Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Obfite piersi, pełne biodra - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Obfite piersi, pełne biodra

Электронная книга - «Obfite piersi, pełne biodra». Краткое содержание книги:

Obfitymi piersiami i pełnymi biodrami natura obdarza kobiety z rodziny Shangguan, mieszkającej w małej chińskiej wiosce, w prowincji Shandong. Od obfitych piersi i matczynego mleka uzależniony jest narrator powieści, długo wyczekiwany syn, brat ośmiu starszych sióstr. Losy rodziny ukazane są na tle wydarzeń historycznych, począwszy od Powstania Bokserów w 1900 roku, poprzez upadek dynastii Qing, inwazję japońską, walki Kuomintangu z komunistami, „rewolucję kulturalną”, aż do reform gospodarczych. Na prowincji życie toczy się jednak obok wielkich przemian, rządzą tam najprostsze instynkty, a podstawową wartością jest przetrwanie.
W powieści Obfite piersi, pełne biodra wszystko jest trochę oderwane od rzeczywistości, pełne makabrycznych zdarzeń i wynaturzonych postaci, ocierające się o magię – a jednocześnie opisane prostym, niezwykle obrazowym językiem, przesycone ironią i czarnym humorem. Zręczność stylistyczna i wybujała fantazja Mo Yana powodują, że lektura wciąga na długo – jest to jedna z tych książek, które czyta się zachłannie, mimo że ogłuszają, wyprowadzają z równowagi.
1 ... 115 116 117 118 119 120 121 122 123 ... 185
Перейти на страницу:

Pod milicyjną eskortą przeszliśmy przez wiele korytarzy i dziedzińców, aż na sam koniec zabudowań, gdzie zamknięto nas w pokoju od południa. Południowe okno, z połamaną kratką i zdartym papierowym pokryciem, ziało niczym wielka dziura w ścianie – jakby ktoś chciał celowo umożliwić śledzenie z zewnątrz wszystkiego, co dzieje się w środku. Zauważyłem skurczonego w kącie Simę Tinga; miał posiniaczoną twarz i wybite przednie zęby; spoglądał na nas ze smutkiem. Za oknem rozciągał się widok na ostatni niewielki ogród, otoczony wysokim murem. W murze ział wyłom, jakby ktoś chciał zbudować tutaj dodatkowe wyjście. Za murem przechadzali się tam i z powrotem umundurowani strażnicy; ich kurtki łopotały na wiejącym od strony pól porywistym południowym wietrze. Z wieżyczek na południowo-wschodnim i południowo-zachodnim narożniku dobiegł nas odgłos odbezpieczania broni.

Tamtego wieczoru funkcjonariusz okręgowy powiesił w naszym pokoju cztery lampy gazowe, wniósł stół i sześć krzeseł, a następnie przyniósł parę batów, kijów, witek, kłąb stalowego drutu, linę, wiadro i miotłę. Potem przytargał zbity z grubych bali, poplamiony świńską krwią rzeźniczy stojak do zarzynania wieprzy, nóż rzeźnicki, krótki nożyk do zdejmowania skóry, haki na mięso i wiadro do wykrwawiania. Wyglądało na to, że chcą zamienić nasz pokój w rzeźnię.

Oficer bezpieczeństwa Yang wszedł do pokoju w towarzystwie oddziału milicji, postukując protezą. Miał tłuste, obwisłe policzki, a pod pachami wałki sadła, przez co jego ramiona ciągle sterczały na boki, jakby miał jarzmo na karku. Usiadł za stołem i bez pośpiechu przygotowywał się do rozpoczęcia przesłuchania. Na początek wyjął z tylnej kieszeni lśniącego niebieskawo mauzera, odbezpieczył go i położył na stole. Jednemu z milicjantów zabrał stalowy megafon i umieścił obok broni, a następnie wyjął zza pasa sakiewkę z tytoniem i fajkę i położył z drugiej strony megafonu. W końcu schylił się, odczepił swoją sztuczną nogę, ubraną w skarpetkę i but i postawił ją w rogu stołu. W białym świetle gazowej lampy noga świeciła przerażającą mięsnoczerwoną barwą; jej górny koniec był nieporządnie opasany kilkoma skórzanymi taśmami, a łydkę przecinało parę czarnych blizn. Dolna część sztucznej kończyny tkwiła w podartej skarpetce i zniszczonym bucie. Noga oficera Yanga stała na stole niczym członek jego wiernej straży przybocznej.

Lu Shengli, która sama oddała się w niewolę, z płaczem tuliła się do matczynego uda. Z długich rzęs Ósmej Siostry zwieszały się krople łez, lecz kąciki jej ust unosiły się w uroczym uśmiechu. Zawsze zachwycająca, niezależnie od tragicznych okoliczności. Głęboko żałowałem swojego zachowania w niemowlęctwie, kiedy to odpychałem ją od matczynej piersi. Matka z zastygłą twarzą patrzyła na jaśniejące śnieżnobiałym światłem gazowe lampy.

Oficer Yang nabił fajkę i drasnął szorstkie drewno stołu białą główką zapałki, która zapaliła się z sykiem. Przytknął fajkę do ust i pocmokał wargami. Wciągając dym, wyrzucił zapałkę, zakrył główkę fajki kciukiem i zaciągnął się kilka razy. Dwie smużki dymu wystrzeliły z jego nozdrzy. Postukując główką w nogę krzesła, wytrząsnął z fajki popiół. Odłożył ją na stół, podniósł blaszany megafon, przytknął do ust, wycelował nim w kierunku tłumów zebranych za oknem, jakby zamierzał rozpocząć przemówienie, i potężnym głosem oznajmił:

– Shangguan Lu, Shangguan Laidi, Shangguan Jintong, Sima Liang, Sha Zaohua, czy wiecie, dlaczego was tu sprowadziliśmy?!

