Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Ścieżka Sztyletów
Ścieżka Sztyletów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ścieżka Sztyletów

Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:

Ścieżka Sztyletów
1 ... 145 146 147 148 149 150 151 152 153 ... 197
Перейти на страницу:

Klapa namiotu odskoczyła gwałtownie i do środka weszła Wysoka Lady Suroth z czarnymi włosami dumnie spływającymi na plecy śnieżnobiałej sukni z kołnierzem i bogato haftowanej narzutki, których jakimś sposobem nie tknęło zalegające wszędzie błoto. Miraj sądził, że ona wciąż przebywa w Ebou Dar — musiała chyba przylecieć na grzbiecie to’rakena. Towarzyszyła jej stosunkowo niewielka, jak na jej zwyczaje, świta. Dwóch żołnierzy ze Straży Skazańców, z czarnymi chwostami przy rękojeściach mieczy, podtrzymywało usłużnie klapy wejścia, przez które widział jeszcze innych, czekających na zewnątrz: mężczyzn o kamiennych obliczach, odzianych w zielenie i czerwienie. Ucieleśnienie samej Imperatorowej, oby żyła wiecznie. Nawet członkowie Krwi liczyli się z nimi. Suroth jednak z łabędzią gracją i obojętnością przeszła obok nich, jakby byli równie nieistotną służbą jak da’covale o ciele przeznaczonym dla rozkoszy, w pończochach i przezroczystych białych szatach, której miodowożółte włosy zaplecione były w gęstwę cienkich warkoczyków i która dwa kroki za Wysoką Lady niosła inkrustowany pulpit do pisania. Głos Krwi przysługujący Suroth, ponura kobieta imieniem Alwhin, w zielonej szacie, z ogoloną lewą połową czaszki i resztą jasnokasztanowych włosów zaplecioną w cienki warkocz, trzymała się zaraz za swoją panią. Kiedy Miraj zszedł ze swojego podwyższenia, zobaczył drugą da’covale idącą za Suroth i przeżył wstrząs, gdy zdał sobie sprawę, że ta niska i ciemnowłosa, szczupła kobieta w przezroczystych szatach to damane! Nikt nigdy nie słyszał o damane odzianej w szaty niewolnicy, a jeszcze dziwniejsze było to, że to Alwhin prowadziła ją na a’dam!

Nie pozwolił jednak, by choć ślad tego zdumienia odbił się na jego twarzy, przyklęknął na jedno kolano i cicho oznajmił:

— Niech Światłość przyświeca Wysokiej Lady Suroth. Wszelka cześć Wysokiej Lady Suroth. — Wszyscy pozostali padli na płótno wyścielające podłogę namiotu, twarzą ku ziemi, i nikt nie odważył się unieść oczu. Miraj jednak pochodził z Krwi, nawet jeśli jego szlachectwo było niezbyt znaczące, by chociaż mógł golić obie połowy czaszki jak Suroth. Miał prawo tylko do lakierowanych paznokci przy małych palcach obu dłoni. Zbyt niska była jego pozycja, by miał prawo wyrazić zdumienie widokiem Głosu Wysokiej Lady, która wciąż zachowywała się jak sul’dam, mimo iż wyniesiona została do pozycji so’jhin. Ale zdążył się już poniekąd przyzwyczaić do dziwnych widoków na tych dziwnych ziemiach, które przemierzał Smok Odrodzony, a żyjące na swobodzie marath’damane należało dopiero pozabijać. Lub zniewolić, jeśli będzie to możliwe.

Suroth obrzuciła go przelotnym spojrzeniem i natychmiast odwróciła się, by przyjrzeć planszetowi, a jej czarne oczy zwęziły się ze zdumienia, do którego oczywiście miała dostateczne powody. Aż do niedawna, pod jej komendą, Hailene zdołali dokonać znacznie więcej, niźli się komukolwiek śniło, odzyskując wielkie połacie skradzionych krain. Tak naprawdę to wysłano ich tylko po to, by przetarli drogę, a po Falme niektórzy sądzili, że nawet to zadanie jest niewykonalne. Wysoka Lady z irytacją zabębniła po blacie stołu dwoma długimi polakierowanymi na błękitno paznokciami. W obliczu nieustannych sukcesów mogłaby zapewne już wkrótce do końca ogolić głowę i polakierować trzeci paznokieć na każdym ręku. Nikogo nie zdziwiłaby też adopcja przez rodzinę Imperatorowej w uznaniu tak wielkiego osiągnięcia. Jeśli jednak posunie się za daleko, jeśli zmyli krok, może się nagle okazać, że paznokcie zostały jej obcięte, ona zaś musi nosić szatę przezroczystą niczym mgiełka i zaspokajać wszelkie zachcianki któregoś z członków Krwi, jeśli nie sprzedadzą jej prosto na farmę, by tam pracowała na polu, albo nie każą pocić się w jakimś magazynie miasta. Miraj zaś w najgorszym przypadku będzie musiał tylko otworzyć sobie żyły.

