Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Ścieżka Sztyletów
Ścieżka Sztyletów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ścieżka Sztyletów

Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:

Ścieżka Sztyletów
1 ... 97 98 99 100 101 102 103 104 105 ... 197
Перейти на страницу:

Nic już nie mówiąc, brnęły dalej ramię w ramię, chłód zamieniał ich oddechy w parę i przenikał ciała na wskroś. Ten śnieg to było przekleństwo i jednocześnie nauczka. Stale przypominały jej się słowa Siuan o Prawie Niezamierzonych Konsekwencji, silniejszym od wszelkiego prawa pisanego. „Niezależnie od tego, czy to, co robisz, wywołuje taki efekt, jakiego sobie życzysz, na pewno w konsekwencji pociągnie za sobą przynajmniej potrójne skutki, których w ogóle się nie spodziewasz, w tym jedne zazwyczaj nieprzyjemne”.

Pierwsze skąpe deszcze wywołały zdumienie, mimo że Egwene poinformowała Komnatę, że Czara Wiatrów została znaleziona i użyta. Zasadniczo tyle tylko mogła im bezpiecznie powtórzyć z informacji, jakie Elayne przekazała jej w Tel’aran’rhiod; to, co się zdarzyło w Ebou Dar, mocno podkopałoby jej pozycję, już i tak bardzo niepewną. Tamtym pierwszym mżawkom towarzyszyły wybuchy radości. Przestali maszerować w samym środku dnia, rozpalili ogniska i świętowali na deszczu, siostry wznosiły modły dziękczynne, a służące tańczyły z żołnierzami. Zresztą niektóre Aes Sedai też tańczyły.

Kilka dni później zwykłe, umiarkowane opady przeszły w ulewy, a potem rozpętały się istne nawałnice. Temperatura gwałtownie spadła i zaczęły się śnieżyce. Obecnie przemierzenie tego samego dystansu, jaki dotąd pokonywali w ciągu jednego dnia, zabierało całe pięć dni, jeśli niebo było tylko zachmurzone, a kiedy padał śnieg, w ogóle nie ruszali się z miejsca. Nic więc dziwnego, że człowiek odruchowo zastanawiał się nad teorią niezamierzonych konsekwencji.

Właśnie zbliżały się do małego połatanego namiociku zwanego Gabinetem Amyrlin, gdy pod jednym ze stojących tam wysokich wozów poruszył się jakiś cień. Egwene oddech uwiązł w gardle. Cień zmienił się w ludzką postać, która odrzuciła kaptur z głowy, na moment odsłaniając twarz Leane, po czym na powrót wsunął się w mrok.

— Leane będzie stała na czatach, ostrzeże nas, jeśli ktoś się pojawi — uspokoiła ją szeptem Siuan.

— Bardzo dobrze — mruknęła Egwene. Dlaczego ta kobieta jej nie uprzedziła? Już się przestraszyła, że to Romanda albo Lelaine!

W Gabinecie panował mrok, ale okutany w płaszcz lord Bryne, jeszcze jeden cień wśród innych cieni, czekał cierpliwie. Egwene objęła Źródło i przeniosła, ale nie zapaliła lampy zawieszonej na głównym wsporniku czy jednej ze świec, tylko utworzyła małą kulę z bladego światła, którą następnie zawiesiła w powietrzu nad składanym stolikiem służącym jej za biurko. Ta kula była naprawdę bardzo mała i bardzo blada, dzięki czemu nikt nie mógł jej zobaczyć z zewnątrz i w razie czego da się prędko zgasić. Egwene za nic nie chciała dopuścić, by ktoś ich tu teraz nakrył.

W historii Wieży bywały już Amyrlin, które panowały niepodzielnie, bywały też takie, które musiały dzielić się władzą z Komnatą, oraz takie, które dysponowały równie niewielką siłą jak ona, albo i nawet jeszcze mniejszą: rejestrowały to jedynie sekretne historie Białej Wieży. Zdarzyło się nawet kilka takich Amyrlin, które zwyczajnie roztrwoniły władzę i wpływy, które na własne życzenie zamieniły swą wysoką pozycję na całkiem poślednią, ale przez te trzy tysiące lat z okładem była też garstka, dosłownie garstka, takich, którym udało się coś zupełnie innego. Egwene wiele by dała, by się dowiedzieć, jak Myriam Copan i inne z owej garstki tego dokonały. Może ktoś to kiedyś opisał, ale nawet jeśli tak, to te zapiski dawno temu zaginęły.

Bryne skłonił się z szacunkiem, nie dziwiąc się jej przezorności. Wiedział, czym ryzykuje Egwene, gdy spotyka się z nim w tajemnicy. A ona ze swej strony bardzo ufała temu krzepkiemu, mocno posiwiałemu mężczyźnie o szczerej, zniszczonej twarzy, i to wcale nie dlatego, że musiała. Bryne miał na sobie płaszcz z grubej czerwonej wełny, podbity futrem z kuny i ozdobiony szlaczkiem z Płomieni Tar Valon; i choć był to podarunek od Komnaty, kilkakrotnie podczas ostatnich tygodni dał jasno do zrozumienia, że cokolwiek myślała Komnata — a nie był tak ślepy, by to przeoczyć! — to Egwene jest Amyrlin, a on słucha rozkazów Amyrlin. Och, nigdy nie powiedział tego wprost, ale zaznaczył to w starannie sformułowanych aluzjach, które nie pozostawiały cienia wątpliwości. Oczekiwanie czegoś więcej byłoby zbyt daleko idącym roszczeniem. W ich obozowisku dawało się wyróżnić niemal tyle samo frakcji, ile zamieszkiwało je Aes Sedai, przy czym niektóre były tak silne, że z łatwością mogły się przyczynić do obalenia Bryne’a. Względnie jeszcze bardziej pogrążyć Egwene, gdyby Komnata dowiedziała się o tym spotkaniu. Ufała mu bardziej niż komukolwiek, z wyjątkiem Siuan, Leane, Elayne czy Nynaeve, może nawet bardziej niż tym siostrom, które potajemnie przysięgły jej lojalność, i żałowała, że brak jej odwagi, by zaufać mu jeszcze bardziej. Kula białego światła rzucała mdłe, migotliwe cienie.

