Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]
Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]

Электронная книга - «Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]». Краткое содержание книги:

Honor Harrington zostaje powieszona, a nagranie z egzekucji rozpowszechnione. Admirał Esther McQueen pierwszy raz od lat przejmuje inicjatywę i kontratakuje, zmuszając Sojusz Manticore do obrony. Grayson rośnie w siłę, a Królewska Marynarka testuje nowe uzbrojenie i nową klasę okrętów.
Tymczasem na Hadesie, planecie więziennej, Honor leczy rany odniesione w trakcie ucieczki. O tym, że przeżyła, wiedzą jedynie dwie osoby. Dzięki pomocy więźniów Harrington opanowuje planetę i obiecuje zabrać ich ze sobą. Jest tylko jeden problem — uwięzionych jest prawie czterysta tysięcy, a ona ma zwyczaj dotrzymywać słowa.
1 ... 116 117 118 119 120 121 122 123 124 ... 194
Перейти на страницу:

Miała ochotę wrzasnąć i skląć ich, żeby przestali zachowywać się jak banda durniów — wspólnie mogliby pozbawić Santino dowodzenia i uratować okręty i życie. Nie zrobiła tego, bo wiedziała, że to nic nie da, choć wszyscy zdawali sobie sprawę, że to ona ma rację. Byli jej przyjaciółmi… a żaden nie miał dość odwagi, by przeciwstawić się idiocie nieprzytomnemu ze strachu. Woleli iść na śmierć i skazać na nią tysiące ufających im podkomendnych, niż zaryzykować własne kariery…

Miała ochotę splunąć, ale powstrzymała się ostatkiem przyzwoitości. Wiedziała, że nie zobaczy ich już żywych, a idących na śmierć nie zegna się pogardą.

Odwróciła się i bez słowa wyszła z sali.

* * *

Przynajmniej ewakuacja przebiegała planowo, co po serii nieszczęść z ostatnich paru godzin zaczęło napawać porucznika Gainesa optymizmem. Dotarł do końca korytarza łączącego śluzę pinasy z galerią pokładu hangarowego HMS Cantrip, złapał poręcz i zeskoczył za linię oznaczającą granicę pokładowej grawitacji ciężkiego krążownika.

— Gaines, Heinrich O., porucznik — przedstawił się czekającej tam młodej dziewczynie w stopniu chorążego z lekkim obłędem w oczach.

Ta błyskawicznie wpisała jego dane do elektrokarty, na którą najwyraźniej miała zgrany spis personelu przesłany przez komputer Orbitalnej Bazy numer Trzy.

Elektrokarta bipnęła prawie natychmiast i chorąży odwróciła się do dyżurnego oficera pokładu hangarowego w randze porucznika.

— To ostatni, sir! — oznajmiła głośno. — Wszyscy potwierdzeni i obecni na pokładzie, sir!

Porucznik podziękował jej ruchem głowy i pochylił się nad komunikatorem.

* * *

— Ostatnia jednostka ewakuacyjna wyruszyła w drogę, sir — zameldował kapitan Justin Tasco.

Wiedział, że jego głos brzmi płasko i nienaturalnie, ale nawet nie próbował tego zmienić. Usiłował przemówić Santino do rozumu, ale jego argumentacja została gwałtownie, by nie rzec po chamsku, przerwana. Nie spodziewał się czegoś podobnego. A teraz nie miał już wyjścia — musiał wypełnić obowiązek, choć wiedział, że jest to idiotyzm i marnotrawstwo.

— Doskonale — niewielki ekran łączności fotela kapitańskiego ukazywał radośnie wyszczerzoną gębę Santino. — Usunął pan tę dzi… komandor Jaruwalski z okrętu?

— Zgodnie z pańskim rozkazem — odparł drewnianym tonem Tasco.

Przez dwa lata był kapitanem flagowym wiceadmirała Hennesy’ego i cały ten czas współpracował blisko z Andreą Jaruwalski, ale był jedynie kapitanem, a przepisy wyraźnie zabraniały „komentarzy podważających autorytet starszego rangą oficera”. To, że skretyniałe ścierwo przypadkiem dowodzące w systemie nie miało już autorytetu wśród najbliższych współpracowników, było bez znaczenia. Natomiast żałował, że nie może mu powiedzieć, co o nim myśli.

— Pinasa dostarczyła ją na pokład HMS Cantrip osiemnaście minut temu — dodał, nie kończąc wypowiedzi zwyczajowym „sir”.

W końcu słowo to było oznaką szacunku.

— Doskonale, Justin! W takim razie każ obrać kurs i ruszamy!

— Jak pan sobie życzy, admirale — odparł Tasco beznamiętnie.

I zaczął wydawać rozkazy.

