Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Wielkie Polowanie
Wielkie Polowanie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wielkie Polowanie

Электронная книга - «Wielkie Polowanie». Краткое содержание книги:

Wielkie Polowanie
1 ... 81 82 83 84 85 86 87 88 89 ... 217
Перейти на страницу:

Selene wyprostowała się w siodle. Znienacka jej widok przywiódł mu na myśl Moiraine i Królową Morgase, owładnięte gniewem.

— Jest taka książka, która opisuje te światy — oświadczyła sucho. — Zwierciadła Koła. Widzisz, alantin nie widział wszystkich książek, jakie istnieją.

— Co to jest ten alantin, jak go tytułujesz? Nigdy nie słyszałem...

— Tam jest ten Kamień Portalu, obok którego się obudziłam — powiedziała Selene, pokazując ręką góry, na wschód od drogi.

Rand poczuł, że bardzo brak mu jej ciepła i uśmiechów.

— Jeśli pojedziemy w tamtą stronę, to pomożesz mi wrócić do domu, tak jak obiecałeś. Dotrzemy tam w godzinę.

Rand ledwie spojrzał w kierunku, który pokazywała. Użycie Kamienia — nazwała go Kamieniem Portalu — wymagało korzystania z Mocy, nie było innego sposobu zabrania Selene do prawdziwego świata.

— Hurin, jak tam z tropem?

— Słabszy niż dotąd, lordzie Rand, ale wciąż jest. — Węszyciel obdarował Selene ukradkowym uśmiechem i skinieniem głowy. — Chyba zaczyna zbaczać na zachód. Tam jest kilka łatwiejszych przełęczy, które wiodą na szczyt Sztyletu, pamiętam to z mojej wyprawy do Cairhien.

Rand westchnął.

„Faro albo któryś z jego Sprzymierzeńców Ciemności na pewno zna inny sposób na korzystanie z Kamieni. Sprzymierzeniec Ciemności nie mógłby korzystać z Mocy”.

— Ja muszę szukać Rogu, Selene.

— Skąd wiesz, że ten twój drogocenny Róg jest w ogóle w tym świecie? Jedź ze mną, Rand. Odnajdziesz swoją legendę, obiecuję ci. Jedź ze mną.

— Sama możesz użyć Kamienia, Kamienia Portalu — powiedział ze złością. Jeszcze zanim te słowa opuściły jego usta, już chciał je wycofać.

„Dlaczego ona stale mi mówi o legendach?”

Uparcie jednak obstawał przy swoim.

— Kamień Portalowy nie wciągnął cię tu sam. To ty to zrobiłaś, Selene. Skoro zmusiłaś Kamień, by cię tu ściągnął, to możesz go zmusić, żeby cię stąd zabrał. Odwiozę cię do niego, ale potem będę musiał ruszyć na poszukiwanie Rogu.

— Ja nic nie wiem o używaniu Kamieni Portalu, Rand. Nawet jeśli naprawdę coś zrobiłam, to nie mam pojęcia, co to było.

Rand przyjrzał się jej uważnie. Siedziała w siodle, sztywno wyprostowana i wysoka, równie władcza jak przedtem, ale jakby też nieco złagodniała. Wyniosła, a jednak krucha i słaba, potrzebowała go. Przedtem przypuszczał, że jest w wieku Nynaeve — kilka lat starsza od niego — ale zrozumiał, że się pomylił. Miała mniej więcej tyle lat co on, była piękna i potrzebowała go. Pomyślał, tylko pomyślał, o pustce migoczącej w jego umyśle i o tamtym świetle. O saidinie. Żeby móc użyć Kamienia Portalowego, będzie musiał się znowu zanurzyć w skazie saidina.

— Zostań ze mną, Selene — poprosił. — Znajdziemy Róg i sztylet Mata, a zaraz potem drogę powrotną. Obiecuję ci. Tylko zostań ze mną.

— Ty zawsze... — Selene zrobiła głęboki wdech, jakby próbowała się opanować. — Jesteś taki uparty. Cóż, potrafię docenić upór w mężczyźnie. Niewiele można się doszukać w kimś, kto jest zbyt uległy.

Rand poczerwieniał. Czegoś takiego nie mówiła nawet Egwene, a przecież od dziecka wróżono im małżeństwo. Takie słowa z ust Selene, jak również towarzyszące im spojrzenie, doprawdy szokowały. Odwrócił się w stronę Hurina, by mu powiedzieć, żeby dalej podążał po śladzie.

Z tyłu dobiegło ich odległe, gardłowe szczeknięcie. Zanim Rand zdążył zawrócić Rudego, żeby spojrzeć w tamtą stronę, usłyszeli kolejny szczek, a zaraz po nim trzy następne. Z początku nic nie udało mu się wypatrzeć, ponieważ krajobraz jakby migotał w oczach, ale po chwili zobaczył je na tle rozległej kępy drzew, właśnie osiągały szczyt wzgórza. Pięć kształtów, w odległości nie większej na pozór niż pół mili, najdalej tysiąc kroków, zbliżały się trzydziestostopowymi skokami.

