Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Teraz albo nigdy
Teraz albo nigdy - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Teraz albo nigdy

Электронная книга - «Teraz albo nigdy». Краткое содержание книги:

W Bostonie grasuje seryjny morderca. Jego ofiarami są młode kobiety, które gwałci i okalecza.
Prowadzący śledztwo detektyw Harry Jordan tworzy na podstawie zeznań świadków portret pamięciowy zabójcy i zwraca się o pomoc do popularnej dziennikarki telewizyjnej, Mallory Mallone, która już dwukrotnie dzięki swoim programom pomogła policji ująć przestępców.
Kiedy Mallory po długim wahaniu decyduje się na współpracę z Jordanem, sama staje się celem mordercy…
1 ... 70 71 72 73 74 75 76 77 78 ... 92
Перейти на страницу:

Harry nawet nie myślał o dwóch mężczyznach, których zabrali wczoraj na przesłuchanie. Już w chwili, gdy ich zobaczył, zrozumiał, że żaden z nich nie jest mordercą. Pierwszy pragnął jedynie chwili telewizyjnej sławy, drugi był zboczeńcem z ginekologiczną manią. Można go było zamknąć najwyżej u czubków.

Morderca Suzie Walker był ciągle na wolności.

Powiedział Rossetti’emu, że dołączy do niego za parę godzin i zszedł na dół, podzielić się wiadomościami z Mal.

Stała przy piecu, smażąc jajecznicę. Podniosła głowę, zmarszczyła groźnie brwi.

– Miałeś być w łóżku.

– Przynoszę wieści.

Przestała mieszać jajka, odłożyła drewnianą łyżkę. W jej oczach lęk walczył z nadzieją.

– Nie – powiedział szybko. – Nie złapaliśmy go, ale wiemy, że to nie on był tu wczoraj. To był papparazzi.

– Brukowce?

– Niestety. Rossetti widział zdjęcia w prasie, mówi, że to nic strasznego.

Obejmuję cię ramieniem. No i nazwali Farmę Jordana „gniazdkiem miłości”.

– Chcesz powiedzieć, że przestraszył mnie fotograf? – zawołała radośnie.

– Zgadza się.

– Ale omal cię nie zabił? Jak mogli? Jak śmieli? – rzuciła łyżkę na stół z zaciśniętymi wargami i zaczęła spacerować po kuchni. – Upadli tak nisko, że gotowi są zabić za parę zdjęć? Boże!

– Nie był to seryjny morderca – przypomniał jej Harry. Przestała się miotać i spojrzała na niego.

– Prawda! – zadrżała na wspomnienie ostatniego wieczoru.

– Tym nie musisz się już martwić. Pozostały jedynie relacje prasowe o twoim życiu osobistym.

Obdarzyła go promiennym uśmiechem, osłabła z ulgi.

– Do diabła z osobistym życiem. Rzecz była tego warta, detektywie.

– Mam nadzieję, że nie zmienisz zdania, kiedy powiem, że musimy wracać do miasta.

– Teraz, zaraz?

– No, może po jajecznicy…

– Jajecznica! – chwyciła patelnię z ognia i spojrzała ze zgrozą na zbitą, ciemnobrązową masę.

– Dobrze, że pamiętałem o bagietkach – powiedział Harry. – I jagodziankach.

Teraz musisz już tylko nastawić wodę na kawę, Malone.

– I wyjeżdżamy – dodała posępnie.

– Mogę tylko powtórzyć to, co powiedziałem Squeeze’owi: takie jest życie gliniarza – pocałował ją, zanim poszedł do łazienki.

Dwie godziny później żegnał się z nią na lotnisku Logan. Rozejrzał się po hali odlotów i wgapionych w nich ludzi, powiedział sobie „a co mi tam” i pocałował Mal w usta.

– Czytali o tym w gazetach, teraz przekonali się, że to prawda – szepnął jej do ucha. – Zadzwonię do ciebie wieczorem.

– Nie będę narzekać – powiedziała. – Wiem, że takie jest życie gliniarza.

– Nie zawsze.

Mal patrzyła, jak odchodzi od niej szybkim krokiem. Wiedziała, że myślami jest już przy seryjnym mordercy. Serce skoczyło jej w piersi, kiedy się odwrócił i poszukał jej oczu. Potem uniósł rękę, pomachał jej na pożegnanie i zniknął za rogiem.

Uśmiechnęła się, wchodząc na pokład samolotu do Nowego Jorku. Uśmiechnęła się, wysłuchując, już w domu, wiadomości, jaką nagrał na automatyczną sekretarkę.

