Ostatni szpieg Hitlera
- Автор: Сильва Дэниел
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Ostatni szpieg Hitlera». Краткое содержание книги:
Canaris z Voglem przybyli jako pierwsi.
– Pal teraz, póki się nie zjawi hodowca drobiu – powiedział Canaris.
Vogel aż się skulił na tę uwagę. Pomieszczenie z pewnością było na podsłuchu. Przerzucając kartki, walczył z pragnieniem wypalenia papierosa.
Kapitan obserwował, jak jeden za drugim zjawiają się najpotężniejsi ludzie Trzeciej Rzeszy: reichsführer SS Heinrich Himmler, brigadenführer Walter Schellenberg, feldmarszałek Gerd von Rundstedt, feldmarszałek Erwin Rommel oraz Hermann Goring.
Wszyscy wstali, kiedy do sali wkroczył Hitler, spóźniony dwadzieścia minut. Ubrany był w szare spodnie i czarną bluzę. Stał, nawet gdy wszyscy usiedli. Vogel przypatrywał mu się zafascynowany. Posiwiałe włosy, ziemista cera i zaczerwienione oczy. Cienie pod oczami rysowały się tak mocno, że wyglądały na siniaki. A mimo to promieniował niesamowitą energią. Przez dwie godziny dominował nad zebranymi, prowadząc konferencję na temat przygotowań do inwazji: badając, podważając i odrzucając informacje lub wnioski, które uważał za bezwartościowe. Dla Vogla nie ulegało wątpliwości, że Adolf Hitler wiedział równie dużo, co jego generałowie – jeśli nie więcej – o stanie swej armii na zachodzie. Zdumiewała uwaga, jaką zwracał na szczegóły. Chciał wiedzieć, czy w Calais jest o trzy mniej dział przeciwlotniczych niż w ubiegłym tygodniu. Żądał szczegółowych informacji o rodzaju cementu, z którego sporządzono Wał Atlantycki, oraz dokładnej grubości fortyfikacji.
Wreszcie, gdy konferencja dobiegała końca, zwrócił się do Canarisa:
– Mówiono mi, że Abwehra odkryła kolejne informacje, które mogą rzucić światło na zamiary wroga.
– Szczerze powiedziawszy, mein Führer, operacja ta od początku do końca stanowi dzieło kapitana Vogla. Niech on sam przedstawi swoje odkrycia.
– Świetnie – odparł Hitler. – Kapitanie Vogel? Vogel nie wstał z krzesła.
– Mein Führer, dwa dni temu jeden z naszych najlepszych agentów w Londynie wszedł w posiadanie pewnych dokumentów. Jak już wiadomo, odkryliśmy, że nieprzyjaciel rozpoczął akcję pod nazwą operacja Mulberry. W oparciu o te nowe dokumenty możemy bliżej określić, na czym ona polega.
– Bliżej? – powtórzył Hitler, odchylając głowę. – Więc nadal zgadujecie, tak, kapitanie?
– Mógłbym kontynuować, mein Führer!
– Owszem, ale dzisiejszego wieczoru nie grzeszę cierpliwością.
– Dowiedzieliśmy się znacznie więcej o olbrzymich konstrukcjach z betonu i stali, które buduje się w różnych punktach Anglii. Wiemy już, że noszą nazwę Phoenixów. Jak również, że z nadejściem inwazji zostaną przeciągnięte przez kanał La Manche i zatopione na francuskim wybrzeżu.
– Zatopione? A w jakimż to celu, kapitanie Vogel?
– Od dwudziestu czterech godzin nasi technicy tkwią nad dokumentami skradzionymi w Londynie. W każdej z tych podwodnych konstrukcji mieszczą się kwatery dla załogi i duże działo przeciwlotnicze. Niewykluczone, że nieprzyjaciel zamierza stworzyć na wybrzeżu olbrzymi kompleks przeciwlotniczy, który dodatkowo osłoni jego oddziały w czasie inwazji.
– Niewykluczone – powtórzył Hitler. – Ale po co zadawać sobie tyle trudu i budować struktury przeciwlotnicze? Wszystkie wasze raporty wykazują, że Brytyjczykom brak surowców: stali, cementu, aluminium. Od miesięcy mnie o tym zapewniacie. Churchill przez tę swoją głupią wojnę doprowadził Anglików do bankructwa. Dlaczego więc mieliby marnować bezcenne surowce na taki projekt? – Hitler odwrócił się i zmierzył wzrokiem Göringa. – Poza tym, obawiam się, musimy założyć, że w czasie inwazji wróg będzie miał przewagę nad naszym lotnictwem. – Znowu popatrzył na Vogla. – Czy macie jeszcze jakieś teorie, kapitanie?
