Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Gwiazdy — moje przeznaczenie [The Stars My Destination - pl]
Gwiazdy — moje przeznaczenie [The Stars My Destination - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Gwiazdy — moje przeznaczenie [The Stars My Destination - pl]

Электронная книга - «Gwiazdy — moje przeznaczenie [The Stars My Destination - pl]». Краткое содержание книги:

Niezbyt odległa przyszłość, człowiek opanował układ słoneczny, posiadł też umiejętność teleportowania się z miejsca na miejsce, o ile zna koordynaty miejsca docelowego. Teleportować można się w obrębie planety, nikomu jednak nie udał się skok przez kosmiczną pustkę.
Ta umiejętność odmieniła cały świat, ale nie odmieniła samego człowieka. Jego postępowaniem kierują wciąż te same namiętności — a Gwiazdy, moje przeznaczenie są jedną z najlepszych książek o zemście.
Niejaki Foyle jest zwykłym pracownikiem na statku kosmicznym, ani inteligentnym, ani ambitnym, szary człowiek jakich wiele. Do czasu, gdy wrak rozbitego statku, na którym z determinacją walczy o życie jedyny rozbitek — Foyle właśnie — zostaje obojętnie ominięty przez inny statek. Foyle wpada we wściekłość i poprzysięga zemstę ludziom, którzy nie chcieli uratować rozbitka.
Od tej chwili akcja nabiera nieprawdopodobnego tempa. Samotny mściciel w dążeniu do zemsty staje się nadczłowiekiem, zdolnym do nieprawdopodobnych czynów.
1 ... 12 13 14 15 16 17 18 19 20 ... 62
Перейти на страницу:

— Ślepy Jaunting! Mój Boże, to musi być jawa. Mówisz żargonem. Musisz istnieć naprawdę. Kim jesteś?

— Jestem Gully Foyle.

— Ale nie jesteś w mojej celi. Nie jesteś nawet w pobliżu. Mężczyźni są w północnej ćwiartce Gouffre Martel. Kobiety są w południowej. Jestem Południe-900. A ty?

— Północ-111.

— To ćwierć mili ode mnie. Jak możemy… Oczywiście! To Linia Szeptu. Zawsze uważałam to za legendę, ale to prawda. Działa teraz.

— No to idę, kurczę — szepnął Foyle. — Ślepy Jaunting.

— Foyle, posłuchaj mnie. Zapomnij o Ślepym Jauntingu. Nie ryzykuj niepotrzebnie. To cudowne.

— Co jest cudowne?

— W Gouffre Martel istnieje akustyczny fenomen… zdarzają się takie w podziemnych jaskiniach… fenomen ech, korytarzy i sklepień akustycznych. Ci, co pamiętają dawne czasy, nazywają go Linią Szeptu. Nigdy w to nie wierzyłam. Nikt nigdy nie wierzył, ale to prawda. Rozmawiamy ze sobą przez Linie. Szeptu. Nikt poza nami nie może nas usłyszeć. Możemy rozmawiać, Foyle. Możemy planować. Może uda nam się uciec.

* * *

Nazywała się Jisbella McQueen. Łatwo wpadała w gniew, była niezależna, inteligentna i odbywała pięcioletnią kurację w Gouffre Martel za kradzież. Jisbella w czarująco gwałtowny sposób wyjaśniła Foylowi przyczyny swego buntu przeciwko społeczeństwu.

— Nawet nie wiesz, co jaunting zrobił z kobietami, Gully. Zamknął nas w areszcie domowym. Odesłał nas z powrotem do seraju.

— Co to jest seraj, mała?

— Harem. Miejsce, w którym trzyma się kobiety na podorędziu. Po tysiącu lat cywilizacji ciągle jesteśmy czyjąś własnością. Jaunting stanowi takie zagrożenie dla naszej cnoty, naszej świeżości, naszej wartości, że zamyka nas jak złotą sztabkę w sejfie. Nie mamy nic do roboty… nic przyzwoitego. Żadnych zająć. Żadnych zawodów. Nie ma z tego wyjścia, Gully, chyba, że wybuchniesz i obalisz wszystkie normy.

— Musiałaś to zrobić, Jiz?

— Musiałam być niezależna, Gully. Musiałam żyć własnym życiem, a to był jedyny sposób, na jaki pozwoliło mi społeczeństwo. Uciekłam więc z domu i zostałam kanciarką. — I tu Jiz zaczęła opisywać ponure szczegóły swojego buntu: Szantaż, Wymuszenie, Oszustwo, Wyłudzenie, Grabież, Włamania do mieszkań i grobowców, Jaunting nękający i Pijaństwo.

Foyle opowiedział jej o „Nomadzie” i o „Vordze”, o swojej nienawiści i o swoich planach. Nie powiedział Jisbelli o swojej twarzy, ani o dwudziestu milionach w platynowych sztabkach, czekających gdzieś tam, wśród asteroidów.

— Co się stało z „Nomadem”? — spytała Jisbella. — Czy było tak, jak mówił ten Dagenham? Rozwalił go rajder z Satelitów Zewnętrznych?

— Nie wiem, kurczę. Nie pamiętam, mała.

— Wybuch pozbawił cię pamięci. Szok. Nie wyszło ci też na dobre przebywanie przez sześć miesięcy w samotności. Czy zauważyłeś coś, co warto by z „Nomada” ocalić?

— Nie.

— A Dagenham nie wspominał o czymś takim?

— Nie — skłamał Foyle.

