Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl]
Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl]

Электронная книга - «Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl]». Краткое содержание книги:

Ewolucja we wszechświecie powieści Brina nie jest tylko siłą naturalną — rozwinięte gatunki istot inteligentnych przyspieszają rozwój innych, „niższych” ras w ramach galaktycznego porządku wspomagania. Wiąże się z tym także system powiernictwa planet — Ziemianie otrzymali Garth w celu przyspieszenia odbudowy jego zniszczonego ekosystemu. Jednak ptasiopodobni Gubru szykują inwazję na Garth. Chcą nie tylko przejąć planetę, ale także wykorzystać ją w szantażu, mającym na celu ujawnienie miejsca stacjonowania odkrytej przez ziemski statek „Streaker” kosmicznej floty starożytnej rasy. Rozpoczęta wojna toczy się nie tylko na powierzchni Garth, gdzie pozbawione ludzkich zwierzchników neoszympansy organizują partyzantkę, ale i na poziomie galaktycznego systemu wspomagania, w ramach którego Ziemianie walczą o swoje prawo do planety.
1 ... 129 130 131 132 133 134 135 136 137 ... 192
Перейти на страницу:

Wkrótce znaleźli się w pobliżu doków, w gruncie rzeczy niedaleko od miejsca, gdzie Fiben spędził część popołudnia na obserwacji mew. Deszcz padał teraz nagłymi, nieprzewidywalnymi strugami, Za każdym razem, gdy ustawał, powietrze było zdumiewająco czyste, co wzmacniało każdy zapach — od woni rozkładających się ryb aż po odór piwa bijący z rybackiej tawerny po drugiej stronie ulicy, gdzie wciąż paliły się nieliczne światła, a cicha, smutna muzyka przesączała się przez noc.

Nozdrza Fibena rozwarły się. Zaczął węszyć, starając się wyczuć coś, co zdawało pojawiać się i znikać wraz ze zmiennym deszczem. Ponadto zmysły Fibena dostarczały pożywienia jego wyobraźni, podsuwając mu możliwości, które musiał rozważyć.

Jego towarzyszka poprowadziła go wokół narożnika ostatniego domu. Fiben ujrzał trzy mola. Przy każdym z nich stało przycumowane kilka ciemnych, wielkich kształtów. Jeden z nich niewątpliwie był łodzią przemytników. Fiben po raz kolejny zatrzymał Sylvie, łapiąc ją za ramię.

— Lepiej się pośpieszmy — nalegała.

— Nie ma sensu przychodzić za wcześnie — odparł. — Ta łódź będzie ciasna i śmierdząca. Chodź tu do mnie. Jest coś, czego przez pewien czas możemy nie mieć okazji zrobić.

Spojrzała na niego z zakłopotaną miną, gdy pociągnął ją z powrotem za róg, w cienie. Kiedy objął ją ramionami, zesztywniała, po czym rozluźniła się i skierowała twarz ku górze.

Fiben pocałował ją. Sylvie odwzajemniła pocałunek.

Gdy zaczął wędrować wargami od jej lewego ucha wzdłuż linii żuchwy, a potem w dół szyi, Sylvie westchnęła.

— Och, Fiben. Gdybyśmy tylko mieli czas. Gdybyś tylko wiedział jak bardzo…

— Psst — powiedział, wypuszczając ją z objęć. Z pełnym przesady jestem zdjął parkę i położył ją na ziemi.

— Co… — zaczęła, on jednak pociągnął ją w dół, kazał usiąść na kurtce i spoczął obok niej.

Jej napięcie zelżało nieco, gdy zaczął przeczesywać palcami jej włosy, iskając ją.

— Uch — powiedziała Sylvie. — Przez chwilę myślałam…

— To nie w moim stylu. Powinnaś już znać mnie lepiej, kochanie. Ja jestem z tych, którzy lubią posuwać się powoli. Żadne tam na łapu-capu. Możemy chwilę zaczekać.

Odwróciła głowę, by uśmiechnąć się do niego.

— Cieszę się. Zresztą nie zrobię się różowa jeszcze przez tydzień. No, ale nie musimy wcale czekać aż tak długo. Rzecz w tym…

Jej słowa urwały się nagle, gdy lewe ramię Fibena zacisnęło się mocno wokół jej gardła. Sięgnął błyskawicznie do parki Sylvie i otworzył z trzaskiem jej scyzoryk. Szymka wybałuszyła oczy, gdy przytknął ostry nóż do jej tętnicy szyjnej.

— Jedno słowo — szepnął prosto w jej lewe ucho. — Jeden dźwięk, a będziesz dziś w nocy pokarmem dla mew. Rozumiesz?

Skinęła gwałtownie głową. Czuł jak jej puls wali, wywołując wibrację przemieszczającą się po ostrzu noża. Jego własne serce biło niewiele wolniej.

— Wypowiadaj słowa bezgłośnie — rozkazał jej ochrypłym tonem. — Odczytam je z warg. Teraz powiedz mi, gdzie są zamontowane nadajniki?

Sylvie mrugnęła. Powiedziała na głos:

— Co… — to było wszystko. Umilkła, gdy Fiben natychmiast zwiększył nacisk.

— Spróbuj raz jeszcze — szepnął.

Tym razem ukształtowała słowa w milczeniu.