Czekał cierpliwie, w milczeniu, nie odrywając wzroku od Suroth, jednak zanim został wyniesiony w szeregi Krwi, służył jako prosty porucznik zwiadu, morat’raken, i nie potrafił poradzić, że nie umykało jego spojrzeniu nic, co działo się dookoła. To wszystko, co zwiadowca dostrzegał, albo to, co mu umykało, stanowiło kwestię życia i śmierci zarówno dla niego, jak i dla innych. Ludzie wciąż bili czołami w ziemię wokół namiotu, niektórzy zdawali się nawet wstrzymywać oddech. Suroth powinna wziąć go na bok, im zaś pozwolić wrócić do swych obowiązków. U wejścia do namiotu żołnierz zawrócił łączniczkę. Jak ważna musiała być wiadomość, którą kobieta usiłowała przepchnąć przez kordon Straży Straceńców?

Da’covale, która wciąż trzymała w ramionach pulpit do pisania, pochwyciła jego wzrok. Mars skaził jej piękną twarz lalki, ale utrzymywał się na niej tylko kilka chwil. Przedmiot posiadania okazujący gniew? Ale chodziło o coś jeszcze. Jego spojrzenie przemknęło ku damane, która stała ze spuszczoną głową, a jednak spoglądała ciekawie spod oka. Piwnooka da’covale i jasnooka damane wyglądały tak różnie, jak tylko mogą dwie kobiety, jednak miały ze sobą coś wspólnego. Coś w twarzach. Dziwne. Nie potrafił nawet powiedzieć, ile lat mogły liczyć.

Mimo iż jego spojrzenie naprawdę było przelotne, Alwhin zauważyła je. Lekkim szarpnięciem srebrnej a’dam zmusiła damane do położenia się twarzą w dół na podłodze namiotu. Strzeliła palcami, po czym dłonią wolną od bransolety a’dam wskazała w dół i skrzywiła się, gdy zobaczyła, że miodowłosa da’covale nie ma zamiaru usłuchać.

— Padnij, Liandrin! — syknęła prawie niedosłyszalnie. Zerknąwszy wściekle na Alwhin... w jej spojrzeniu naprawdę rozgorzała wściekłość!... da’covale osunęła się na kolana, w widoczny sposób nadąsana.

Jeszcze dziwniejsze. Ale pewnie bez znaczenia. Z całkowicie niewzruszoną twarzą, wewnątrz aż się gotując, czekał. Przepełniała go niecierpliwość, a pełna szacunku postawa przysparzała nie tylko drobnych niewygód. W szeregi Krwi wyniesiony został po tym, jak w ciągu jednej nocy przejechał pięćdziesiąt mil, z trzema grotami strzał utkwionymi w ciele, by zanieść słowo o armii buntowników maszerującej na samo Seandar; po dziś dzień plecy czasami mu dokuczały.

Na koniec Suroth odwróciła się od stołu z mapami. Nie dała mu pozwolenia na powstanie, a tym bardziej nie miała zamiaru objąć go, jako się godzi jednemu z Krwi. Zresztą wcale tego nie oczekiwał. W porównaniu z nią zajmował o wielezbyt niską pozycję.

— Jesteś gotów do wymarszu? — zapytała grzecznie. Przynajmniej nie przemówiła doń przez swój Głos. Przed tak licznie zebranymi oficerami byłaby to hańba, nakazująca mu przez długie miesiące, jeśli już nie lata, chodzić ze wzrokiem wbitym w ziemię.

1 ... 145 146 147 148 149 150 151 152 153 ... 197
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)