Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Ścieżka Sztyletów
Ścieżka Sztyletów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ścieżka Sztyletów

Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:

Ścieżka Sztyletów
1 ... 142 143 144 145 146 147 148 149 150 ... 197
Перейти на страницу:

Brama Nalaama otworzyła się, a po chwili zniknęła za plecami jego i więźniarki. Rand wsłuchał się uważniej we wrażenia niesione przez saidina. Życie i rozkład zlały się ze sobą; chłód, przy którym mróz środka zimy zdawałby się ciepły, i ogień, przy którym bledły płomienie kuźni; śmierć, czekająca tylko na najdrobniejsze poślizgnięcie. Która nieomal namacalnie pragnęła tego błędu. Ale żadnej różnicy nie wyczuwał. Czy rzeczywiście? Popatrzył spod zmarszczonych brwi na miejsce, gdzie zniknął Nalaam. Gdzie zniknęli Nalaam i kobieta.

Była czwartą sul’dam wziętą do niewoli tego popołudnia. Co razem czyniło dwadzieścia trzy więźniarki sul’dam, które trzymano w taborach. Oprócz nich pochwycili dwie damane, wszystkie wciąż nosiły na szyjach srebrne smycze z obrożami, ale podróżowały oddzielnym wozem; w tych obrożach nie potrafiły odejść na więcej niż trzy kroki, zanim chwytały je mdłości znacznie bardziej gwałtowne niźli te, które dokuczały Randowi podczas sięgania do Źródła. Mimo to dalej nie był pewien, czy siostry podróżujące z Matem będą zadowolone z takiego prezentu. Pierwszej złapanej trzy dni temu damane początkowo w ogóle nie uważał za jeńca. Szczupła kobieta z jasnymi słomianymi włosami i wielkimi niebieskimi oczyma była w jego oczach Seanchańską branką, której należy się wolność. Tak przynajmniej mu się wydawało. Kiedy jednak zmusił sul’dam do zdjęcia kobiecie obroży — jej a’dam — tamta zaczęła natychmiast błagać swoją sul’dam o pomoc i na ślepo ciskać Mocą. W końcu posunęła się nawet do tego, że sama nadstawiała szyję, aby sul’dam wzięła ją znowu na smycz! Dziewięciu Obrońców i jeden Żołnierz zginęło, zanim zdołano oddzielić ją tarczą. Gedwyn zabiłby ją na miejscu, gdyby Rand się nie wtrącił. Obrońcy — którzy w obecności władającej Mocą kobiety czuli się równie nieswojo, jak wszyscy pozostali wobec potrafiącego Przenosić mężczyzny — nie dawali się przekonać, chcieli ją widzieć martwą. Ponieśli ciężkie straty podczas ostatnich dni walk, ale najwyraźniej w fakcie, że to więźniarka pozabijała ich ludzi, dostrzegali ujmę na swym honorze.

A straty były znacznie większe, niż Rand z początku oczekiwał. Poległo trzydziestu jeden Obrońców i czterdziestu sześciu Towarzyszy. Z Legionu i spośród zbrojnych szlachty zginęło ponad dwustu żołnierzy. Siedmiu Żołnierzy i jeden Oddany, ludzie, których Rand w życiu nigdy nie spotkał, zanim nie odpowiedzieli na jego wezwanie do Illian. Zbyt wielu, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę, że wszystkie rany, z wyjątkiem śmiertelnych, można było Uzdrowić, gdyby tylko poszkodowany potrafił doczekać swojej kolejki. A jednak spychał Seanchan na zachód, nie dając im chwili na nabranie oddechu.

Gdzieś w głębi doliny rozległy się dalsze krzyki. Pióropusz ognia wykwitł dobre trzy mile na zachód, potem uderzyła błyskawica, obalając drzewa. Pnie i kamienie eksplodowały ponad zboczem, jeszcze dalej na zachód, niczym osobliwe fontanny w marszu przez stok. Głębokie echa wybuchów pochłonęły krzyki. Seanchanie znowu się wycofywali.

— Idźcie tam na dół — rozkazał Rand Flinnowi i Dashivie. — Obaj. Znajdźcie Gedwyna i powiedzcie mu, że ma naciskać! Naciskać za wszelką cenę!

Dashiva skrzywił się, spoglądając na rosnący w dole las, potem zaczął niezgrabnie ciągnąć swego wierzchowca wzdłuż grzbietu. W ogóle nie potrafił radzić sobie z końmi, niezależnie od tego, czy miał ich dosiadać, czy tylko prowadzić za uzdę. Omal nie potknął się o swój miecz!

Flinn spojrzał na Randa zmartwionym wzrokiem.

— Chcesz zostać tu sam, bez ochrony, mój Lordzie Smoku?

