Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
sali. Wszyscy.
Ale trzeba było mu przyznać, że potrafił wyjść z twarzą z każdej sytuacji, pomyślał
Harry, oddychając głęboko i nie, absolutnie już się nie śmiejąc.
Gryfoni spojrzeli na siebie z zaskoczeniem. Harry wyprostował się, czując w żołądku
łaskotanie rozbawienia. I niemal w tym samym momencie został przeszyty płonącym
spojrzeniem Severusa. Spojrzeniem, które mówiło:
"Policzę się z tobą po lekcji, Potter!"
A Harry wiedział, och tak, wiedział, że tę groźbę Severus spełni na pewno...
Ron pochylił się do niego i wyszeptał:
- Nie zauważyłeś, że Snape zachowuje się dzisiaj trochę dziwnie?
Harry w ostatniej chwili powstrzymał wypełzający mu na wargi uśmiech. Odchrząknął
i odparł:
- Może... coś wyprowadziło go z równowagi?
- Taa - mruknął Ron i oderwał wzrok od nauczyciela, po czym wziął do ręki nóż i
położył na desce kawałek kory. - Ale dlaczego odebrał nam za to punkty?
- Ponieważ on odebrałby nam punkty nawet wtedy, gdyby pośliznął się na korytarzu -
wtrąciła Hermiona ze złością, szatkując swoją korę.
- Cicho, gapi się na nas - syknął Ron, wbijając spojrzenie w ławkę. Harry nie mógł się
powstrzymać i podniósł wzrok. Oczy Severusa błysnęły i chłopak poczuł skurcz w
żołądku. Szybko spuścił głowę i zaczął zastanawiać się, czy Snape ma zamiar
obserwować go w ten sposób przez całą lekcję.
I okazało się, że tak. Harry ciągle czuł na sobie jego wzrok, który sprawiał, że coraz
trudniej było mu usiedzieć na miejscu. Pomimo tego wyraźnego czynnika
rozpraszającego, eliksir wyglądał i pachniał całkiem przyzwoicie i Harry był z niego
wyjątkowo zadowolony. Dorzucił szczyptę sproszkowanego jadu skorpiona,
zamieszał wywar trzy razy zgodnie z ruchem wskazówek zegara, zwiększył
temperaturę i odszedł na bok, aby umyć ręce i pozbyć się z palców trucizny.
I w tym momencie w klasie rozległ się potężny huk. Harry zacisnął oczy i odwrócił się
powoli. W miejscu, w którym jeszcze przed chwilą stał jego kociołek, teraz
znajdowały się jedynie resztki podgrzewacza, natomiast wokół ławki leżały fragmenty
kociołka i zielonkawego wywaru, który wylądował także na szatach najbliżej
stojących uczniów, w cudowny sposób omijając jednak ich twarze, jakby chroniła je
niewidzialna bariera. Ci, którzy zdążyli wcisnąć się pod ławki, powoli podnosili się na
nogi i rozglądali z oszołomieniem. Ron i Hermiona, pokryci zieloną breja, spojrzeli
szeroko otwartymi oczami najpierw na siebie, a następnie na stojącego z
rozdziawionymi ustami Harry'ego.
To było przecież... niemożliwe. Wszystko robił dobrze. Każdy składnik wrzucał
dokładnie tak, jak w instrukcji. Przecież...
Zamknął usta i spojrzał na Snape'a. To mu wystarczyło. Wyraz złośliwej satysfakcji,
który na niej zobaczył, powiedział mu absolutnie wszystko.
- No, no... - odezwał się mężczyzna, podnosząc się, stając obok biurka i krzyżując
ręce na piersi. - Wygląda na to, że pan Potter postanowił zrzucić pana Longbottoma
z piedestału przeznaczonego dla kompletnych nieudaczników. Dobrze, że nie
wysadziłeś przy okazji całej klasy, Potter. Ale dzięki temu będziesz miał bardzo
przyjemne zajęcie na resztę popołudnia. Zostaniesz po lekcji i dokładnie wszystko
wyczyścisz, nie używając przy tym czarów.
Harry poczuł, że jego żołądek skręca się z ekscytacji. A więc Severus podjął grę...
Jak miło.
Po chwili, kiedy poczuł na sobie pełne oczekiwania spojrzenia uczniów, uzmysłowił
sobie, że powinien jednak coś powiedzieć. Zdecydował się więc na:
- To nie była moja wina, profesorze. Eksplozja nastąpiła samoistnie. Ja jedynie...
podniosłem temperaturę.
Oczy Snape'a zabłysły. Harry z trudem powstrzymał uśmiech.
