Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
- warknął, rozdrażniony odpowiedzią Snape'a. - Po prostu... chciałbym, abyśmy
spędzili te kilka dni razem. Nie chcę być gdzie indziej. Chcę być z tobą.
Severus zacisnął usta.
- Wykluczone - warknął i powrócił do jedzenia, tak jakby uważał ten temat za
zamknięty.
Harry zasępił się. Plan A nie wypalił. Czas przejść do planu B. Planu, który obmyśliła
ślizgońska część jego natury. I niezależnie od tego, jak bardzo jej nienawidził i się jej wypierał, czasami była bardzo przydatna.
Odchylił się w fotelu i westchnął.
- Och, szkoda... Wygląda na to, że będę musiał jednak spędzić święta z Weasleyami.
Pójdę zaraz do dyrektora i poinformuje go, że nie zostanę w Hogwarcie.
Severus poderwał nagle głowę i spojrzał na Harry'ego z zaskoczeniem w oczach. Ale
to był jedynie przebłysk. I najwyraźniej udało mu się szybko opanować, ponieważ
jego rysy wyostrzyły się, a twarz ściągnęła gniewnie. Wbił wzrok z powrotem w talerz
i zaczął jeść, ale Harry widział, że zmarszczka pomiędzy jego brwiami znacznie się
pogłębiła.
To była dziwna reakcja. Snape wyglądał na... złego? Niby dlaczego? Powinien się
chyba cieszyć. A może zaskoczyło go po prostu to, że Harry w końcu dał sobie
spokój? Po chwili otwartego gapienia się, Harry stwierdził jednak, że lepiej będzie,
jeżeli przejdzie już do sedna swojego planu, ponieważ przez to wszystko niemal
zapomniał, co miał powiedzieć.
Spojrzał w ogień, wzruszył obojętnie ramionami i starając się brzmieć na
beztroskiego, kontynuował:
- Pani Weasley i Ginny z pewnością się ucieszą, że do nich przyjadę. Poproszę
Ginny, żeby upiekła te ciasteczka, które tak uwielbiam. Mam tylko nadzieję, że nie
będzie chciała znowu mnie nimi karmić... - Kątem oka zerknął na Severusa, który
przestał żuć i wyglądał, jakby zastanawiał się, czy dokończyć i połamać sobie zęby,
które zaciskał w próbie zapanowania nad sobą, czy też wypluć to, co miał w ustach i
rzucić tym w Harry'ego.
Chłopak uśmiechnął się do siebie w myślach. Zrobił już niewielką szparę, ale musiał
wiercić dalej, dopóki Severus się nie złamie.
- Najgorsze będą te przeklęte jemioły, które pani Weasley tak uwielbia rozwieszać w
każdym możliwym przejściu. Będę musiał bardzo uważać, aby nie natknąć się na
Ginny. A jeżeli mi się nie uda, to... no cóż, głupio byłoby odmówić... Nie chciałbym,
aby się na mnie obraz...
Jego wywód został przerwany nagłym, donośnym trzaskiem.
- Dosyć - wysyczał Snape, zabierając dłoń ze stołu, w który przed chwilą uderzył. -
Jeżeli to jedyny sposób, aby cię uciszyć, Potter, to...
- Czyli mogę zostać? - przerwał mu Harry, nie potrafiąc powstrzymać radosnego
uśmiechu.
Severus rzucił mu mordercze spojrzenie.
- Skoro już musisz wiedzieć, to nie zamierzam...
- Och, dziękuję! - Harry wyszczerzył się, nie pozwalając mu dokończyć. - Obiecuję,
że będę tak cicho, że pewnie nawet mnie nie zauważysz. Mogę nawet rzucić na
siebie zaklęcie wyciszające. Nie będę ci przeszkadzał. Chcę tylko... być z tobą -
dokończył, czując przyjemne ciepło w żołądku, które promieniowało na całe ciało,
przenikając do serca.
Udało mu się! Spędzi święta z Severusem! Miał ochotę skakać ze szczęścia, ale
wiedział, że gdyby spróbował to zrobić, Snape mógłby bardzo szybko zmienić
zdanie. Zresztą, to była dopiero połowa sukcesu. Pozostała jeszcze jedna sprawa.
