Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza

Электронная книга - «Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza». Краткое содержание книги:

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
1 ... 105 106 107 108 109 110 111 112 113 ... 151
Перейти на страницу:

Tamta zamarła, jakby nagle usłyszała słowa w nieznanym języku. Zamrugała.

– Dobrze. – Jej oblicze wyglądało jak wyrzeźbione z marmuru.

Gdyby temu „dobrze” towarzyszył najlżejszy uśmiech, sugestia uśmiechu, talhery Deany ożyłyby i rozpłatały tę twarz na pół.

Odwróciła się i wyszła.

Rozdział 12

To był trzeci raz w ciągu ostatnich dni i wyglądało na to, że Altsin zaczynał nabierać wprawy w wychodzeniu z głębokiej dziury, do której wtrącało go każde starcie z Reagwyrem. Choć teraz było inaczej. Mniej… komfortowo.

Nie otwierając oczu, poruszył się lekko. Ciało odezwało się bólem, tępym i rozległym, jakby tuzin oprychów przez ostatnie godziny okładał go kijami. Za to umysł miał jasny i świeży, myśli sunęły prosto i szybko niczym rekin, który dojrzał właśnie miotającą się w wodzie ranną fokę.

Pamiętał. Był u Ouma. Bożka Seehijczyków. Walczył z nim. Pokonał, ale Oum nie był tym, za kogo mógł go wziąć ktoś z zewnątrz. Oum był…

Twarzą na tronie.

A on leżał na ziemi, skrępowany. Nie miał szans na ucieczkę.

Ale żył. Zdumiewające.

Lecz uwzględniając to, że Jawynder, półboski byt połączony z samą Elharan, nie chciał z nim walczyć na poważnie, to czy Oum ośmieliłby się na próbę zamordowania nieprzytomnego złodzieja? Nikt nie potrafiłby sobie wyobrazić, co by się stało w chwili uwolnienia z jego ciała kawałka duszy Pana Bitew, jednego z najpotężniejszych Nieśmiertelnych, jakich znał świat. Żaden bóg nie podjąłby takiego ryzyka w samym sercu swojej Mocy.

Altsin miał nadzieję, że sprawy rzeczywiście tak wyglądają.

Otworzył oczy.

Znajdował się w sali, w której się starli. Strażników nie było, za to na tronie tkwił ten sam mężczyzna co poprzednio, choć jego prawa ręka zwisała bezwładnie i nie tyle siedział, co półleżał, niczym rzucona przez lalkarza kukiełka.

Z tego, co już wiedział, porównanie było jak najbardziej adekwatne.

Poruszył się, pochylił głowę i spojrzał na swoje więzy. Dziesiątki szkarłatnych korzeni wyrastały z podłogi i oplatały go mocno. Nie zdziwił się, gdyż…

Czarne Wiedźmy to Sługi Drzewa. Czarne Wiedźmy służą Oumowi. Czyli drzewo to Oum. Vanuhii to też Drzewo. Więc Oum to Vanuhii. Żywe Drzewo. Bóg uwięziony w żywym Drzewie. Dlaczegóż by nie? Jawynder był cholerną rzeką.

Najważniejsze, że to drzewo przyciskało teraz Altsina korzeniami do ziemi, a jego zamiary były nieodgadnione.

Wiedza napływała mu do głowy nie wiedzieć skąd. Cholera, nie, po co się oszukiwać, to wspomnienia Bitewnej Pięści, te same, które wywołały u niego niepohamowaną wesołość.

A raczej histeryczny rechot.

Oum był…

Wizja rozszalałego oceanu, fal wysokich jak góry i… olbrzymiego cielska wielkości małego miasta, łamiącego ich grzbiety z niewzruszoną arogancją, przemknęła mu przed oczyma i zaraz znikła, wyparta przez zdrowy rozsądek. Nic tak wielkiego nie może pływać po morzu. Nic.

– Leż. On próbuje cię uleczyć.

Głos zabrzmiał gdzieś zza jego głowy i złodziej omal nie skręcił sobie karku, próbując dostrzec mówiącą. Położyła mu dłoń na czole i przycisnęła do ziemi. Bynajmniej nie delikatnie.

– Leż.

Zerknął na nią z dołu, dostrzegając pomarszczoną skórę i kosmyki siwych włosów wymykające się spod opaski. Ale głos… ten głos…

– Aonel?

Nie odpowiedziała, tylko wstała i odeszła w bok. Po kilku chwilach zaniechał próby dosięgnięcia jej wzrokiem. Jego mięśnie wyły, a korzenie nie zamierzały się poddać.

Odetchnął głęboko. Bolało go wszystko od stóp po zęby. Czuł wątrobę, serce i chyba coś w okolicach lewej nerki. Żałował, że nie może się obejrzeć, wyobraźnia katowała go obrazami siniaków i opuchnięć obejmujących każdy staw, skóra, jak mu się wydawało, musiała schodzić płatami z całego ciała. Wiedza o tym, jak działa na ludzi nadużywanie Mocy, wcale nie pomaga, gdy Moc przychodzi, kiedy chce, i wyżyma cię jak szmatę.

