Majstar i Marharyta [be_lat]
- Автор: Булгаков Михаил Афанасьевич
- Язык: белорусский
- Жанр: Советская классическая проза
Электронная книга - «Majstar i Marharyta [be_lat]». Краткое содержание книги:
— Nie chaciełasia b sustrakacca z vami, kali ŭ vas u rukach revalvier, — hułliva pahladajučy na Azaziełu, skazała Marharyta. Jana lubiła ludziej, jakija ŭmiejuć rabić što-niebudź pa-sapraŭdnamu.
— Darahaja maja karaleva, — piščaŭ Karoŭieŭ, — ja nikomu nie raiŭ i nie raju sustrakacca z im, navat kali ŭ jaho nie budzie nijakaha revalviera ŭ rukach! Klanusia honaram byłoha rehienta i zapiavały, što nichto nie pavinšavaŭ by hetaha sustrečnaha.
Kot nasuplena siadzieŭ, pakul adbyvaŭsia vopyt sa stralaninaj, i raptam abjaviŭ:
— Biarusia pierakryć rekord z siamiorkaj!
Azazieła ŭ adkaz štości praburčaŭ. Ale kot byŭ upeŭnieny i zapatrabavaŭ adrazu dva revalviery. Azazieła dastaŭ druhi revalvier z druhoje zadniaje kišeni, pahardliva skryviŭ rot i razam z pieršym pieradaŭ chvalku. Paznačyli dva ački na siamiorcy. Kot doŭha mierkavaŭsia, adviarnuŭšysia ad paduški. Marharyta zatknuła vušy palcami, siadzieła i hladzieła na savu, jakaja dramała na kaminnaj palicy. Kot streliŭ z abodvuch revalvieraŭ, pasla hetaha adrazu visknuła Hieła, zabitaja sava ŭpała z kamina, i spyniŭsia pabity hadzinnik. Hieła, u jakoj adna ruka była akryvaŭlenaja, zavyła i ŭpiłasia katu ŭ poŭsć, a jon joj u vałasy, i jany kłubkom pakacilisia pa padłozie. Adzin z kielichaŭ upaŭ sa stała i pabiŭsia.
— Adciahnicie ad mianie hetuju ašalełuju viedźmu! — zavyvaŭ kot i adbivaŭsia ad Hieły, jakaja siadzieła viercham na im.
Zabijak razniali, Karoŭieŭ padźmuchaŭ na prastreleny Hielin palec, i toj zahaiŭsia.
— Ja nie mahu stralać, kali havorać pad ruku! — kryčaŭ Biehiemot i staraŭsia prymajstravać na raniejšaje miesca vyłupleny na spinie vializny kamiak poŭsci.
— Mahu paspračacca, — skazaŭ Vołand i ŭsmichnuŭsia Marharycie, — što hetuju štuku jon usmaliŭ znarok. Jon stralaje davoli niabłaha.
Hieła z katom pamirylisia i ŭ znak hetaha prymirennia pacałavalisia. Dastali z-pad paduški kartu. Nivodnaje z ačkoŭ, akramia prastrelenaha Azaziełam, nie było zakranuta.
— Nie moža hetaha być, — havaryŭ kot i hladzieŭ praz kartu na sviatło ad sviečnika.
Viasiołaja viačera praciahvałasia. Sviečki apłyvali ŭ sviečnikach, pa pakojach chvalami raspłyvałasia suchoje duchmianaje ciapło ad kamina. Marharyta najełasia, i jaje achapiła adčuvannie zadavolenasci. Jana hladzieła, jak šyzyja abaranački dymu z Azaziełavaje sihary płyli ŭ kamin i jak kot łović ich na končyk špahi. Joj nikudy nie chaciełasia isci, choć było ŭžo pozna. Kali mierkavać pa ŭsim, što adbyłosia, było ŭžo hadzin šesć ranicy. Marharyta vykarystała paŭzu i niasmieła skazała Vołandu:
— Vidać, mnie čas užo… Pozna…
— Kudy vy spiašajeciesia? — spytaŭ Vołand vietliva, ale strymana.
Astatnija pramaŭčali, prytvarylisia, što zachapilisia kołcami siharnaha dymu.
— Aha, para, — zusim zbiantežana paŭtaryła Marharyta i azirnułasia, byccam šukała adziežynu.
Toje, što jana hołaja, pačało biantežyć jaje. Jana ŭstała z-za stała. Vołand moŭčki zniaŭ z łožka svoj zašmalcavany chałat, i Karoŭieŭ nakinuŭ jaho na plečy Marharycie.
— Dziakuj vam, miesir, — ledź čutna pramoviła Marharyta i zapytalna pahladzieła na Vołanda.
Toj u adkaz usmichnuŭsia joj vietliva i abyjakava. Čornaja nuda raptoŭna padstupiła pad Marharycina serca. Jana adčuła siabie abmanutaju. Nijakaje addziaki za ŭsie jaje pasłuhi na bali nichto, vidać, i nie zbiraŭsia joj prapanoŭvać, nichto i nie zatrymlivaŭ jaje. A miž tym jana cudoŭna viedała, što isci joj adsiul bolej niama kudy. Zhadka pra toje, što joj daviadziecca viarnucca ŭ asabniak, vyklikała ŭ dušy vybuch adčaju. Samoj naprasicca, jak spakusliva raiŭ Azazieła ŭ Alaksandraŭskim sadzie? „Nie, nikoli!” — skazała jana sama sabie.