- W takim razie będziesz miał bardzo dużo czasu, aby na własnej skórze odczuć
skutki tej eksplozji. O ile, oczywiście, nie wywołasz kolejnej... - Oczy mężczyzny
zmrużyły się.
- Zapewniam pana, profesorze, że o kolejnej dowie się pan jako pierwszy...
- Nie wątpię w to, Potter - odparł Severus, uśmiechając się szyderczo. - Jeżeli dobrze
się spiszesz i dokładnie wszystko wyczyścisz, to może nawet zastanowię się nad
tym, aby wspaniałomyślnie nie odbierać ci punktów.
Harry miał wrażenie, że coś ciężkiego opada mu do żołądka.
- Niech pan się nie martwi, profesorze. Nie zostawię nawet kropelki... - odparł cicho,
z całych sił walcząc z wypływającym mu na usta uśmiechem.
Coś w jego wnętrzu wrzasnęło triumfalnie, kiedy zobaczył, jak oczy Severusa
rozszerzają się na moment, by po chwili zmrużyć się w sposób, który tylko Harry
potrafił odczytać.
Czuł w sobie taką ekscytację, iż miał wrażenie, że jeszcze chwila i spłonie na
miejscu. Z podniecenia i... przerażenia. Oto stał w wypełnionej uczniami klasie... i
wymieniał z Severusem dwuznaczne, pełne ukrytej perwersji uwagi. I z wyrazu
twarzy mężczyzny wyczytał, że ten myśli dokładnie o tym samym.
Och, dlaczego nie mogliby po prostu rzucić tego wszystkiego w cholerę i przejść do o
wiele przyjemniejszych czynności? Ale już niedługo...
Harry wrócił do ławki, odprowadzany spojrzeniami zaskoczonych i nieco
zdezorientowanych uczniów i unikając zatroskanego wzroku przyjaciół, po czym
uklęknął i zaczął udawać, że sprząta.
- Wystarczy! - oznajmił ostro Severus, zwracając się do uczniów. - Mieliście już
wystarczająco dużo czasu na uwarzenie tego eliksiru. Czas na ocenę waszych
żałosnych umiejętności. - I nie czekając na jakąkolwiek reakcję, ruszył w stronę
ławek, zaglądając do kociołków i obrzucając mikstury krótkim, pełnym dezaprobaty
spojrzeniem. Nie zatrzymywał się i nie prawił złośliwych komentarzy, jak zazwyczaj.
Zachowywał się jak ktoś, komu bardzo się spieszy i jak najszybciej chce mieć to już
za sobą. Kiedy skończył, stanął na środku sali i zwrócił się do wszystkich:
- Wasze wyniki są równie żałosne, jak zawsze. Widocznie sześć lat nauki to za mało,
aby uwarzyć chociaż jeden poprawny eliksir. Ogłaszam koniec zajęć. Wynoście się.
Uczniowie spojrzeli po sobie z zakłopotaniem, po czym powoli zaczęli się pakować.
Snape prawie nigdy nie kończył zajęć przed czasem. Rzeczywiście coś musiało
bardzo wyprowadzić go z równowagi...
- Nie czekajcie na mnie - powiedział Harry, kiedy Ron i Hermiona stanęli obok niego
z torbami, nie bardzo wiedząc, co zrobić. - To może długo potrwać. - Wskazał ręką
leżące wszędzie skorupy i pozalewane ławki i podłogę.
Pokiwali głowami ze współczuciem i ruszyli w kierunku wyjścia.
- Spotkamy się w Pokoju Wspólnym, Harry - powiedziała Hermiona, zanim razem z
Ronem zniknęła za drzwiami.
W pomieszczeniu zapadła cisza. Harry przełknął ślinę i bardzo powoli podniósł się.
Usłyszał cicho wypowiadane zaklęcie i zobaczył dwa rozbłyski na drzwiach. Nie
potrafił powstrzymać uśmiechu, kiedy odwracał się w stronę Snape'a. Mężczyzna
machnął różdżką i bałagan otaczający Harry'ego zniknął.
- Na dzisiejszej lekcji zachowywał się pan karygodnie, panie Potter - powiedział
ostrym tonem Severus, chowając różdżkę.
Harry poczuł emanujący z podbrzusza żar. Nie wiedział dlaczego, ale słowa "panie
Potter", wypowiedziane w taki sposób, przyprawiły go o dreszcze i sprawiły, że
zapragnął podjąć tę cholernie zmysłową grę.
- Chyba zdaje pan sobie sprawę z tego, że należy się panu kara? - kontynuował