Miedziany Król
- Автор: Дяченко Марина и Сергей
- Год: 2009
- Язык: польский
- Год: Solaris
- ISBN: 978-83-7590-012-5
- Переводчик: Iwona Czapla
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Miedziany Król». Краткое содержание книги:
Przypadek sprawia, że poznaje pradawne zaklęcie — prośbę skierowaną do tytułowego Miedzianego Króla: w zamian za rzecz szczególnie dla proszącego ważną Król dać ma to, czego w danej chwili proszący szczególnie potrzebuje, przy czym to Król, a nie proszący, decydować ma, co stanie się przedmiotem zamiany. Chłopak korzysta z owej wiedzy w sposób bezwzględny. Dzięki niej z niewolnika wspina się na sam szczyt społecznej drabiny — dowodzona przez niego armia jest w stanie konkurować z największymi potęgami tego świata. Czy aby jednak na pewno dzięki temu osiąga sukces? Czy może osiągnąłby go i tak, bez pomocy mitycznego Króla?
Powrócił intendent Szlop. Cały ten czas ukrywał się w Kipieli, wychudł, postarzał się, ale duchem nie zmienił się ani na jotę. Razwijar nie spodziewał się, że taką radość sprawi mu widok starego, zgryźliwego intendenta; Szlop przystąpił do wypełniania swoich obowiązków i wkrótce robotnicy w zamku nauczyli się drżeć na dźwięk jego głosu.
Jaska źle się czuła. Jeszcze bardziej schudła, pobladła, przestała się uśmiechać. Wieczorami Razwijar odwiedzał ją w jej komnacie w wieży. Leżała w łóżku, a on przechadzając się od okna do kominka, z pamięci czytał jej „Kroniki”, niestety sił starczało mu na krótko — dosłownie na parę stronic co wieczór. Wracał do siebie o wiele wolniej niż się spodziewał. Żebra wciąż go bolały, nosił obcisłą przepaskę, ale ledwie mógł chodzić. Nacięcia na rękach zasklepiły się, ale zawroty głowy i słabość nie minęły.
Z Nagórza przychodziły złe wieści — patrole na skrzydlakach hulały, jak u siebie w domu, nad każdym skrawkiem umęczonej ziemi. Plemiona posłuszne Imperium, demonstracyjnie naruszały wiekowe zakazy; samobójstwo, najstraszniejszy grzech przed obliczem bogów, stało się dla młodych chimajrydów czymś w rodzaju brawurowej zabawy. Jeździec i jego brat z klanu Burzy rozbili się, skoczywszy razem z wysokiego urwiska. Dziesięciu młodych wojowników sypało truciznę do jednej szklanki z dziesięciu i ciągnęło losy. Na wolnych terytoriach każdego dnia zdarzała się potyczki. Nadzieja wzbudzona przez Razwijara powoli gasła, nie mając wzmocnienia w działaniu. Wśród Nagórenów zapanował strach i rozpacz.
Władca liczył na to, że z czasem Jaska zmięknie, ale wszystko szło na odwrót — z każdym dniem dziewczyna robiła się coraz bardziej małomówna i oschła. Potrafiła całymi godzinami siedzieć wpatrując się w pierścień. Mogła wałęsać się bez celu po zamku, niczego nie zauważając, mówiąc coś do siebie niezrozumiale, ludzie schodzili jej z drogi. Młoda niewolnica przydzielona magowi w charakterze osobistej służącej, bała się coraz bardziej swojej pani.
Do pierwszego śniegu zostało dosłownie parę dni, z każdej szczeliny niosło wilgotnym, zatęchłym chłodem. Pewnego wieczoru Razwijar, jak zwykle, wszedł na wieżę i zastał na schodach niewolnicę. Ta trzęsła się na całym ciele, z przerażeniem spoglądając na zamknięte drzwi wiodące do komnaty Jaski.
— Co się stało? — Przysiadł obok niej na stopniu. Dziewczyna wcisnęła się w ścianę i błagalnie pokręciła głową.
Stuknąwszy w ciężkie skrzydło drzwi, Razwijar wszedł. Mag chodziła z kąta w kąt, roztrzepane włosy stały dęba na głowie.
— Kazałam ci… — zaczęła dziewczyna syczącym, zdławionym głosem i wtedy zobaczyła, kto przyszedł. Gwałtownie się zatrzymała.
— Tak, mój władco? Nadszedł czas na czytanie o ludożerczych obyczajach, głupich imionach i wściekłych, bezsilnych bogach?
— Zjedz ze mną kolację — powiedział, po chwili milczenia.
— Czy to rozkaz?
— Tak.
Wyszedł na schody i powiedział do drżącej służki:
— Nakryj do stołu. Na dole. Tam, gdzie jest basen.
Siedzieli jedno naprzeciw drugiego za obficie zastawionym siołem. Oprócz polewki, którą kucharze gotowali dla wszystkich, znalazło się tutaj pieczone na rożnie mięso człapacza, ser i zasmażka z delikatnego sadła przyślepki, dzban ze źródlaną wodą i butelka wina.
