Ostatni szpieg Hitlera
- Автор: Сильва Дэниел
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Ostatni szpieg Hitlera». Краткое содержание книги:
Wtedy Harry usłyszał suchy trzask. Słyszał go już nieraz przed wojną na ulicach wschodniego Londynu. Dźwięk otwieranego noża. Widział, jak kobieta bierze zamach, by dźgnąć go prosto w gardło. Gdyby podniósł rękę, osłoniłby się przed ciosem. Ale wtedy ona zdołałaby wyrwać radio. Nie puszczając skrzynki, próbował się uchylić, przekręcić głowę. Czubek noża drasnął go w policzek. Poczuł pękanie skóry. Ból przyszedł po sekundzie – rozdzierający, jakby ktoś rozpalonym żelazem przejechał mu po policzku. Wrzasnął, ale przywarł do walizki. Kobieta jeszcze raz podniosła ramię, tym razem wbijając mu ostrze sztyletu w ramię. Ponownie zawył z bólu przez zaciśnięte zęby, ale ręce nie zwolniły uścisku. Jakby stanowiły odrębną część jego ciała. Nic, żaden ból nie zmusił go do wypuszczenia radia.
– Dzielny z ciebie człowiek, żeby umierać dla radia – powiedziała, puszczając walizkę.
Odwróciła się i znikła w mroku.
Harry leżał na wilgotnej ziemi. Podniósł rękę do twarzy i zrobiło mu się niedobrze, gdy namacał ciepłą kość podbródka. Tracił przytomność, ból odpływał. Usłyszał jęki rannych funkcjonariuszy wydziału specjalnego. Zamknął oczy. Poczuł, że ktoś przyciska coś do jego twarzy. Uchyliwszy powieki, zobaczył pochylonego nad sobą Alfreda Vicary'ego.
– Mówiłem ci, żebyś uważał, Harry.
– Zabrała radio?
– Nie. Nie dałeś jej.
– Uciekli?
– Tak, ale ich ścigamy.
Wtedy Harry'ego znienacka dopadł ból. Zaczął się trząść, czuł się, jakby lada chwila miał zwymiotować. Nagle twarz Vicary'ego się rozmyła i Harry zemdlał.
Rozdział ósmy
Londyn
Godzinę po rzezi w Earl's Court Alfred Vicary zarządził największą obławę w historii Zjednoczonego Królestwa. Wszystkie posterunki policji w kraju – od Penzance po Dover, od Portsmouth po Inverness – otrzymały rysopisy zbiegów. Vicary rozesłał kurierów na motocyklach, którzy porozwozili zdjęcia szpiegów do miast, miasteczek i wiosek w okolicach Londynu. Większość funkcjonariuszy zaangażowanych w poszukiwania poinformowano, że uciekinierów podejrzewa się o dokonanie od 1938 roku czterech morderstw. Jedynie garstkę najwyższych oficerów dyskretnie powiadomiono, że chodzi tu o kwestię bezpieczeństwa najwyższej wagi, tak ważną, że sam premier osobiście śledzi przebieg akcji.
Londyńska policja zareagowała błyskawicznie i piętnaście minut od ogłoszenia alarmu Vicary'ego na największych trasach wylotowych ze stolicy były już blokady. Vicary starał się przewidzieć każdą możliwą trasę ucieczki. MI- 5 wraz z żandarmerią kolejową przeszukiwały największe stacje. Obsługa promów do Irlandii również otrzymała rysopis podejrzanych.
Następnie Vicary skontaktował się z BBC i zażądał rozmowy z redaktorem odpowiedzialnym. Główne wydanie wiadomości o dziewiątej wieczór rozpoczęła informacja o strzelaninie w Earl's Court, na skutek której śmierć poniosło dwóch policjantów, a trzech zostało rannych. Podano rysopis Catherine Blake i Rudolfa, a na koniec numer telefonu, pod który może dzwonić każdy, kto zauważył coś podejrzanego. Po pięciu minutach rozdzwoniły się telefony. Maszynistki spisywały każdą rozmowę i przekazywały ją Vicary'emu. Większość kartek wylądowała od razu w koszu. Parę wiadomości postanowiono sprawdzić. Żadna nie przyniosła znaczącego przełomu.
Teraz Vicary skoncentrował się na trasach ucieczki, z których tylko szpieg mógłby skorzystać. Połączył się z RAF- em i poprosił, żeby rozglądali się za lekkimi samolotami. Zwrócił się z prośbą do Admiralicji, by zwracano baczną uwagę na wszelkie U- booty zbliżające się do wybrzeża. Zaalarmował służby przybrzeżne i kazał wypatrywać niewielkich jednostek wypływających w morze. Zadzwonił do radiotelegrafistów ze stacji nasłuchu, żeby wyjątkowo uważnie wyłapywali wszelkie podejrzane transmisje radiowe.
