Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Gwiazdy — moje przeznaczenie [The Stars My Destination - pl]
Gwiazdy — moje przeznaczenie [The Stars My Destination - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Gwiazdy — moje przeznaczenie [The Stars My Destination - pl]

Электронная книга - «Gwiazdy — moje przeznaczenie [The Stars My Destination - pl]». Краткое содержание книги:

Niezbyt odległa przyszłość, człowiek opanował układ słoneczny, posiadł też umiejętność teleportowania się z miejsca na miejsce, o ile zna koordynaty miejsca docelowego. Teleportować można się w obrębie planety, nikomu jednak nie udał się skok przez kosmiczną pustkę.
Ta umiejętność odmieniła cały świat, ale nie odmieniła samego człowieka. Jego postępowaniem kierują wciąż te same namiętności — a Gwiazdy, moje przeznaczenie są jedną z najlepszych książek o zemście.
Niejaki Foyle jest zwykłym pracownikiem na statku kosmicznym, ani inteligentnym, ani ambitnym, szary człowiek jakich wiele. Do czasu, gdy wrak rozbitego statku, na którym z determinacją walczy o życie jedyny rozbitek — Foyle właśnie — zostaje obojętnie ominięty przez inny statek. Foyle wpada we wściekłość i poprzysięga zemstę ludziom, którzy nie chcieli uratować rozbitka.
Od tej chwili akcja nabiera nieprawdopodobnego tempa. Samotny mściciel w dążeniu do zemsty staje się nadczłowiekiem, zdolnym do nieprawdopodobnych czynów.
1 ... 8 9 10 11 12 13 14 15 16 ... 62
Перейти на страницу:

Presteign siedział sztywno, jakby kij połknął. Jego palce bębniły to szybko, to wolno.

— Sheffield, do jasnej cholery! — wybuchnął Yáng-Yeovil. — Czy nie widzisz kryzysu? Balansujemy na linie. Co u licha robisz najlepszego wspierając Presteigna w tej podejrzanej sprawie? Jesteś przecież liderem Partii Liberalnej… arcypatriotą ziemskim. Politycznym wrogiem numer jeden Presteigna. Puść go kantem, głupcze, zanim on wszystkich nas nie sprzeda.

— Kapitanie Yeovil — przerwał mu Presteign z lodowatym jadem w głosie — nie pozwolę na takie wyrażenia.

— Potrzebujemy PirE i musimy go mieć — ciągnął Yáng-Yeovil. — Musimy zbadać te dwadzieścia funtów PirE, odtworzyć metodę jego syntezy, opracować sposób zastosowania go na polu walki… i zdążyć z tym wszystkim zanim Satelity Zewnętrzne nie wystrychną nas na dudków, o ile już tego nie zrobiły… Ale Presteign wzbrania się od współpracy. Dlaczego? Ponieważ jest w opozycji w stosunku do partii rządzącej. Nie chce żadnych zwycięstw dla liberałów. W imię wielkiej polityki wolałby raczej, żebyśmy przegrali wojnę, bo bogacze w rodzaju Presteigna nigdy nie przegrywają. Opamiętaj się, Sheffield. Zaangażował cię zdrajca. Co ty wyprawiasz, na miłość boską?

Zanim Sheffield zdążył odpowiedzieć, rozległo się dyskretne pukanie do drzwi i do Komnaty Gwiaździstej wprowadzono Saula Dagenhama. Jeszcze nie tak dawno Dagenham był jednym z najznakomitszych uczonych Planet Wewnętrznych — fizykiem o wrodzonej intuicji, głębokiej wiedzy i z komputerem szóstej generacji zamiast mózgu. Ale kiedyś, na Tycho Sands, wydarzył się wypadek i atomowa eksplozja, która powinna była go zabić nie uczyniła tego. Zamiast umrzeć, stał się niebezpiecznie radioaktywny; stał się „gorący”; przekształcił się w dwudziestoczwartowieczną Zapowietrzoną Mańkę.

Rząd Planet Wewnętrznych wypłacał mu 25 000 r rocznie na koszta związane z przedsięwzięciem środków ostrożności, które, jak wierzono, zastosuje. Unikał fizycznego kontaktu z jakąkolwiek osobą przez okres dłuższy niż pięć minut dziennie. Nie mógł przebywać przez więcej niż trzydzieści minut dziennie w żadnym pomieszczeniu nie będącym jego własnym mieszkaniem. Opłacany przez Planety Wewnętrzne, które nakazały mu izolację, Dagenham poniechał badań naukowych i stworzył kolosalne Dagenham Couriers, Inc.

Ujrzawszy niskiego żywego trupa o blond włosach i ołowianoszarej cerze wchodzącego z uśmiechem trupiej główki do Sali Gwiaździstej, Yáng-Yeovil wiedział już, że w spotkaniu tym doznał porażki. Nic nie wskóra mając przeciw sobie tych trzech mężczyzn kierujących się wspólnym interesem. Wstał od razu.

— Udaję się w sprawie Foyla do Admiralicji — oznajmił. — Co do Wywiadu, negocjacje dobiegły końca. Od teraz rozpoczyna się wojna.

— Kapitan Yáng-Yeovil wychodzi — zawołał Presteign do oficera Jaunt-Gwardii, który wprowadził Dagenhama. — Proszę przeprowadzić go przez labirynt.

