Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Trzej muszkieterowie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Trzej muszkieterowie

Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:

Najsłynniejsza powieść Aleksandra Dumasa ojca, której akcja toczy się w XVII wieku za panowania Ludwika XIII. Bohater książki, ubogi gaskoński szlachcic d’Artagnan i jego trzej przyjaciele: Atos, Portos i Aramis przeżywają mnóstwo zaskakujących przygód w świecie pełnym intryg, pojedynków, zdrad, miłosnych namiętności... Ze wszystkich opresji wychodzą obronną ręką, bowiem postępują wedle skutecznej zasady: “Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.
1 ... 150 151 152 153 154 155 156 157 158 ... 167
Перейти на страницу:

— Och, wybacz mi, pani, wybacz! — zawołała padając jej w ramiona. — Tak go kocham!

Obie kobiety trwały przez chwilę w uścisku. Gdyby siły Milady były tak potężne, jak jej nienawiść, pani Bonacieux nie wyszłaby z tego uścisku żywa. Ale nie mogąc jej zadusić, Milady uśmiechnęła się.

— O, moja śliczna, moja miła! — powiedziała Milady. — Jestem tak szczęśliwa, że cię widzę. Pozwól, że spojrzę na ciebie.

Mówiąc te słowa rzeczywiście pochłaniała ją wzrokiem.

— Tak, to ty. Ach, poznaję cię z jego opisu, poznaję doskonale.

Biedna kobieta nie mogła przypuszczać, jak okrutne myśli kryje to czyste czoło, te błyszczące oczy, z których można było wyczytać tylko zainteresowanie i współczucie.

— Więc wie pani, co wycierpiałam — rzekła pani Bonacieux — skoro ci powiedział, co sam wycierpiał; ale cierpieć dla niego to szczęście.

Milady powtórzyła machinalnie:

— Tak, to szczęście.

Myślała o czym innym.

— A zresztą moje męki się kończą; jutro, dziś może, zobaczę go i wówczas przeszłość nie będzie już istnieć.

— Dziś wieczór? Jutro? — zawołała Milady, która ocknęła się słysząc te słowa. — Co masz na myśli? Spodziewasz się jakich nowin od niego?

— Spodziewam się jego samego.

— Jego samego! D’Artagnan tutaj!

— On sam.

— Ale to niemożliwe; jest z kardynałem pod La Rochelle, wróci dopiero po wzięciu miasta.

— Tak pani sądzi, ale czy jest coś niemożliwego dla mojego d’Artagnana, szlachetnego i prawego szlachcica?

— O, nie mogę uwierzyć!

— Więc niech pani przeczyta — rzekła w przystępie dumy i radości nieszczęsna kobieta pokazując list Milady.

— Pismo pani de Chevreuse! — rzekła do siebie Milady. — Ach, byłam pewna, że są w porozumieniu!

Przeczytała pośpiesznie te kilka linijek:

“Moje drogie dziecko, bądź gotowa; nasz przyjaciel przybędzie wkrótce, by zabrać Cię z więzienia, gdzie musiałaś pozostawać dla własnego bezpieczeństwa; przygotuj się więc do wyjazdu i zdaj się na nas we wszystkim.

Nasz przemiły Gaskończyk okazał się równie dzielny i wiemy jak zawsze, powiedz mu, że pewna osoba jest mu bardzo wdzięczna za ostrzeżenie.”

— Tak, tak — rzekła Milady — to jasne. Czy wie pani, o jakie ostrzeżenie chodzi?

— Nie, przypuszczam jednak, że uprzedził królową o jakimś nowym zamyśle kardynała.

— Tak, na pewno — rzekła Milady, oddając list pani Bonacieux i opuszczając w zamyśleniu głowę na piersi.

W tej chwili rozległ się tętent galopującego konia.

— Och — zawołała pani Bonacieux rzucając się do okna. — Czyżby to był już on?

Milady pozostała w łóżku, osłupiała ze zdumienia, tyle nieoczekiwanych rzeczy zdarzyło się jej nagle, że po raz pierwszy traciła głowę.

— On, on! — szepnęła. — Byłby to on?

Nie ruszyła się z łóżka.

— Niestety, nie! — rzekła pani Bonacieux. — To jakiś nie znany mi mężczyzna; zdaje się, że zmierza do klasztoru; tak, zwalnia biegu, zatrzymuje się przy bramie, dzwoni.

Milady wyskoczyła z łóżka.

— Czy jesteś pani pewna, że to nie on? — rzekła.

— O tak, jestem zupełnie pewna.

— Możeś pani źle widziała?

— O, rozpoznam go po kapeluszu, po skraju płaszcza!

Milady ubierała się.

— Mniejsza z tym; ów człowiek tu zmierza, powiadasz?

— Tak, już wjechał.

— To albo do pani, albo do mnie.

— O, mój Boże! Jakże pani podniecona!

