Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza

Электронная книга - «Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza». Краткое содержание книги:

Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
1 ... 131 132 133 134 135 136 137 138 139 ... 152
Перейти на страницу:

I kto, na litość wszystkich bogów, pokonał napastników.

To było tuż przed pobudką, gdy większość ludzi spała, a wartownicy lekko już się rozluźnili. Kenneth znał te objawy i jakoś nie miał do nich pretensji. Tu było inaczej, świat nie zmieniał się w rytmie dzień-noc, nie było żadnych wskazówek co do upływu czasu, warta równie dobrze mogła trwać pół godziny, jak i pół nocy. W takich warunkach, gdy od wielu dni wędruje się pod tym samym niebem, czujność przysypia.

Uderzyło na nich sześciu, szaleńców lub desperatów, i nie było wątpliwości, kto jest celem. Minęli wartowników, nawet nie próbując ich zdjąć, nie zwracali uwagi na podnoszących się z ziemi strażników, tylko ciągnąc za sobą szare smugi, od razu pędzili w stronę Laiwy. A Kenneth, zrywając się na nogi z mieczem już na wpół wyciągniętym z pochwy, czuł druzgocącą pewność, że w chwili, gdy do niej dotrą, znikną i ona, i porywacze.

Dla kompanii byłby to koniec nadziei na ocalenie.

Rzucił się naprzód z dzikim rykiem, budząc resztę ludzi i próbując przyciągnąć uwagę szarych zabójców, ale ci zignorowali go całkowicie. Dziewczyny jednak spały nieco na uboczu, jak zwykle położyły Laiwę między sobą, i w chwili, gdy ryknął, zerwały się na równe nogi z bronią w ręku. Były cholernie dobre, ale w żaden sposób nie mogły sprostać sześciu napastnikom naraz.

Kailean śmignęła szablą, najpierw normalnie, a po trzecim złożeniu przechodząc w tę swoją niesamowitą szybkość, ale zatrzymała tylko jednego atakującego. Daghenę otoczył rój wirujących w powietrzu kamyków i muszelek. Pierwszy szary, który w nie wpadł, zakręcił się wokół własnej osi i przewrócił, drugi rzucił się na dziewczynę, zmuszając ją do uskakiwania i cofania się. Jej krótka włócznia wirowała, przechwytując dziesiątki ciosów.

Trzech ostatnich było już przy Laiwie. Siedziała na ziemi, jasne włosy zasłaniały jej twarz, a gdy złapali ją za ramiona, krzyknęła raz, krótko, i osunęła się, jakby zemdlona.

Zaczęli znikać. Ona i otaczająca ją trójka zabójców. Nie robili się coraz bardziej przejrzyści, lecz jakby zapadali w głąb, oddalali od pozostałych.

A potem ten posągowy układ, dziewczyna i trzech stojących nad nią mężczyzn, wybuchł od środka. Szarowłosa głowa pofrunęła w powietrze, ciągnąc za sobą krople krwi, które w ruchu zmieniały się w czarny pył. Jeden z porywaczy odleciał kilka kroków od szlachcianki, jakby pociągnięto go w tył liną przywiązaną do galopującego konia, drugi cofał się przed niską postacią, która pchała go przed sobą dłonią opartą na piersi.

Gubili karminowe krople, które zmieniały się w czerń i rozpadały, gdy uderzały o ziemię.

Porucznik biegł, patrząc na tę dwójkę, mężczyznę w szarościach i półnagiego, ciemnowłosego dzieciaka o jasnej skórze, który opierał... który nie miał dłoni... którego lewa dłoń znikała... pogrążała się po nadgarstek... Pani Miłosierna... on... wbił mu dłoń w pierś.

A potem szarpnął gwałtownie, jakby był niedźwiedziem próbującym wyrzucić rybę ze strumienia, i wyrwał mężczyźnie serce. Wyrwał mu serce! Kenneth poczuł, jak nierealność tej sceny wali go obuchem w głowę. Dzieciak wyglądał niczym zagłodzone chłopskie dziecko, a wyrywał ludziom serca. I patroszył ich jak rzeźnik tusze. Trzeci z szarych nawet nie próbował stawić mu czoła, tylko rzucił się ku Laiwie, lecz mały zabójca przemknął obok niego, a mężczyzna zacharczał i upadł, zaplątując się we własne jelita.

Kenneth zatrzymał się, świadomy, że już po wszystkim. Kailean właśnie kopniakiem zrzucała swojego przeciwnika z szabli, napastnik Dagheny zamarł, otoczony przez kilku żołnierzy, chłopak zatrzymał się przed Laiwą.