Wstał od biurka i po raz pierwszy od dwóch godzin wyszedł z gabinetu. Punkt dowodzenia przy West Halkin Street opustoszał, członkowie jego ekipy powoli wracali na St James's Street. Siedzieli przed gabinetem i wyglądali jak ofiary kataklizmu: mokrzy, wyczerpani, pokonani. Clive Roach trzymał się na uboczu, tkwił na krześle ze spuszczoną głową i założonymi rękami. Co chwila podchodził do niego któryś z kolegów, kładł mu rękę na ramieniu, szeptał do ucha słowa pociechy i cicho się odsuwał. Peter Jordan krążył po pokoju. Tony Blair wpatrywał się w niego ponuro. Jedynym dźwiękiem był klekot dalekopisów i głosy telefonistek.
Ciszę przerwało w parę minut później pojawienie się Harry'ego Daltona. Wkroczył o dziewiątej do pomieszczenia, z zabandażowaną ręką i twarzą. Wszyscy wstali, stłoczyli się wokół niego.
– Dobra robota, Harry, staruszku…
– …Zasłużyłeś na medal…
– …Utrzymałeś nas w grze, Harry…
– …Gdyby nie ty, byłoby po wszystkim… Vicary zaciągnął go do gabinetu.
– Nie powinieneś aby leżeć i odpoczywać?
– Taa, ale wolałem być z wami.
– Bardzo boli?
– Ćmi. Dali mi coś przeciwbólowego.
– I nadal nie wiesz, jak byś się zachował pod ostrzałem na polu bitwy?
Harry zmusił się do słabego uśmiechu, spuścił wzrok i pokręcił głową.
– Coś drgnęło? – spytał, szybko zmieniając temat. Vicary potrząsnął głową.
– Co już zrobiłeś?
Vicary zapoznał go z sytuacją.
– Trzeba mieć tupet, żeby tak po nią wrócić i zabrać ją nam sprzed nosa. Kawał twardziela z tego Rudolfa, trzeba mu to przyznać. Jak zareagował Boothby?
– Tak jak się należało spodziewać. Siedzi teraz na górze z dyrektorem generalnym. Pewnie planują moją egzekucję. Mamy cały czas połączenie z kwaterą premiera. Stary dostaje na bieżąco raporty. Szkoda, że nie mogę mu przekazać żadnych dobrych wieści.
– Przewidziałeś wszelkie możliwe rozwiązania. Teraz pozostało ci tylko siedzieć i czekać. Tamci muszą wykonać jakiś ruch. A kiedy wykonają, dopadniemy ich.
– Chciałbym mieć twój optymizm.
Harry skrzywił się z bólu. Nagle wydał się bardzo zmęczony.
– Pójdę się gdzieś położyć na chwilę. Wolno ruszył do drzwi.
– Czy Grace Clarendon ma dziś dyżur? – spytał Vicary.
– Tak, chyba tak. Zadzwonił telefon.
– Natychmiast proszę się zgłosić na górze, Alfredzie – odezwał się Basil Boothby.
Nad gabinetem generała płonęło zielone światło. Vicary wszedł do środka. Boothby krążył po pokoju i palił papierosa za papierosem. Był bez marynarki, kamizelkę rozpiął, rozluźnił krawat. Gniewnym machnięciem ręki wskazał Vicary'emu krzesło.
– Niech pan usiądzie, Alfredzie – przemówił. – No cóż, dziś w całym Londynie mało kto zazna snu: na Grosvenor Square, w kwaterze Eisenhowera w Hayes Lodge, w podziemiach premiera. Wszyscy czekają na jedną informację. Czy Hitler wie, że to Normandia? Czy inwazja skończyła się, nim się zdążyła zacząć?
– Sam pan wie, że nie sposób teraz tego sprawdzić.
– Na Boga! – Boothby zgniótł papierosa i natychmiast zapalił kolejnego. – Dwóch funkcjonariuszy wydziału specjalnego nie żyje, dwóch rannych. Dzięki Bogu za Harry'ego.
– Jest właśnie na dole. Z pewnością chciałby to usłyszeć od pana osobiście.
– Nie mamy czasu na pogawędki, Alfredzie. Musimy ich złapać, i to jak najszybciej. Nie muszę panu tłumaczyć, o co idzie gra.
– Nie, nie musi pan, sir Basilu.
– Premier życzy sobie, by go informować co pół godziny. Czy mogę mu przekazać coś nowego?
– Niestety nie. Przewidzieliśmy i zabezpieczyliśmy wszystkie trasy ucieczki. Chciałbym móc z całą pewnością stwierdzić, że ich złapiemy, ale nie można lekceważyć przeciwnika. Już wielokrotnie nam udowodnili, że są dobrzy.