Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Wielkie Polowanie
Wielkie Polowanie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wielkie Polowanie

Электронная книга - «Wielkie Polowanie». Краткое содержание книги:

Wielkie Polowanie
1 ... 134 135 136 137 138 139 140 141 142 ... 217
Перейти на страницу:

Gdy razem z Loialem weszli do głównej izby, nikt ze znajdujących się w niej kobiet i mężczyzn nie spojrzał na Randa. Cuale polerował srebrną tacę, jakby od jej połysku zależało jego życie. Usługujące dziewczęta pomykały między stołami, jakby Rand i Loial w ogóle nie istnieli. Wszyscy goście przy stołach co do jednego, wpatrywali się w swoje kielichy, jakby wino czy piwo, mieściły wszystkie tajniki władzy. Nikt nie odezwał się do nich ani słowem.

Po jakiejś chwili wyciągnął z kieszeni zaproszenia i przypatrzył się pieczęciom, po czym schował je z powrotem. Cuale podskoczył nieznacznie, gdy Rand skierował się do drzwi. Zanim zamknął je za sobą, usłyszał, jak na nowo ożywają rozmowy.

Kroczył ulicą tak szybko, że Loial nie musiał skracać swoich kroków, by iść równo z nim.

— Musimy znaleźć sposób na wydostanie się z miasta, Loial. Ta sztuczka z zaproszeniami nie będzie działała dłużej niż dwa albo trzy dni. Jeśli Ingtar nie przybędzie do tego czasu, będziemy musieli i tak wyjechać.

— Zgoda — odparł Loial.

— Ale jak?

Loial zaczął wyginać czubki grubych palców.

— Gdzieś tutaj jest Fain, bo inaczej na Podgrodziu nie byłoby trolloków. Jeśli wyjedziemy, napadną na nas, gdy tylko znikniemy z oczu strażom miejskim. Jeśli będziemy podróżowali z jakąś karawaną kupiecką, na pewno na nią napadną. Żaden kupiec nie najmuje więcej jak pięciu albo sześciu strażników, a ci prawdopodobnie uciekną na widok trolloka. Gdybyśmy chociaż wiedzieli, ile trolloków i ilu Sprzymierzeńców Ciemności ma Fain. Przerzedziłeś jego zastęp.

Nie wspomniał trolloka, którego sam zabił, lecz sądząc po marsie na czole i sposobie, w jaki długie brwi obwisły mu na policzki, nie mógł o nim zapomnieć.

— Nieważne, ilu ich ma — powiedział Rand. — Dziesięć to liczba równie fatalna jak sto. Jeśli zaatakuje nas dziesięć trolloków, to chyba tym razem już nam się nie upiecze.

Nie chciał się zastanawiać nad sposobem, w który być może mógłby poradzić sobie z dziesięcioma trollokami. Ostatecznie to wcale nie wyszło, kiedy próbował przyjść z pomocą Loialowi.

— Też myślę, że się nam nie uda. Wydaje mi się, że brak nam pieniędzy, by zajechać dość daleko, ale nawet gdybyśmy usiłowali dotrzeć do doków podgrodzia... cóż, Fain na pewno kazał Sprzymierzeńcom je obserwować. Gdyby mu wpadło do głowy, że wsiądziemy na jakiś statek... nie sądzę, by się przejmował, czy ktoś zobaczy trolloki. Nawet gdyby udało nam się im jakoś wyrwać, musielibyśmy się wytłumaczyć strażom miejskim, a oni by z pewnością nie uwierzyli, że nie możemy otworzyć szkatuły, więc...

— Nie pozwolimy, by jakiś Cairhienanin zobaczył szkatułę, Loial.

Ogir przytaknął.

— A miejskie doki to też nie jest najlepszy pomysł.

Miejskie doki były zarezerwowane dla barek z ziarnem i statków wycieczkowych należących do arystokracji. Nikt do nich nie wchodził bez zezwolenia. Można było na nie popatrzeć z muru, lecz groziło to upadkiem z tak wysoka, że nawet Loial mógłby skręcić sobie przy tym kark. Ogir wykręcił kciuk, jakby próbował przemyśleć również tę kwestię.

— Moim zdaniem to fatalne, że nie możemy dotrzeć do Stedding Tsofu. Trolloki nigdy by nie weszły na teren stedding. Ale nie sądzę, by pozwoliły nam zajechać tak daleko, nie atakując przedtem.

Rand nie odpowiedział. Dotarli do wielkiej wartowni znajdującej się we wnętrzu bramy, przez którą za pierwszym razem wjechali do Cairhien. Na zewnątrz tętniło i wrzało podgrodzie, przy bramie stało dwóch strażników. Randowi wydało się, iż zauważył człowieka ubranego w shienarańskie, niegdyś przyzwoite, rzeczy, który na jego widok umknął z powrotem w tłum, ale nie mógł być tego pewien. Zbyt wielu tam było ludzi ubranych w stroje ze zbyt wielu krajów, wszyscy ogarnięci pośpiechem. Wszedł po stopniach do wartowni, mijając stojących przy drzwiach strażników w napierśnikach.

