Majstar i Marharyta [be_lat]
- Автор: Булгаков Михаил Афанасьевич
- Язык: белорусский
- Жанр: Советская классическая проза
Электронная книга - «Majstar i Marharyta [be_lat]». Краткое содержание книги:
— Darujcie, nie vieru, — adkazaŭ Vołand, — hetaha nie moža być. Rukapisy nie harać. — Jon zaviarnuŭsia da Biehiemota i pramoviŭ: — Anu, Biehiemot, davaj siudy raman.
Kot imhnienna ŭschapiŭsia z kresła, i ŭsie ŭhledzieli, što jon siadzieŭ na toŭstym stosie rukapisaŭ. Vierchni ekziemplar kot z pakłonam padaŭ Vołandu. Marharyta zatrymcieła i zakryčała, uschvalavanaja da sloz:
— Voś jon, rukapis! Voś jon!
Jana kinułasia da Vołanda i ŭ zachaplenni dadała:
— Usiemahutny! Usiemahutny!
Vołand uziaŭ u ruki padadzieny jamu ekziemplar, pakruciŭ jaho, adkłaŭ ubok, biez usmieški pahladzieŭ na majstra. A toj nieviadoma čamu znoŭ zasumavaŭ, niespakojna ŭschapiŭsia z kresła, załamaŭ ruki i pačaŭ marmytać, skałanajučysia ŭsim ciełam i zviartajučysia da poŭni:
— I navat miesiačnaj nočču mnie niama spakoju… Našto było tryvožyć mianie? Boža litascivy, boža litascivy…
Marharyta ŭchapiłasia za balničny chałat, prytuliłasia da jaho, i sama pačała marmytać adčajna i slozna:
— Boža, čamu tabie nie dapamahaje lakarstva?
— Ničoha, ničoha, ničoha, — šaptaŭ Karoŭieŭ i viŭsia vakol majstra, — ničoha, ničoha… Jašče šklanačku, i ja za kampaniju z vami…
I šklanačka padmirhnuła pry miesiačnym sviatle, blisnuła i dapamahła hetaja šklanačka. Majstra znoŭ pasadzili na kresła, i tvar u chvoraha zrabiŭsia znoŭ spakojny.
— Nu, ciapier usio zrazumieła, — skazaŭ Vołand i pastukaŭ doŭhim palcam pa rukapisie.
— Usio zrazumieła, — pacvierdziŭ kot, jaki zabyŭsia, što abiacaŭ być maŭklivaju halucynacyjaj, — ciapier hałoŭnaja linija hetaha opusa mnie vidna naskroź. Što ty skazaŭ, Azazieła? — zviarnuŭsia jon da maŭklivaha Azazieły.
— Ja kažu, — prahuhniaviŭ toj, — što dobra było b ciabie ŭtapić.
— Zlitujsia, Azazieła, — adkazaŭ kot, — i nie padkazvaj hetuju dumku majmu vaładaru. Pavier mnie, što tady ja pačaŭ by kožnuju noč naviedvać ciabie ŭ hetakim samym miesiačnym adzienni, jak i biedny majstar, i kivaŭ by tabie, i klikaŭ by za saboju. Jak by ty adčuvaŭ siabie, Azazieła?
— Nu, Marharyta, — znoŭ zahavaryŭ Vołand, — kažycie pra ŭsio, što vam treba.
Marharyciny vočy ŭspychnuli, i jana ŭmolna zviarnułasia da Vołanda:
— Dazvolcie mnie pašaptacca z im?
Vołand kiŭnuŭ hałavoju, i Marharyta prypała da vucha majstra, štości zašaptała jamu. Čuvać było, što toj adkazaŭ joj:
— Nie, pozna. Ničoha bolej nie chaču ad žyccia. Akramia taho, kab bačyć ciabie. Ale tabie iznoŭ raju — pakiń mianie. Sa mnoju ty zahinieš.
— Nie, nie, nie pakinu, — adkazała Marharyta i zviarnułasia da Vołanda:
— Prašu vas znoŭ viarnuć nas u padval u zavułku na Arbacie, i kab lampa hareła, i kab usio było jak i raniej…
Tut majstar zasmiajaŭsia, abchapiŭ prostavałosuju Marharycinu hałavu, skazaŭ:
— Aj, nie słuchajcie biednuju žančynu, miesir. U hetym padvale daŭno ŭžo žyvie inšy čałaviek, i naohul nie byvaje hetak, kab usio stała raniejšym… — Jon prytuliŭsia ščakoju da hałavy svaje siabroŭki, abniaŭ Marharytu i pačaŭ marmytać: — Biednaja, biednaja…
— Nie byvaje, vy havorycie? — skazaŭ Vołand. — Heta praŭda. Ale my pasprabujem, — i jon pramoviŭ: — Azazieła!
Adrazu sa stoli ŭpaŭ na padłohu razhubleny, amal zvarjacieły hramadzianin u spodnim, ale čamuści z čamadančykam i ŭ šapcy. Ad strachu hety čałaviek kałaciŭsia i prysiadaŭ:
— Maharyč? — spytaŭsia Azazieła ŭ taho, što ŭpaŭ z nieba.
— Ałaizij Maharyč, — adkazaŭ toj, kałociačysia. — Heta vy, pasla taho jak pračytali artykul Łatunskaha pra raman hetaha čałavieka, napisali na jaho skarhu, dzie paviedamlali, što jon doma chavaje zabaronienuju litaraturu? — spytaŭsia Azazieła.
Hramadzianin pasinieŭ i zaliŭsia slaźmi.
— Vy chacieli zaniać jaho kvateru? — jak tolki moh łaskava prahuhniaviŭ Azazieła.
U pakoi pačułasia, jak zašypieła razlutavanaja koška, i Marharyta zavyła:
— Pamiataj viedźmu, pamiataj! — učapiłasia ŭ tvar Maharyča paznohciami.
Usie razhubilisia.
— Što ty robiš? — pakutliva zakryčaŭ majstar. — Marho, nie hańbi siabie!
— Pratestuju, heta nie hańba! — kryčaŭ kot.
Marharytu adciahnuŭ Karoŭieŭ.
— Ja vannu pastaviŭ… — laskajučy zubami, kryčaŭ skryvaŭleny Maharyč i ad pierapałochu pačaŭ viarzci aby-što. — Adna tolki pabiełka… kuparvas…
— Heta dobra, što pastavili vannu, — adobryŭ Azazieła, — jamu patrebny vanny. — I kryknuŭ: — Von!
Tady Maharyča pierakuliła i vykinuła sa spalni Vołanda dahary nahami ŭ adčynienaje akno.
Majstar vytraščyŭ vočy i šaptaŭ:
— Adnak heta, mabyć, nie raŭnia tamu, pra što raskazvaŭ Ivan! — Vielmi ŭražany, jon azirnuŭsia i narešcie skazaŭ katu: — Prabačcie… heta ty… heta vy… — jon zbłytaŭsia, nie viedaŭ, jak zviarnucca da kata, — vy toj samy kot, što siadzieŭ u tramvai?
— JA, — pacvierdziŭ zadavoleny kot i dadaŭ: — Pryjemna čuć, što vy hetak vietliva zviartajeciesia da kata. Katam zvyčajna čamuści havorać „ty”, choć nivodzin kot ni z kim nikoli nie piŭ na bruderšaft.
— Mnie čamuści zdajecca, što vy nie zusim i kot… — nierašuča adkazaŭ majstar. — Mianie ŭsio roŭna pačnuć šukać z balnicy, — niasmieła dadaŭ jon Vołandu.
— Čaho heta jany buduć šukać! — supakoiŭ Karoŭieŭ, i niejkija papiery i knihi apynulisia ŭ jaho ŭ rukach. — Heta historyja vašaj chvaroby?
— Aha.
Karoŭieŭ kinuŭ historyju ŭ kamin.
— Niama dakumientaŭ, niama i čałavieka, — zadavolena pramoviŭ Karoŭieŭ, — a heta — damavaja kniha vašaha zabudoŭščyka?
— Jana-a…
— Chto tut prapisany? Ałaizij Maharyč? — Karoŭieŭ dźmuchnuŭ na staronku damavoje knihi, — Raz, i niama jaho, i prašu zapomnić, i nie było. A kali zabudoŭščyk zdzivicca, skažacie jamu, što Ałaizij sasniŭsia. Niejki Maharyč? Nijakaha Maharyča nie było, — i prašnuravanaja kniha zastałasia ŭ rukach u Karoŭieva. — Voś jana i ŭ šufladzie ŭ zabudoŭščyka.
— Vy pravilna skazali, — havaryŭ majstar, uražany akuratnaju rabotaju Karoŭieva, — kali niama dakumienta, to niama i čałavieka. Voś tamu mianie i niama, bo niama dakumienta.
— Prašu prabačennia, — uskryknuŭ Karoŭieŭ, — heta jakraz i josć halucynacyja, voś jon, vaš dakumient, — i Karoŭieŭ padaŭ majstru dakumient. Potym jon zakaciŭ vočy i soładka prašaptaŭ Marharycie: — A voś i vaša majomasć, Marharyta Mikałajeŭna, — i jon uručyŭ Marharycie sšytak z abharełymi krajami, zasochłuju ružu, fotazdymak i asabliva šanoŭna aščadnuju knižku, — dziesiać tysiač, jak vy i pakłali, Marharyta Mikałajeŭna. Nam čužoje nie patrebna.
— U mianie chutčej adsochnuć łapy, čym ja dakranusia da čužoha, — nadźmuŭšysia, uskliknuŭ kot i zatancavaŭ na čamadanie, kab utaptać u jaho ŭsie rukapisy złaščasnaha ramana.
— I vaš dakumiencik taksama, — praciahvaŭ Karoŭieŭ, padajučy Marharycie dakumient, a potym z pašanaju dałažyŭ Vołandu: — Usio, miesir!
— Nie, nie ŭsio, — adkazaŭ Vołand i adarvaŭsia ad hłobusa. — Kudy skažacie dzieć vašu svitu, maja darahaja donna? Asabista mnie jana nie patrebna.
Tut u adčynienyja dzviery ŭbiehła Nataša, jak i była hołaja, plasnuła rukami i zakryčała Marharycie:
— Budźcie ščaslivyja, Marharyta Mikałajeŭna! — jana zakivała hałavoj majstru i znoŭ zviarnułasia da Marharyty: — Ja viedała, kudy vy chodzicie.
— Chatnija rabotnicy ŭsio viedajuć, — adznačyŭ kot i šmatznačna padniaŭ łapu, — pamyłka dumać, što jany slapyja.
— Čaho ty chočaš, Nataša? — spytałasia Marharyta. — Viartajsia ŭ asabniak.
— Dušačka, Marharyta Mikałajeŭna, — umolna zahavaryła Nataša i stała na kaleni, — paprasicie ich, — jana zirnuła na Vołanda, — kab pakinuli mianie viedźmaju. Nie chaču ja bolej u asabniak! Ni za inžyniera, ni za technika nie pajdu! Mnie pan Žak učora prapanovu zrabiŭ na bali, — Nataša raskryła kułačok i pakazała niejkija załatyja manietki.