— Tak, muszę wyznać, że nie jestem tak ufna jak pani. Lękam się wszystkiego ze strony kardynała.

— Cicho! — rzekła pani Bonacieux. — Ktoś idzie!

Drzwi się otworzyły i weszła przeorysza.

— Czy to pani przybywa z Boulogne? — zapytała zwracając się do Milady.

— Tak, to ja — odparła Milady starając się odzyskać zimną krew. — Kto o mnie pyta?

— Jakiś mężczyzna; nie chce podać swego nazwiska, przybywa od kardynała.

— Chce się ze mną widzieć? — zapytała Milady.

— Chce się widzieć z damą, która przybyła z Boulogne.

— Niech więc wejdzie, matko, proszę.

— O mój Boże, mój Boże! — rzekła pani Bonacieux — obawiam się jakiejś złej nowiny!

— Ja także.

— Zostawię panią teraz, ale gdy tylko ten nieznajomy wyjdzie, pozwól, żebym wróciła.

— Oczywiście, bardzo proszę.

Przełożona i pani Bonacieux wyszły.

Milady została sama z oczyma utkwionymi we drzwiach; po chwili rozległ się brzęk ostróg na schodach, kroki zbliżyły się, drzwi otwarły i ukazał się w nich mężczyzna.

Milady wydała okrzyk radości; był to hrabia Rochefort, zły duch Jego Eminencji.

Rozdział XXXII

DEMON W DWÓCH POSTACIACH

— Ach! — zawołali jednocześnie Rochefort i Milady. — Ach! Kogo widzę!

— Tak, to ja!

— Pan przybywa?... — zapytała Milady.

— Z La Rochelle, a pani?

— Z Anglii.

— Buckingham?

— Nie żyje lub jest ciężko ranny; kiedy wyjeżdżałam, nic nie uzyskawszy, jakiś fanatyk go zamordował.

— O — rzekł Rochefort z uśmiechem — bardzo szczęśliwy przypadek! Jego Eminencja będzie zadowolony! Czyś go uprzedziła?

— Napisałam do niego z Boulogne. Ale pan skąd się tu wziąłeś?

— Jego Eminencja był niespokojny i posłał mnie do pani.

— Przyjechałam dopiero wczoraj.

— I co pani robiła od wczoraj?

— Nie traciłam czasu.

— Och, jestem tego pewien!

— Czy wie pan, kogo tu spotkałam?

— Nie.

— Zgadnij.

— Jakże mogę wiedzieć?

— Tę młodą kobietę, którą królowa wyciągnęła z więzienia.

— Kochankę d’Artagnana?

— Tak, panią Bonacieux, której schronienia nie znał kardynał.

— Znakomicie — rzekł Rochefort. — Oto znów przypadek idący w parze z tamtym; pan kardynał jest doprawdy wybrańcem losu!

— Czy pojmujesz moje zdumienie, kiedy znalazłam się twarzą w twarz z tą kobietą?

— Czy ona panią zna?

— Nie.

— Więc uważa cię za osobę obcą?

Milady uśmiechnęła się.

— Jestem jej najlepszą przyjaciółką!

— Na honor — rzekł Rochefort — tylko ty, droga hrabino, potrafisz dokazywać takich cudów!

— Udało mi się wybornie, kawalerze — powiedziała Milady. — Czy wiesz co się tu dzieje?

— Nie.

— Jutro lub pojutrze przyjadą tu po nią z rozkazem królowej.

— Doprawdy! A kto taki?

— D’Artagnan i jego przyjaciele.

— W samej rzeczy, tyle już robią hałasu, że będziemy musieli odesłać ich do Bastylii.

— Dlaczego to się jeszcze nie stało?

— No cóż, pan kardynał ma do nich słabość, której nie mogę zrozumieć.

— Naprawdę?

— Tak.

— Dobrze więc, powiedz mu, co następuje, Rochefort: powiedz mu, że ci czterej ludzie słyszeli naszą rozmowę w oberży “Pod Czerwonym Gołębnikiem”, powiedz mu, że po jego odjeździe jeden z nich przyszedł do mnie i odebrał mi siłą glejt podpisany przez Jego Eminencję; że uprzedzili lorda Wintera o moim przyjeździe do Anglii: że omal znowu nie przeszkodzili mi w wykonaniu zadania, jak zeszłym razem, kiedy szło o spinki; powiedz mu, że spośród tych czterech ludzi dwaj są naprawdę niebezpieczni, a mianowicie d’Artagnan i Atos; powiedz mu, że trzeci z nich, Aramis, jest kochankiem pani de Chevreuse; tego trzeba pozostawić przy życiu, znamy jego tajemnicę, może się przydać. Jeśli idzie o czwartego, Portosa, to głupiec, pyszałek i osioł, nie warto się nim nawet zajmować.

1 ... 150 151 152 153 154 155 156 157 158 ... 167
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)