Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Peanatema [Anathem - pl]
Peanatema [Anathem - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Peanatema [Anathem - pl]

Электронная книга - «Peanatema [Anathem - pl]». Краткое содержание книги:

Stephenson opisał tu badaczy, filozofów, naukowców, którzy zostali zamknięci w zakonach i pozbawieni dostępu do komputerów, akceleratorów cząstek oraz reszty niezbędnego ustrojstwa, lecz nie zaprzestali swoich badań. Opracowali nowe metody pracy, równie dobre, a może nawet lepsze od starych, bo działające wyłącznie w oparciu o wszechstronne możliwości psychofizycznego instrumentarium człowieka. Tym samym Stephenson zdaje się mówić wprost — jedyną technologią, którą warto rozwijać jest człowiek.
1 ... 150 151 152 153 154 155 156 157 158 ... 253
Перейти на страницу:

— Yul! — zawołał Sammann, a kiedy Yul się do niego odwrócił, rzucił mu swój piszczek.

Yul złapał go instynktownie i wsunął do kapsuły. Piszczek był czulszy niż ludzkie oko, przez co lepiej było obserwować obraz na jego wyświetlaczu, niż próbować przeniknąć mrok gołym okiem. W ten właśnie sposób Yul zauważył ciemne plamy na ubraniu kobiety.

— Jest ranna — poinformował nas. — Krwawi!

Część deklarantów pomyślała, że mówi o Cord, i w pierwszej chwili zareagowali okrzykami zgrozy, ale szybko wyjaśniono im, że chodzi o znalezionego w kapsule Geometrę płci żeńskiej.

— To znaczy, że ona… albo on… żyje?! — zapytał Sammann.

Yul odwrócił się do nas.

— Nie wiem!

Korzystając z chwili jego nieuwagi, Cord przestąpiła próg kapsuły. Usłyszeliśmy stłumiony okrzyk.

— Cord mówi, że kobieta jest jeszcze ciepła! — przekazał nam Yul.

Przez głowę przebiegały mi (i pewnie nie mnie jednemu) dziesiątki pytań teorycznych: skąd wiadomo, że to kobieta? Skąd pewność, że obcy mają w ogóle płeć? Dlaczego uważacie, że tak jak my mają krew i że to właśnie krew z niej wypływa?

Ale stres i zamieszanie sprawiały, że wszystkie tego rodzaju wątpliwości obejmowała intelektualna kwarantanna.

— Może ona jeszcze żyje? Musimy jej pomóc! — zarządził Orolo.

Yul nie potrzebował dalszej zachęty. Jedną ręką odrzucił Sammannowi piszczek, drugą podał Cord nóż.

— Jest solidnie przypięta — wyjaśnił.

Z całej Cord widzieliśmy tylko jedną nogę, którą wykręcała na wszystkie strony, próbując się zahaczyć o rusztowanie. Upłynęła minuta. Czekaliśmy bezradnie; nie mogliśmy ani jej pomóc, ani nic poradzić na metaliczne łoskoty i zgrzyty dobiegające z góry, zza bramy i murów. W końcu Cord zaparła się, szarpnęła z całej siły — i prawie wypadła przez drzwi. Yul sięgnął do środka i też mocno pociągnął: jak flisak na tratwie ratujący tonącego klienta z rzeki, wyciągnął kobietę i padł na wznak na rusztowanie, przywalony jej ciałem. Czerwona ciecz spłynęła mu po żebrach i między szczeblami drabiny zaczęła skapywać na ziemię. Dwadzieścia rąk wyciągnęło się do góry, żeby przejąć od niego ciało Geometry, kiedy sturlał je z siebie na bok. Trzy dłonie (w tym jedna należąca do Orola) spotkały się na głowie kobiety, podtrzymując ją ostrożnie. Mignęła mi jej twarz: z odległości pięćdziesięciu stóp z powodzeniem mogłaby ujść za mieszkankę naszej planety; z bliska nie miałem cienia wątpliwości, że jest, jak to ujęła Cord, „nie z Arbre”. Trudno byłoby wskazać jeden konkretny rys jej twarzy, który wykluczałby ją z grona Arbryjczyków, ale wszystkie razem — kolor i faktura skóry i włosów, struktura kostna, zarys małżowiny usznej, kształt zębów — dostatecznie ją wyróżniały. Nie było mowy, żebyśmy mogli ją złożyć na wypalonym przez silniki rakietowe placu, ciągle jeszcze nagrzanym i zasłanym odłamkami kafelków, zaczęliśmy więc rozglądać się w poszukiwaniu innej płaskiej powierzchni. Najlepsza wydała się nam skrzynia ładunkowa stojącego sto stóp od nas aportu Gnela. Przenieśliśmy obcą na ramionach, drobiąc kroki najszybciej, jak się dało, żeby jej przy tym nie upuścić. Suur Maltha, koncentowa lekarka, wyszła nam na spotkanie i obmacała szyję pacjentki, zanim zdążyliśmy ją położyć. Gnel wykazał się przytomnością umysłu i rozłożył na skrzyni materac turystyczny. Położyliśmy na nim obcą, nogami w kierunku jazdy. Miała na sobie luźny jasnoniebieski skafander, którego plecy przesiąkły krwią (nie mieliśmy już wątpliwości, że to krew). Suur Maltha rozerwała jej skafander na piersi i osłuchała ją stetoskopem.

