Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Miedziany Król
Miedziany Król - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Miedziany Król

Электронная книга - «Miedziany Król». Краткое содержание книги:

Akcja powieści toczy się w tym samym uniwersum co wcześniejsza powieść ukraińskiego duetu, Waran. Jej bohaterem jest potomek wyklętej przez większość ludów zamieszkujących ów świat rasy heksów; trudno się zresztą dziwić niechęci do kanibali. Natura obdarza go niesamowitą pamięcią; wystarczy mu raz przeczytać książkę, by potrafił zacytować ją bez najmniejszego choćby błędu.
Przypadek sprawia, że poznaje pradawne zaklęcie — prośbę skierowaną do tytułowego Miedzianego Króla: w zamian za rzecz szczególnie dla proszącego ważną Król dać ma to, czego w danej chwili proszący szczególnie potrzebuje, przy czym to Król, a nie proszący, decydować ma, co stanie się przedmiotem zamiany. Chłopak korzysta z owej wiedzy w sposób bezwzględny. Dzięki niej z niewolnika wspina się na sam szczyt społecznej drabiny — dowodzona przez niego armia jest w stanie konkurować z największymi potęgami tego świata. Czy aby jednak na pewno dzięki temu osiąga sukces? Czy może osiągnąłby go i tak, bez pomocy mitycznego Króla?
1 ... 116 117 118 119 120 121 122 123 124 ... 138
Перейти на страницу:

Huk pierwszego młota urwał się. Niemal od razu po nim zamilkł drugi. Kowale o czymś rozmawiali. Chłopiec nie rozróżniał słów. Siedział z kolanami podciągniętymi pod brodę, rozpływając się w swojej goryczy i osamotnieniu jak kryształek soli we wrzątku.

— Ej! Co ty?

Zerwał się z miejsca.

Najpierw zobaczył smagłą twarz pod czapką roztrzepanych, jasnych włosów. Nieznajomy wyglądał zza stosu żelaznych rupieci. Był zauważalnie młodszy od kucharczyka i o głowę niższy.

Potem wyłonił się cały; chłopak otworzył usta i cofnął się.

— A ty co, nigdy nie widziałeś Nagórena? — zapytał na powitanie nieznajomy.

W dalekiej górskiej osadzie, gdzie dorastał chłopiec, o Nagórenach, czyli chimajrydach, opowiadano bajki.

— Widziałem — powiedział, żeby już całkiem nie stracić godności.

— Co ci jest? — znowu zapytał czworonogi malec. — Ktoś cię skrzywdził?

— Nie — chłopiec wytarł do sucha łzy z twarzy. — Po prostu kurz. Tutaj jest pełno kurzu.

Oczy mi łzawią.

— Ty także lubisz tutaj przychodzić?

— Także? — Kucharczyk znowu się zmieszał.

— Ja lubię przebierać wśród żelaza i brązu — przyznał się czworonogi. — Tutaj można znaleźć prawdziwy miecz. Który był na wojnie, rozumiesz? Moje klingi są za bardzo… dobrze jest posługiwać się nimi podczas treningu, ale są proste.

— Twoje klingi?

— Tak… A tutaj można jeszcze znaleźć takie dziwne przedmioty, które w ogóle nie wiadomo do czego są. O, choćby te zębate koła, na przykład, jeśli je prawidłowo dobrać, to się kręcą.

Można poskładać z nich mechanicznego żołnierza, żeby jego ręce i nogi się podnosiły. Ty też?

— Nie, to znaczy tak. Ja…

W tym momencie znowu załomotały młoty i rozmowa stała się niemożliwa. Maleńki chimajryd chwycił nowego kolegę za biały rękaw kucharskiej kurtki i pociągnął za sobą.

Chłopiec bał się, że ich zauważą, ale czworonogi miał szczęście i doskonale znał zamek — po wąziutkich schodach, o których ten nie miał pojęcia, dostali się na kolejne piętro i wgramolili się do niszy, gdzie szemrało źródło.

Teraz mały Nagóren przyglądał się z wielką ciekawością nowemu znajomemu.

— Jak cię zwą?

— Imil.

— Mieszkasz w zamku?

— Pracuję w kuchni — przyznał się chłopiec. — A ty…

Nagle doznał olśnienia:

— Ty jesteś Podarek?

— Podarunek Po Klęsce — wyniośle poprawił go chimajryd.

Imil cofnął się.

— Twoja matka jest… czarownicą?!

Od razu przestraszył się swoich słów. Ale czworonogi nie rozzłościł się, tylko posmutniał.

— Moja matka jest magiem — powiedział po chwili milczenia. — A ojciec jest wielkim wojownikiem Nagórza. Zwie się Łuna Księżyca. A jego jeździec — głos chłopczyka zadrżał z dumy — to sam Razwijar.

— Władca?! — zapytał jeszcze raz kucharczyk.

Podarek wyniośle przytaknął skinieniem głowy.

— To mój ojciec — wyszeptał chłopiec.

