Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Majstar i Marharyta [be_lat]». Краткое содержание книги:

Majstar i Marharyta [be_lat]
1 ... 69 70 71 72 73 74 75 76 77 ... 101
Перейти на страницу:

— Zmoŭkni, — zahadaŭ jamu Vołand i spytaŭsia ŭ Marharyty: — Vy, kali mierkavać pa ŭsim, čałaviek nadzvyčaj dobry? Vysokamaralny čałaviek?

— Nie, — hučna adkazała Marharyta, — ja viedaju, što havaryć z vami možna tolki ščyra i skažu adkryta: ja čałaviek lehkadumny. Paprasiła za Frydu tolki tamu, što nieznarok abnadzieiła jaje. Jana čakaje i vieryć, što ja dapamahu. I kali jana zastaniecca padmanutaja, mnie nie budzie spakoju ŭsio žyccio. Ničoha nie zrobiš! Hetak atrymałasia.

— A, — skazaŭ Vołand, — heta zrazumieła.

— Dyk vy zrobicie? — cicha spytała Marharyta.

— Nikoli, — adkazaŭ Vołand, — sprava ŭ tym, darahaja karaleva, što tut adbyłasia błytanina. Kožnaje viedamstva pavinna zajmacca svajoj spravaj. Nie piareču, našy mahčymasci vielmi vialikija, namnoha bolšyja, čym dumajuć niekatoryja nie vielmi prazorlivyja ludzi…

— Viadoma, namnoha bolšyja, — nie ŭtryvaŭ kot, jaki, mabyć, hanaryŭsia vielmi hetymi mahčymasciami.

— Zamoŭkni, čort pabiary! — skazaŭ jamu Vołand i praciahvaŭ havaryć Marharycie: — Ale jaki sens rabić toje, što pavinien rabić niechta inšy, druhoje viedamstva, jak ja skazaŭ? Tamu ja heta rabić nie budu, a vy zrobicie sami.

— A chiba majo žadannie zbudziecca?

Azazieła iranična, kosa zirnuŭ svaim kryvym vokam na Marharytu, nieprykmietna pakruciŭ ryžaju hałavoju i fyrknuŭ.

— Dy rabicie, voś maroka mnie, — pramarmytaŭ Vołand, pakruciŭ hłobus i pačaŭ pryhladacca da niejkaje detalki, bo, vidać, u čas havorki z Marharytaju zajmaŭsia jašče i niejkaju svajoj spravaj.

— Nu, Fryda… — padkazaŭ Karoŭieŭ.

— Fryda! — pranizliva kryknuła Marharyta. Dzviery rasčynilisia, i rastrapanaja, hołaja, ale ŭžo zusim cviarozaja žančyna z adčajnymi vačyma ŭbiehła ŭ pakoj i praciahnuła ruki da Marharyty, a taja vielična skazała:

— Tabie darujecca. Nasoŭku bolej prynosić nie buduć.

Pačuŭsia kryk Frydy, jana ŭpała na kaleni na padłohu nicma i raspłastałasia pierad Marharytaju kryžam. Vołand machnuŭ rukoj, i Fryda znikła z vačej.

— Dziakuj vam, byvajcie, — skazała Marharyta i ŭstała.

— Nu što ž, Biehiemot, nie budziem nažyvacca na niepraktyčnasci čałavieka ŭ sviatočnuju noč, — zahavaryŭ Vołand. Jon zaviarnuŭsia da Marharyty: — Takim čynam, heta nie ličycca, ja ničoha nie rabiŭ. Što vy sabie chočacie?..

Nastała maŭčannie, i pierapyniŭ jaho Karoŭieŭ, jaki zašaptaŭ Marharycie na vucha:

— Ałmaznaja donna, ciapier vam raju być razumnaju! A to ŭdača moža i zniknuć.

— Ja chaču, kab mnie zaraz, u hetuju samuju chvilinu, viarnuli majho kachanka, majstra, — skazała Marharyta, i tvar jaje sciała sutarha.

I adrazu ŭ pakoj uvarvaŭsia viecier hetak, što połymia sviečak u sviečnikach lehła, ciažkaja firanka na aknie adsunułasia, adčyniłasia akno, a ŭ dalokaj vyšyni pakazałasia poŭnia, ale nie ranišniaja, a načnaja. Ad padakonnika na padłohu razasłałasia zialonaja chustka načnoha sviatła, i ŭ im zjaviŭsia načny Ivanaŭ hosć, jaki nazyvaŭsia majstram. Jon byŭ u svaim balničnym adzienni — u chałacie, u tuflach i čornaj šapačcy, z jakoju nie razłučaŭsia. Niaholeny tvar sutarhava kryviŭsia, jon pa-varjacku,spałochana zirkaŭ na ahoń sviečak, a miesiačny strumień kipieŭ vakol jaho.

Marharyta jaho paznała adrazu, zastahnała, plasnuła rukami i pabiehła da jaho. Jana całavała jaho ŭ łob, u huby, tuliłasia da jaho kalučaje ščaki, i slozy, jakija jana doŭha strymlivała, ciakli ručajami pa jaje tvary. Jana paŭtarała adno tolki słova, niedarečna paŭtarała jaho:

— Ty… ty… ty…

Majstar adchiliŭ jaje ad siabie i hłucha pramoviŭ:

— Nie płač, Marho, nie muč mianie. Ja ciažka chvory, — jon uchapiŭsia rukami za padakonnik, byccam zbiraŭsia ŭskočyć na jaho i ŭciakać, vyskaliŭ zuby, pryhledzieŭsia da tych, chto siadzieŭ, i zakryčaŭ: — Mnie strašna, Marho! U mianie znoŭ pačalisia halucynacyi…

Płač dušyŭ Marharytu, jana šaptała, dušačysia słovami:

— Nie, nie, nie… nie bojsia ničoha… ja z taboju… ja z taboju…

Karoŭieŭ sprytna i nieprykmietna padapchnuŭ majstru kresła, i toj sieŭ na jaho, a Marharyta ŭpała na kaleni, prycisnułasia da boku chvoraha i hetak zacichła. Ad chvalavannia jana nie zaŭvažała, što była ŭžo nie razdzietaja, na joj ciapier byŭ šaŭkovy čorny płašč. Chvory nahnuŭ hołaŭ i hladzieŭ na ziamlu sumnymi chvorymi vačyma.

