Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Dzieci Boga [Children of God - pl]
Dzieci Boga [Children of God - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dzieci Boga [Children of God - pl]

Электронная книга - «Dzieci Boga [Children of God - pl]». Краткое содержание книги:

Debiutancka powieść Mary Dorii Russell „Wróbel” zdobyła dla autorki powszechne uznanie. Oto kontynuacja owej jednej z najwspanialszych powieści fantastycznych ostatnich lat. Zaledwie ojciec Emilio Sanchez, jedyny członek pierwszej wyprawy, który powrócił na Ziemię, zdołał odzyskać zdrowie i równowagę psychiczną po straszliwych przejściach na planecie Rakhat, Towarzystwo Jezusowe prosi go (a właściwie zmusza), by zechciał wziąć udział w kolejnej misji. Sancheza dręczą wspomnienia i lęki, ale nie może uciec od swojej przeszłości. Rozpoczyna się druga batalia o rozum i duszę tak ciężko doświadczonego przez los kapłana.
1 ... 109 110 111 112 113 114 115 116 117 ... 137
Перейти на страницу:

— Słyszysz? — szepnęła Tiyat Va’Agardi ze zdumieniem. — Uwierzyłbyś, że djanada są zdolni prowadzić takie dysputy?

— Jak za dawnych dni — odpowiedziała Kajpin VaMasna — tyle że teraz role się odwróciły.

Przez chwilę słuchała sporu, a potem położyła się na plecach, by patrzeć na obłoki przetaczające się nad doliną. Od dawna przywykła do wyrażania zgody przed podjęciem decyzji — wada charakteru, która już nie budziła w niej zakłopotania. Popatrzyła na Tiyat.

— Damy im czas do drugiego wschodu słońca, a potem idziemy.

Tiyat spojrzała na nią z uwielbieniem. Były żołnierz, mając już dość zabijania, Kajpin VaMasna przyszła tu sama i od samego początku pomagała mieszkańcom doliny N’Jarr, napadając na kupieckie karawany Runów. Tiyat za dawnych czasów była zwykłą służącą. Tu zdobyła zaufanie i nawet pewną pozycję, ale czasami nadal kryła się wewnątrz stada i podziwiała śmiałą Kajpin, która dawała sobie radę ze wszystkimi.

Kiedy wśród członków wspólnoty rozeszła się wieść o nowych cudzoziemcach, to właśnie Kajpin zaproponowała, że ona i Tiyat wyruszą na południe i przyprowadzą jednego z nich do doliny N’Jarr. Większość Runów znudziła się dyskusją i poszła znaleźć coś do zjedzenia, ale Jana’atowie wciąż spierali się zażarcie.

— Ha’analo — mówił Rukuei — przestudiowałem wszystkie zapiski! Jest tam wiele rzeczy, których nie rozumiem. Zbyt wiele słów i pojęć, które nie są dla mnie jasne. Ale wiem, że cudzoziemcy przybyli tu kiedyś z powodu naszej muzyki, a teraz wrócili. Musimy ich poznać…

— A jeśli to całe gadanie o muzyce Boga jest zwykłą bzdurą? — zapytała Ha’anala, starając się ignorować buczenie Izaaka, coraz głośniejsze i coraz bardziej natarczywe. — Jeśli się mylimy…

Tiyat zdecydowała się przemówić po raz pierwszy.

— To nie jest żadna bzdura! Ktoś myśli… — Urwała, onieśmielona i jednocześnie zawstydzona swoją nieśmiałością, zwłaszcza w tej szczególnej sprawie. Tiyat uwielbiała muzykę, którą znalazł Izaak; była to jedyna muzyka, której mogła słuchać i która ją zmieniła. — Uważam, że ci cudzoziemcy powinni posłuchać tej pieśni. Są jej częścią!

— I mogą okazać się pożyteczni w kilku innych sprawach — zauważyła Suukmel. Jej zmysł praktyczny służył już kiedyś dwóm rządom, i to służył dobrze. — Mogą wrócić na południe i namówić ich do negocjacji z nami…

(Uuuuuunh!)

— A niby dlaczego mieliby się zgodzić przyjść najpierw; tutaj, nie mówiąc już o udzieleniu nam pomocy? — zapytała Ha’anala. — Sofia zatruła im umysły, podburzyła ich przeciw nam! Uznają nas za morderców, złodziei i…

— Wcale nie muszą się zgodzić — powiedział Shetri, spoglądając na swoją kolekcję narkotyków.

— Trudno zrobić sprzymierzeńca z kogoś, kogo się uprowadza! — krzyknęła Ha’anala, stawiając uszy.

(Uuuuuunnh)

— Byłem wszędzie, tylko nie na południu — powiedział Rukuei, podnosząc głos, by przekrzyczeć buczenie Izaaka. — Chcę się spotkać z innymi na ich terenie. Jeśli mam zrozumieć, muszę słyszeć, jak mówią swobodnie…

— Poza tym — stwierdził Shetri nieco ostrzejszym tonem — Rukuei zna się na podstępach. Któż potrafi kłamać bardziej przekonująco od poety, który wywodzi swą pieśń z głodu i śmierci?

Ha’anala spojrzała na niego gniewnie, ale nie chciała dać za wygraną.

