Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Исторические детективы » KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów
KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów

Электронная книга - «KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów». Краткое содержание книги:

Podczas przygotowań do koronacji cara Mikołaja II porwany zostaje syn Wielkiego Ksiecia Georgija Aleksandrowicza. Porywacz jako okupu żąda `Orłowa`. Ten bezcenny brylant zdobiący berło jest narodową świętością. Fandorin wie, że zbrodniarz nie zwykł zostawiać swych ofiar przy życiu. Musi więc wygrać wyścig z czasem.
1 ... 8 9 10 11 12 13 14 15 16 ... 104
Перейти на страницу:

Jej wysokość krzyknęła zaskoczona, a mnie także podobne spoufalenie się ze śmiercią wydało się niewłaściwe. Jednak długa czarna broda łatwo pożegnała się z twarzą i pozostała w ręku Fandorina.

Zobaczyłem, że purpurową twarz nieboszczyka pokrywają dzioby po ospie, a na policzku bieleje rozdwojona blizna.

- To znany warszawski bandyta, niejaki Lech Penderecki o p-przezwisku „Blizna” - oznajmił spokojnie Fandorin, jakby przedstawiał dobrego znajomego, i mrucząc pod nosem, dodał: - A więc to tak...

- Czyżby wszyscy ci ludzie byli martwi? - spytałem nagle i zadrżałem na myśl, w jaką straszną aferę może zostać wplątana najjaśniejsza rodzina.

Jeśli w tej chwili pojawi się tutaj któryś ze spacerowiczów, wybuchnie skandal na cały świat. Próba porwania kuzynki rosyjskiego cara! Czterech zabitych! I do tego jeszcze jakiś warszawski bandyta! Zostanie zbezczeszczona podniosła atmosfera sakramentu koronacji!

- Trzeba ich natychmiast przenieść do karety! - wykrzyknąłem z niezwykłą dla siebie gorączkowością. - Czy pański sługa nie zgodziłby się mi pomóc?

Kiedy z Japończykiem wrzucaliśmy trupy do karety, strasznie się denerwowałem, czy ktoś nas nie zaskoczy przy tym mało zaszczytnym zajęciu. Zresztą cała ta akcja była dla mnie czymś niedopuszczalnym - nie dość, że po twarzy ściekała mi krew z rozbitego czoła i rozbitej wargi, to jeszcze poplamiłem sobie cudzą krwią nową spacerową kamizelę.

Dlatego nie słyszałem, o czym jej wysokość rozmawiała z Fandorinem. Sądząc po rumieńcu na policzkach, chyba znowu dziękowała temu tajemniczemu mężczyźnie za ratunek.

- Gdzie jego wysokość? - spytałem mademoiselle, ledwo odzyskałem oddech. - Teraz można go już tutaj przyprowadzić.

- Zostawiłam go w... - Pstryknęła palcami, usiłując przypomnieć sobie właściwe słowo, ale i tak jej się nie udało. - La gloriette. Talance? Latance?

- Altance - podpowiedziałem. - Chodźmy razem. Jego wysokość z pewnością jest bardzo wystraszony.

Za krzakami roztaczała się spora polana, pośrodku której bielała drewniana, ażurowa altanka.

Nie znaleźliśmy w niej jednak Michała Gieorgijewicza, toteż zaczęliśmy go wołać, uznając, że wielki książę zechciał zabawić się z nami w chowanego.

Na nasze krzyki pojawił się Fandorin. Rozejrzał się po okolicy i nagle kucnął, przypatrując się czemuś w trawie.

Był to różowy chiński lizak, rozdeptany czyimś ciężkim obcasem.

- Do diabła, do diabła, do diabła! - wrzasnął Fandorin, uderzając się pięścią po udzie. - Powinienem był to przewidzieć!

I rzucił się na przełaj przez krzaki.

7 maja

Nie będę opisywał wydarzeń wieczoru i nocy, które nastąpiły po zniknięciu jego wysokości. Zresztą główną troską osób wtajemniczonych w zaszłe wypadki było utrzymanie tajemnicy, dlatego na zewnątrz wszystko wyglądało tak, jakby zupełnie do niczego nie doszło. Jedynie co minuta dzwoniły telefony, no i może jeźdźcy przemierzali zbyt rozpaczliwym galopem ulice trójkąta Ermitaż-pałac Piotrowski-rezydencja generała-gubernatora.