— Sapraŭdy, — zahavaryŭ Vołand pasla maŭčannia, — jaho sapraŭdy mocna skalečyli. — Jon zahadaŭ Karoŭievu: — Daj, rycar, hetamu čałavieku čaho-niebudź vypić.

Marharyta ŭprošvała majstra dryhotkim hołasam:

— Vypi, vypi! Ty baišsia? Nie, nie, pavier mnie, što tabie dapamohuć!

Chvory ŭziaŭ šklanku i vypiŭ toje, što było ŭ joj, ale ruka jaho zdryhanułasia, i apusciełaja šklanka zazvinieła askołkami la jaho noh.

— Na ščascie! Na ščascie! — zašaptaŭ Karoŭieŭ Marharycie. — Hladzicie, jon pačynaje ŭžo ačuńvać.

Sapraŭdy, pozirk chvoraha zrabiŭsia nie hetaki dziki i tryvožny.

— Heta sapraŭdy ty, Marho? — spytaŭ miesiačny hosć.

— Nie sumniavajsia, heta ja, — adkazała Marharyta.

— Jašče! — zahadaŭ Vołand.

Pasla taho jak majstar asušyŭ druhuju šklanku, jaho vočy ažyli i zrabilisia razumnymi.

— Nu voś, ciapier inšaja sprava, — skazaŭ Vołand i prymružyŭsia, — ciapier i pahavaryć možna. Chto vy budziecie?

— Ciapier ja nichto, — adkazaŭ majstar, i rot ad usmieški tolki skryviŭsia.

— Vy adkul zaraz?

— Z varjackaha doma. Ja — psichična chvory čałaviek, — adkazaŭ pryšelec.

Ad hetych słoŭ Marharyta nie strymałasia i zapłakała znoŭ. Potym vycierła vočy i zakryčała:

— Žachlivyja słovy! Žachlivyja słovy! Jon majstar, miesir, ja vas papiaredžvała pra heta! Vylečcie jaho, jon zasłuhoŭvaje hetaha!

— Vy viedajecie, z kim zaraz razmaŭlajecie, — spytaŭsia ŭ pryšelca Vołand, — u kaho vy zaraz znachodziciesia?

— Viedaju, — adkazaŭ majstar, — maim susiedam u varjackim domie byŭ hety chłopčyk, Ivan Biazdomny.Ion raskazaŭ mnie pra vas.

— Nu, viadoma, viadoma, — adkazvaŭ Vołand, — ja mieŭ radasć sustrakacca z hetym maładym čałaviekam na Patryjarchavych sažałkach. Jon mianie ledź samoha da varjactva nie davioŭ, dakazvaŭ, što ja nie isnuju! Ale vy vierycie, što heta na samaj spravie ja?

— Davodzicca vieryć, — skazaŭ pryšelec, — viadoma, spakajniej było b ličyć, što vy prosta prajava halucynacyi. Vybačajcie, — spachapiŭsia majstar.

— Nu, što ž, kali spakajniej, to i ličycie, — vietliva adkazaŭ Vołand.

— Nie, nie! — spałochana zahavaryła Marharyta i tresła majstra za plačuk. — Apamiatajsia! Pierad taboju sapraŭdy jon!

Kot i tut nie vytryvaŭ:

— Chiba ja adzin padobny na halucynacyju. Zviarnicie ŭvahu na moj profil, asvietleny poŭniaj. — Kot palez pad miesiačnaje sviatło i chacieŭ niešta jašče skazać, ale jaho paprasili scichnuć, i jon adkazaŭ: — Dobra, dobra, ja hatovy zamoŭknuć. Ja budu maŭklivaja halucynacyja. — I zamoŭk.

— Skažycie, kali łaska, čamu Marharyta nazyvaje vas majstram? — spytaŭsia Vołand.

Toj usmichnuŭsia i skazaŭ:

— Heta daravalny niedachop. Jana nadta dobraje dumki pra toj raman, jaki ja napisaŭ.

— Pra što ramana?

— Pra Poncija Piłata.

Tut znoŭ zachistalisia, zaskakali ahieńčyki na sviečkach, zabrynčaŭ na stale posud, — hetak mocna zasmiajaŭsia Vołand, ale smiecham hetym nikoha nie spałochaŭ i nie zdziviŭ. Biehiemot čamuści pačaŭ apładziravać.

— Pra što, pra što? Pra kaho? — zahavaryŭ Vołand pasla taho, jak pierastaŭ smiajacca. — Voś ciapier? Heta niečuvana! I vy nie znajšli inšaje temy? Dajcie mnie pahladzieć, — Vołand praciahnuŭ ruku ŭhoru dałoniaj.

— Na žal, ja nie mahu heta zrabić, — adkazaŭ majstar, — tamu što ja spaliŭ jaho ŭ piečcy.

1 ... 69 70 71 72 73 74 75 76 77 ... 101
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)