* * *

Pomimo niskiej rangi Gaines zdołał wkręcić się na mostek ciężkiego krążownika, wykorzystując przywilej należny dowódcy stacji „Sensor Jeden”. To, że w praktyce już nie był dowódcą, a stacja niedługo przestanie istnieć, było zupełnie inną sprawą, na którą nikt w panującym zamieszaniu nie zwrócił uwagi. Stanął sobie skromnie pod ścianą, żeby nikomu nie leźć w oczy, ale pozycję wybrał tak, by widzieć wyraźnie główną holoprojekcję taktyczną. Chwilę zajęło mu zorientowanie się, co widzi. A potem zamarł.

— Co, do cho…? — jęknął, obserwując, jak główne siły stacjonujące w systemie opuszczają orbitę.

Ale nie po to, by eskortować wyznaczone do przeprowadzenia ewakuacji okręty, ale po to, by obrać kurs prowadzący na spotkanie wroga!

— Co oni do cholery, wyprawiają?! — mruknął, nie mogąc powstrzymać się od zadania tego w sumie retorycznego pytania.

— Wykonują bezsensowny rozkaz durnia, który oficjalnie zamierza „odciągnąć przeciwnika od nas” — odparł zmęczony sopran z prawej.

Zaskoczony tonem i treścią wypowiedzi Gaines odwrócił się czym prędzej. Obok stała czarnowłosa kobieta o jastrzębich rysach ubrana w skafander próżniowy z insygniami pełnego komandora. I naszywką na piersi. Gaines przeczytał ją odruchowo i dostrzegł najbardziej zmęczone i pełne świadomości klęski oczy, jakie w życiu widział.

— Jak to „odciągnąć?! — wykrztusił. — Przecież nikt nas nie ściga!

Odwróciła głowę i przyjrzała mu się z namysłem. A potem wzruszyła ramionami.

— Słyszał pan określenie „dla honoru bandery”, poruczniku? — odpowiedziała pytaniem.

— Oczywiście, ma’am.

— A wie pan, skąd się wzięło?

— No, cóż… prawdę mówiąc nie.

— Jeszcze w czasach flot nawodnych na Ziemi istniała taka tradycja w jednej z nich, niezbyt bojowej, ale prawdę mówiąc, zapomniałam której. Datowała się jeszcze z okresu żaglowców, czyli z zupełnie zamierzchłej przeszłości. To w sumie nieważne… — wzruszyła ramionami i odwróciła się ku holoprojekcji, ale nie przestała mówić. — Chodzi o to, iż przyjęto w niej zasadę, że gdy kapitan jakiegoś okrętu znalazł się w obliczu wroga, którego bał się zaatakować, lub też uznał, że nie zdoła takiej walki wygrać, oddawał jedną salwę burtową i opuszczał banderę tak szybko, jak tylko mógł. Salwa była z zasady wystrzeliwana z burty przeciwnej niż zwrócona ku przeciwnikowi, żeby go nie zirytować i nie skłonić do odpowiedzi.

— Dlaczego?

— Dlatego że opuszczenie flagi czy też bandery, bo obie nazwy funkcjonowały równolegle, było ówczesnym odpowiednikiem wyłączenia ekranu — odparła takim samym nieobecnym tonem Jaruwalski. — Poddawał okręt, ale ponieważ wystrzelił wcześniej salwę, miał dupochron i nie można go było oskarżyć o tchórzostwo czy kapitulację bez walki.

— Przecież to szczyt idiotyzmu! — zirytował się Gaines. — I on…?

— Właśnie tak — zgodziła się posępnie. — Głupota, jak widać, nie była wyłącznie specjalnością naszych przodków.

* * *

— Co oni, do cholery, wyprawiają?! — zdumiał się towarzysz komisarz Randal.

— Nie jestem pewna — w głosie towarzyszki wiceadmirał Shalus niedowierzanie walczyło z nadzieją.

A potem oderwała wzrok od holoprojekcji taktycznej i uśmiechnęła się tak, że na pomoście flagowym powiało chłodem.

— Ale nie narzekam, towarzyszu komisarzu — dodała. — Przeciwnik jest bowiem tak miły, że spełnił moje marzenie… Oscar, kiedy znajdziemy się w maksymalnym zasięgu skutecznego ostrzału rakietowego?

— Za siedem minut, towarzyszko admirał — zameldował oficer operacyjny.

— Doskonale — powiedziała miękko. I uśmiechnęła się z rozmarzeniem.

* * *

— Jesteśmy w maksymalnym zasięgu skutecznego ognia, panie admirale — zameldował kapitan Tasco. — Mam wydać rozkaz otwarcia ognia?

1 ... 116 117 118 119 120 121 122 123 124 ... 194
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)