Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Zielona Mila
Zielona Mila - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Zielona Mila

Электронная книга - «Zielona Mila». Краткое содержание книги:

Rok 1932. W USA trwa Wielki Kryzys; panuje głód i bezrobocie. Paul Edgecombe pracuje jako strażnik w więzieniu Cold Mountain, do którego trafiają ci, na których państwo postawiło już krzyżyk. To dla nich przeznaczone jest specjalne pomieszczenie przylegające do bloku E, gdzie na drewnianym podium stoi krzesło elektryczne zwane Starą Iskrówą. Ostatnia droga każdego z więźniów będzie prowadzić po zielonym linoleum.
Nikt nie wydaje się bardziej zasługiwać na śmierć niż John Coffey, czarny olbrzym, skazany za przerażającą zbrodnię, której dopuścił się na dwóch małych dziewczynkach. Nie mogłem nic pomóc, powtarzał, gdy go schwytano. Próbowałem to cofnąć, ale było już za późno… Ten, kto sądzi, że wymierzenie sprawiedliwości okaże się łatwe i proste, jest w wielkim błędzie – o czym przekona się podejmując z Johnem Coffeyem koszmarną podróż przez Zieloną Milę…
1 ... 75 76 77 78 79 80 81 82 83 ... 96
Перейти на страницу:

Chcę przez to powiedzieć, że jeśli byłem w stanie przemówić mu kiedykolwiek do rozsądku, mogłem to zrobić tylko wówczas.

– Jeśli obiecasz, że nie będziesz wrzeszczeć, zdejmę ci teraz taśmę z ust – oznajmiłem. – Chcę z tobą pogadać, a nie obrzucać się wyzwiskami. Co ty na to? Będziesz cicho?

Zobaczyłem w jego oczach ulgę. Zorientował się, że skoro chcę z nim pogadać, ma naprawdę szansę wyjścia z tego cało. Pokiwał głową.

– Jeśli zaczniesz hałasować, zakleję cię z powrotem – dodałem. – To też rozumiesz?

Kolejne kiwnięcie głową, tym razem lekko niecierpliwe.

Złapałem za kawałek taśmy, który udało mu się obluzować, i mocno pociągnąłem. Rozległo się głośne mlaśnięcie. Brutal skrzywił się. Percy pisnął z bólu i zaczął masować wargi ramieniem.

– Zdejmij ze mnie kaftan, ty złamasie – prychnął.

– Za moment – odparłem.

– Natychmiast! W tej chwili!

Uderzyłem go w twarz. Stało się to, zanim zdążyłem sobie uświadomić, że mam zamiar to zrobić… ale oczywiście wiedziałem, że może do tego dojść. Już w trakcie pierwszej rozmowy na temat Percy’ego, kiedy dyrektor Moores poradził mi, żebym wyznaczył go do egzekucji Delacroix, wiedziałem, że może do tego dojść. Ludzka ręka przypomina na pół tylko oswojone zwierzę; na ogół jest spokojna, ale czasami wyrywa się i gryzie pierwszą rzecz, jaką napotka po drodze.

Odgłos uderzenia zabrzmiał niczym trzask łamanej gałęzi. Dean westchnął. Percy spojrzał na mnie w skrajnym szoku; oczy miał tak wybałuszone, że wydawało się, iż zaraz wyskoczą z orbit. Jego usta otworzyły się i zamknęły, otworzyły i zamknęły, niczym pyszczek ryby w akwarium.

– Zamknij się i słuchaj – powiedziałem. – Zasłużyłeś na karę za to, co zrobiłeś Delowi, i zostałeś ukarany. Mogliśmy to zrobić tylko w ten sposób. Zgodziliśmy się na to wszyscy, z wyjątkiem Deana, ale on też nie piśnie pary z gęby, ponieważ gorzko by tego pożałował. Prawda, Dean?

– Tak – wyszeptał Dean. Twarz miał białą jak płótno. – Chyba tak.

– A jeśli ty piśniesz choć słówko, pożałujesz, że się w ogóle urodziłeś – podjąłem. – Dopilnujemy, żeby ludzie dowiedzieli się, jak schrzaniłeś egzekucję Delacroix…

– Schrzaniłem egzekucję…?

– I jak o mały włos nie doprowadziłeś do śmierci Deana. Narobimy takiego szumu, że nie przyjmą cię do żadnej roboty, którą nagra ci twój wujek.

Percy potrząsał wściekle głową. Nie wierzył w to, nie potrafił w to chyba uwierzyć. Ślad mojej dłoni widniał na jego bladym policzku niczym jakiś kabalistyczny symbol.

– Bez względu na to, co się stanie, dopilnujemy, żebyś oberwał niezłe manto. Nie musimy robić tego sami. My też znamy pewne osoby, Percy. Jesteś taki głupi, że nie zdajesz sobie z tego sprawy? Nie pełnią żadnej funkcji w stanowych władzach, ale świetnie wiedzą, jak się załatwia takie rzeczy. To są ludzie, którzy mają tutaj przyjaciół, ludzie, którzy mają tutaj braci, ludzie, którzy mają tutaj ojców. Z radością utną nos albo penisa takiemu jak ty gnojkowi. Zrobią to, jeśli ktoś, na kim im zależy, dostanie trzy godziny więcej spaceru tygodniowo.

