Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Ostatni szpieg Hitlera
Ostatni szpieg Hitlera - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ostatni szpieg Hitlera

Электронная книга - «Ostatni szpieg Hitlera». Краткое содержание книги:

Rok 1944. Trwają przygotowania aliantów do utworzenia drugiego frontu we Francji. Angielski wywiad wpada na trop głęboko zakonspirowanej siatki niemieckich szpiegów, działającej na terenie Wielkiej Brytanii. Jej zadanie: zdobyć informacje o miejscu i terminie inwazji Wojsk Sprzymierzonych na Europę. Na czele siatki stoi Catherine Blake – młoda kobieta, bez skrupułów mordująca każdego, kto mógłby odkryć jej tożsamość. Przeciwnikiem jej jest Alfred Vicary.
1 ... 105 106 107 108 109 110 111 112 113 ... 130
Перейти на страницу:

Catherine dziwnie się czuła, słysząc tak otwartą wypowiedź o swoim pochodzeniu i roli. Po latach skrywania tożsamości, po tylu środkach ostrożności, po ciągłym niepokoju, nie mieściło jej się w głowie, że konspiracja właśnie się kończy.

Dogherty popatrzył na Catherine, potem na Neumanna.

– BBC ciągle podaje komunikaty o strzelaninie w Earl's Court. Przypuszczam, że to wasza robota?

Neumann potaknął.

– Ale to nie byli zwykli policjanci. Moim zdaniem MI- 5 i wydział specjalny. Co mówią w radio?

– Zabiliście dwóch i ranili trzech. Szukają was w całym kraju, proszą społeczeństwo o pomoc. W tej chwili prawdopodobnie połowa ludzi szuka was po krzakach. Cud, że udało się wam dotrzeć aż tutaj.

– Omijaliśmy duże miasta. Jak widać, okazało się to skuteczne. Na drogach nie zauważyliśmy policji.

– Cóż, długo się to nie utrzyma. Tego możecie być pewni. Neumann zerknął na zegarek. Parę minut po północy. Wziął od Seana latarnię i postawił ją na stole. Wyjął z szafki radio i włączył je.

– Łódź podwodna patroluje Morze Północne. Jak otrzymają nasz sygnał, przesunie się dokładnie na dziesięć mil na wschód od Spurn Head i będzie tam czekać do szóstej rano. Jeśli się nie zjawimy, odpłynie na morze i będzie czekać do kolejnego sygnału.

– A jak właściwie przemierzymy te dziesięć mil na wschód od Spurn Head? – odezwała się Catherine.

Dogherty wysunął się naprzód.

– Pomoże nam mój znajomy, Jack Kincaid. Ma niewielki kuter w porcie u ujścia Humber. – Wyciągnął przedwojenną, dokładną mapę. – Kuter stoi tu. – Palcem dźgnął w mapę. – W Cleethorpes. To jakieś sto pięćdziesiąt kilometrów w górę. Czeka nas ciężka jazda, przy takiej pogodzie jak dziś, a do tego przy zaciemnieniu. Kincaid mieszka nad warsztatem na przystani. Spodziewa się nas.

Neumann skinął głową.

– Mamy sześć godzin, jeśli zaraz wyruszymy. Powinniśmy zdążyć. Następne spotkanie z łodzią podwodną będzie za trzy dni. Nie uśmiecha mi się myśl o ukrywaniu się tak długo, kiedy każdy policjant w Anglii przetrząsa okolicę, rozglądając się za nami. Moim zdaniem musimy uciekać zaraz.

Catherine przytaknęła. Neumann nałożył słuchawki i ustawił radio na odpowiednią częstotliwość. Wystukał hasło i czekał na odpowiedź. Po paru sekundach radiotelegrafista z U- boota kazał mu kontynuować. Neumann głęboko zaczerpnął tchu i starannie wystukał wiadomość, po czym rozłączył się i zgasił radio.

– Zostało tylko jedno – odezwał się do Dogherty'ego. – Jedziecie z nami?

– Rozmawiałem z Mary. Zgadza się ze mną. Ja jadę z wami do Niemiec, potem Vogel i jego kumple pomogą mi się dostać do Irlandii. Kiedy już tam będę, Mary do mnie dołączy. Mam tam przyjaciół i rodzinę, zajmą się nami, póki się nie osiedlimy. Poradzimy sobie.

– I jak Mary to znosi?

Twarz Dogherty'ego stwardniała, na jego czole pojawiła się głęboka zmarszczka. Neumann zdał sobie sprawę, że Sean może już więcej nie zobaczyć Mary. Wziął latarnię, położył rękę na ramieniu Irlandczyka.

– Ruszajmy – powiedział.

Martin Colville dostrzegł światło w stodole u Dogherty'ego. Zsunął się z siodełka, ciężko dysząc. Zostawił rower przy drodze, cicho przeszedł przez łąkę i kucnął przy ścianie. Mimo szumu deszczu próbował zrozumieć, o czym tamci rozmawiają.

Nie do wiary.

Sean Dogherty pracuje dla nazistów! Mężczyzna podający się za Jamesa Portera to niemiecki szpieg! Siatka niemieckich szpiegów w samym środku Hampton Sands!