– Owszem, mein Führer. To na razie tylko pewne przypuszczenia, tylko wstępne dane, możliwe do zinterpretowania na bardzo różne sposoby.
– Proszę je przedstawić – warknął Hitler.
– Jeden z naszych analityków uważa, że te konstrukcje mogą stanowić element swego rodzaju sztucznego portu. Budowli, które można by przygotować w Wielkiej Brytanii, przetransportować przez kanał i ustawić na francuskim wybrzeżu w ciągu pierwszych godzin inwazji.
Zaintrygowany Hitler znowu zaczął krążyć po sali.
– Sztuczny port? Czy coś takiego jest w ogóle wykonalne? Himmler delikatnie odchrząknął.
– Może pańscy ludzie niewłaściwie interpretują informacje przekazane przez agenta, kapitanie Vogel. Dla mnie ten pomysł ze sztucznym portem brzmi mało prawdopodobnie.
– Nie, Herr Reichsführer - wpadł mu w słowo Hitler. – Moim zdaniem kapitan Vogel mógł trafić na dobry trop. – Zaczął ciskać się po sali. – Sztuczny port! Wyobraźcie sobie arogancję, tupet takiego projektu! Widzę w tym rękę tego szaleńca Churchilla!
– Mein Führer - odezwał się z wahaniem Vogel – sztuczny port to tylko jedno z możliwych zastosowań tych betonowych konstrukcji. Ostrzegałbym przed wyciąganiem pochopnych wniosków z tych pierwszych danych.
– Nie, kapitanie Vogel, zaintrygowała mnie pańska teoria. Rozważmy ją, choćby na zasadzie sztuka dla sztuki. Jeśli nieprzyjaciel rzeczywiście zamierza budować coś tak skomplikowanego jak sztuczny port, to gdzie by go umieścił? Von Rundstedt, ty pierwszy.
Stary feldmarszałek wstał, podszedł do mapy i postukał w nią buławą.
– Z analizy nieudanego ataku wroga na Dieppe w czterdziestym drugim roku można wyciągnąć cenną nauczkę. Pierwszym i głównym celem nieprzyjaciela było zdobycie, a potem jak najszybsze otwarcie portu. Oczywiście, nie udało mu się. Nieprzyjaciel wie, że będziemy się starać jak najdłużej blokować mu dostęp do portów, a gdy przyjdzie je oddać, wcześniej je zniszczymy. W takiej sytuacji przyjąłbym za całkiem możliwe, że wróg przygotowuje w Anglii konstrukcje, które umożliwiłyby mu szybsze otwarcie portów. Moim zdaniem to dość logiczne. Jeśli tak, a podkreślam, że kapitan Vogel i jego współpracownicy nie zdobyli na to jeszcze dowodów, to nadal uważam, że chodzi o Calais. Inwazja w Calais tak z militarnego, jak i ze strategicznego punktu widzenia wydaje mi się najbardziej prawdopodobna. Nie można tego odrzucić.
Hitler uważnie wysłuchał, po czym zwrócił się do Vogla:
– Co pan sądzi o opinii feldmarszałka, kapitanie?
Vogel podniósł wzrok. Von Rundstedt mierzył go lodowatym spojrzeniem. Kurt wiedział, że musi się popisać dyplomacją.
– Argumenty marszałka von Rundstedta są bardzo przekonujące. – Zawiesił głos, podczas gdy feldmarszałek skinął głową. – Ale z czysto teoretycznego punktu widzenia, chciałbym przedstawić również inne rozwiązanie.
– Mianowicie?
– Jak wskazał pan feldmarszałek, nieprzyjaciel potrzebuje portów, żeby móc szybko dostarczać niezbędnego do inwazji sprzętu. Szacujemy, że pierwsza faza operacji wymagałaby co najmniej dziesięciu tysięcy ton sprzętu dziennie. Wszystkie porty w Pas- de- Calais wchłonęłyby tak olbrzymie transporty, choćby Calais, Boulogne czy Dunkierka. Ale, jak zauważył feldmarszałek von Rundstedt, nieprzyjaciel zdaje sobie sprawę, że zniszczymy te porty przed oddaniem ich w jego ręce. Wie również, że na ich obronę skierujemy olbrzymie siły. Bezpośredni atak na którykolwiek z nich zbyt wiele by go kosztował.
Vogel zauważył, że Hitler się rozprasza, traci cierpliwość. Skrócił wywód.
– W Normandii jest szereg niewielkich portów rybackich, w których brak sprzętu i przestrzeni do przyjęcia tak ciężkiego i potężnego ekwipunku. Nawet Cherbourg mógłby się okazać za mały. Musimy pamiętać, że zaprojektowano go jako port pasażerski dla transoceanicznych liniowców, a nie do przeładunku towarów.
– Więc, kapitanie Vogel? – dość ostro przerwał Hitler.