Percy przestał potrząsać głową. Teraz tylko się we mnie gapił. Łzy stały mu w oczach, ale nie spływały po policzkach. Wydawało mi się, że są to łzy frustracji i gniewu. A może tylko się łudziłem.

– W porządku… a teraz, Percy, spróbuj spojrzeć na to od jaśniejszej strony – dodałem. – Przypuszczam, że bolą cię trochę wargi po tym, jak ściągnąłem z nich taśmę, ale poza tym zraniona została tylko twoja duma… O tym, co się stało, nie musi wiedzieć nikt poza tutaj obecnymi. A my nabierzemy wody w usta, prawda, chłopcy?

Wszyscy pokiwali głowami.

– Jasne – potwierdził Brutal. – To, co się dzieje na Zielonej Mili, nie wychodzi poza Zieloną Milę. Tak było zawsze.

– Przeniesiesz się do Briar Ridge i aż do twojego odjazdu zostawimy cię w spokoju – powiedziałem. – Czy odpowiada ci takie wyjście, Percy, czy chcesz iść z nami na udry?

Zapadła długa nerwowa cisza, w trakcie której się zastanawiał. Widziałem prawie obracające się w jego głowie kółka, kiedy przyjmował i odrzucał różne możliwości. W końcu jednak, jak mi się wydaje, górę nad wszelkimi kalkulacjami wziął pewien podstawowy czynnik: nie miał już na ustach taśmy, ale wciąż tkwił w kaftanie bezpieczeństwa i prawdopodobnie chciało mu się wściekle sikać.

– Dobrze – odparł w końcu. – Sprawę uznajemy za zamkniętą. A teraz zdejmij ze mnie ten kaftan. Mam wrażenie, że zaraz odpadną mi ramiona…

W tym momencie Brutal odsunął mnie na bok i złapał Percy’ego za twarz, wbijając kciuk swojej wielkiej dłoni w jego lewy policzek, a pozostałe palce w prawy.

– Chwileczkę – oznajmił. – Najpierw wysłuchasz tego, co mam ci do powiedzenia. Paul jest wielkim szefem i dlatego musi czasami wyrażać się elegancko.

Próbowałem przypomnieć sobie, w którym momencie swojej przemowy do Percy’ego wyraziłem się elegancko, ale nic nie przychodziło mi na myśl. Mimo to uznałem, że najlepiej będzie się nie odzywać. Percy wydawał się w odpowiednim stopniu wystraszony i nie chciałem psuć efektu.

– Ludzie nie zawsze rozumieją – kontynuował Brutal – że elegancja nie oznacza wcale słabości. I wtedy właśnie wkracza na scenę Brutus Howell. Ja nie dbam o elegancję. Ja walę prosto z mostu. I teraz też powiem ci, jak się sprawy mają: jeśli nie dotrzymasz obietnicy, będziemy mieli zapewne nieźle przechlapane. Ale potem znajdziemy cię… znajdziemy cię, choćbyś schował się w samej Rosji… i wydymamy nie tylko w dupę, lecz w każdy możliwy otwór, jaki masz. Będziemy cię dymać, aż pożałujesz, żeś się w ogóle urodził, a potem wetrzemy ocet we wszystkie krwawiące rany. Kapujesz?

Percy pokiwał głową. Z wbitymi w policzki palcami Brutala wyglądał teraz zupełnie jak stary Tu-Tut.

Brutal puścił go i dał krok do tyłu. Kiwnąłem głową do Harry’ego, który stanął za Percym i zaczął rozpinać klamry i paski.

– Zachowaj to w pamięci, Percy – powiedział. – Zachowaj to w pamięci i nie miej do nas urazy.

Wszystko było odpowiednio zainscenizowane: trzech groźnych facetów w niebieskich mundurach… lecz mimo to targały mną złe obawy. Percy mógł trzymać język za zębami przez dzień albo dwa, zastanawiając się, jak powinien postąpić, w końcu jednak górę wezmą dwa motywy – jego wiara we własne koneksje oraz niemożność pogodzenia się z sytuacją, z której wyszedł jako przegrany. A kiedy to się stanie, poczuje się mocniejszy. Zabierając Johna do Melly Moores, ocaliliśmy jej zapewne życie i nie zamieniłbym tego “za całą herbatę w Chinach”, jak mawialiśmy w tamtym okresie, w rezultacie jednak czekała nas czerwona kartka i wyeliminowanie z gry. Z wyjątkiem morderstwa, nie było sposobu, by skłonić go do dotrzymania obietnicy, kiedy znajdzie się daleko od nas i zacznie odzyskiwać to, co uważał za odwagę.

Zerknąłem z ukosa na Brutala i spostrzegłem, że on też zdaje sobie z tego sprawę. Co wcale mnie nie zdziwiło. Syn pani Howell, Brutus, był zawsze wzorem wszelkich cnót. Popatrzył na mnie, wzruszył lekko ramieniem i to wystarczyło. Czy mamy jakieś inne wyjście, Paul? – wyrażał ten gest. Zrobiliśmy to, co musieliśmy, i zrobiliśmy to, jak mogliśmy najlepiej.

Zgadza się. Rezultaty nie napawały jednak optymizmem.

Harry rozpiął ostatnią klamrę. Krzywiąc się z obrzydzenia i złości, Percy strząsnął kaftan bezpieczeństwa na podłogę. Nie patrzył w oczy żadnemu z nas.

1 ... 75 76 77 78 79 80 81 82 83 ... 96
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)