Ostatni szpieg Hitlera
- Автор: Сильва Дэниел
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Ostatni szpieg Hitlera». Краткое содержание книги:
– Mein Führer, a gdyby tak wróg mógł dostarczać sprzęt i wyposażenie na otwarte plaże zamiast do portów? Gdyby mu się to powiodło, nie musiałby atakować naszych najsilniejszych punktów obrony, wylądowałby na słabiej strzeżonych plażach
Normandii i próbował dostarczać sprzęt, wykorzystując do tego celu sztuczny port.
W oczach Hitlera pojawił się błysk. Najwyraźniej zaciekawiła go teoria Vogla.
Feldmarszałek Erwin Rommel kręcił głową.
– Scenariusz przedstawiony przez pana, kapitanie, równałby się katastrofie. Nawet wiosną lądowaniu nad kanałem La Manche towarzyszy ogromne ryzyko: deszcze, silne wiatry, duża fala. Mój sztab przeanalizował warunki pogodowe. Jeśli oprzemy się na historii, to przekonamy się, że wróg może liczyć na najwyżej trzy-, czterodniowe pasmo dobrej pogody. Gdyby próbował zgromadzić swoje wojska na otwartej plaży, bez portu, bez falochronów, byłby zdany na łaskę i niełaskę natury. Żadne zaś przenośne urządzenia, nawet najgenialniej skonstruowane, nie wytrzymają wiosennych sztormów na kanale La Manche.
– Frapująca dyskusja, panowie – przerwał Hitler – ale dość. Nie ulega wątpliwości, że pański agent, kapitanie, musi zdobyć więcej informacji na temat tego przedsięwzięcia. Zakładam, że jest nadal na miejscu?
Vogel znowu poruszał się po słabym gruncie.
– Tu się pojawia problem, mein Führer. Agent czuje, że brytyjski wywiad zaczyna go osaczać. Niewykluczone, że nie będzie mógł dłużej pozostać w Anglii.
Po raz pierwszy odezwał się Walter Schellenberg:
– Kapitanie Vogel, równocześnie nasze źródło w Londynie twierdzi coś zgoła przeciwnego: że Brytyjczycy wiedzą o przecieku, lecz nie potrafią go zlokalizować. Pański agent przesadza z tym zagrożeniem.
Zarozumiały dupek! A cóż to za wspaniałe źródło SD ma w Londynie? – pomyślał Vogel.
– Rzeczony agent – powiedział na głos – jest wysoko wykwalifikowany i niezwykle inteligentny. Moim…
– Chyba nie twierdzi pan – wpadł mu w słowo Himmler – że źródło brigadenführera Schellenberga jest mniej wiarygodne od pańskiego, kapitanie?
– Z całym szacunkiem, nie mogę ocenić wiarygodności źródła brigadenführera.
– Bardzo dyplomatyczna odpowiedź, kapitanie – odparł Himmler. – Ale chyba się pan zgodzi, że pański agent winien pozostać na miejscu, dopóki nie poznamy prawdy o tych betonowych konstrukcjach?
Vogel znalazł się w pułapce. Nie zgodzić się z Himmlerem równało się podpisaniu na siebie wyroku śmierci. Mogą sfabrykować dowody zdrady i udusić go struną od fortepianu, tak jak to zrobili z innymi. Pomyślał o Gertrudzie i córkach. Barbarzyńcy i na nich by się zemścili. Ufał instynktowi Anny, ale wyciągnięcie jej teraz to samobójstwo. Nie pozostawiono mu wyboru. Anna zostanie w Londynie.
– Tak, zgodzę się, Herr Reichsführer.
Himmler zaprosił Vogla na spacer po obozie. Zapadła noc. Poza kręgiem światła las tonął w ciemnościach. Znak ostrzegał przed zboczeniem ze ścieżek – poza nimi teren był zaminowany. Wiatr kołysał czubkami drzew. Vogel usłyszał ujadanie psa. Trudno było określić, z jak daleka dobiegało, gdyż śnieg tłumił wszelkie odgłosy. Panował przenikliwy mróz. Podczas pełnego napięcia spotkania Vogel pocił się jak mysz. Teraz, w chłodnym powietrzu, miał wrażenie, że odzież przymarzła mu do ciała. Marzył o papierosie, ale nie chciał po raz drugi tego samego dnia rozdrażnić Himmlera. Kiedy w końcu reichsführer się odezwał, mówił prawie niesłyszalnym szeptem. Vogel zastanawiał się, czy można umieścić podsłuch w lesie.
– Imponujące osiągnięcie, kapitanie Vogel. Należy się panu pochwała.
– Jestem zaszczycony, Herr Reichsführer.