— Grolmy — powiedziała spokojnie Selene. — Małe stado, ale najwyraźniej już zwietrzyły nasz zapach.

17

Wybór

— Możemy przed nimi uciec — powiedział Rand. — Hurin, czy dasz radę galopować, jednocześnie trzymając się tropu?

— Tak, lordzie Rand.

— No to jazda. Będziemy...

— To się na nic nie zda — orzekła Selene. Jej biała klacz była jedyną wśród wszystkich wierzchowców, która nie zaczęła wierzgać, usłyszawszy gardłowe poszczekiwania grolmów. — One nie zrezygnują. Jak już raz zwietrzą czyjś zapach, to ścigają go, dniem i nocą, aż w końcu go dopadną. Musisz je wszystkie pozabijać albo znaleźć sposób, żeby stąd uciec w jakieś inne miejsce. Rand, Kamień Portalu może nas stąd zabrać, obojętnie dokąd.

— Nie! Możemy je pozabijać. Ja mogę. Już jednego zabiłem. Jest ich tylko pięć. Gdybym tylko znalazł... — Rozejrzał się dookoła w poszukiwaniu dogodnego miejsca i znalazł je. — Za mną!

Zmusił Rudego do galopu, wbijając pięty w jego boki, pewien był, że pozostali podążą w ślad za nim, jeszcze zanim usłyszał tętent kopyt.

Wybranym miejsce było niskie, okrągłe wzgórze, nie porośnięte żadnymi drzewami. Nic nie mogło się do niego zbliżyć niezauważenie. Wyskoczył z siodła i ściągnął z pleców długi łuk. Loial i Hurin stanęli obok niego, Ogir ważył w dłoniach ogromny drąg, węszyciel zaciskał w garści krótki miecz. Ani drąg, ani miecz nie mogły się na wiele przydać, w razie gdyby grolmy podeszły zbyt blisko.

„Nie dopuszczę, żeby się zbliżyły”.

— To ryzyko nie jest konieczne — oświadczyła Selene. Grolmy ledwie ją interesowały, wychylona z siodła skupiła wzrok na Randzie. — Bez trudu dotrzemy do Kamienia Portalu przed nimi.

— Ja je zatrzymam.

Rand pośpiesznie przeliczył strzały, które zostały mu w kołczanie. Osiemnaście, każda długości ramienia, w tym dziesięć z grotami jak dłuta, przeznaczonymi do przebijania zbroi trolloków. Przeciwko grolmom były równie dobre, jak na trolloki. Zatknął cztery w ziemi, piątą nasadził na cięciwę.

— Loial, Hurin, nie przydacie się tutaj. Dosiądźcie koni i bądźcie gotowi odwieźć Selene do Kamienia, gdyby któryś się przedarł.

Zastanawiał się, czy w razie czego uda mu się zabić grolma mieczem.

„Jesteś obłąkany! Już lepiej korzystać z Mocy”.

Loial coś powiedział, ale nie usłyszał, już szukał pustki, wiedziony zarówno koniecznością, jak i pragnieniem ucieczki przed swymi myślami.

„Wiesz, co nastąpi. Ale w ten sposób nie muszę go dotykać.”

Widział łunę, światło czaiło się tuż poza zasięgiem wzroku. Wydawało się płynąć ku niemu, jednakże wszystko wypełniało się już pustką. Myśli pomykały po jej powierzchni, widoczne dzięki temu skażonemu światłu.

"Saidin. Moc. Szaleństwo. Śmierć”.

Uboczne myśli. Stał się jednym z łukiem, ze strzałą, ze stworzeniami znajdującymi się na szczycie następnego wzniesienia.

Grolmy zbliżały się, prześcigając wzajemnie wielkimi skokami, pięć ogromnych, okrytych grubą skórą kształtów, trójokich, z rozdziawionymi, zrogowaciałymi paszczami. Ich pochrząkiwania odbijały się od zewnętrznej powłoki pustki, ledwie słyszalne.

Rand nawet nie wiedział, że podnosi łuk, że przyciąga strzałę do policzka, do ucha. Zespolił się, stał się jednym z bestiami, jednym ze środkowym okiem pierwszego. Po chwili strzała zniknęła. Grolm padł, jeden z jego towarzyszy naskoczył na upadające ciało i zaczął wydzierać strzępy mięsa przypominającą dziób paszczą. Warknął coś do pozostałych i wtedy rozstąpiły się, tworząc szeroki krąg. Zaraz jednak ruszyły na powrót i tamten, jakby zniewolony, porzucił posiłek i skoczył w ślad za nimi, z pyskiem już umazanym krwią.

1 ... 81 82 83 84 85 86 87 88 89 ... 217
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)