Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza

Электронная книга - «Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza». Краткое содержание книги:

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
1 ... 102 103 104 105 106 107 108 109 110 ... 151
Перейти на страницу:

– Tak trudno ustalić, gdzie jest góra, a gdzie dół?

Zignorowała jego pytanie.

– Czy to się nam na coś przyda? – naciskał.

– Cicho. Teraz jest. Patrz. – Podsunęła mu deskę pod nos. – Ta kobieta albo była absolutnie genialna… albo szalona.

Spojrzała na Yatecha z dołu i mrugnęła kpiąco. Nie dał się nabrać. Przez ostatnie dni, odkąd odwiedzili komnatę z mieczem i, jak stwierdziła później, „zasiali ziarno”, chodziła jakby w półśnie, jadła wtedy, gdy przynosił jej do pokoju posiłek, ubranie zmieniała, gdy rzucał Iavvie krótkie „Przebierz ją”. Nie wiedział, czy w ogóle sypia.

Za to dziś pokazała mu to, co tylko ktoś pijany mógł uznać za malunek.

– Teraz. Patrz. Już myślałam, że Eyfra mnie oszukała, wskazując tę kobietę.

– Tę z targowiska? Od jedwabi?

– Tę. Pewien plemienny bożek od pokoleń wysyła swoje wiedźmy, możesz je nazwać kapłankami, by węszyły dla niego w miejscach, gdzie nasi Nieśmiertelni dotknęli świata ludzi. Ta kobieta obserwowała dla niego Oko Agara. I malowała. Z nudów albo tęsknoty. Patrz. – Kanayoness podsunęła mu deskę pod nos. – Tu, widzisz? Drzwi, próg, kawałek muru i wieża, strzelająca w górę. – Jej palce wskazywały poszczególne plamy, a on zaczynał dostrzegać drzwi, mur, wieżę. – Tylko że to nie jest wieża, o nie. To on. On we własnej osobie. Odwiedzimy go. Jutro, jak się wyśpię.

*

Tafla lodu wypluła ich w półmrok. Lepki i nieprzyjemny, powietrze żarzyło się lekko czerwonym blaskiem stygnącego żaru, lecz blask ten nie kojarzył się z ciepłem i ogniem, tylko z krzepnącą krwią. Kanayoness rozejrzała się, parsknęła zniecierpliwiona i pstryknęła palcami. Oliwna lampa zapłonęła ciepłym światłem.

– Ośmielasz się krzesać ogień w moim domu bez pozwolenia?

Głos dochodził zewsząd, oburzone były ściany, podłoga i sufit. Przez chwilę miał wrażenie, że znaleźli się w ustach olbrzyma, który zaraz przeżuje ich i połknie.

Mała Kana zupełnie zignorowała głos. Podeszła do leżącego na czerwonych deskach mężczyzny, stanęła i przyglądała mu się chwilę. W tym świetle wyraz jej twarzy był nie do odczytania.

– Powiedziałem…

– Słyszałam. Zamierzasz pozwolić mu umrzeć?

– On nie umrze. Wiesz o tym. Co najwyżej będzie ślepy i sparaliżowany.

– Rozumiem. – Dziewczyna odwróciła się w stronę majaczącego w ciemności kształtu, skinęła dłonią i Iavva ruszyła naprzód, a blask trzymanej przez nią lampki wyciął z cieni wielkie krzesło z siedzącym na nim… trupem. – Ale ja nie mam zamiaru do tego dopuścić.

– A jak zamierzasz to osiągnąć? Magia mogła otworzyć ci portal do mojego serca, lecz teraz jesteś…

– Nie. – Uniosła obie ręce. – Nie zaczynajmy od głupich przegadywanek. Ty powiesz, że masz tysiąc strażników i Moc, która obala góry, jak zagrożę śmiercią twoich sług i ogniem, a potem zaczniemy się przechwalać, kto z nas jest potężniejszy. I zanim się obejrzysz, będziemy jak dwójka kłócących się dzieci. Jesteś mi winien przysługę, Oumie Płonący Ptaku. Życie za życie.

Zapadła cisza. Coraz dłuższa i dłuższa.

– Od… od czasów klęski nikt nie nazwał mnie tym imieniem.

Wreszcie głos dochodził z jednego miejsca. Znad głowy trupa.

– Wierzę. Trudno cię rozpoznać w tej postaci.

– Kim jesteś?

Ton, jakim zadano to pytanie, zmieniał wiele. Już nie byli intruzami, lecz kimś, kogo imię warto poznać.

– Kanayoness. Kanayoness Daera. Gdy dotarły wieści, że nie posłuchałeś polecenia, radzono, co z tobą zrobić. Głosowałam, by cię zostawić w spokoju. Ta wyspa miała dość wojny i krwi. Jesteś mi coś winien za mój głos.

Rozległ się dźwięk, z jakim powietrze przeciska się przez zduszone gardło. Dziwny kaszel albo stłumiony okrzyk.