Cała ta ściśle skrywana, lecz nader aktywna (żeby nie powiedzieć: gorączkowa) działalność nie dała absolutnie żadnych rezultatów, ponieważ niezrozumiałe było najważniejsze: komu i po co potrzebne było porwanie malutkiego kuzyna jego majestatu.

Zagadka wyjaśniła się dopiero rankiem, kiedy ze zwykłą miejską korespondencją dostarczono do Ermitażu list bez stempla - sam pocztylion nie był w stanie wyjaśnić, skąd się taki wziął w jego torbie.

Z powodu tego właśnie listu najjaśniejszy pan, który rankiem zdążył już przyjąć swoich wdzięcznych azjatyckich poddanych - jego ekscelencję emira Buchary i jego wysokość chana Chiwy - w ostatniej chwili odwołał pod pretekstem deszczowej pogody paradę na Polu Chodyńskim, a sam potajemnie, w zwyczajnej krytej karecie, z osobistym kamerdynerem Dormidontem Sielezniowem, na koźle i w asyście jednego tylko naczelnika policji pałacowej, przybył do nas do Ermitażu. Właśnie wtedy ujawniła się największa zaleta usytuowania naszego pałacu, utrwalona w jego nazwie - oddalenie i odosobnienie.

W równie konspiracyjny sposób przybyli wujowie najjaśniejszego pana, ich wysokości wielcy książęta Kirył i Symeon Aleksandrowiczowie - pierwszy sam (na koźle siedział jego sługa, Luka Jemieljanowicz), drugi z adiutantem, księciem Glińskim (powoził najbardziej szanowany ze sług, można by rzec: starszy naszego cechu - Foma Anikiejewicz).

U nas w domu o nadzwyczajnej sytuacji - oprócz rodziny - wiedzieliśmy tylko ja, mademoiselle Declique, Anglicy (ponieważ utrzymanie tego przed nimi w sekrecie i tak było niemożliwe) i lejtnant Endlung (z tego samego powodu, zwłaszcza że Paweł Gieorgijewicz nie miał tajemnic przed swoim rozpustnym przyjacielem). Służbie niczego nie wyjaśniałem, tylko zakazałem pod jakimkolwiek pretekstem opuszczania murów Ermitażu. Nikt z rodowej służby dworu żadnych pytań nie zadawał. A moskwianom, którzy kwaterowali nad stajnią, oznajmiono, że jego wysokość wyjechał do Ilińska, do podmiejskiej rezydencji wuja, generała-gubernatora.

Katarzyny Joannowny w Petersburgu, rozumie się, o niczym nie poinformowano. Po co niepotrzebnie denerwować jej wysokość? Zresztą aż do nadejścia złowieszczego listu mieliśmy wszyscy nadzieję, że doszło do jakiegoś nieporozumienia i Michał Gieorgijewicz szybko wróci do Ermitażu cały i zdrowy.

Czy trzeba mówić, że nocą praktycznie nie zmrużyłem oczu? Majaczyły mi się obrazy, jeden straszniejszy od drugiego. To mi się zwidziało, że jego wysokość wpadł w jakąś zasłoniętą trawą rozpadlinę, i przed północą, kolejny już raz, posłałem służbę z pochodniami na przeszukiwanie parku, zmyślając, jakoby Ksenia Gieorgijewna zgubiła diamentowy kolczyk. Potem nagle sobie wyobraziłem, że Michał Gieorgijewicz stał się ofiarą jakiegoś sprośnego cudaka, polującego na malutkich chłopców, i z przerażenia zacząłem szczękać zębami, tak że musiałem wypić krople walerianowe. Ale najbardziej prawdopodobne było przypuszczenie, że wielki książę został porwany przez wspólników fałszywego brodacza o przezwisku „Blizna”. Podczas gdy walczyliśmy z jednymi bandytami o Ksenię Gieorgijewnę, drudzy porwali bezbronnego Michała Gieorgijewicza - niedaleko od przeklętej polany znaleziono ślady kół innej karety, z wyglądu całkiem świeże.

1 ... 8 9 10 11 12 13 14 15 16 ... 104
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)