Rozmowa w „Katedrze”
- Автор: Варгас Льоса Марио
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Rozmowa w „Katedrze”». Краткое содержание книги:
– Nie wstyd ci? – jej głos był twardy i głęboki, oczy jej się zaczerwieniły, mówiąc wykręcała sobie dłonie. – Takie małżeństwo? I to po kryjomu? Przynieść taki wstyd twoim rodzicom, twojej siostrze i bratu? „.
Don Fermín ciągle siedział ze spuszczoną głową, pochłonięty oglądaniem własnych butów, a Popeye zdobył się na uśmiech i wyglądał jak kretyn. Gary patrzyła na nich domyślając się, że coś się stało, pytając spojrzeniem, co takiego, a Chispas skrzyżował ramiona i z surową miną spoglądał na Santiago.
– Teraz nie pora na to, mamo – powiedział Santiago. – Gdybym wiedział, że tak się zachowasz, w ogóle bym nie przychodził.
– Wolałabym, żebyś nie przychodził – powiedziała pani Zoila podniesionym głosem. – Słyszysz mnie? Słyszysz? Tysiąc razy bym wolała nie widzieć cię w takim związku, ty chyba oszalałeś!
– Ciszej, Zoila – don Fermín ujął ją za ramię, Popeye i Chispas przestraszeni patrzyli w stronę schodów, Cary szeroko otworzyła usta. – Bardzo cię proszę, dziecko.
– To nie widzisz, z kim on się ożenił? – zaszlochała pani Zoila. – Nie rozumiesz, nie widzisz? Jak ja mogę się z tym pogodzić, że mój syn wziął sobie za żonę dziewczynę, która mogłaby być jego służącą?
– Zoila, nie bądź idiotką on też zbladł, Zavalita, on też się przestraszył. – Nie opowiadaj głupstw, moje dziecko. Ta mała cię usłyszy. To jest żona Santiago, Zoila.
Zachrypnięty, ogłupiały głos ojca, Zavalita, i ich usiłowanie, jego i Chispasa, żeby uspokoić, uciszyć mamę, która płakała i krzyczała. Twarz Popeye’a była purpurowa i usiana piegami, Cary skurczyła się na krześle, jakby ją ogarnął polarny chłód.
– Nigdy więcej jej nie zobaczysz, ale teraz już przestań, mamo – powiedział w końcu Santiago. – Nie pozwolę jej obrażać. Ona ci nic nie zrobiła i…
– Nic mi nie zrobiła, nic, nic? – krzyknęła pani Zoila starając się wyrwać z objęć Chispasa i don Fermina. – Omotała cię, zawróciła ci głowę i ty jeszcze mówisz, że ta kreatura nic mi nie zrobiła?
Meksykański, myśli, jeden z takich, jakie ci się podobają. Myśli: brakowało tylko mariachis i kapeluszy charro, kochanie. W końcu Chispas i don Fermín niemal siłą wyprowadzili panią Zoile do gabinetu, a Santiago wstał. Patrzyłeś w kierunku schodów, Zavalita, mierzyłeś odległość od łazienki, obliczałeś: tak, słyszała. I wtedy to oburzenie, jakiego od lat nie odczuwałeś, ta święta nienawiść z czasów Cahuide i rewolucji, Zavalita. W głębi domu słychać było jęki mamy, zrozpaczony, karcący głos ojca. Chispas w chwilę później wrócił do salonu, rozgniewany, niewiarygodnie wściekły:
– Mama przez ciebie zemdlała – wściekły, myśli, Chispas wściekły, biedny Chispas wściekły. – Zawsze z czymś wyskoczysz, nie ma z tobą spokoju, można by pomyśleć, że nic tylko kombinujesz, jakby tu rozgniewać starych.
– Chispas, daj spokój – błagała Cary podnosząc się z krzesła. – Chispas, ja cię proszę, ja cię proszę.
– No już dobrze, kochanie – powiedział Chispas. – Tylko ten wariat zawsze wszystko robi nie tak. Tatuś jest taki delikatny, a ten…
– Mogę ścierpieć to czy owo od mamy, ale nie od ciebie – powiedział Santiago. – Nie od ciebie, Chispas, uprzedzam cię.
– Ty mnie uprzedzasz? – powiedział Chispas, ale już Cary i Popeye go przytrzymali i odciągnęli do tyłu: z czego pan się śmieje, paniczu? mówi Ambrosio. Nie śmiałeś się, Zavalita, patrzyłeś na schody i za plecami słyszałeś zduszony głos Popeye’a: nie awanturujcie się, spokój, już dobrze, stary. W końcu pojawiły się na szczycie schodów i Teté patrzyła na nich tak, jakby w salonie ukazały się nagle diabły i widma, ale ty byłaś wspaniała, skarbie, myśli, jak Maria Félix w tym meksykańskim, jak Libertad Lamarque w tym drugim. Powoli zstępowała ze schodów, trzymając się poręczy, patrząc tylko na Santiago, a kiedy znalazła się na dole, powiedziała głośno: