Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 102 103 104 105 106 107 108 109 110 ... 508
Перейти на страницу:

To była chwila. Błysk i trzask. Ginny krzyknęła i odsunęła się gwałtownie.

- Co to było? - zapytała patrząc ze zdumieniem na Harry'ego. - Jakby coś mnie...

poraziło.

- To nie ja - odparł szybko Harry, zaskoczony tak samo, jak dziewczyna.

- Co się stało? - zapytał Ron, kiedy w końcu udało mu się przełknąć to, co miał w

ustach.

- Jakieś wyładowanie. Nic jej nie jest - uspokoił go Harry, mając dziwne wrażenie, że

wie doskonale, kto jest sprawcą całego zamieszania.

- Lepiej na niego uważaj. - Do uszu Harry'ego dobiegł złośliwy głos Seamusa. -

Każdy, kto się do niego zbliży, źle kończy. A potem tchórz wypiera się wszystkiego.

- Mówisz o sobie, Seamus? - warknął Harry, spoglądając ze złością na siedzącego

kawałek dalej, po drugiej stronie stołu, Gryfona. - A kto się ostatnio wszystkiego

wypierał? Najpierw robisz komuś świństwa za plecami, a potem udajesz niewinnego.

I kto tu jest tchórzem?

Twarz Finnigana zaczerwieniła się.

- Myślisz, że puszczę ci płazem to, co mi zafundowałeś? - syknął drżącym z gniewu

głosem.

- Sam jesteś sobie winien! - odparował Harry czując, że pomimo wszelkich starań,

zaraz straci nad sobą panowanie i wybuchnie. Miał serdecznie dosyć tych ciągłych

docinek i mieszania z błotem. Nie dawali mu spokoju nawet na posiłkach! Czuł, jak

frustracja, która zbierała się w nim od kilku dni, osiągnęła punkt krytyczny i każda,

nawet najmniejsza uwaga, może skończyć się potężną eksplozją.

- Przestań już, Seamus - wtrąciła się nagle Ginny. - Przecież byliście kiedyś

przyjaciółmi.

- Nie kumpluję się z tchórzami i zdrajcami - wycedził Gryfon, patrząc hardo na

Harry'ego.

Harry poczuł, że coś w nim zaczyna pękać. Twardy, solidny mur, który dzięki

Severusowi udało mu się wokół siebie zbudować, zaczął się rozpadać. Tyle razy

został już uderzony zniewagami, kruszony spojrzeniami, demolowany nienawiścią, iż

ledwie się utrzymywał. A teraz Seamus wytoczył przeciwko niemu najcięższe działa,

których siła rażenia tworzyła w nim ogromne wyrwy.

- Harry nie jest zdrajcą! - warknęła Ginny, stając w jego obronie.

- Jeszcze jedno słowo, Seamus, a będziesz zbierał swoje zęby z podłogi - wycedził

Ron.

- Zobaczycie jeszcze... - Głos Gryfona kipiał od nienawiści i żalu. - Zobaczycie, że on

nas wszystkich zdradzi. Dlaczego tu siedzi, zamiast walczyć? Moja ciocia zginęła w

jednym z tych ataków! To on jest wszystkiemu winien! - wykrzyknął, celując

oskarżycielsko palcem w trzęsącego się ze złości Harry'ego. - Jest zwykłym

mordercą!

- Zamknij mordę! - Harry czuł jedynie kipiącą wściekłość, która zalewała jego oczy,

barwiąc wszystko na czerwono. Widział tylko Finnigana, słyszał tylko jego słowa,

które raz za razem uderzały i rozkruszały resztki chwiejącej się bariery, uwalniając

coś, co nigdy nie powinno zostać wypuszczone na wolność.

Echo głosów Rona i Hermiony, którzy coś do niego mówili, unosiło się gdzieś na

obrzeżach jego wrzącej świadomości, ale on słyszał tylko słowa Seamusa:

- Bo co? Nic mi tutaj nie zrobisz. Jesteś na to zbyt wielkim tchórzem. Zresztą...

Mur runął.

Harry rzucił się do przodu, przez stół, strącając na podłogę wszystko, co się na nim

znajdowało. Słyszał czyjś krzyk i hałas rozbijających się talerzy, ale widział tylko swój cel - przerażoną twarz Seamusa. Siłą rozpędu uderzył pięścią w jego nos, wpadł na

krzesło i obaj wylądowali na podłodze. Poczuł tępy ból w żołądku i na chwilę stracił

oddech, kiedy dosięgnęło go uderzenie w brzuch. Kolejny cios w twarz rozbił jego

okulary. Jednak nie były mu one potrzebne. Widział jedynie czerwoną jak krew furię,

która pchała go naprzód, dając mu nadludzką wręcz siłę. Złapał Seamusa za szatę,

uniósł go z podłogi i cisnął na stół. Przyparł go do niego i zaczął okładać pięściami.

