Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Statki czasu [The Time Ships - pl]
Statki czasu [The Time Ships - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Statki czasu [The Time Ships - pl]

Электронная книга - «Statki czasu [The Time Ships - pl]». Краткое содержание книги:

Powieść napisana została z pozycji pojmowania kosmosu przez człowieka końca dwudziestego wieku i zdobyczy współczesnej nauki; jest nowoczesną reinterpretacją wizji Wellsa. Podróżnik w czasie u Baxtera zmierza ku nieskończoności. Jego zadanie jest daleko ważniejsze niz tylko uratowanie Weeny: prócz tajemnicy przyszłości musi także rozwiązać paradoksy otaczającego go świata.
Autoryzowana kontynuacja Wehikułu czasu Herberta George’a Wellsa.
1 ... 85 86 87 88 89 90 91 92 93 ... 128
Перейти на страницу:

I w końcu, gdy Hilary mówiła dalej, prosto i dobitnie, zrezygnowałem z prób dokonywania analizy, poddając się nastrojowi tego wspólnego nabożeństwa.

17. DZIECI I POTOMKOWIE

Pierwsze owoce nowych związków pojawiły się po roku, pod nadzorem Nebogipfela.

Nebogipfel starannie zbadał naszego pierwszego nowego kolonistę. Słyszałem, że matka miała duże opory, by pozwolić Morlokowi zająć się dzieckiem i gwałtownie protestowała. Hilary Bond była jednak na miejscu, by ją uspokoić. Wreszcie Nebogipfel ogłosił, że dziecko to zdrowa dziewczynka, po czym zwrócił ją rodzicom.

Dość szybko — tak mi się przynajmniej wydawało — w obozie pojawiło się kilkoro dzieci. Często można było zobaczyć, jak Stubbins podrzuca synka na ramionach, ku wyraźnej rozkoszy malca. Wiedziałem, że niebawem Stubbins każe chłopcu kopać po plaży muszle po małżach, jakby to były piłki.

Dzieci stanowiły źródło niezmiernej radości dla kolonistów. Przed pierwszymi narodzinami kilku kolonistów skłonnych było do głębokich depresji spowodowanych tęsknotą za domem i samotnością. Teraz jednak trzeba było myśleć o dzieciach: o dzieciach, których jedynym domem będzie Pierwszy Londyn, i których przyszła pomyślność dostarczała celu — największego z możliwych — ich rodzicom.

Jeżeli chodzi o mnie, to kiedy widziałem miękkie, nie poznaczone bliznami kończynki dzieci przytulone do pokiereszowanych ciał rodziców, którzy sami przecież nadal byli młodzi, to wydawało mi się, jakbym widział, że cień tamtej straszliwej wojny wreszcie usuwa się sponad nich, wyrugowany przez obfite światło paleocenu.

Mimo to jednak Nebogipfel nadzorował narodziny każdego dziecka.

Wreszcie nadszedł dzień, kiedy Morlok nie mógł oddać niemowlaka matce. Poród ten okazał się powodem do prywatnego smutku, w który pozostali z nas się nie mieszali. Nebogipfel zniknął potem w lesie, zajmując się swoimi sprawami przez wiele długich dni.

Nebogipfel spędzał wiele czasu, prowadząc zajęcia, które nazywał „grupami naukowymi”. Mogli w nich uczestniczyć wszyscy koloniści, choć w praktyce zjawiały się trzy lub cztery osoby na raz, zależnie od zainteresowania i innych zobowiązań. Nebogipfel rozwodził się nad praktycznymi aspektami życia w warunkach paleoceńskich, takich jak wytwarzanie świeczek i płótna z miejscowych składników. Nawet wynalazł pewnego rodzaju mydło: gruboziarnistą pastę utworzoną z sody i tłuszczu zwierzęcego. Rozprawiał również o szerszych dziedzinach: medycynie, fizyce, matematyce, chemii, biologii i zasadach podróżowania w czasie...

Wysłuchałem wielu tych wykładów. Pomimo nieziemskiego charakteru jego głosu i sposobu prezentacji, opisy Morloka zawsze były niezwykle jasne. Nebogipfel miał talent do zadawania pytań, by sprawdzić stopień zrozumienia u swojej publiczności. Słuchając go, uświadomiłem sobie, że niejednej rzeczy mógłby nauczyć wykładowców przeciętnego brytyjskiego uniwersytetu!

Jeżeli chodzi o treść, to Nebogipfel starał się ograniczać do kompetencji językowych swoich słuchaczy — do słownictwa, jeśli nie żargonu roku 1944 — ale streścił im w skrócie główne kierunki rozwoju w każdej dziedzinie w ciągu następnych dziesięcioleci. Gdy było to możliwe, stosował demonstracje, używając kawałków metalu i drewna lub rysował szkice na piasku za pomocą patyków. Kazał studentom zapisywać swoją wiedzę na wszystkich skrawkach papieru, jakie zdołaliśmy odzyskać.

