Ostatni szpieg Hitlera
- Автор: Сильва Дэниел
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Ostatni szpieg Hitlera». Краткое содержание книги:
Kurt Vogel wyjątkowo postanowił spędzić wieczór w mieszkanku niedaleko Tirpitz Ufer. Ulbricht zadzwonił tam do niego z informacją, że Horst Neumann skontaktował się z łodzią podwodną i wraca. Po pięciu minutach Vogel wychodził już z mieszkania i maszerował w strugach deszczu do Tirpitz Ufer.
W tym samym momencie Walter Schellenberg zatelefonował do biura, pytając o najświeższe informacje, i dowiedział się o rozwoju sytuacji w Wielkiej Brytanii. Skontaktował się z reichsführerem Heinrichem Himmlerem i przekazał wiadomość. Himmler kazał mu natychmiast wracać na Prinz Albrechtstrasse – zanosiło się na długą noc i przyda mu się towarzystwo. Tak się złożyło, że Schellenberg i Vogel dokładnie w tej samej chwili dotarli do swoich gabinetów i rozpoczęli oczekiwanie.
Miejsce inwazji aliantów na Francję.
Życie admirała Canarisa.
Wszystko to zależało od słowa pary szpiegów uciekających przed MI- 5.
Rozdział jedenasty
Hampton Sands, Norfolk
Martin Colville kolbą pchnął wrota stodoły. Neumann, ciągle jeszcze pochylony nad radiem, usłyszał hałas. W chwili gdy Colville wszedł do środka, sięgnął po mauzera. Colville ustawił się, opuścił strzelbę i wypalił: Neumann zrobił unik, rzucając się na podłogę i przetaczając. Huk wystrzału w niewielkim pomieszczeniu brzmiał ogłuszająco. Radio się rozpadło.
Colville po raz drugi wycelował w Neumanna. Neumann, podparty na łokciach, wyciągał mauzera. Sean Dogherty wysunął się do przodu i wrzeszczał na Colville'a, żeby przestał. Colville wymierzył w niego i pociągnął za spust. Kula trafiła Dogherty'ego w pierś, wyleciał w powietrze i opadł na ziemię jak szmaciana kukła. Runął na plecy, krew tryskała z olbrzymiej rany na torsie. Zmarł w kilka sekund.
Neumann strzelił i trafił Colville'a w ramię, ten zawirował. Tymczasem Catherine zdążyła wyciągnąć swoją broń i trzymając ją w obu dłoniach wymierzyła w głowę Colville'a. Padły dwa szybkie strzały, przygłuszone tłumikiem. Czaszka Colville'a się rozprysła i zanim jego ciało padło na klepisko obok trupa Dogherty'ego, już nie żył.
Mary Dogherty drzemała niespokojnie w sypialni na górze, kiedy usłyszała pierwszy huk wystrzału. Wyprostowała się na łóżku i gdy drugi strzał rozdarł powietrze, zsunęła nogi na podłogę. Zrzuciła kołdrę i popędziła na dół.
W domu panował mrok, w saloniku i kuchni nie było nikogo. Wybiegła na dwór. Deszcz siekł ją po twarzy. Dopiero wtedy uświadomiła sobie, że ma na sobie jedynie flanelową koszulę nocną. Teraz słychać było tylko szum wiatru i morza. Spojrzała w ciemność przez ogród i zauważyła jakąś czarną furgonetkę. Odwróciła się – w stodole się świeciło.
– Sean! – krzyknęła i pobiegła w tamtą stronę.
Pędziła boso po zimnej, mokrej ziemi. Raz za razem wykrzykiwała imię męża. Strumień światła padał z wejścia do stodoły, przy wrotach leżało pudełko z nabojami.
Stanęła w drzwiach, zachłysnęła się. Krzyk uwiązł jej w gardle. Parę metrów od niej leżało ciało Martina Colville'a. Nie miał części głowy, wokół rozprysły się kawałki mózgu. Zrobiło jej się niedobrze.
Dopiero potem zwróciła uwagę na drugie ciało. Mężczyzna leżał na plecach, z rozrzuconymi ramionami. Nogi miał podkurczone, jakby spał, twarz zalaną krwią. Przez krótką chwilę Mary łudziła się, że to nie jej mąż. Potem przyjrzała się starym kaloszom i sztormiakowi. To był on.
Krzyk uwięziony w gardle wreszcie się wydostał.
– Och, Sean! – zawołała. – O Boże, Sean! Coś ty zrobił? Podniósłszy wzrok, dostrzegła Horsta Neumanna z pistoletem w dłoni, pochylonego nad ciałem Seana. Tuż za nim stała kobieta, mierząc z mauzera prosto w jej czaszkę.
