Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Tomek na tropach Yeti - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Tomek na tropach Yeti

Электронная книга - «Tomek na tropach Yeti». Краткое содержание книги:

Tomek wraz ze swymi towarzyszami — bosmanem Tadeuszem Nowickim oraz ojcem Andrzejem Wilmowskim, wyrusza do Indii. Powodem ich wyprawy jest tajemnicza depesza nadesłana przez Jana Smugę. Ekipa przybywa na miejsce z mieszanymi uczuciami, bowiem nie są do końca pewni, co czeka ich u kresu podróży. Tomek, jego ojciec i bosman udają się do pana Abbasa po dalsze wskazówki od Smugi. Otrzymują list oraz depozyt, czyli worek ze złotem. W chwili, gdy pan Abbas przekazuje im ów depozyt, do pomieszczenia wpada zakapturzona postać, która zadaje Hindusowi śmiertelny cios i ucieka. Nie udaje im się przeszkodzić złoczyńcy i niewinny pan Abbas umiera. Od tego momentu, przyjaciele wyruszają trasą przygotowaną przez pana Smugę, aby spotkać się z towarzyszem i dowiedzieć, po co wezwał ich, aż do Azji Środkowej. Podróż przebiega przez Indie, Tybet, aż do Chin.
1 ... 7 8 9 10 11 12 13 14 15 ... 76
Перейти на страницу:

Duża, drewniana, misternie rzeźbiona brama zamykała wstęp na teren pałacowych zabudowań. Przed nią stała przyboczna straż maharadży. Niscy, żylaści żołnierze odziani byli w obcisłe, białe surduty zapięte z przodu na duże guziki oraz takiego samego koloru spodnie wpuszczone w owijacze, spowijające łydki ponad bosymi stopami. Głowy okrywali cytrynowego koloru turbanami, a w taliach opasywały ich szarfy o podobnym odcieniu; do nich przytwierdzone były ładownice z nabojami.

Straż przepuściła przez bramę kolumnę słoni, lecz gdy nadjechał dyliżans, dwóch żołnierzy zastąpiło drogę, krzyżując karabiny z nasadzonymi na końce luf długimi szerokimi bagnetami.

— Dokąd jedziesz, głupcze?! Czy nie wiesz, że na tereny łowieckie His Highness [45] wstęp jest wzbroniony? — zawołał po angielsku do woźnicy jeden z żołnierzy, udając, że nie widzi siedzących w dyliżansie podróżnych.

— Wiozę białych sahibów do His Highness maharadży Alwaru — pokornie odparł woźnica schodząc z dyszla. Potem zwrócił się do naszych podróżników i oznajmił: — Jesteśmy już u wrót pałacu maharadży. Dalej jechać nie mogę, ponieważ żołnierze His Highness nie przepuszczają nikogo.

— Zawołaj do mnie dowódcę straży — krótko polecił Wilmowski, nie ruszając się z miejsca.

Woźnica skrzyżował ręce na piersiach, skłonił się z szacunkiem, po czym podszedł do zastępujących drogę żołnierzy. Pomyślał, że biali sahibowie są zapewne możnymi Anglikami, skoro nie chcą rozmawiać ze zwykłymi żołnierzami.

Bosman Nowicki, pomny uprzednich uwag Wilmowskiego na temat “dostojnego” zachowania się, przybrał srogą minę, jakby był co najmniej kapitanem bojowego okrętu, i rozparł się wygodnie na ławce. Tomek zaś niecierpliwie oczekiwał na wydarzenia, zerkając wesoło na puszącego się przyjaciela.

Słowa Wilmowskiego musiały wywrzeć odpowiednie wrażenie nie tylko na biednym woźnicy, lecz i na żołnierzach, albowiem niemal zaraz zjawił się dowódca warty z laseczką trzcinową w ręce. Zasalutował uprzejmie i powiedział:

— Jestem dowódcą osobistej straży His Highness maharadży Alwaru. Czego sobie szlachetni sahibowie życzą?

— Proszę zanieść maharadży mój list. Tutaj będziemy czekali na odpowiedź — odparł Wilmowski.

Wydobył z podręcznej torby przybory do pisania, by skreślić kilka słów:

His Highness!

Przybyliśmy z Europy do Indii na wezwanie naszego przyjaciela, pana Jana Smugi, który polecił nam zgłosić się do Maharadży Alwaru. Czekamy na wyjaśnienia przed bramą pałacu.

Łączymy wyrazy poważania — Andrzej Wilmowski

List włożył do koperty i podał żołnierzowi, który natychmiast zniknął za bramą. Minęło sporo czasu, zanim dowódca warty powrócił w towarzystwie starszego wiekiem Hindusa.

Bosman, na widok bogatego stroju krajowca szepnął do swych towarzyszy:

— Do licha, czyżby sam maharadża wyszedł na nasze spotkanie?

— Cicho siedź, bosmanie, zaraz się dowiemy, kim on jest — odpowiedział szeptem Wilmowski.

Tymczasem Hindus podszedł do dyliżansu, pochylił głowę i składając, jak do modlitwy ręce na piersiach, odezwał się niskim głosem:

— W imieniu jego wysokości maharadży Alwaru witam przyjaciół wielkiego szikara [46], sahiba Smugi. Maharadża zajęty jest wydawaniem dyspozycji w związku z polowaniem na tygrysy, które odbędzie się pojutrze o świcie, polecił mi jednak oznajmić szlachetnym sahibom, iż jutro przed południem przyjmie ich na specjalnej audiencji, by osobiście poznać, znanych mu już dobrze z opowiadań sahiba Smugi, znamienitych polskich łowców dzikich zwierząt...