— To szaleństwo, Shetri — powiedziała sucho. — To zbędne zagrożenie dla ciebie i Rukueiego. Niech idą Tiyat i Kajpin… i (Uuuuuuuuunnh…)

— Dwie różne głowy łatwiej rozwiążą problem niż jedna — stwierdziła Tiyat, omiatając spojrzeniem zgromadzonych. — skoro dwie są dobre, trzy są jeszcze lepsze, więc powinniśmy wyprawić się po cudzoziemca. (Uuuuuuuuuuuuunnnnnnh…)

— Żółta poświata rozlała się na południowym wschodzie, ale ziąb nie zmalał, nawet kiedy wzeszło drugie słońce Rakhatu. Kajpin wstała i ziewnęła, prostując kości i przeciągając się ze znudzenia.

— Nie otwierajcie ust, nie zdejmujcie butów i trzymajcie ręce w rękawach — poradziła Shetriemu i Rukueiemu. — Bo jak nie, to Tiyat i ja sprowadzimy wam parę VaHaaptów.

— Kajpin potrafi kłamać jak poeta — stwierdziła Tiyat z powagą, a przyjaciółka nagrodziła ją za to lekkim chlaśnięciem ogonem.

— Każde zło można obrócić na własną korzyść — powiedziała Suukmel.

Spojrzała na ruńskie maleństwo zwinięte w kłębek na jej podołku — syn Tiyat, który tak przypominał swoją matkę: spokojny, ale odważny i uparty, gdy mu się sprzeciwiło. To dziecko nigdy nie zrezygnuje ze swojego prawa do użycia słowa „ja” wobec kogokolwiek. Zawsze będzie czuło się równe każdemu. Tego właśnie pragnęli mieszkańcy doliny N’Jarr: żeby takie były ich wszystkie dzieci.

— Niech idą, Ha’analo. Będzie dobrze. Niech idą.

Ha’anala milczała, tuląc do siebie SofTalę. To walka, myślała, walka, w której stoją naprzeciw siebie Ingwy i Adonaj. Los przeciw Opatrzności, w miejscu, w którym Los rządził tak długo…

Potem zdała sobie sprawę, że Izaak przestał buczeć. Był nagi jak zawsze, ale nigdy nie sprawiał wrażenia, że mu zimno. A może było mu zimno, ale nie zwracał na to uwagi. Spojrzał w oczy Rukueiego, trwało to ułamek sekundy.

— Przyprowadź kogoś, kto śpiewa — powiedział.

Dolina N’Jarr: 2085 czasu ziemskiego

— Myślę, że Shetriemu udałoby się zachować anonimowość, ale w moim pasierbie można było z daleka rozpoznać Jana’atę — powiedziała Suukmel Seanowi Feinowi wiele lat później, wspominając opis tej wyprawy, jaki dał Rukuei. — Więc trzymali się historyjki wymyślonej przez Kajpin: że Rukuei jest zwolennikiem Athaansiego Erata, wziętym do niewoli podczas łowieckiej wyprawy na jakąś wioskę, a Shetri łowcą nagród, który oddawał swoje zdolności tropicielskie na usługi policji w zamian za mięso ruńskich przestępców. Prowadzą Rukueiego do Gayjuru, żeby go tam wypytano o rozmieszczenie naszych sił.

Po drodze spotykali Runów, którzy obrzucali swojego bezbronnego wroga kamieniami i obelgami. Inni wymierzali mu kopniaki, przed którymi Tiyat i Kajpin broniły go dość skutecznie, ale bez przesadnej zawziętości, aby się nie zdradzić. Zanim dotarli do najdalej na północ położonego spławnego dopływu rzeki Pon i wynajęli prywatną łódź, Rukuei poznał słony smak własnej krwi po wybitym zębie. Pewien stary Runao szedł jednak za nimi przez długi czas. W końcu, pewnego ranka postanowili na niego zaczekać.

— Powiedział im, że nigdy się nie spodziewał, że dożyje tak sędziwego wieku — wspominała Suukmel. — Rukuei był tym bardzo wzruszony.

„Czyjeś kości bolą”, powiedział im starzec. „Czyjeś dzieci; odeszły do miast. Niech djanada weźmie tego jednego!”, błagał Tiyat. „Ktoś jest zmęczony samotnością i bólem”.

Tiyat popatrzyła na Kajpin, a potem obie spojrzały na Rukueiego, który od wielu lat nie jadł mięsa Runao. Kajpin pchnęła Rukueiego teatralnym gestem, aby szedł dalej. „Słusznie”, powiedziała głośno Tiyat, „niech djanada zdycha z głodu”. Ale Rukuei uznał, że nie zdradzi się, jeśli zawoła do starca: „Dziękuję!

Dziękuję ci za twoją ofiarę…” I potknął się, kiedy Shetri wymierzył mu mocnego kuksańca.

— W niektórych miejscach spotkali prawdziwych sprzymierzeńców — mówiła Suukmel Seanowi. — Tu i ówdzie oferowano im nocleg albo ukrywano w szopie i opowiadano Rukueiemu i Shetriemu o jakimś dawno zmarłym Jana’acie, który był dobry. Ale takich było niewielu. Przeważnie spotykali się z obojętnością. Od czasu do czasu z pewnym zaciekawieniem, ale zwykle z całkowitą obojętnością, jakby ich w ogóle nie zauważano. Na moim pasierbie robiło to duże wrażenie: Runowie żyli tak, jakbyśmy nigdy nie istnieli.

1 ... 109 110 111 112 113 114 115 116 117 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)