– Ona tak powiedziała. Gdy przyszła do mnie w rok po tym, jak ziemia objęła mnie we władanie. Powiedziała, że głosowano. I że życie wygrałem jednym głosem.

– Ona?

– Najpotężniejsza. Ta, która zakończyła wojnę.

Nie sposób było nie dostrzec, co zatańczyło w oczach Małej Kany.

– Nie chcę teraz o niej mówić. Nie… teraz… Chcę pomówić o nim. – Wskazała na leżącego mężczyznę. – Wiesz, kim jest?

– Nie. Ale jego walka z tym, co ma w duszy, trzęsła połową wyspy. Jeden jest uparty jak muł, a drugi… tak ostrożny, że niemal bierny. Ale potężny. Co to? Zabłąkany demon?

– Obrażasz go, czy mnie prowokujesz? A może zapach własnej krwi miesza ci w głowie?

Cichy, świszczący śmiech wypełnił komnatę. Znów dochodził ze wszystkich stron naraz.

– Wybacz. Żartowałem. Oczywiście to coś więcej. Co?

Kanayoness pokręciła głową.

– Nie chcę ci zepsuć niespodzianki. Powinieneś sam bez trudu się dowiedzieć.

– Tak… tak. Chciał się spotkać z jedną z moich wiedźm. Dowiem się.

– Więc ją zapytaj. A potem uzdrów ciało. I wyślij z tej wyspy w miejsce, gdzie będę mogła uzdrowić duszę.

– Czyli gdzie?

Nie padło żadne słowo, lecz czerwone ściany zadrżały nagle, a podłogę przeszył wstrząs.

– Och. Rozumiem… rozumiem. Czy to wyrówna nasze rachunki? Będzie spłatą długu?

– Życie za życie. – Czarnowłosa skinęła głową i dotknęła ust kciukiem. – Dług zniknie.

– Dobrze. Niech tak będzie. Gdy tylko odzyska siły, wyślę go w drogę.

Dziewczyna spojrzała na Yatecha i gestem dłoni kazała mu podejść.

– Wracamy. – Sięgnęła po jeden z rysunków, które ze sobą zabrali.

– Jeszcze jedno – głos bożka był cichy, spokojny. – Kobieta, której zabraliście malunek… Żyje?

– Żyła, gdy odchodziłam. Czy żyje teraz? Nie wiem.

– Jej obraz… zostaw. Znam twoje talenty.

Kanayoness zawahała się.

– Dobrze, ale odpowiesz mi na pytanie.

– Jakie?

– Gdy odwiedziła cię, by oznajmić, że możesz zostać, powiedziała coś jeszcze? Coś, czego nikt inny nie słyszał?

Nagle w komnacie powiał wiatr, a płomyk lampki skonał z cichym szmerem. Towarzyszący ich przybyciu rubinowy blask przygasł i zapadła ciemność.

– Powiem ci… bo jestem stary, a Latarnia Ostatniego Portu wzywa mnie już czarnym światłem i pewnie nigdy więcej się nie spotkamy, Kanayoness Daero. Powiedziała, że nadejdzie dzień, gdy wrócę na porzuconą drogę. A każde miejsce otworzy się przede mną, jeśli będę chciał.

Głos Ouma był cichy i wyprany z emocji. Mniejsze wrażenie zrobiłby, gdyby wrzeszczał i klął.

– Teraz już wiesz, że kłamała?

– Może. Ale dzięki temu przetrwałem pierwsze sto lat. A może i dwieście. Z tego kłamstwa narodziły się wszystkie moje dzieci. Nie będę jej za to przeklinał.

– Więc ja zrobię to za ciebie, Płonący Ptaku. Masz moje słowo.

– Czy ty… sądzisz, że to ona? Że ta fala… to jej krzyk?

– Nie wiem, ale się dowiem. I nie będzie między nami więcej kłamstw. – W ciemności coś stuknęło o podłogę. No tak, malunek. – Jest twój, powieś go gdzieś, albo coś. Keru’weln, idziemy.

Yatech powitał lodowy uścisk z radością.

Rozdział 11

Zdziwiła się. Deana wróciła do pałacu dopiero w południe następnego dnia, po nocy spędzonej na plantacji pieprzu, prowadzonej przez arystokratę, który uchodził za łagodnego i szlachetnego. Na tyle łagodnego, że pozwalał swoim niewolnikom pracować od świtu do zmierzchu, a nie jak inni od pierwszych promieni słońca do północy, oraz trzy razy w miesiącu, w każde święto Służki, dawał im pół dnia wolnego. Na dodatek darzył estymą samą Demenayę, bo co pół roku zapraszał ją do siebie, by mogła odprawić nabożeństwo, nadać imiona nowo narodzonym dzieciom i pobłogosławić mogiły niewolników, którzy zmarli od jej ostatniej wizyty. Dziś był właśnie taki dzień.

1 ... 102 103 104 105 106 107 108 109 110 ... 151
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)