Słowa wyrwały mu się z ust wcześniej, nim zdążył je powstrzymać. Zielone oczy chimajryda rozszerzyły się, cofnął się, gotowy wybuchnąć:

— Kłamiesz!

Imil milczał, pojmując, że niepotrzebnie ujawniał tę informację. Czworonogi zasapał, na nowo przyglądając się jego bladej, wyciągniętej twarzy, otoczonej czarnymi, prostymi włosami.

— Szczerze? — głos chimajryda złagodniał. — A… kim jest twoja matka?

— Zwą ja Dżal. Służyła w pałacu… dawno temu.

— Ile masz lat?

— Jedenaście.

— Ohoo — przeciągnął Podarunek z zazdrością. Patrzył tak otwarcie, z taką chciwą ciekawością, że Imil się odwrócił. Do oczu znowu nieomal napłynęły mu łzy.

— Pójdę już — powiedział, starając się przełknąć grudę, która utkwiła mu w gardle. — Mnie… mogą mnie złapać.

* * *

Zamęczał się czwartą godzinę bez przerwy. Dzwoniły napierśniki, uginając się pod uderzeniami, wyłaziły pakuły z rozprutych, ochronnych kostiumów. Młodzi strażnicy męczyli się szybciej, niż wczuł się w daną technikę walki.

— Do tyłu!

Jego przeciwnik siedział na ziemi. Dopiero co władca zbił go uderzeniem w kolano, a teraz w oczach młodzieńca pojawiło się prawdziwe przerażenie, jakby pomylił się w czasie prawdziwej walki. Jakby zaraz mieli go dobić.

— Wstawaj — Razwijar wyciągnął rękę.

Ten podniósł się, dukając słowa usprawiedliwienia. Władca oparł się na mieczu, świat wolno obracał się wokół własnej osi, dzwonił cicho, niczym muszla Niemego Narodu. Na skraju pola widzenia, wzrok zasnuwała mu czerwień.

— Razwijar!

Odwrócił się. Podarunek nerwowo przestępował z łapy na łapę na granicy kamiennego placyku, jego policzki były rozpalone, ogon nerwowo podrygiwał.

Uśmiechnął się. Młody chimajryd potrafił bez widocznego wysiłku być pełnym wręcz zwierzęcej gracji, subtelnie drapieżnym w najzwyklejszych ruchach — mógł pięknie płakać, rozmazując łzy albo drapieżnie jeść kaszę. Teraz, czymś zaniepokojony, malec był podobny do statuetki z płynnego brązu. Jego nozdrza drżały jak u Jaski, ale malec nie był magiem, po prostu wwąchiwał się w prawdziwe męskie zapachy żelaza i potu.

Władca skinął na sługę, ten nadszedł z dzbankiem do mycia. Podarunek zniecierpliwiony podszedł bliżej. Razwijar chlusnął na niego wodą. Chimajryd odskoczył i fuknął.

— Mama wróciła?

— Nie.

— Odejdźcie— odrzuciwszy ręczniki, władca ruszył na dół, do podnóża góry, w kierunku bocznej bramy.

Podarek stąpał po ostrych odłamkach skał, przeskakiwał z kamienia na kamień, jakby spacerował po parkiecie. Ani jeden ludzki chłopczyk nie mógłby poruszać się z taką gracją; odczekawszy aż słudzy zostaną w tyle, malutki chimajryd zarzucił swobodne krążenie i szedł obok. Jego głowa sięgała łokcia Razwijara.

— Spotkałem w zamku twojego syna.

— Kogo?

— Nazywają go Imil. Pracuje w kuchni.

— A — powiedział władca. — No i co?

Podarek zwolnił kroku:

— Kochasz mamę?

Razwijar spojrzał na niego zdziwiony:

— Oczywiście.

— I ojciec też ją kocha?

— Rozumie się.

— A…

Przez jakiś czas chimajryd szedł w milczeniu, patrząc pod nogi. Dobierał słowa.

— Wiesz, mamy wszyscy się boją.

— I kochają.

— To ciebie boją się i kochają. A jej się tylko boją.

— Nic podobnego. Ja się jej bardzo boję i bardzo ją kocham.

— Ty?

Podarek uśmiechnął się i od razu znowu spoważniał.

— Twój syn jest… do ciebie podobny.

— Wiem.

— A ja jestem podobny do ojca — wymamrotał maluch.

Władca zatrzymał się. Położył dłoń na główce chimajryda, zmuszając go, żeby spojrzał mu w oczy.

— Co się stało, Dar?

— Nic… Razwijar, nie jestem twoim synem, a ty mnie kochasz! A on, twój syn i ty go… jest ci wszystko jedno. Dlaczego?

Zapytany zamyślił się na moment.

— Po pierwsze, jesteś synem godniejszego, bardziej zasłużonego, okrytego sławą…

— Wiem! Oczywiście, że wiem… Za to on… Syn władcy! Syn władcy ryczy w kącie za składem rupieci…

— Płakał?

— A co ma robić, śmiać się?! — Podarek drżał od nosa do końca ogona.

— Ktoś go skrzywdził?

1 ... 116 117 118 119 120 121 122 123 124 ... 138
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)