W pewną ciemną, bezksiężycową noc porozmawiałem z nim o tym wszystkim około północy. Zdjął swoją maskę i jego szaro-czerwone oczy wydawały się fosforyzować. Pracował przy prymitywnym moździerzu, w którym ubijał tłuczkiem liście palmowe na jakąś maź.

— To papier — wyjaśnił. — A przynajmniej eksperyment w tym kierunku... Musimy mieć więcej papieru! Ludzka pamięć werbalna jest zbyt niedokładna. Po kilku latach po moim wyjeździe zapomną o wszystkim...

Uznałem — błędnie, jak się okazało — że jest to wynikiem strachu, a przynajmniej oczekiwania na śmierć. Usiadłem przy nim i wziąłem moździerz oraz tłuczek.

— Ale czy to wszystko ma jakiś sens? Nebogipfelu, nadal ledwie udaje nam się utrzymać przy życiu. I ty im mówisz o mechanice kwantowej oraz zunifikowanej teorii fizyki! Na co im to potrzebne?

— Na nic — odparł. — Ale ich dzieciom się przyda. O ile przeżyją. Posłuchaj, zgodnie z uznaną teorią potrzeba populacji kilkuset osobników dowolnego gatunku dużych ssaków, by odpowiednia genetyczna różnorodność zapewniła ich przetrwanie na dłuższą metę.

— Genetyczna różnorodność. Hilary już mi o tym wspominała.

— Najwyraźniej obecny zbiór ludzi jest zbyt mały, by zapewnić żywotność kolonii, nawet jeśli cały potencjalny materiał genetyczny zostanie wrzucony do jednego tygla.

— A więc? — zapytałem.

— A więc ci ludzie mogą przetrwać dłużej niż dwa lub trzy pokolenia tylko wtedy, jeśli szybko pojmą prawidła zaawansowanej techniki. Tym sposobem mogą się stać panami własnego przeznaczenia genetycznego: nie będą musieli się godzić z konsekwencjami rozmnażania w obrębie tej samej grupy czy chronicznymi uszkodzeniami genetycznymi spowodowanymi przez radioaktywność karolinu. Tak więc widzisz, że potrzebna im jest mechanika kwantowa i cała reszta.

Pchnąłem tłuczek.

— Tak. Powstaje jednak pytanie: czy rasa ludzka powinna przeżyć w paleocenie? Chodzi mi o to, że nie powinno nas tu być. Jeszcze przez pięćdziesiąt milionów lat.

Popatrzył na mnie badawczo.

— A jaka istnieje alternatywa? Czy chcesz, żeby ci ludzie wymarli?

Przypomniałem sobie, z jaką determinacją chciałem wymazać istnienie wehikułu czasu, zanim kiedykolwiek został wysłany w czas — by położyć kres temu nieustannemu rozszczepianiu historii. Teraz, dzięki mojej włóczędze pośrednio doprowadziłem do założenia tej kolonii ludzi w głębokiej przeszłości, do powstania tworu, który z pewnością doprowadzi do najbardziej znaczącego rozbicia historii, jakie kiedykolwiek miało miejsce! Nagle doznałem uczucia spadania — trochę podobnego do przyprawiającego o zawrót głowy nurkowania podczas podróżowania w czasie — i odniosłem wrażenie, że rozłupywanie historii całkowicie wymknęło się spod mojej kontroli.

A potem pomyślałem o wyrazie twarzy Stubbinsa, kiedy rudy młodzieniec patrzył na swoje pierwsze dziecko.

Jestem człowiekiem, a nie bogiem! Musiałem się poddać ludzkim instynktom, gdyż na pewno nie byłem w stanie świadomie kierować ewolucją historii. Pomyślałem, że żaden z nas nie może zmienić biegu wydarzeń — zaiste, wszelkie nasze próby musiały być na tyle chaotyczne, by wyrządzić więcej szkód niż pożytku — a jednak na zasadzie przeciwności nie powinniśmy dać się przytłoczyć olbrzymiej panoramie wokół nas, ogromowi wielorakości historii. Perspektywa wielorakości sprawiała, że każdy z nas i wszelkie nasze działania były błahe, ale przecież nie bez znaczenia. I każdy z nas powinien wieść dalsze życie ze stoicyzmem i hartem ducha, jak gdyby jego reszta — ostateczny los ludzkości, nieskończona wielorakość — nie była błaha.

Pomyślałem, że bez względu na to, co będzie za pięćdziesiąt milionów lat, ta paleoceńska kolonia wydaje się zdrowa i właściwa. Tak więc moja odpowiedź na pytanie Nebogipfela była nieunikniona.

— Nie. Oczywiście, że musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, by pomóc kolonistom i ich potomkom przeżyć.

— Dlatego...

— Tak?

— Dlatego muszę znaleźć jakiś sposób, by zrobić papier.

Pracowałem dalej, wbijając tłuczek w moździerz.

1 ... 85 86 87 88 89 90 91 92 93 ... 128
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)