— Zbliża się termin, wasza wysokość. Kiedy będziemy zdejmować przekleństwo?
Jaska wysunęła podbródek:
— Kiedy tylko będzie ci wygodnie, władco.
— Jesteś gotowa?
Spoglądała mimo Razwijara, w ścianę za jego ramieniem. Jej twarz, podświetlona niskimi świecami na stole, mogła teraz przestraszyć nie tylko młodą niewolnicę.
— „Dotknięcia tej wody pełne są wielkiego znaczenia — zaczął od tego samego miejsca, gdzie zostawili czytanie wczoraj — rytuały starożytnych określają komu, kiedy i w jakich okolicznościach wolno wchodzić do Jeziora albo nawet zanurzyć w nim palce. Woda Urodzaju zdolna jest, zgodnie z wierzeniami, wzmacniać pragnienia i oczyszczać myśli, nadawać jasność dążeniom…”.
— Nic nie rozumiem — przerwała mu Jaska, a w jej głosie pobrzmiewało rozdrażnienie. — Nie rozumiem, co znaczy „nadawać jasność dążeniom”. W czym mi to może pomóc?
Razwijar jej nie słyszał. Przed jego oczami tłoczyły się wersy, widział gładką białą powierzchnię z rozchodzącymi się koliście falami, jakby coś wrzucono do spokojnej wody…
— Przeklęto ich dwukrotnie — wymamrotał, patrząc mimo dziewczyny. — Władca tylko dotknął wody pierścieniem. Przeklęta rzecz już leżała na dnie. Wrzucił ją tam Poranek Bez Skazy i matki zaczęły rodzić dzieci, jak popadnie, został naruszony wiekowy porządek… Ale nawet Poranek nie ośmielił się doprowadzić przekleństwa do końca. Przestraszył się… albo odpuścił, bo zrobiło mu się żal pobratymców. A władca, pragnąc posłuszeństwa, uwolnił przekleństwo…
Jaska, co leży na dnie?
— Nie wiem. Nie wiem, za co Poranek przeklął swój lud. To potworne przekleństwo, jeśli chodzi o jego moc i… w ogóle potworne. Woda w jeziorze jest nieprzejrzysta, dno głębokie. I ono leży na dnie. Nie jestem wszechmocna. Ja…
Zacięła się.
— Może powiesz: „nie mogę”? — przymilnie zaproponował Razwijar.
Gwałtownie uniosła głowę i po raz pierwszy spojrzała mu w oczy. Uśmiechnął się. Jego ręce leżały po obu stronach talerza, na nadgarstkach czerwieniały wciąż świeże blizny.
— Mogę mówić, co mi się podoba — cicho przemówiła Jaska. — Ale co znaczą dla władcy moje słowa? Władca powie: „pomyślę” i zrobi tak, jak sam zechce. Niczym się nie wydał.
Władca może nawet zełgać, a ja, mag, nie poczuję jego kłamstwa. Dlatego, że nie ma różnicy między jego kłamstwem, a prawdą.
— Głupstwo — powiedział łaskawie. — Przecież sama pojmujesz, jaka to bzdura.
— Władca głośno pochwali mój i Łuksa plan, a potem napluje na niego w imię… idiotycznej awantury!
— Ważny jest rezultat — musnął jej dłoń. — Jeśli awantura przyniosła znaczący rezultat, to znaczy, że był to wyczyn. Jeśli wyczyn okaże się porażką, to znaczy, że była to awantura…
Posłuchaj, chciałbym poprosić ciebie i Łuksa o wybaczenie. Proszę, przyjmij moje przeprosiny.
Dziewczyna rozpłakała się. To było tak nieoczekiwane, że stracił głowę.
— Jaska…
— Nie jestem warta dla ciebie nawet miedziaka!
— Nieprawda!
— Prawda! Tobie jest wszystko jedno, ty widzisz tylko cel, który chcesz osiągnąć! Umrzesz przez swój upór, dlatego, że tak zdecydowałeś!
Do tej pory zdawało mu się, że wszystko wie i na wszystko jest przygotowany, on rzeczywiście umierał, odradzał się, ratował i wyprawiał na śmierć, a teraz wielki mag płakał przed nim i Razwijar bał się powiedzieć słowo — zdawało się, że Jaska zaraz wstanie i ucieknie, przewróciwszy krzesło.
— A ja nie mogę cię zmienić, twoja decyzja — kamień… a moja — jedno splunięcie… Tak, przecież jestem tylko babą! Nic nie znaczę!
Obszedł stół i objął ją. Dziewczyna płakała jak dziecko, zalewając się łzami i pociągając nosem.
— Idź do Szuu! Idź, gdzie chcesz i rób, co chcesz… I puść mnie, odczep się!
Z opóźnieniem zaczęła się wyrywać. Teraz trzymał ją i nie miał zamiaru wypuszczać, chociaż jej kuksańce były nader odczuwalne dla żeber.