Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Miedziany Król
Miedziany Król - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Miedziany Król

Электронная книга - «Miedziany Król». Краткое содержание книги:

Akcja powieści toczy się w tym samym uniwersum co wcześniejsza powieść ukraińskiego duetu, Waran. Jej bohaterem jest potomek wyklętej przez większość ludów zamieszkujących ów świat rasy heksów; trudno się zresztą dziwić niechęci do kanibali. Natura obdarza go niesamowitą pamięcią; wystarczy mu raz przeczytać książkę, by potrafił zacytować ją bez najmniejszego choćby błędu.
Przypadek sprawia, że poznaje pradawne zaklęcie — prośbę skierowaną do tytułowego Miedzianego Króla: w zamian za rzecz szczególnie dla proszącego ważną Król dać ma to, czego w danej chwili proszący szczególnie potrzebuje, przy czym to Król, a nie proszący, decydować ma, co stanie się przedmiotem zamiany. Chłopak korzysta z owej wiedzy w sposób bezwzględny. Dzięki niej z niewolnika wspina się na sam szczyt społecznej drabiny — dowodzona przez niego armia jest w stanie konkurować z największymi potęgami tego świata. Czy aby jednak na pewno dzięki temu osiąga sukces? Czy może osiągnąłby go i tak, bez pomocy mitycznego Króla?
1 ... 118 119 120 121 122 123 124 125 126 ... 138
Перейти на страницу:
* * *

Posłowie od Imperatora przybyli na ogromnym, białym skrzydlaku. Przywitano ich z dystansem, ale uprzejmie.

Posłów było dwóch — wystrojony urzędnik, noszący się jak kryształowa waza, i mag — względnie młody, milczący mężczyzna. Urzędnik nie zniżył się do powitania. Mag obrzucił wzrokiem salę przyjęć i spojrzenie jego zatrzymało się na Jasce.

Kobieta uśmiechnęła się ledwie dostrzegalnie.

W obecności magów, obydwaj rozmówcy — urzędnik i władca — mówili tylko prawdę.

Urzędnik wyraził ubolewanie, Razwijar wyraził współczucie; urzędnik wyraził troskę, Razwijar wyraził pewność sukcesu. Magowie stali twarzą w twarz, sprawdzając jeden drugiego wzrokiem.

Oba pierścienie — turkusowy i jaskrawożółty — płonęły pełnym blaskiem mocy.

— Mirtie? — zapytał urzędnik. — Jednakże…

I pomyślał: przeklęty Heks rozbije się o potęgę Złotych jak gliniana miska o marmurową ścianę.

Spoglądając na niego, Razwijar pomyślał z kolei: przez jakiś czas możemy mieć spokój ze strony Imperium.

Magowie potwierdzili szczerość zamiarów obu stron, została podpisana umowa, rozwlekła, na atłasowym papierze. Po druzgoczącej klęsce na nagóreńskich równinach, po zgubie maga, rozbiciu armii i skrzydlaków, Imperator zmuszony był liczyć się z nowym sąsiadem. Sąsiadem niebezpiecznym i nieprzewidywalnym, któremu udało się zawrzeć sojusz z dumnymi, niepokornymi Nagórenami i przejąć władzę w Fier.

— Mirtie — powiedział urzędnik, zastanawiając się na głos. I pomyślał: po tym, jak cię rozbiją, Imperator odziedziczy wszystkie twoje posiadłości.

Spoglądając na niego władca pomyślał: czekaj całą wieczność, szczęśliwy głupcze.

Na drugi dzień skrzydlak odleciał, oprócz urzędnika i maga, odleciał na nim Bran, jako poseł do Imperium. Dziesiętnika powinni przyjąć z wielkimi honorami, niczym imperatorskiego krewnego. Prawda była jednak inna — został wezwany, aby służyć za zakładnika na wypadek, gdyby władca kamiennego zamku naruszył dane słowo i niepokoił granice Imperium.

Bran długo nie mógł zdecydować się, żeby objąć Razwijara i się z nim pożegnać. W końcu jednak to zrobił.

— Bądź ostrożny, władco.

— Do widzenia, Bran. Wybaczyłeś mi?

— Nie śmiem wybaczać ci albo nie wybaczać… Ale bądź ostrożny! Nie składaj MU więcej ofiar!

Razwijar uśmiechnął się:

— Obiecuję ci… że będę ostrożny.

Rozdział drugi

W dniu odjazdu władcy na wielką wyprawę, oszczędna Sonna dała wolną chwilę młodziutkiej pokojówce, by mogły popatrzeć na przemarsz wojsk.

Sonnę stawiano za wzór wiejskim dziewczętom, dopiero co wziętym do zamku — patrzcie jaka obyta, jeszcze wczoraj stała w tłumie u bram, a dzisiaj już zarządza służbą na najwyższych kondygnacjach. Dwukrotnie rodziła dla władcy, ale nie odesłano jej z dziećmi na wieś, jak pozostałe służące, okazała się bowiem kobietą pracowitą, gospodarną i pojętną, dlatego intendent Szlop zostawił ją przy sobie.