— Usiaho vam dobraha, miesir, — pramoviła jana, a sama padumała: „Kab tolki vybracca adsiul, a tam dajdu da rečki i ŭtaplusia”.
— Siadźcie! — raptam zahadaŭ Vołand.
Marharyta zmianiłasia z tvaru i sieła.
— Moža, chočacie što-niebudź skazać na razvitannie?
— Nie, ničoha, miesir, — hanarliva adkazała Marharyta, — akramia taho, što kali jašče vam patrebnaja, to hatova vykanać usio, što vy zachočacie. Ja zusim nie stamiłasia, i mnie viesieła było na bali. Takim čynam, kali b jon praciahvaŭsia jašče, ja achvotna padstaŭlała b svajo kalena dziela taho, kab jaho całavali visielniki i zabojcy. — Marharyta hladzieła na Vołanda jak skroź zasłonu, vočy jaje napoŭnilisia slaźmi.
— Pravilna! Vy havorycie pravilna! — mocna i strašna skazaŭ Vołand. — Hetak i treba!
— Hetak i treba! — recham paŭtaryła Vołandava svita.
— Heta było vyprabavannie, — skazaŭ Vołand, — nikoli i ničoha nie prasicie! Nikoli i ničoha, asabliva ŭ tych, chto macniejšy, čym vy. Sami prapanujuć i sami ŭsio daduć. Siadajcie, hanarlivaja žančyna. — Vołand sarvaŭ ciažki chałat z Marharyty, i jana znoŭ apynułasia pobač z im na łožku. — Nu, Marho, — praciahvaŭ Vołand, i hołas u jaho pamiakčeŭ, — čaho vy chočacie za toje, što sionnia ŭ mianie byli haspadyniaj? Čaho chočacie za toje, što praviali hety bal hołaj? Jak vy aceńvajecie vaša kalena? Jakija straty ad maich hasciej, jakich vy tolki što nazvali visielnikami? Kažycie! I ciapier nie saromiejciesia, bo ja prapanavaŭ.
Marharycina serca zakałaciłasia, jana ciažka ŭzdychnuła, pačała dumać.
— Nu, čaho vy, smialej! — padachvočvaŭ Vołand. — Budzicie svaju fantaziju, padhaniajcie jaje! Adna tolki prysutnasć pry zabojstvie hetaha niahodnika-barona vartaja taho, kab čałavieka ŭznaharodzili, asabliva kali hety čałaviek — žančyna. Nu?
Duch zaniało ŭ Marharyty, i jana chacieła vykazać zapavietnaje žadannie, vymavić daŭno padrychtavanyja słovy, ale raptam pabialeła, raziaviła rot, vyłupiła vočy. „Fryda! Fryda! Fryda! — stajaŭ kryk u vušach, nadakučlivy, umolny. — Mianie zavuć Fryda!” I Marharyta, zaikajučysia, zahavaryła:
— Značyć, ja mahu paprasić… paprasić adnu pasłuhu?
— Zapatrabavać, zapatrabavać, maja donna, — adkazaŭ Vołand i ŭsmichnuŭsia z razumienniem, — zapatrabavać adnu pasłuhu!
Ach, jak sprytna i vyrazna Vołand padkresliŭ, paŭtarajučy Marharyciny słovy, — „adnu pasłuhu”!
Marharyta ŭzdychnuła jašče raz i skazała:
— Ja chaču, kab Frydzie pierastali prynosić tuju nasoŭku, jakoj jana zadušyła dzicia.
Kot pusciŭ vočy pad łob i ŭzdychnuŭ šumna, ale ničoha nie skazaŭ, mabyć, pamiataŭ, jak zakruciła za vucha na bali.
— Kali ŭličyć, — zahavaryŭ Vołand, — što mahčymasć atrymać vami chabar ad hetaje durnicy Frydy, viadoma, vyklučajecca — heta było b niesumiaščalna z vašaj karaleŭskaju hodnasciu, — ja navat nie viedaju, što tut rabić. Zastajecca tolki adno — nabrać anuč i zatykać imi ŭsie ščyliny ŭ majoj spalni!
— Pra što vy havorycie, miesir? — zdziviłasia Marharyta, kali pačuła hetyja sapraŭdy niezrazumiełyja słovy.
— Całkam zhodny z vami, miesir, — umiašaŭsia ŭ havorku kot, — mienavita anučami! — i kot razzłavana hruknuŭ pa stale.
— Ja havaru pra miłasernasć, — tłumačyŭ svaje słovy Vołand i nie advodziŭ ad Marharyty vohniennaha voka. — Časam jana prałazić skroź sama vuzieńkija ščylinki niespadziavana i kavarna. Voś čamu ja i havaru pra anučy.
— I ja pra heta kažu! — uskliknuŭ kot i na ŭsiaki vypadak padaŭsia dalej ad Marharyty, prykryŭ łapami vypackanyja ŭ ružovy krem svaje vostryja vušy.
— Pajšoŭ preč, — skazaŭ jamu Vołand.
— Ja kavy jašče nie piŭ, — adkazaŭ kot, — jak heta ja pajdu? Niaŭžo miesir u sviatočnuju noč hasciej dzielić na dva hatunki? Adny — pieršaje, a druhija — jak havaryŭ hety sknara bufietčyk, druhoje sviežasci?