Kobieta pojawiła się nagle z przodu, niosąc glinianą miskę. Kucnęła obok i zamieszała w niej łyżką.

– Zupa z królika. – Cholera, to na pewno była ona, Aonel. – Masz ją zjeść.

Patrzył na ręce, blade i pokryte siateczką zmarszczek, na twarz, tak znajomą i nieznajomą jednocześnie. Widział już tę twarz, u kobiety konającej na mieczu Reagwyra, na przeklętej klindze, która wysysała z niej życie i siły. Te same kości policzkowe, ten sam zarys szczęki, ta sama skóra, opięta na obliczu, jakby zaraz miała się z niego zsunąć.

Nieważne, kto z ciebie pije, czy na wpół świadomy boski miecz, czy konający plemienny bożek, dla śmiertelników nie ma to znaczenia. Zawsze płacą najwyższą cenę.

– Jedz. – Ostrożnie wlała mu bulion do ust. – Powoli.

Po kilku łyżkach poczuł parcie na pęcherz. Potężne.

– Muszę…

– Nie przejmuj się. Byłeś nieprzytomny pięć dni. Możesz dalej robić pod siebie, jemu to nie przeszkadza.

Kolejny łyk utkwił mu w gardle. Rozkaszlał się dziko.

– Nie – warknął, gdy wreszcie złapał oddech. – Nie. Niech mnie puści. Sukinsyn niech mnie puści natychmiast!

Zakręciło mu się w głowie, a gardło nagle zaczęło palić.

– Ocalił ci życie. Gdyby nie on, byłbyś martwy, a na pewno sparaliżowany i na wpół ślepy. Okaż więc trochę szacunku.

Altsin nie podniósł głosu ani nie zaczął przeklinać. Lodowata furia, która już wcześniej wypełniała jego żyły, tym razem przyszła w mgnieniu oka. Nagle przestał czuć obolałe ciało, które jakby znikło, oddaliło się od niego. Odezwał się powoli, dobitnie akcentując wyrazy:

– Nie będę szczał pod siebie jak zwierzę. Powiedz mu to. Ma mnie wypuścić. Już.

– Nie…

Korzenie poruszyły się i rozluźniły, a Aonel zastygła z łyżką w połowie ruchu i na wpół otwartymi ustami.

Altsin zignorował ją, wstał i nie patrząc na kobietę, podszedł do najbliższego rogu komnaty. Cóż, jeśli Oumowi to nie przeszkadza…

Wysikał się, czując na karku spojrzenie, które najpewniej powinno przepalić mu skórę, i wrócił na miejsce. Był nagi, ale jakoś go to nie krępowało. Nagość nigdy mu nie przeszkadzała, w PonkeeLaa młodzież kąpała się tak przy każdej okazji, poza tym w oczach Aonel było wszystko poza sugestią, że widzi w nim mężczyznę.

Usiadł naprzeciw niej, zabrał miskę i zaczął jeść samodzielnie. Korzenie już prawie znikły i tylko lekkie wybrzuszenia podłogi zdradzały ich istnienie.

Lód powoli opuszczał ciało, a jego miejsce zajmował tępy ból. Złodziej zdążył się już obejrzeć, wyglądał lepiej, niż podpowiadała mu spanikowana wyobraźnia. Tylko ślad po ciosie noża na prawym boku, szeroki i różowy, był nowością, reszta nie sprawiła mu niespodzianki. Stawy miał opuchnięte, a sińce pod skórą nadawały jej ciekawy odcień, jednak nie było gorzej niż przy poprzednim przebudzeniu. Właściwie…

– Co cię tak cieszy?

– Właśnie sobie przypomniałem – spojrzał jej w oczy – że poprzednio też obudziłem się goły w towarzystwie kobiety. Zabawne.

– Zabawne?

– O tak. Tamta była dużo… bardziej wiekowa. Czyli jest jakiś postęp.

Odłożył łyżkę i wypił resztkę zupy wprost z miski. Mądrość, której nabył w czasie kilkuletniej wędrówki po wybrzeżu kontynentu, mówiła, że cokolwiek się dzieje, nigdy nie zmarnuj szansy na ciepły posiłek.

– Gualara?

– Tak.

– Ledwo przeżyła. W czasie waszej dyskusji Oum potrzebował Mocy. Nie wiem, czy ona z tego wyjdzie.

Wiadomość spadła na niego nagle i… nic. Przecież wiedział o tym, ten krzyk, który zdawało mu się, że słyszał z zewnątrz pomieszczenia, brzmiał znajomo. Wiedział, tylko odsunął tę świadomość na bok, żeby nie przeszkadzała.

1 ... 105 106 107 108 109 110 111 112 113 ... 151
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)