Bosman, słysząc tę nadzwyczaj uprzejmą przemowę, pokraśniał. Tomek nie mniej zadowolony od niego przyjaźnie spoglądał na Hindusa, lecz Wilmowski, który ani na chwilę nie zapomniał o niepokojącym wezwaniu Smugi, niecierpliwie czekał na zakończenie przydługiego powitania.

Tymczasem Hindus mówił dalej:

— Jego wysokość maharadża nie chce krępować miłych gości ceremoniałem pałacowym, przeto oddaje do dyspozycji sahibów swój pawilon myśliwski w parku. Jako wielki radżput [47] maharadży, proszę o rozgoszczenie się jak u siebie w domu.

— Proszę w naszym imieniu podziękować jego wysokości maharadży za tak miłe przyjęcie — odezwał się Wilmowski. — Ponieważ jednak odbyliśmy daleką podróż w celu zobaczenia się z panem Smugą, pragnąłbym dowiedzieć się, czy nasz przyjaciel przebywa w gościnie u maharadży.

— Szikar Smuga opuścił nas miesiąc temu. Nie wiem, gdzie obecnie jest. O tym sahibowie zapewne dowiedzą się od His Highness maharadży — wyjaśnił Hindus.

Wielki radżput klasnął w dłonie. Na ten znak żołnierze szeroko otworzyli bramę. Kilku bosonogich służących pobiegło do dyliżansu po bagaże. Radżput niedbałym ruchem rzucił woźnicy pod nogi dziesięć rupii, po czym zwrócił się do podróżników:

— Jeśli sahibowie sobie życzą, zaprowadzę ich teraz do pawilonu myśliwskiego.

— Proszę, jesteśmy gotowi — oświadczył Wilmowski, wręczył przy tym umówioną zapłatę pochylonemu w głębokim ukłonie woźnicy.

Radżput nie był zbyt rozmowny, toteż trzej podróżnicy kroczyli za nim zaintrygowani nieobecnością Smugi w Alwarze.

— Co to ma znaczyć, Andrzeju? — mówił bosman. — W Bombaju zamiast Smugi przywitał nas morderca. Teraz znów, jak wynika z gadaniny tej hinduskiej mumii, Smuga wyjechał z Alwaru już miesiąc temu, chociaż w pobliskim Delhi miał starać się o zezwolenie na wyprawę. Bądź tu mądry z tego wszystkiego! Wzywa nas na pomoc, a tymczasem sam gdzieś znika.

— Czy pan się obawia, że nie mówią nam tutaj prawdy? — niepokoił się Tomek.

— Musimy cierpliwie czekać do jutra. Spodziewam się, że maharadża udzieli wystarczających wyjaśnień — tłumaczył Wilmowski. — Smuga w liście pisał: “pytajcie o mnie maharadżę Alwaru”. “Pytajcie o mnie” nie oznacza przecież “czekam na was w Alwarze”. Nie widzę powodów do jakichś podejrzeń. Może ma trudności w uzyskaniu zezwolenia, o które zabiega. Smuga jest doświadczonym człowiekiem. Gdyby nie ohydne zabójstwo poczciwego Abbasa, w ogóle nie niepokoiłbym się o niego.

— Masz rację, Andrzeju, uspokoiłeś mnie nieco — potaknął bosman. — Mamy niezbity dowód, iż Smuga tutaj gościł, ponieważ znają tu nas z jego opowiadania. Dobrze, że mile wspomina przyjaciół.

Tak pocieszając się wzajemnie minęli rozległy park i przybyli przed obszerny, parterowy domek zbudowany z grubych pali drewnianych. Był to właśnie wspomniany przez radżputa pawilon myśliwski. Masywna budowla posiadała małe, wysoko umieszczone nad ziemią okna, przysłonięte grubą siatką oraz tylko jedne, mocne drzwi, prowadzące z otwartej werandy w głąb domu.

Biali podróżnicy zatrzymali się zdumieni przed myśliwskim pawilonem. Bosman mrużąc oczy, mruknął:

— A niech to tajfun porwie, przecież ta chałupa zupełnie wygląda jak więzienie!

— To samo chciałem powiedzieć. Musimy mieć na wszystko szeroko otwarte oczy — szepnął Tomek.

Jakby w odpowiedzi na te ciche uwagi czynione w polskim języku wielki radżput wyjaśnił:

— Sahibowie będą bezpieczni w tym domku nawet w nocy, jeżeli tylko od wewnątrz zamkną drzwi na zasuwę. Na płaskim dachu znajduje się duży otwór wentylacyjny, który można pozostawić otwarty. Tygrysy często przychodzą tutaj po zapadnięciu zmroku, lecz żaden z nich nie dostanie się na dach.

вернуться

45

His Highness — (po angielsku) Jego wysokość (czytaj: Hys Hajnes).

вернуться

46

Szikar (fonetycznie) — po indyjsku myśliwy.

вернуться

47

Wielki radżput — najbliższy doradca maharadży.

1 ... 7 8 9 10 11 12 13 14 15 ... 76
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)