— Musi więc istnieć inny powód, dla którego wtrącił cię do Gouffre Martel. Musi być coś jeszcze, czego chce od „Nomada”.

— Tak, Jiz.

— Ale swoją drogą byłeś głupcem próbując wysadzić „Vorgę” w powietrze. Jesteś jak dzikie zwierzę, które chce dać szkołę pułapce, gdy ta go zrani. Stal nie jest żywa. Nie myśli. Nie możesz ukarać „Vorgi”.

— Nie wiesz co mówisz, mała. „Vorga” mnie zostawiła.

— Ukarz mózg, Gully. Mózg, który zastawił pułapkę. Dowiedz się kto był na pokładzie „Vorgi”. Dowiedz się, kto wydał rozkaz, by cię zostawili. Jego ukarz.

— Tak, ale w jaki sposób?

— Naucz się myśleć, Gully. Głowa, która doszła do tego jak uruchomić „Nomada” i jak sfabrykować bombę, powinna wymyślić i to. Ale koniec z bombami; zamiast tego mózg. Odszukaj członka załogi „Vorgi”. On ci powie, kto był wtedy na pokładzie. Wytrop ich. Dowiedz się, kto wydał ten rozkaz. Wtedy go ukarz. Ale to pochłonie trochę czasu, Gully… czasu i pieniędzy; więcej niż ich masz.

— Mam całe życie, kurczę.

Mruczeli tak przez Linie. Szeptu całymi godzinami. Ich głosy rozbrzmiewały cicho, a jednak tuż koło ucha. W obu celach istniało tylko jedno szczególne miejsce, z którego można było słyszeć rozmówcę i dlatego upłynęło tyle czasu, zanim odkryli fenomen. Teraz jednak odrabiali stracony czas. Jisbella uczyła Foyla.

Ze światka przestępczego, w którym się obracała, odziedziczyła Jisbella masę informacji o Gouffre Martel. Nikt nigdy nie wyjauntował się ze szpitali jaskiniowych, ale półświatek przez dziesięciolecia gromadził i konfrontował informacje o nich. To właśnie na podstawie tych danych Jisbella zorientowała się szybko, że połączyła ich Linia Szeptu. Na podstawie tych informacji zaczęła rozważać możliwość ucieczki.

— Może nam się udać, Gully. Nie wątp w to ani przez chwilę. W ich systemie alarmowym musi być pełno luk.

— Nikt ich nigdy nie znalazł.

— Nikt wcześniej nie pracował ze wspólnikiem. Zsumujemy nasze informacje i dokonamy tego.

* * *

Nie chodził już do Sanitariatów i z powrotem powłócząc nogami. Macał ściany korytarza, zapamiętywał drzwi, uczył się rozpoznawać ich fakturę, liczył, słuchał, dedukował i meldował. Pytania, które szeptał pod prysznicem umywalni i szorowalni do otaczających go ludzi, miały teraz swój cel. Wspólnymi siłami, Foyle i Jisbella, odtworzyli sobie obraz zwyczajów panujących w Gouffre Martel i jej systemu zabezpieczającego.

Pewnego poranka, podczas powrotu z Sanitariatów, zatrzymano go w chwili gdy miał już wkroczyć do swojej celi.

— Zostań w szeregu, Foyle.

— To już Północ — 111. Wiem przecież gdzie mam odłączyć.

— Idź dalej.

— Ale… — Był przerażony. — Przenosicie mnie?

— Masz gościa.

Pomaszerował dalej do końca korytarza północnego, gdzie spotykał się on z trzema innymi korytarzami głównymi, tworząc z nimi wspólnie ogromny krzyż szpitala. Pośrodku krzyża mieściły się biura administracji, warsztaty naprawcze, kliniki i zakłady wytwórcze. Wepchnięto Foyla do pomieszczenia tak samo ciemnego, jak jego cela. W mroku dostrzegł opalizującą blado sylwetkę. Było to ni mniej ni więcej tylko widmo postaci o poplamionym ciele i trupiej główce. Na twarzy czaszki czerniały dwa krążki będące albo oczodołami, albo goglami noktowizyjnymi.

— Dzień dobry — powiedział Saul Dagenham.

— To ty? — wykrzyknął Foyle.

— Tak, to ja. Mamy pięć minut. Siadaj. Krzesło jest za tobą.

Foyle namacał w ciemnościach krzesło i usiadł.

— Cieszysz się? — spytał Dagenham.

— Czego chcesz, Dagenham?

— Zaszła jakaś zmiana — stwierdził oschle Dagenham. — Kiedy ostatnio gawędziliśmy, twój udział w dialogu ograniczał się jedynie do pobożnego życzenia: „Idź do diabła”.

— Idź do diabła, Dagenham, jeśli przez to poczujesz się trochę lepiej.

— Twoje riposty poprawiły się; twoja wymowa również. Zmieniłeś się — powiedział Dagenham. -Zmieniłeś się o wiele za dużo i o wiele za szybko. Nie podoba mi się to. Co się z tobą stało?

— Chodziłem do szkoły wieczorowej.

— Spędziłeś w niej dziesięć miesięcy.

— Dziesięć miesięcy! — powtórzył w osłupieniu Foyle. — Taki szmat czasu.

— Dziesięć miesięcy bez obrazu i dźwięku. Dziesięć miesięcy w odosobnieniu. Powinieneś się złamać.

1 ... 12 13 14 15 16 17 18 19 20 ... 62
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)