— Trudno to nazwać samotnością — oznajmił sucho Rand, spoglądając równocześnie na Ailil i Anaiyellę. One tymczasem wróciły na miejsce, gdzie stali ich zbrojni, prawie dwustu lansjerów czekających mniej więcej tam, gdzie grzbiet wzgórza zaczynał łagodnie obniżać się w kierunku wschodnim. Dowodzący oddzialem Denharad wyraźniej, krzywił się za kratami przyłbicy. Teraz miał pod sobą właściwie obie eskorty, jeśli więc troszczył się o bezpieczeństwo Ailil i Anaiyelli, to mógł być spokojny, jego żołnierze stanowili bowiem widok dostatecznie groźny, by większość wrogów wolała się od nich trzymać z daleka. Poza tym Weiramon tak dokładnie zamknął północny kraniec grzbietu, że, jak twierdził, mucha nawet nie mogła się prześlizgnąć, natomiast południowej flanki strzegł Bashere. Niespecjalnie się chwaląc, zwyczajnie, bez jednego słowa wzniósł mur lanc. A Seanchanie się wycofywali. — W każdym razie, nie nazwiesz mnie chyba bezbronnym, Flinn.

Flinn jednak wyraźnie nie pozbył się do końca wątpliwości, stał jeszcze przez chwilę, drapiąc się po siwej czuprynie, zanim zasalutował i poprowadził konia do miejsca, gdzie brama stworzona przez Dashivę migotała, już zamykając się za nim. Utykając, podszedł do własnego otworu w powietrzu, ale cały czas mruczał pod nosem, najwyraźniej martwiąc się stanem Dashivy. Rand miał ochotę krzyknąć na niego. Ani on nie oszaleje, ani żaden z nich.

Brama stworzona przez Flinna zniknęła, Rand zaś powrócił do obserwacji wierzchołków drzew. Znowu zapanowała cisza. Czas wlókł się, nie wypełniany żadnymi wydarzeniami. Pomysł likwidacji tych wysuniętych posterunków w górach nie był najlepszy, teraz potrafił już to przyznać. Na takim terenie mogłeś minąć armię w odległości pół mili i nie mieć o tym pojęcia. W gęstym lesie, który porastał dolinę, można było przejść dziesięć stóp od nieprzyjaciela i o tym nie wiedzieć! Musiał skłonić Seanchan, by zechcieli przyjąć walkę na terenie bardziej mu odpowiadającym. Należy...

I nagle już zmagał się z saidinem, walczył z rwącą falą przypływu, która próbowała rozsadzić mu od wewnątrz czaszkę. Pustka pierzchała, uginając się pod ciosami Jedynej Mocy. Szaleńczo, w desperacji, wypuścił Źródło, zanim ono go zabiło. Odruch wymiotny skręcił mu żołądek. Przed oczyma, w których zaczęło mu się dwoić, dostrzegł bliźniacze Korony Mieczy. Spoczywające na grubej ściółce ze zbrązowiałych liści tuż przed jego twarzą! Leżał na ziemi! Najwyraźniej miał kłopoty z nabraniem oddechu, bo płuca aż bolały od wysiłku. Od jednego ze złotych liści wawrzynu na koronie odpadł drobny kawałek, krew zabrudziła czerwienią kilka niewielkich ostrzy mieczy. Szarpnięcie palącego bólu w boku stanowiło znak, że jedna z tych nigdy nie chcących się zagoić ran właśnie znowu się otworzyła. Próbował się podnieść, ale zdołał tylko krzyknąć. W ogłupiającym zdumieniu patrzył na czarne upierzenie strzały sterczącej z jego prawego ramienia. Z jękiem osunął się na ziemię. Poczuł, jak coś spływa po jego twarzy. Zalewa mu oczy. Krew.

Niejasno zdawał sobie sprawę z głośnych, aczkolwiek odległych krzyków. Wśród drzew na północy pojawili się jeźdźcy, galopowali po grani grzbietu, niektórzy już obniżali lance do szarży, inni szyli z łuków tak szybko, jak tylko potrafili naciągać i zwalniać cięciwy. Jeźdźcy w błękitno-żółtych zbrojach z nachodzących na siebie płyt i hełmach przypominających łby monstrualnych owadów. Seanchanie. Na pierwszy rzut oka kilka setek. Z północy. I tyle w kwestii muchy Weiramona.

Rand dokładał wszelkich wysiłków, aby pochwycić Źródło. Za późno już, by się przejmować mdłościami podchodzącymi do gardła albo liśćmi oblepiającymi twarz. Innym razem śmiałby się z tego. Wysilał się... To było jak poszukiwanie w ciemnościach upuszczonej szpilki zdrętwiałymi palcami.

„Czas umierać” — wyszeptał Lews Therin. Rand od zawsze wiedział, że Lews Therin pojawi się, gdy nadejdzie koniec.

1 ... 142 143 144 145 146 147 148 149 150 ... 197
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)