– Pański agent w Londynie to kobieta. Vogel milczał.
– Zawsze miałem wrażenie, że admirał Canaris nie ufa agentkom. Uważał, że kobiety zbyt łatwo ulegają uczuciom i brak im obiektywizmu niezbędnego w konspiracji.
– Zapewniam pana, Herr Reichsführer, że rzeczona agentka nie ma żadnej z tych wad.
– Przyznam, że i we mnie budzi pewien niesmak praktyka umieszczania agentek poza linią wroga. SOE nalega, żeby wysyłać kobiety do Francji. Jednak aresztowane czeka ten sam los co mężczyzn. Wystawianie kobiet na takie męczarnie wydaje mi się, łagodnie mówiąc, godne pożałowania.
Umilkł. Drżał mu mięsień policzka. Głęboko wdychał mroźne powietrze.
– Pańskie osiągnięcie budzi tym większy podziw, że udało się to panu mimo obecności admirała Canarisa.
– Chyba nie rozumiem, co pan na ma myśli, Herr Reichsführer.
– Mam na myśli, że dni admirała w Abwehrze są policzone. Już od jakiegoś czasu nie jesteśmy zadowoleni z jego postępów. Najłagodniej rzecz ujmując, jest co najmniej niekompetentny. A jeśli moje podejrzenia się potwierdzą, również zdradza führera.
– Herr Reichsführer, nigdy… Himmler przerwał mu machnięciem ręki.
– Wiem, że czuje pan się zobowiązany do swoistej lojalności względem admirała. W końcu to jemu pan zawdzięcza szybki awans w Abwehrze. Lecz nic, co pan powie, nie zmieni mego zdania na temat Canarisa. I rada dla roztropnego: lepiej uważać, jeśli się rusza z pomocą tonącemu. Można razem z nim pogrążyć się w otchłani.
Vogel był zdumiony. Nic nie odpowiedział. Szczekanie psa najpierw się oddaliło, potem ucichło. Powiał silniejszy wiatr, strząsnął śnieg z drzew i zasypał ścieżkę, zacierając granicę z lasem. Vogel zastanawiał się, jak blisko umieszczono miny. Odwrócił się i zobaczył dwóch esesmanów, zmierzających za nimi bezszelestnie.
– Mamy teraz luty – podjął Himmler. – Z dużym prawdopodobieństwem mogę przepowiedzieć, że admirał Canaris już niedługo będzie zdymisjonowany, może nawet pod koniec miesiąca. Zamierzam skupić w swoich rękach kontrolę nad siłami bezpieczeństwa i agencjami wywiadowczymi w Niemczech, w tym także i Abwehrą.
Abwehra pod kontrolą Himmlera? – pomyślał Vogel. Roześmiałby się, gdyby nie to, że Himmler mówił poważnie.
– Nie ulega wątpliwości, że posiada pan duży talent – ciągnął Himmler. – Chcę, żeby pan pozostał w Abwehrze. I oczywiście wysoko awansował.
– Dziękuję, Herr Reichsführer. - Jakby ktoś inny wypowiedział za niego te słowa.
Himmler stanął.
– Jest zimno. Powinniśmy wracać.
Minęli ochroniarzy, którzy odczekali, aż Himmler i Vogel znajdą się poza zasięgiem słuchu, nim ponownie cicho za nimi ruszyli.
– Cieszę się, że osiągnęliśmy porozumienie w kwestii pozostawienia agentki na miejscu – odezwał się po chwili Himmler. – Moim zdaniem to dość ostrożny ruch. A poza tym, panie Vogel, nie należy dopuszczać, by uczucia zaćmiewały nasz osąd.
Vogel zatrzymał się i popatrzył Himmlerowi w oczy.
– Co ma pan na myśli?
– Proszę mnie nie traktować jak głupca – odparł Himmler. – W tym tygodniu Schellenberg spędził parę dni w Madrycie, w zupełnie innej sprawie. Spotkał tam pańskiego przyjaciela, niejakiego Emilia Romero. Senor Romero powiedział Schellenbergowi wszystko o pańskiej najcenniejszej zdobyczy.
Bodajby Emilia szlag trafił! – pomyślał Vogel. – Po co gadał z Schellenbergiem! Czy ten Himmler musi wtykać nos w nie swoje sprawy?
Esesmani musieli wyczuć napięcie, bo bezszelestnie podeszli bliżej.
– O ile mi wiadomo, jest bardzo piękna – podjął Himmler. – Zapewne trudno się było rozstać z taką kobietą. Zapewne kusi pana, żeby ją sprowadzić do domu i mieć tylko dla siebie. Ale ona ma zostać w Anglii, czy to jasne, kapitanie Vogel?