Uderzał w twarz, w nos, usta, szyję, wszędzie, gdzie był w stanie dosięgnąć. Chciał

go zmiażdżyć, zniszczyć, zrównać z ziemią. Pomiędzy ciosami, do jego ryczącego z

wściekłości umysłu przedzierał się jego własny, charczący głos. Słowa same

wydobywały się z ust.

- Nigdy więcej... - trzask! - ...tak mnie... - trzask! - ...nie nazwiesz!

- Expelliarmus!

Harry poczuł silne szarpnięcie. Ogromna siła oderwała go od Finnigana. Wrzasnął z

wściekłości i zaskoczenia i upadł, uderzając głową o ławkę. Pociemniało mu przed

oczami. Poczuł tępy ból w głowie. Przez kilka chwil nie wiedział, gdzie jest i co się

stało. Wtedy usłyszał nad sobą głos... Severusa.

- Wstawaj, Potter!

Ktoś pociągnął go mocno za szatę. Podniósł się z podłogi. Nogi ugięły się pod nim,

ale utrzymał równowagę. Czuł, jak jego obdarte, obolałe pięści drżą

niekontrolowanie, a adrenalina powoli zaczyna opadać. Zniknęła czerwień, która

zalewała jego oczy. Teraz widział jedynie mgłę. Zaczął słyszeć także inne odgłosy -

szepty, krzyki, zdenerwowany, niemal przerażony głos profesor McGonagal ,

pytający Seamusa, czy może wstać.

- Gdzie są moje okulary? - wyszeptał, łapiąc się za brzuch i czując okropny ból

pokiereszowanego nosa i lewego oka. - Nic nie widzę.

- Tutaj, Harry. - Usłyszał drżący głos Hermiony. - Oculus reparo.

Ktoś założył mu je na nos. Syknął z bólu i na chwilę zacisnął powieki. Kiedy je

otworzył, gwałtownie wciągnął powietrze, widząc rozgrywającą się przed nim scenę.

McGonagal próbowała pomóc wstać zakrwawionemu Seamusowi, który leżał na

stole, wśród resztek śniadania, talerzy, sztućców i półmisków, a jego szata była

całkowicie oblepiona jedzeniem. Wszyscy uczniowie zgromadzili się wokoło,

wpatrując się w Harry'ego z pełną niedowierzania grozą. Niedaleko niego stali Ron,

Hermiona i Ginny, wyglądający na kompletnie osłupiałych. A tuż obok stał Severus,

trzymając go za szatę. Kiedy Harry na niego zerknął, dostrzegł gniew w czarnych

oczach. Gniew i przebłysk czegoś jeszcze, czego nie potrafił nazwać. Jakiegoś

dziwnego poruszenia.

Zamknął oczy i jęknął w duchu. Tak łatwo się z tego nie wywinie...

Świadomość tego, co właśnie zrobił, przygniatała go swym ciężarem, nie pozwalając

oddychać. To dziwne, ale nie miał wyrzutów sumienia. Ryczący potwór, który w niego

wstąpił, wycofał się głęboko, ale nadal tam był. A wraz z nim satysfakcja, którą

odczuwał widząc, jak po twarzy Seamusa spływa krew zmieszana ze łzami.

Zasłużył sobie na to!

Kiedy okazało się, że Finnigan może iść o własnych siłach, McGonagall odwróciła się

do Harry'ego. Jej wzrok przypominał spojrzenie wściekłej kocicy. Harry miał

wrażenie, że źrenice stały się pionowe.

- Za mną, Potter! - syknęła lodowatym głosem i podtrzymując Seamusa, zaczęła

prowadzić go do pomieszczenia znajdującego się tuż za Wielką Salą. Snape bez

słowa popchnął Harry'ego przed sobą.

Kiedy znaleźli się sami i drzwi zatrzasnęły się za nimi, usłyszeli, jak w Wielkiej Sali

podnosi się niebywały gwar. Ale w pomieszczeniu panowała martwa cisza.

McGonagal odwróciła się i obrzuciła Harry'ego wzrokiem tak zimnym, jakby chciała

go zamrozić na miejscu.

- Co to miało znaczyć, panie Potter? - wycedziła równie lodowatym głosem. - Nigdy,

powtarzam, nigdy, w całej swojej karierze nauczycielskiej nie spotkałam się jeszcze z takim przypadkiem kompletnego braku opanowania. Co w ciebie wstąpiło? - Jej głos

1 ... 102 103 104 105 106 107 108 109 110 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)