W przestronnej poczekalni znajdowały się twarde, drewniane ławy przeznaczone dla interesantów, przeważnie prostych ludzi, czekających z pokorną cierpliwością, ubranych w niewyszukane, ciemne stroje, które wyróżniały ich jako uboższych przedstawicieli gminu. Było wśród nich paru mieszkańców podgrodzia, rzucających się w oczy łachmanami w jaskrawych barwach; bez wątpienia liczyli na to, że otrzymają zezwolenie na szukanie pracy w obrębie murów.

Rand podszedł prosto do długiego stołu stojącego w tyle izby. Siedział za nim tylko jeden człowiek, nie żołnierz, na piersi miał pojedynczą, zieloną pręgę. Zażywny jegomość, którego skóra wyglądała, jakby była na niego za ciasna, poprawił dokumenty leżące na stole i dwukrotnie przestawił kałamarz, zanim podniósł wzrok na Randa i Loiala, uśmiechając się przy tym fałszywie.

— Jak mogę ci pomóc, mój panie?

— W taki sam sposób, w jaki liczyłem, że mi pomożesz wczoraj — powiedział Rand z większą niż czuł cierpliwością — a także przedwczoraj i jeszcze poprzedniego dnia. Czy lord Ingtar przybył?

— Lord Ingtar, mój panie?

Rand wciągnął powietrze do płuc i wolno je wypuścił.

— Lord Ingtar z rodu Shinowa, z Shienaru. Ten sam człowiek, o którego codziennie pytam, odkąd tu przybyłem.

— Nikt o tym imieniu nie wjechał do miasta, mój panie.

— Jesteś pewien? Czy przynajmniej nie powinieneś spojrzeć na wasze spisy?

— Mój panie, spisy cudzoziemców, którzy przybywają do Cairhien, wymieniane są między wartowniami o wschodzie i zachodzie słońca, a ja studiuję je natychmiast, jak do mnie dotrą. Od jakiegoś czasu żaden shienarański lord nie zawitał do Cairhien.

— A lady Selene? Zanim znowu usłyszę to pytanie, odpowiem, że nie znam nazwy jej domu. Jednakże podawałem ci jej imię i opisywałem ją już trzykrotnie. Czy to nie wystarczy?

Mężczyzna rozłożył ręce.

— Przykro mi, mój panie. Przez to, że nie znam nazwy jej domu, sprawa jest wielce utrudniona.

Na jego twarzy malował się drwiący wyraz. Rand wątpił, by ten człowiek coś zdradził, nawet gdyby wiedział.

Oko Randa przykuł ruch przy jednych z drzwi za stołem — jakiś mężczyzna zamierzał wejść do poczekalni, po czym nagle pośpiesznie zrejterował.

— Może kapitan Caldevwin będzie mógł mi pomóc — powiedział urzędnikowi Rand.

— Kapitan Caldevwin, mój panie?

— Właśnie go spostrzegłem za tobą.

— Przykro mi, mój panie. Gdyby kapitan Caldevwin gościł w wartowni, wiedziałbym o tym.

Rand gapił się na niego tak długo, aż w końcu Loial dotknął jego ramienia.

— Rand, chyba już stąd pójdziemy.

— Dziękuję za pomoc — powiedział Rand ściśniętym głosem. — Przyjdę tu znowu jutro.

— To dla mnie przyjemność wywiązywać się ze swych obowiązków — odparł mężczyzna z fałszywym uśmiechem.

Rand wypadł z wartowni tak szybko, że Loial musiał biec, aby go dogonić na ulicy.

— On kłamał, wiesz przecież, Loial. — Nie zwolnił, ale wręcz przyśpieszył, jakby za pomocą fizycznego wysiłku mógł uwolnić się choć częściowo od swojej frustracji. — Caldevwin tam był. On być może kłamie cały czas w związku z tą sprawą. Ingtar mógł tu być i nas szukać. Założę się również, że on wie, kim jest Selene.

— Być może, Rand. Daes Dae’mar...

— Światłości, już nie mam siły słuchać o Wielkiej Grze. Nie chcę się w nią bawić. Nie chcę brać w niej udziału.

Loial szedł obok niego, nic nie mówiąc.

— Wiem — powiedział wreszcie Rand. — Im się wydaje, że ja jestem lordem, a w Cairhien nawet cudzoziemscy lordowie stają się częścią gry. Żałuję, że w ogóle ubrałem się w ten kaftan.

„Moiraine — pomyślał z goryczą. — Przez nią wciąż wpadam w opały”.

Jednakże nieomal natychmiast przyznał, że prawie nie można jej za to winić. Zawsze istniały powody do udawania, że jest się tym, kim się nie jest. Najpierw podtrzymanie na duchu Hurina, potem próba zrobienia wrażenia na Selene. Po Selene zaś wydawało się, że nie ma już odwrotu. Zwolnił kroku, a w końcu przystanął.

1 ... 134 135 136 137 138 139 140 141 142 ... 217
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)