Yáng-Yeovil zaczekał aż oficer podejdzie do niego i zegnie się w ukłonie, po czym, gdy tamten ruszył przodem w stronę drzwi, Yáng-Yeovil spojrzał prosto w oczy Presteignowi, uśmiechnął się ironicznie i znikł z cichutkim cmoknięciem!

— Presteignie! — wykrzyknął Bunny. — On się jauntował. Ta sala nie jest dla niego ślepa. On…

— Najwyraźniej — przerwał mu lodowatym tonem Presteign.

— Przekaż Szambelanowi — poinstruował oszołomionego oficera Gwardii, — że współrzędne Komnaty Gwiaździstej nie są już tajemnicą. Trzeba je zmienić w ciągu dwudziestu czterech godzin. A teraz, panie Dagenham…

— Chwileczkę — powiedział Dagenham — Admiralicja.

Bez słowa przeprosin, czy chociażby wyjaśnienia znikł także. Presteign uniósł brwi.

— Jeszcze jeden do kompanii obeznanej z tajemnicą Komnaty Gwiaździstej — mruknął pod nosem. — Ten miał chociaż tyle taktu, że nie dał tego po sobie poznać, zanim sekret się oficjalnie nie wydał.

Dagenham zjawił się ponownie.

— Nie ma sensu tracić czasu na kluczenie po labiryncie — powiedział. — Wydałem rozkazy w Waszyngtonie. Przytrzymają Yeovila. Dwie godziny gwarantowane, trzy godziny prawdopodobne, niewykluczone cztery godziny.

— W jaki sposób go przytrzymają? — spytał Bunny. Dagenham posłał mu swój trupi uśmiech.

— Standardowa operacja firmy Dagenham Couriers — ZFZK. Zabawa, fantazja, zamieszanie, katastrofa… będziemy potrzebowali całych czterech godzin. O, cholera! Rozstroiłem twoje kukły, Presteignie. — Roboty zaczęły rzeczywiście pląsać w jakimś lunatycznym tańcu, gdyż twarde promieniowanie emitowane przez Dagenhama zakłóciło działanie ich układów elektronicznych. — No to ja będę leciał.

— Co z Foylem? — spytał Presteign.

— Jeszcze nic. — Dagenham uśmiechnął się swym uśmiechem trupiej główki. — On jest naprawdę wyjątkowy. Próbowałem na nim wszystkich standardowych narkotyków i procedur… Nic. Na zewnątrz jest po prostu zwykłym kosmonautą… jeśli nie brać pod uwagę tego tatuażu na twarzy… ale wewnątrz jest ze stali. Coś ukrywa, ale trudno to z niego wyciągnąć.

— Co ukrywa? — spytał Sheffield.

— Mam właśnie nadzieje się dowiedzieć.

— W jaki sposób?

— Lepiej nie pytaj; stałbyś się wspólnikiem. Czy statek gotowy, Presteignie?

Presteign skinął głową.

— Nie gwarantuję, że będzie jakiś „Nomad”, którego moglibyśmy odnaleźć, ale jeśli będzie, przyjdzie nam zmierzyć się z marynarką. Prawo gotowe, Sheffield?

— Gotowe. Mam nadzieję, że nie będziemy musieli z niego korzystać.

— Ja też ją mam; ale wracając do sprawy, niczego nie gwarantuję. No dobrze. Czekać w pogotowiu na instrukcje. Idę rozpracować Foyla.

— Gdzie go trzymasz?

Dagenham potrząsnął głową.

— To pomieszczenie nie jest pewne. — Zniknął.

* * *

Jauntował się trasą Cincinnati — Nowy Orlean — Monterey do Mexico City, gdzie pojawił się w Skrzydle I Psychiatrycznym gigantycznego Szpitala Połączonych Uniwersytetów Ziemskich. „Skrzydło” nie było zbyt trafną nazwą dla oddziału, który w metropolii będącej szpitalem zajmował całe śródmieście. Dagenham wjauntował się na czterdzieste trzecie piętro Oddziału Terapii i zajrzał do stojącego w separatce zbiornika, w którym pływał nieprzytomny Foyle. Zerknął na czuwającego przy zbiorniku brodatego, dystyngowanego gentelmana.

— Cześć, Fritz.

— Czołem, Saul.

— A to ci heca. Ordynator Oddziału Psychiatrii pilnuje dla mnie pacjenta.

— Uważam, że jesteśmy ci winni specjalne względy, Saul.

— Ciągle wspominasz Tycho Sands, Fritz? Ja już nie. Czy nie zapaskudzę twojego skrzydła promieniowaniem?

— Mam wszystko zaekranowane.

— Jesteś gotów do brudnej roboty?

— Chciałbym wiedzieć o co ci chodzi.

— O informacje.

— I żeby je uzyskać, musisz zmieniać mój Oddział Terapii w sale przesłuchań?

— To był dobry pomysł.

— Czemu nie zastosujesz zwykłych narkotyków?

— Już próbowałem. Nic z tego. To nie jest zwykły człowiek.

— Wiesz przecież, że to nielegalne.

— Wiem. Co, rozmyśliłeś się? Chcesz się wycofać? Za ćwierć miliona mogę mieć taki sam sprzęt.

1 ... 8 9 10 11 12 13 14 15 16 ... 62
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)