Sonna była dobra dla pokojówek, ale wymagająca. Trzeba było wszystko doprowadzać do połysku, i naczynia, i szkło, i podłogi. Leniuchów na służbie nie cierpiała; nawet dzieci Sonny, bliźniacy, mający zaledwie cztery lata, już mieli swoje obowiązki — zamiatali kurz, zmywali z okiennych kratek pomiot czerkunów, biegali z drobnymi poleceniami. Teraz obaj, stojąc na palcach, patrzyli w dół z balkonu na uroczysty wyjazd władcy z zamku.

Malcom zdawało się, że zamek został zatopiony. Ludzkie morze przystąpiło do samych murów, różnokolorowe, szumne, przypominające świąteczną zupę. Wstęgami rozwiewały się flagi. Płonęły w słońcu żelazne hełmy wypolerowane do połysku, a na hełmach tańczyły pióra.

Ktoś w tylnych rzędach zaczął podrzucać czapki, tłum gwizdał i krzyczał, ale wojska stały nieruchomo, a między stalowymi szeregami ciągnęła się dróżka wolnej przestrzeni, bruk był czysty i błyszczał jak tysiące łysin.

Heroldzi wciąż coś wykrzykiwali. Zdawało się, że powtarzają cały czas to samo, bliźniacy, białoskórzy i czarnowłosi patrzyli, wstrzymując oddech. Lada moment władca wyjdzie z bramy i stanie przed tłumem. Zaraz.

* * *

Podarunek Po Klęsce, blady po nieprzespanej nocy, starał się trzymać prosto. Był w pełni uzbrojony, opasany swoimi młodzieńczymi mieczami, do siodła przytroczone były torby, kołczan i arbalet. Wręcz niemożliwe było dla niego pozostać spokojnym, ponieważ dwa kroki przed nim stali, milcząco spoglądając jedno na drugie, jego matka i Razwijar.

— Chcę z tobą porozmawiać — wysyczała kobieta, a dźwięk jej głosu przestraszył Podarka tak, że poczuł, jak wstępuje na niego zimny pot. — Chłopcze wyjdź. Łuks! Tutaj!

Podarek nie ruszył się z miejsca. Pytająco i błagalnie spojrzał na Razwijara.

— Wyjdź i bądź gotowy — cicho powiedział władca.

Wycofał się zatem do wyjścia z komnaty, pchnięte gwałtownie drzwi rozwarły się. Wszedł jego ojciec. Obrzucił Podarka zdziwionym spojrzeniem:

— A ty dokąd się wybierasz?

— Wyjdź! — warknęła matka.

Ani się obejrzał, jak znalazł się na zewnątrz, a drzwi zamknęły się znowu. Uginały się pod nim łapy. Nigdy wcześniej nie słyszał i nie widział, żeby matka kłóciła się z Razwijarem. Jeszcze wczoraj nie uwierzyłby, że coś takiego jest możliwe.

Z zewnątrz ryczał tłum i krzyczeli heroldowie. Wyjazd władcy opóźniał się, wojska maszerowały w miejscu, żeby rozprostować nogi i skała pod zamkiem drżała od ich miarowego tupotu.

Popatrzył na zamknięte drzwi. Odwrócił się i poszedł, gdzie oczy poniosą, pragnąc oddalić się jak najdalej od komnaty, gdzie oni kłócą się, zresztą, z Razwijarem nie należy się kłócić. On jest jeźdźcem.

Słudzy i robotnicy albo wybrali się na zewnątrz, popatrzeć na pochód, albo wysypali się na balkony i przylgnęli do okien. Opustoszały zamek, który chłopiec porzucał, być może na zawsze, zdawał się całkowicie obcy i dziwny. Podarka przerażała niszcząca pospolitość. Idą przecież na wielką wojnę, na wielką wyprawę, nie czas myśleć o drobnostkach w rodzaju rozsypanych po korytarzu orzechów albo rzuconego w widocznym miejscu pogrzebacza. Zatrzymał się przy źródełku w niszy muru. Tam jednak już ktoś był. Pochylając się nad wodą, w milczeniu stał Imil.

W ciągu ostatnich kilku lat bardzo wyrósł. Stał się prawie dorosłym mężczyzną, może tylko zbyt chudym i o zbyt wąskich ramionach. Biała kurtka kucharza wisiała na nim niczym worek.

— Idę na wyprawę — powiedział Podarek na powitanie.

Imil spojrzał spode łba:

— Biorą cię?

Chimajryd wystraszył się nagle, że mama zwycięży w słownej batalii z władcą. Jest przecież magiem, może zaczaruje Razwijara, a ten zaraz wyjdzie z zamkniętej komnaty i każe Podarkowi zostać?!

— Żegnaj — powiedział, wyniośle unosząc podbródek. — Możliwe, że zobaczymy się po wyprawie.

* * *

— Pókim żywa, on nie pojedzie — ryczała Jaska. — Łuks! Dlaczego milczysz?!

Ten patrzył ponad jej ramieniem, tam, gdzie w ostrołukowym oknie zieleniały i bielały góry.

— Ach, on jest twoim jeźdźcem — Jaska gwałtownie odrzuciła włosy z twarzy. — Dlatego milcząco patrzysz, jak twojego syna, dziecko jeszcze, taszczy na wyprawę, która wiadomo czym się zakończy?!

1 ... 118 119 120 121 122 123 124 125 126 ... 138
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)