– Ty to zrobiłeś? – wrzasnęła na Neumanna. – Ty? Ty?
– Nie, to Colville – odparł Neumann. – Wpadł tutaj, strzelając do wszystkiego. Sean wszedł mu pod kulę. Przykro mi, Mary.
– Nie, Horst, może i Martin pociągnął za spust, ale ty jesteś winny śmierci Seana. Nie oszukuj się. Ty i twoi przyjaciele z Berlina. To wyście go zabili!
Neumann milczał. Podszedł do Catherine, która nadal mierzyła w głowę Mary. Przytrzymał broń i łagodnie opuścił ją na dół.
Jenny Colville podeszła do stodółki z boku, tak by jej nie zauważyli. Przykucnęła przy ścianie, deszcz siekł o jej sztormiak, a ona słuchała rozmowy dorosłych.
Dobiegł ją głos mężczyzny, którego znała jako Jamesa Portera, choć Mary zwróciła się do niego jakoś inaczej. Mors, czy coś takiego.
„Nie, to Colville. Wpadł tutaj, strzelając do wszystkiego. Sean wszedł mu pod kulę. Przykro mi, Mary."
Potem usłyszała głos Mary. Podniósł się do pisku i drżał z rozpaczy i bólu.
„Ty jesteś winien jego śmierci… Ty i twoi przyjaciele z Berlina".
Czekała na głos ojca. Czekała na głos Seana. Nic. Wtedy zrozumiała, że obaj nie żyją.
„Ty i twoi przyjaciele z Berlina".
O czym ty mówisz, Mary? – pomyślała Jenny.
Nagle wszystko się ułożyło w jedną całość, jakby dopasowała brakujący element układanki: Sean tamtej nocy na plaży, nagłe pojawienie się Jamesa Portera, ostrzeżenie Mary dzisiaj po południu: „Nie jest tym, za kogo się podaje. On nie jest dla ciebie".
Wtedy Jenny nie rozumiała, co Mary próbuje jej powiedzieć, ale teraz wydawało jej się, że wie. Mężczyzna, którego znała pod nazwiskiem Jamesa Portera, to niemiecki szpieg. A to oznaczało, że Sean również współpracował z Niemcami. Ojciec widać odkrył prawdę i rzucił im to w twarz. A teraz leży martwy na klepisku stodoły.
Chciała krzyczeć. Po jej policzkach spływały gorące łzy. Podniosła ręce do ust, by zdławić szloch. Pokochała go, a on ją oszukał, wykorzystał ją, był niemieckim szpiegiem i najprawdopodobniej właśnie zabił jej ojca.
W stodole coś się poruszyło. Ktoś cichym głosem rzucał polecenia, których Jenny nie zrozumiała. Słyszała głos niemieckiego szpiega, potem odpowiedź kobiety, ale to nie był głos Mary. Potem zauważyła szpiega, który wyłonił się ze stodoły i z latarką w ręku ruszył podjazdem. Kierował się do rowerów. Jeśli je znajdzie, domyśli się, że i ona tu jest.
A wtedy zacznie jej szukać.
Zmusiła się, żeby oddychać powoli i miarowo, żeby jasno myśleć.
Miotały nią sprzeczne uczucia. Z jednej strony bała się, robiło jej się niedobrze na myśl o ciałach ojca i Seana. Ale przede wszystkim ogarniał ją gniew. Oszukano ją i zdradzono. Teraz narastało w niej tylko jedno przemożne pragnienie: chciała dopaść tych ludzi, chciała, by ponieśli karę.
Ale zdawała sobie też sprawę, że nic z tego, jeśli Niemiec ją znajdzie.
Co robić? Może spróbować pobiec do wioski. W zajeździe i w pubie były telefony. Skontaktuje się z policją, policjanci przyjadą i aresztują tych ludzi.
Ale to właśnie w wiosce szpiedzy przede wszystkim będą jej szukać. Od Doghertych wiodła tam tylko jedna droga: przez most, obok kościoła. Jenny wiedziała, że błyskawicznie by ją dopadli.
Rozważyła drugą możliwość. Oni niedługo wyjadą. W końcu dopiero co zabili dwóch ludzi. A ona może się na jakiś czas ukryć, odczekać i dopiero wtedy zawiadomić policję.
A jeśli wezmą ze sobą Mary? – pomyślała.
Dla Mary będzie lepiej, jeśli ona będzie na wolności i spróbuje zorganizować odsiecz.