— Masz jakieś wieści, lordzie Bryne? — spytała, tłumiąc w sobie nadzieję. Przychodziło jej do głowy kilkanaście najrozmaitszych informacji, których konieczność przekazania mogła sprowadzić go tu nocą, każda wyposażona we własny komplet wilczych dołów i sideł. Może Rand stwierdził, że korona Illian to mało, i postanowił sięgnąć po kolejne trony, może Seanchanie jakimś sposobem znowu zdobyli następne miasto, może Legion Czerwonej Ręki nagle ruszył dokądś na własną rękę, zamiast podążać jak cień śladem Aes Sedai, może...

— Jakaś armia rozbiła obóz na północy, Matko — odparł spokojnie. Jego dłonie odziane w skórzane rękawice spoczywały swobodnie na długiej rękojeści miecza. Armia na północy, trochę więcej śniegu: dla niego to było wszystko jedno. — To głównie Andoranie, ale towarzyszy im spora rzesza Murandian. Moi zwiadowcy donieśli o tym niespełna godzinę temu. Dowodzi nimi Pelivar, któremu towarzyszy Arathelle, czyli to już są dwie Głowy najsilniejszych Domów Andoru, a poza tym jest też z nimi co najmniej dwudziestu innych, pośledniejszych arystokratów. Zdaje się, że maszerują w stronę południa i że narzucili ostre tempo. Jeśli więc będziesz podążała w tym samym kierunku co teraz, z taką samą prędkością... co odradzam... to za dwa, najwyżej trzy dni nastąpi spotkanie.

Egwene nie okazała, jak bardzo jej ulżyło. Nareszcie ma to, na co liczyła, na co czekała; już zaczynała się bać, że nigdy do tego nie dojdzie. Za to z ust Siuan wyrwał się cichy okrzyk zdumienia. Bryne spojrzał na nią, unosząc brwi, ale Siuan prędko się opamiętała i jak przystało na Aes Sedai, przybrała maskę opanowania, tak intensywną, że niemal całkiem ukryła jej odmłodniałe rysy.

— Czyżbyś miał jakieś skrupuły w obliczu walki ze swoimi rodakami z Andoru? — spytała opryskliwie. — No, gadajże, człowieku. Nie przyszłam tu dziś w charakterze twojej praczki. — Cóż, była jednak w tym opanowaniu jakaś szczelina.

— Jak każesz, Siuan Sedai. — W głosie Bryne’a nie słyszało się ani strzępka drwiny, a jednak Siuan zacisnęła usta, jej pozorny chłód prędko wyparowywał. Bryne wykonał przed nią nieznaczny, a przy tym nienaganny ukłon. — Będę walczył z każdym, z kim każe mi walczyć Matka, to oczywiste. — Nawet tutaj nie chciał się bardziej otworzyć. Mężczyźni uczyli się przezorności w obecności Aes Sedai. Podobnie zresztą jak kobiety. Egwene osobiście uważała, że przezorność stała się jej drugą naturą.

— A jeśli zmienimy tempo marszruty? — zapytała. Tyle było tego planowania, jej ciężkiej pracy, Siuan i czasami Leane, a tymczasem wciąż musiała stawiać każdy swój kolejny krok równie ostrożnie jak na tych oblodzonych ścieżkach. — A jeśli zatrzymamy się tutaj?

Odpowiedział bez chwili namysłu:

— Gdybyś potrafiła wymyślić jakiś sposób uniknięcia walki, to bardzo dobrze, ale ich wojska jutro dotrą do miejsca, gdzie ukształtowanie terenu zapewnia znakomitą pozycję do obrony, bo na jednej flance jest rzeka Armahn, na drugiej rozległe moczary, a każdy atak na czoło ugrzęźnie w sieci strumyków. Pelivar zatrzyma się tam, by czekać, na tym zna się znakomicie. Arathelle odegra swoją rolę, jeśli dojdzie do jakichś rozmów, piki i miecze pozostawi jemu. Nie zdążymy dotrzeć tam przed nimi, a zresztą dla nas to ukształtowanie terenu nie jest przydatne, jako że Pelivar będzie ciągnął na nas od północy. Jeśli chcesz walczyć, to radzę wyprawić się do tej grani, którą pokonaliśmy dwa dni temu. Jak wyruszymy o świcie, to dotrzemy tam przed nimi i Pelivar zastanowi się dwa razy, zanim nas zaatakuje, nawet jeśli będzie miał trzy razy więcej żołnierzy.

1 ... 97 98 99 100 101 102 103 104 105 ... 197
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)