- Ekhem... Chciałbym cię poinformować, że... - No dalej! Powiedz to! - ...nie będę
mógł przyjść jutro na szlaban. - Widząc, że wzrok mężczyzny zmienia się z
morderczego w obdzierający ze skóry, dodał szybko: - Tonks urządza jutro
bożonarodzeniową imprezę w Hogsmeade. Wszyscy tam będą i ja też chciałbym
pójść. I pomyślałem, że... zapytam, czy... mogę... - Harry cichnął powoli pod
wpływem wgniatającego go w fotel spojrzenia Snape'a. Zebrał się w sobie i dodał: -
Na pewno o tym słyszałeś. Dumbledore mówił, że będziesz rozciągał bariery
ochronne razem z innymi nauczycielami, więc wiem, że będę bezpieczny. Naprawdę
chciałbym pójść. Mam nadzieję, że nie jesteś zły.
Severus oderwał w końcu od niego wzrok i prychnął:
- Miałbym być zły z powodu tego, że chcesz zmarnować cały wieczór na
bezsensowne pląsy i paplanie o niczym w gronie swoich żałosnych przyjaciół i tej
różowowłosej niezdary, która nie potrafi odróżnić pancerza buhorożca od własnego
tyłka?
Harry westchnął z frustracją.
- Aha, czyli jesteś zły.
Mężczyzna prychnął ponownie i spojrzał w ogień. Harry spróbował załagodzić
sytuację:
- Nic mi nie będzie. Nie martw się.
Severus rzucił mu kolejne nieprzyjemne spojrzenie, ale tym razem nie skomentował
tego. Harry uznał to za pozwolenie, lecz nie drążył więcej tego tematu, wiedząc, że
Snape i tak jest już na granicy wybuchu.
To było niesamowite. Kiedyś mężczyzna zrobiłby wszystko, aby nie pozwolić
Harry'emu spędzić przyjemnego wieczoru, a możliwe, że nawet specjalnie zadałby
mu dodatkową pracę, aby zniszczyć wszystkie jego plany. Ale teraz...
Harry poczuł przyjemne ciepło gdzieś wewnątrz siebie. Jego oczy uśmiechały się,
kiedy spojrzał na ciemną sylwetkę Mistrza Eliksirów, na którego szatach igrały cienie
rzucane przez drgające w kominku płomienie.
Czuł, że jest coraz bliżej. Coraz bliżej przebicia się przez te wchłaniające światło,
zmrużone oczy, sięgnięcia poprzez zapiętą aż pod szyję czarną szatę, muśnięcia
tych miękkich, okalających twarz włosów i owinięcia dłoni wokół bijącego serca.
Chciał złapać je mocno, przytulić do piersi niczym największy skarb, a później zwinąć
się w kłębek wokół niego i słuchać jego powolnego, uspokajającego bicia. I nigdy,
przenigdy nie pozwolić, aby ktokolwiek mu je zabrał.
Westchnął głęboko i zmusił się, aby oderwać wzrok od Severusa i spojrzeć w ogień.
Już niedługo je zdobędzie. Wiedział, że jest coraz bliżej. Wyczuwał to całym sobą.
***
- Och, spójrz na to! "Przeplatana mocnym jak stal włosem jednorożca hebanowa
rączka, specjalnie selekcjonowane witki Topoli Drżącej, blisko spokrewnionej z
Wierzbą Bijącą, które sprawią, że nikt cię nie zatrzyma." Och, jest piękna... -
wyszeptał Ron, wpatrując się jak urzeczony w znajdującą się na wystawie sklepu z
wyposażeniem do Quidditcha miotłę z najnowszej serii Nimbusa, o dźwięcznej
nazwie Promień.
Harry przytaknął, chociaż i tak wolał swoją Błyskawicę. Zaczynał być już zmęczony
chodzeniem po Hogsmeade z Ronem i próbował coś wymyślić, aby się od niego
uwolnić. Hermionie już się to udało. Skorzystała z nadarzającej się okazji i zaszyła
się w pierwszej księgarni, którą napotkała. Ale Harry nie mógłby zrobić czegoś
takiego. Wciąż był obserwowany przez chodzącego za nim jak cień profesora
Flitwicka, którego zadaniem była chronienie go podczas pobytu na
przedświątecznym zakupach w wiosce czarodziejów.
Harry westchnął z frustracją i rozejrzał się po wypełnionych czarownicami,
czarodziejami i uczniami Hogwartu ulicach miasteczka. Śnieg prószył tak gęsto,
jakby postanowił zasypać każdą dostępną powierzchnię, tworząc trudne do
przebycia zaspy. Co jakiś czas do uszu Gryfona docierały śpiewane przez
kolędników świąteczne piosenki, ale nie potrafił wypatrzyć ich źródła w otaczającej