Nastawiał uszu, żeby lepiej słyszeć. Zamierzają jechać wybrzeżem na północ, do hrabstwa Lincoln, a stamtąd popłynąć statkiem na morze, gdzie czeka na nich U- boot. Serce zaczęło mu się tłuc w piersi jak szalone. Zmusił się do spokoju i jasnego myślenia.

Mógł zrobić dwie rzeczy: pojechać do wioski i zawiadomić policję albo wpaść do stodoły i osobiście ich ująć. Każde z tych rozwiązań miało dobre i złe strony. Jeśli ruszy po posiłki, Dogherty i jego przyjaciele zapewne odjadą. Na wybrzeżu Norfolk było niewiele policji, na pewno za mało na zorganizowanie pościgu. Zaatakować samemu? Mają nad nim liczebną przewagę. Widział, że Sean ściska strzelbę, tamci pewnie też są uzbrojeni. Ale wykorzysta atut zaskoczenia.

Jeszcze z innego powodu bardziej mu odpowiadało drugie rozwiązanie: z prawdziwą przyjemnością wyrówna porachunki z Niemcem ukrywającym się pod nazwiskiem James Porter. Colville wiedział, że musi działać, i to szybko. Otworzył pudełko, wyjął dwa naboje i załadował je do lufy. Nigdy przedtem nie mierzył do niczego groźniejszego niż kuropatwa czy bażant. Zastanawiał się, czy nie zabraknie mu odwagi, żeby strzelić do człowieka.

Wstał i ruszył do wejścia.

Jenny pedałowała, aż nogi ją piekły. Minęła wioskę, potem kościół, cmentarz i most. Wiał wiatr, szumiało morze. Deszcz siekł ją po twarzy, wiatr omal jej nie przewrócił.

Zauważyła rower ojca w trawie przy drodze i zatrzymała się obok. Dlaczego go tu zostawił? Dlaczego nie podjechał do domu?

Wydawało jej się, że zna odpowiedź. Próbuje się zakraść, żeby nikt go nie zauważył.

W tej samej chwili ze stodoły Seana dobiegł huk wystrzału. Jenny wrzasnęła i zeskoczyła z roweru, upuszczając go obok roweru ojca. Popędziła przez łąkę.

Proszę, Boże, oby tylko nie zginął. Oby tylko nie zginął.

Rozdział dziesiąty

Scarborough, Anglia

Jakieś sto pięćdziesiąt kilometrów od Hampton Court Charlotta Endicott wjechała rowerem na mały wyżwirowany placyk koło stacji nasłuchu w Scarborough. Podróż z jej kwatery w zatłoczonym pensjonacie w mieście była okropna. Bez przerwy musiała się zmagać z wiatrem i deszczem. Przemoczona i przemarznięta zsiadła z roweru i postawiła go obok wielu innych, tkwiących w rzędzie.

Wiatr szalał, zawodził wśród trzech olbrzymich anten umieszczonych na klifach nad Morzem Północnym. Charlotta Endicott spojrzała na nie – wyraźnie się kołysały – i przebiegła przez placyk. Dopadła baraku, otworzyła drzwi i schowała się w środku, zanim wiatr je za nią zatrzasnął.

Miała parę minut do rozpoczęcia zmiany. Zdjęła przemoczony płaszcz, rozwiązała zjudwestkę i cisnęła je na chwiejący się wieszak w kącie. W baraku panował chłód, hulały przeciągi, lecz zbudowano go nie dla wygody, lecz do pracy. Ale przynajmniej była kantyna. Charlotta weszła tam, usiadła przy stoliku i zapaliła papierosa. Paskudna rzecz, wiedziała, ale skoro wykonuje męski zawód, to może sobie pozwolić na męskie nałogi. Poza tym podobała się sobie z papierosem: wyglądała seksownie, wyrafinowanie, na więcej niż swoje dwadzieścia trzy lata. Poza tym uzależniła się od tego obrzydlistwa. Wykonywała stresującą pracę, harowała w najdziwniejszych godzinach, a życie w Scarborough była przeraźliwie nudne. A mimo to cieszyła się każdą spędzoną tu chwilą.

Tylko raz szczerze nienawidziła swojej pracy: w czasie bitwy o Anglię. Podczas długich, straszliwych walk powietrznych funkcjonariuszki WRNS w Scarborough słuchały pogawędek brytyjskich i niemieckich pilotów. Raz Charlotta słyszała jakiegoś młodziutkiego Anglika, który wył z bólu i wzywał matki, gdy jego zestrzelony spitfire spadał do morza. Kiedy łączność się urwała, Charlotta wybiegła na podwórze i zwymiotowała. Cieszyła się, że te dni już minęły.

Spojrzała na zegar. Dochodziła północ. Pora siadać do pracy. Wstała i wygładziła wilgotny mundur. Ostatni raz zaciągnęła się papierosem – w jej klitce nie wolno było palić – potem zgasiła go w małej metalowej popielniczce, pełnej petów. Wyszła z kantyny i skierowała się do pomieszczeń radiooperatorów. Machnęła przepustką strażnikowi. Bacznie ją obejrzał, choć widział ją już setki razy, po czym oddał przepustkę, nieco zbyt promiennie się uśmiechając. Charlotta wiedziała, że jest ładna, ale to nie było miejsce na podrywki. Pchnęła drzwi, weszła do pomieszczenia i usiadła przy swoim stanowisku.

1 ... 105 106 107 108 109 110 111 112 113 ... 130
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)