— Nie słyszę pulsu — powiedziała. — Nie mam pewności, gdzie znajduje się serce, ale i tak powinnam słyszeć coś więcej niż słaby szmer, który może być pochodną perystaltyki jelit. Odwróćcie ją.

Położyliśmy obcą na brzuchu. Suur Maltha rozcięła materiał: był nie tylko nasiąknięty krwią, ale także gęsto podziurawiony. Maltha starła nim posokę z pleców kobiety, odsłaniając konstelację sporych okrągłych ran, ciągnącą się od pośladków do połowy pleców, głównie po lewej stronie. Zaniemówiliśmy — wszyscy, Suur Maltha również, a kiedy już otrząsnęła się z szoku i chciała chyba coś powiedzieć, Gnel ją uprzedził:

— Śrutówka — orzekł. — Duży kaliber. Na ludzi. Z niewielkiej odległości. — I dodał, chociaż nie było to konieczne: — Jakiś skurwiel strzelił kobiecie w plecy. Niech Bóg się nad nią zmiłuje.

Jedna z asystentek Malthy zachowała się całkiem rozsądnie i od razu wetknęła termometr w otwór, który wynurzył się spod skafandra w miejscu złączenia nóg.

— Temperatura ciała zbliżona do naszej. Nie żyje dosłownie od paru minut, nie dłużej.

Niebo runęło nam na głowy.

Tak to przynajmniej wyglądało. Na górze ktoś poprzecinał linki spadochronu i czasza spadła na nas. Doświadczenie przerażające, ale zupełnie nieszkodliwe. Rozbiegliśmy się każdy w inną stronę, zajęci szarpaniem, pełzaniem, odpychaniem i zwijaniem. Nie mieliśmy żadnego sensownego planu, ale skończyło się na tym, że spora liczba deklarantów zebrała się na placu przed Oritheną wokół skłębionej płachty spadochronu i zaczęła ją spychać na schody świątyni, gdzie nikomu by nie przeszkadzała. Upewniwszy się, że znalazła się wystarczająca liczba zwijaczy, spojrzałem w stronę kapsuły. Zamierzałem podbiec do niej i powiedzieć tym, którzy przy niej zostali, czego się dowiedzieliśmy, ale na widok uzbrojonych po zęby żołnierzy na rampie pomyślałem, że bieganie mogłoby wzbudzić u nich chęć pościgu.

Orolo i Sammann oglądali znaleziony w kapsule przedmiot: pudełko, które Cord dostrzegła na kolanach zabitej. Było wykonane z jakiejś włóknistej materii i zawierało cztery przezroczyste fiolki z czerwonym płynem. Prawdopodobnie próbki krwi. Każda fiolka była opisana jednym słowem (każda innym) w alfabecie Geometrów i okrągłą ikoną: rysunkiem planety (nie Arbre) widzianej z kosmosu.

Żołnierze wyrwali nam je z rąk. Otoczyli nas. Każdy miał przerzucony na skos przez ramię bandolier obwieszony czymś, co przypominało przerośnięte obroże. Na widok deklaranta ściągał jedną taką obręcz i zapinał ją deklarantowi na szyi. Obroża natychmiast ożywała i zaczynała błyskać światełkami. Z przodu miała nadrukowany ciąg liczb. Wystarczyło zrobić deklarantowi zdjęcie i skojarzyć je z numerem, żeby jednoznacznie go zidentyfikować. Nie trzeba było wielkiej wyobraźni, żeby się domyślić, że obroże mają wbudowany mechanizm naprowadzający. Wszystko to wyglądało złowrogo i nieludzko, ale na razie nie stała nam się żadna krzywda. Żołnierze chyba po prostu chcieli mieć wszystkich na oku.

Fraa Landasher zachował się bardzo ładnie: stanowczo, ale spokojnie dopytywał się, kto jest dowódcą, kto wydał rozkaz wkroczenia na teren koncentu („Jakie przepisy regulują postępowanie ze statkami kosmicznymi obcych?”) i tak dalej. Żołnierze byli jednak poubierani w kombinezony chroniące ich przed bronią chemiczną i biologiczną, co znacząco utrudniało nawiązywanie kontaktu. W dodatku Landasher w gruncie rzeczy słabo się znał na zawiłościach aktualnego prawa: byłby znakomitym adwokatem sześć i pół tysiąca lat temu, ale nie dzisiaj.

1 ... 150 151 152 153 154 155 156 157 158 ... 253
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)