— O… czym… mówisz, Fiben?

Jego głos był ledwie słyszalnym szeptem rozlegającym się w jej uchu.

— Czekają tam na nas, prawda, kochanie? I nie mówię o żadnych szymskich przemytnikach z bajki. Mówię o Gubru, słodziutka. Prowadzisz mnie prosto w ich piękne, pierzaste objęcia.

Sylvie zesztywniała.

— Fiben… ja… nie! Nie, Fiben.

— Czuję woń ptaka! — syknął. — Tak jest, oni tam są. Kiedy tylko poczułem ten zapach, wszystko nagle stało się całkiem logiczne!

Sylvie zachowywała milczenie. Jej oczy jednak były wystarczająco wymowne.

— Och, Gailet musiała uznać, że jestem konkursowym durniem.

Teraz, kiedy się nad tym zastanowię, jest oczywiste, że ucieczka musiała być zaaranżowana! W gruncie rzeczy datę z pewnością wyznaczono jakiś czas temu. Prawdopodobnie nie spodziewałaś się, że burza zmusi flotę rybacką do pozostania w porcie. Ta bajeczka o kapitanie-przemytniku była pomysłową improwizacją, mającą uśpić moje podejrzenia. Czy sama ją wymyśliłaś, Sylvie?

— Fiben…

— Zamknij się. Och, to było kuszące. Wyobraź sobie, że niektóre szymy są na tyle inteligentne, by odbywać kursy na Ciimar i z powrotem pod samym dziobem nieprzyjaciela! Próżność omal nie zwyciężyła, Sylvie. Byłem jednak kiedyś pilotem wywiadowczym, pamiętasz? Zacząłem się zastanawiać, jak trudno byłoby wykręcić podobny numer, nawet przy takiej pogodzie jak dzisiaj!

Wciągnął powietrze i ponownie zwęszył ten charakterystyczny, stęchły odór.

Teraz, gdy się nad tym zastanowił, zdał sobie sprawę, że żaden z testów, którym poddawano jego i Gailet w ciągu ostatnich kilku tygodni, nie dotyczył zmysłu węchu.

Jasne, że nie. Galaktowie uważają, że jest to relikt, odpowiedni tylko dla zwierząt.

Wilgoć skapywała na jego dłoń, mimo że w tej akurat chwili deszcz nie padał. Sylvie zalała się łzami. Potrząsnęła głową.

— Nic… ci… się nie stanie, Fiben. Suz… suzeren chce ci tylko za dać parę pytań. Potem pozwoli ci odejść! Ob… obiecał!

A więc jednak był to kolejny test.

Fiben miał ochotę się roześmiać. Był głupi, że w ogóle uwierzył, iż ucieczka jest możliwa.

Wygląda na to, że zobaczę Gailet szybciej, niż mi się zdawało.

Zaczął się wstydzić tego, że sterroryzował Sylvie w podobny sposób. Ostatecznie była to tylko „gra”. Po prostu jeszcze jeden egzamin. W takich warunkach nie miało sensu traktować czegokolwiek zbyt poważnie. Szymka wykonywała tylko swe zadanie.

Zaczął się rozluźniać i zwalniać ucisk na jej gardle, gdy nagle przypomniał sobie coś, o czym wspominała.

— Suzeren obiecał, że pozwoli mi odejść? — wyszeptał. — Chciałaś powiedzieć, że odeśle mnie z powrotem do więzienia, prawda? Potrząsnęła z wigorem głową.

— Nnie! — wypowiedziała bezgłośnie. — Wysadzi nas gdzieś w górach. Miałam zamiar dotrzymać tej części umowy z tobą i Gailet! Suzeren obiecał, że jeśli odpowiesz na jego pytania…

— Zaczekaj minutkę — warknął Fiben. — Nie mówisz o Suzerenie Poprawności, prawda?

Potrząsnęła głową.

Fibena ogarnęło nagłe oszołomienie.

— Który… który suzeren tam na nas czeka? Sylvie pociągnęła nosem.

— Suzeren Kosztów i… Kosztów i Rozwagi — wyszeptała.

Zamknął oczy. Zdał sobie z przerażeniem sprawę, co to oznacza. i więc to nie była „gra” ani test.

Och, Goodall — pomyślał. Teraz musiał głowić się nad tym, jak ratować własną skórę!

Gdyby był tu Suzeren Wiązki i Szponu, Fiben czułby się gotowy natychmiast rzucić ręcznik, gdyż w takim przypadku skierowano by przeciwko niemu wszystkie zasoby gubryjskiej machiny militarnej. W obecnej sytuacji szansę i tak były mizerne, lecz Fibenowi zaczynały przychodzić do głowy różne pomysły.

Księgowi. Agenci ubezpieczeniowi. Biurokraci. Z nich składała się armia Suzerena Kosztów i Rozwagi.

Kto wie — pomyślał Fiben. — Może się uda.

Zanim jednak cokolwiek zrobi, musi załatwić sprawę Sylvie. Nie mógł po prostu związać jej i zostawić, a z natury nie był krwiożerczym mordercą. To pozostawiało tylko jedną opcję. Musiał skłonić ją do współdziałania i to szybko.

1 ... 129 130 131 132 133 134 135 136 137 ... 192
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)