Nasze spojrzenia szukały oczu matki, która wciąż wpatrywała się w lampę. Twarz miała tak spuchniętą, że niemal przezroczystą. Poruszyła kilka razy ustami, lecz wciąż milczała. Pokręciła głową.

– Kręcenie głową to żadna odpowiedź – oznajmił oficer Yang. – Na podstawie świadectw obywateli, a także skrupulatnego śledztwa, zebraliśmy ogromną liczbę dowodów. Rodzina Shangguan, pod zwierzchnictwem Shangguan Lu, przez długi okres ukrywała miejsce pobytu głównego kontrrewolucjonisty powiatu Północno-Wschodniego Gaomi, sprawcę licznych przelewów krwi, wroga ludu, niejakiego Simy Ku. Ponadto ostatniej nocy jeden z członków rodziny Shangguan zdemolował wystawę służącą edukacji klasowej, wypisując na tablicy w kościele wielką liczbę reakcyjnych sloganów. Za te wszystkie przestępstwa moglibyśmy rozstrzelać całą waszą rodzinę, lecz zgodnie z obecną polityką, damy wam jeszcze jedną, ostatnią szansę. Mamy nadzieję, że ujawnicie władzom kryjówkę okrutnego bandyty, Simy Ku, dzięki czemu ten wilk nie będzie mógł już dłużej wymykać się wymiarowi sprawiedliwości. Po drugie żądamy, by winny zdemolowania wystawy i wypisywania reakcyjnych sloganów przyznał się. Wiemy, kto to zrobił, lecz oczekujemy szczerego zeznania, które zaowocuje łagodnym traktowaniem. Czy zrozumieliście, co powiedziałem?

Milczeliśmy.

Oficer Yang wziął pistolet i zaczął stukać w stół. Nie odrywając od ust megafonu, skierowanego cały czas w stronę okna, krzyknął:

– Shangguan Lu, czy zrozumiałaś, co powiedziałem?

– To fałszywe oskarżenie – odparła matka spokojnie.

– Fałszywe oskarżenie – potwierdziliśmy chórem.

– Co? Fałszywe oskarżenie? – powtórzył Yang. – Nie zajmujemy się fałszywym oskarżaniem niewinnych, nie zamierzamy też pomagać winnym uniknąć sprawiedliwości. Podwiesić ich, wszystkich!

Wyrywaliśmy się i płakaliśmy, co tylko nieco odwlokło chwilę, w której związali nam ręce na plecach i podwiesili nas wysoko pod solidnymi, sosnowymi krokwiami domu Simy Ku. Matka wisiała najbardziej od południa, za nią Shangguan Laidi, Sima Liang i ja. Obok mnie wisiała Sha Zaohua. Ból nadgarstków, choć dotkliwy, był do wytrzymania – znacznie gorszy okazał się ból w stawach barkowych. Nasze głowy sterczały do przodu, szyje mieliśmy rozciągnięte do granic możliwości; nie byliśmy w stanie ugiąć nóg ani poruszyć stopami, których palce sterczały prosto w dół. Nie mogłem powstrzymać jęku, za to Sima Liang nawet nie pisnął. Shangguan Laidi jęczała, a Sha Zaohua nie wydawała żadnych dźwięków. Pod ciężarem matki lina napięła się jak stalowy drut. Jej ciało pierwsze stało się mokre od potu; matka pociła się najobficiej z nas wszystkich. Znad jej potarganych włosów unosiła się biała mgiełka. Lu Shengli i Shangguan Yunü trzymały matkę za nogi, kołysząc jej ciałem; milicjanci odciągnęli je jak małe kurczaki, lecz one zbliżyły się znowu i ponownie je odciągnięto.

– Oficerze Yang, chce pan, żebyśmy je też podwiesili? – spytali milicjanci.

– Nie – odrzekł zdecydowanie oficer. – Trzymamy się ściśle zasad.

Lu Shengli niechcący ściągnęła matce but; strużka potu ściekła po matczynej nodze w stronę dużego palca, sznur kropel zaczął kapać na podłogę.

– Będziecie mówić czy nie? – spytał oficer Yang. – Zacznijcie tylko zeznawać, a od razu ściągnę was z powrotem.

– Ściągnij moje dzieci… – rzekła matka, usiłując podnieść głowę i z trudem chwytając powietrze. – Ja za wszystko odpowiadam…

– W takim razie zastosujemy przymus! Spuśćcie im porządne lanie! – krzyknął oficer Yang w stronę okna.

Milicjanci chwycili baty i kije i z wrzaskiem, metodycznie, zaczęli nas tłuc. Krzyczałem głośno, podobnie Najstarsza Siostra i matka, a Sha Zaohua nie reagowała – prawdopodobnie straciła przytomność. Oficer Yang i urzędnicy okręgowi walili w stół i wykrzykiwali obelgi. Kilku milicjantów zaciągnęło Simę Tinga na rzeźnicki stojak i zaczęło okładać go po pośladkach czarnymi stalowymi pałami. Na każdy cios Sima Ting odpowiadał jękiem.

1 ... 115 116 117 118 119 120 121 122 123 ... 185
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)