Na chwilę, krótszą niż mgnienie oka, wszyscy zastygli. Ona i on, szlachcianka... nie osoba udająca szlachciankę i dzieciak z zakrwawionym ostrzem w jednej ręce i pazurami na drugiej dłoni. Porucznik nie widział twarzy dziewczyny, ale twarz chłopaka była aż nazbyt wyraźna. Jakby milion emocji naraz próbowało wyrwać się z jego oblicza. W całkowitej ciszy wyciągnął rękę, tę, której pazury lepiły się od czarnej krwi, i lekko, niemal pieszczotliwie, dotknął jej policzka. Laiwa wzdrygnęła się, jakby ktoś splunął jej w oczy, i wyszeptała słowo, którego Kenneth nie usłyszał.

Chłopak znikł.

Porucznik odwrócił się ku ostatniemu żywemu zabójcy.

– Brać go!

Za późno. Mężczyzna wykonał dziwny gest, jakby wkładał sobie rękę w gardło i coś odrzucał. A potem upadł, wstrząsany drgawkami.

Pierwsza była przy nim Daghena.

– Trzymajcie go! – wrzasnęła, siadając na nim okrakiem.

Kilku żołnierzy skoczyło do pomocy. Złapali szarego za ręce i nogi, przytrzymali, a czarnowłosa dziewczyna zrywała z szyi swoje paciorki, układała mu je na piersi i szeptała coś, coraz szybciej, coraz bardziej gorączkowo, jej dłonie płynęły w skomplikowanym tańcu. Nic z tego, mężczyzna szarpał się coraz mocniej, jego kończyny zdawały się mieć własną wolę, głowa odchylała się w tył, potylica uderzała o ziemię. Czterech silnych strażników ledwo zdołało go utrzymać.

– Fenlo! Zrób coś!

Kenneth nie zauważył, który krzyknął, ale to musiał być ktoś z Piątej. Nur, stojący do tej pory nieco z boku, zacisnął pięści, sapnął.

– On umiera! Nie pozwól mu!

Nie pozwól? Kim niby był ten dziesiętnik?

Wszyscy patrzyli na podoficera, który wyraźnie zbierał się w sobie. Wreszcie wzruszył ramionami, podszedł do Dagheny i stanowczym ruchem odsunął ją na bok. Uklęknął obok niedoszłego porywacza i położył mu ręce na piersi.

To było... wyglądało, jakby Nur wykrwawiał się na śmierć. Pobladł, obnażył zęby, oczy podbiegły ciemnymi sińcami. Warknął, niecierpliwym ruchem rozerwał leżącemu koszulę i wbił palce w bladą skórę. Mężczyzna przestawał drgać.

– Nic... Ten chędożony bękart nie ma tu nic... ani śladu...

Klął tak, że powietrze zdawało się krzepnąć.

– Gdzie on ma... musi tu być...

Śmiech z boku kazał wszystkim obrócić się ku Laiwie. Dziewczyna zanosiła się szaleńczym chichotem, aż łzy pociekły jej po twarzy.

– Czego szukasz, żołnierzu? Duszy u bezdusznego? Chcesz zatrzymać coś, czego on nigdy nie miał. Gdyby miał duszę, nie mógłby przejść na drugą stronę. – Nagle załkała upiornie. – Nie znajdziesz jej śladu w czymś zrodzonym z vamiiyo.

Kenneth nie odrywał wzroku od młodszego dziesiętnika. Nur dyszał przez zaciśnięte zęby, sapał i przeklinał. Lecz wreszcie, po trwających dłuższą chwilę zmaganiach, oderwał dłonie od bladego ciała, wstał i z rozmachem kopnął trupa w bok.

– Gdzie ona jest, suczy synu! – wrzasnął. – Nie mogła już odejść!

– Nigdy jej nie miał. – Daghena stała z boku z miną chmurną jak zapowiedź burzy. – Od urodzenia.

– To niemożliwe!

– Naprawdę? Żaden z nich nie ma duszy. To jest to dziwaczne wrażenie, które miałam, gdy z nimi walczyłam. Jakbym patrzyła na ludzi wyciętych z pergaminu. Teraz wiem dlaczego.

– To niemożliwe! – Nur najwyraźniej musiał na kimś wyładować złość, a skoro to Dag się pierwsza odezwała, tym gorzej dla niej.

– Też tak sądziłam. – Czarnowłosa uśmiechnęła się lekko i stanęła w rozkroku, zakładając ręce na piersi. – Masz wielki dar.

Dziesiętnik ruszył ku niej, zaciskając wielkie pięści.

– Nur!

Kenneth osadził go jednym słowem, choć przez chwilę wydawało się, że podoficer zerwie łańcuch dyscypliny i rzuci się na dziewczynę.

– Wszyscy widzieli, co próbowałeś zrobić, Fenlo.

Porucznik ruszył naprzód, wskazując wzrokiem Velergorfowi i Andanowi ludzi z Piątej. Dyscyplina dyscypliną, ale kilku wyglądało, jakby byli gotowi poprzeć Nura w ewentualnym starciu.

1 ... 131 132 133 134 135 136 137 138 139 ... 152
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)