzać.

Harry podziękował cicho, zapłacił i wypadł ze sklepu jak burza, wciąż czując na sobie

jej rozbawiony wzrok.

Ale kiedy tylko znalazł się na zewnątrz, przestało mieć to dla niego znaczenie.

Najważniejsze było, że w końcu znalazł odpowiedni prezent dla Snape'a. Uśmiechnął

się do siebie na samą myśl o minie Severusa, kiedy zobaczy figurkę. Ale musiał ją

kupić! Była taka... perfekcyjna.

Harry zatrzymał się w jeszcze kilku sklepach i kupił prezenty dla przyjaciół, a dla

siebie czerwoną, atłasową koszulę i czarny krawat na świąteczną kolację.

Hagrid był bardzo przyjemnym towarzyszem. Nie zadawał mu dociekliwych pytań i

nie próbował podejrzeć, co kupił. Z Ronem i Hermioną nie udałoby mu się załatwić

tego wszystkiego tak, aby nie skończyło się na wielkiej kłótni. Okazało się, że Hagrid

słyszał o imprezie organizowanej przez Tonks i że tak, z chęcią się na nią wybierze,

jeżeli Harry go zaprasza, bardzo chętnie, będzie mógł z nimi pogadać i w ogóle, bo

tak rzadko mają czas, aby go odwiedzić.

Na tę uwagę Harry'emu zrobiło się trochę głupio. Snape tak bardzo wypełniał każdą

jego chwilę, że zapomniał o całej reszcie świata. W ogóle to już od jakiegoś czasu

nosił się z zamiarem napisania listu do Lupina, ale ciągle coś mu przeszkadzało. A

raczej ktoś. A raczej spotkania z tym kimś. I myślenie o tym kimś niemalże przez cały

czas, kiedy tylko się nie uczył albo nie spał.

Cholerny Snape!

Jego Snape.

Znalazł Rona w tym samym sklepie, w którym go zostawił. Zaszył się w dziale z

poradnikami na temat skutecznych taktyk i technik obronnych i Harry bardzo się

namęczył, aby go stamtąd wyciągnąć. Hermionę spotkali obok Trzech Mioteł. Miała

pełną torbę książek i zaczerwienione z podekscytowania policzki. Przez całą drogę

do Hogwartu opowiadała im o najnowszej serii książek o numerologii, na które

natknęła się w księgarni i nie mogła się od nich oderwać.

Hagrid odprowadził ich aż pod same wrota zamku, po czym pomachał i obiecał, że

spotkają się wieczorem na imprezie, a oni, nadal rozmawiając, weszli do głównego

holu i ruszyli do wieży Gryffindoru razem z innymi powracającymi z Hogsmeade,

podekscytowanymi uczniami.

***

Kiedy weszli do gospody, musieli przystanąć, aby upewnić się, że trafili w

odpowiednie miejsce, ale obecność siwobrodego barmana i plątającej się gdzieś za

barem kozy potwierdziła ich przypuszczenia. Byli w Świńskim Łbie, ale... jakże

odmienionym.

Każdy skrawek głównej sali przystrojony został kolorowymi łańcuchami, bombkami i

świecidełkami. Stoliki, nakryte iskrzącymi w świetle płonących świec obrusami,

zastawione były przeróżnymi specjałami z Miodowego Królestwa. Na samym środku

utworzono specjalne miejsce do tańczenia, pokryte woskowanym parkietem w

kolorze błyszczącego gwiazdami ciemnogranatowego nieba.

- Jak tutaj pięknie... - wyszeptała Hermiona, rozglądając się z zachwytem. - Sama to

zrobiłaś?

Tonks uśmiechnęła się promiennie.

- Profesor Flitwick pomógł mi trochę z podłogą, a profesor Sprout zrobiła girlandy z

kwiatów.

Pokiwali głowami z uznaniem i poszli wybrać dla siebie stolik.

- A niech ją! - syknął Ron, kiedy już zajęli miejsca, wpatrując się niczym jastrząb w

Ginny, która trzymała za rękę jakiegoś wysokiego Krukona. Usiadła z nim w samym

rogu pomieszczenia, rzucając bratu od czasu do czasu pełne wyższości spojrzenia.

- Jak ona może tak bezczelnie... trzymać go za rękę? I to na moich oczach! Pójdę

tam zaraz i...

- Siadaj! - Hermiona z pomocą Harry'ego złapała go za koszulę i pociągnęła z

powrotem na miejsce. - Co ty wyprawiasz? Przecież oni nic nie robią! A Ginny może

chodzić z kim chce! Przestań wreszcie zachowywać się jak skończony kretyn i daj jej

trochę swobody!

Ron rzucił swoje najbardziej mordercze spojrzenie, ale nie zrobiło to na niej

wrażenia.

- Powiedz coś, Harry - Hermiona wbiła w niego wyczekujące spojrzenie.

- Ja... ee...

- Cześć wam! - Nagle tuż obok ich stolika wyrosła Luna. Miała na sobie zieloną

sukienkę przypominającą obwieszoną bombkami i łańcuchami choinkę. A na głowie

wielką, złotą gwiazdę. - Mogę się do was przysiąść?

- Jasne! - Harry jako pierwszy zrobił jej miejsce, wdzięczny za wybawienie go od

konieczności wmieszania się w kolejną kłótnię przyjaciół. Miał ich powoli dosyć, a

impreza nawet się jeszcze na dobre nie zaczęła.

- Ekhem... - Głos dobiegający ze środka sali zmusił ich do zamilknięcia i do

spojrzenia na stojącą w centralnym miejscu parkietu Tonks. - Chciałam was bardzo

serdecznie powitać i podziękować za przybycie. Mam nadzieję, że będziemy się

świetnie bawić i że ten wieczór zbliży nas do siebie... - Czy Harry'emu się wydawało

czy spojrzenie Tonks rzeczywiście na ułamek sekundy spoczęło na siedzącej tuż

obok niego Lunie? - ...jeszcze bardziej niż byliśmy... zbliżeni do tej pory. Ekhem,

chyba wszystko poplątałam. - Machnęła ręką i uśmiechnęła się z zakłopotaniem. -

Mniejsza z tym. Jedzcie, pijcie i bawcie się tak dobrze, jakby mnie tu wcale nie było. -

Kiwnęła różdżką w stronę stojącego w kącie gramofonu, z którego zaczęły wypływać

skoczne dźwięki świąteczno-imprezowych piosenek Fatalnych Jędz, Strachów Na

1 ... 173 174 175 176 177 178 179 180 181 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)