– To ja, twój ranny, sprawdzam czy bezpiecznie dotarłaś do domu. Przepraszam za weekend, za brukowce – choć całkiem nieźle wyszłaś na tych zdjęciach. Postaram się, żeby następnym razem było lepiej. Zadzwonię później.

Zrzuciła pantofle i szła już w stronę łazienki, kiedy telefon zadzwonił ponownie. Tym razem była to Beth Hardy.

– A więc dostaliście się z przystojniakiem na pierwsze strony gazet! – powiedziała.

– Będzie jeszcze gorzej – Mal opowiedziała jej w skrócie o wydarzeniach poprzedniego dnia. – Możesz więc oczekiwać dalszych nagłówków i dalszych zdjęć.

Choć już nie z „gniazdka miłości”, ponieważ przystojniak, jak go nazywasz, wrócił do pracy. A znasz stare przysłowie…

– Co z oczu, to z myśli? Wątpię. Detektyw był niezwykle troskliwy w czwartek, po programie. Radzę iść za ciosem. Każdy, kto powie o was coś złego, jest po prostu zazdrosny. Do jutra, kochanie.

Mal zdejmowała pończochy, kiedy telefon odezwał się po raz drugi.

– Chciałbym, żebyśmy byli z powrotem w gniazdku miłości – powiedział Harry.

Mal poczuła radosny skurcz serca. Z uśmiechem osunęła się na łóżko.

– Jasne – powiedziała. – Moglibyśmy zaprosić papparazzich i zrobić na ich użytek powtórkę.

Usłyszała jego westchnienie.

– Prawie było warto – powiedział z żalem. – Parę szwów, rozbity jaguar, strzelby na dzikie kaczki… Czego jeszcze może oczekiwać mężczyzna po miłym weekendzie ze swoją kobietą na łonie natury?

– Ze swoją kobietą? Czy nie jest pan odrobinę zbyt pewny siebie, panie detektywie? Parę kolacyjek, przyjęcie, kilka pocałunków, odrobina pieszczot…?

– Faktycznie niewiele tego – powiedział posępnie. Potem się roześmiał. – Malone, nie wiem doprawdy, po co do ciebie dzwonię. Widzę, że wróciłaś do normy.

– Mimo to cieszę się, że to zrobiłeś – jej głos zabrzmiał jak pieszczota.

– Ja też – powiedział miękko. – Uważaj na siebie, Malone. Zadzwonię jutro.

Połączenie zostało przerwane. Siedziała jeszcze przez chwilę ze słuchawką w dłoniach, jakby chciała go przy sobie zatrzymać. Mogli się kłócić i dogadywać sobie, ale życie bez niego wydawało się puste.

Wzięła prysznic i otuliła się szlafrokiem. Ogarnęło ją nagle ogromne zmęczenie.

Pomyślała, że to nic dziwnego, poprzedniej nocy spała zaledwie parę godzin.

Ziewając przyrządziła sobie malinową herbatę i zajrzała jeszcze do gabinetu, żeby sprawdzić, czy nie nadeszły jakieś wiadomości. Była jedna, przesłana pocztą elektroniczną.

Przycisnęła odpowiedni klawisz i popijając herbatę, czekała, aż wiadomość ukaże się na ekranie komputera.

Witaj w domu, Mary Mallory, przeczytała.

Osunęła się na krzesło, jak zahipnotyzowana wpatrując się w ekran. Dreszcz przeleciał jej po plecach, poczuła gęsią skórkę. Wiedziała, że wiadomość nie pochodzi od Harry’ego. Tym razem nie był to również papparazzi.

Tylko jeden człowiek wiedział, jak brzmi jej prawdziwe nazwisko.

41.

Mężczyzna pielęgnował róże w ogrodzie. Rozkwitały mu już, w każdym calu doskonałe. Uważał, że są przepiękne, takie chłodne, szlachetne, w przeciwieństwie do róż kapuścianych, których nie znosił. Obejrzał starannie każdy nowy pąk. Na jego czole pojawiła się głęboka zmarszczka, kiedy dostrzegł mszyce.

Pośpieszył do garażu, gdzie przechowywał akcesoria ogrodnicze, przyrządził mieszankę chemikaliów i spryskał każdy listek, każdą łodygę, kwiatek po kwiatku.

Kiedy upewnił się, że wytruł wszystkie pasożyty, wrócił do domu, zamknął drzwi i dokładnie umył ręce.

Zerknął na zegarek. Była siódma wieczorem. Ciekawe, czy Mary Mallory Mallone dotarła już do domu. Uśmiechnął się na myśl o powitalnej notatce, jaką jej wysłał. Zdobycie jej numeru telefonu i kodu poczty elektronicznej było mistrzowskim posunięciem. Choć zdumiewająco prostym. Czasem zaskakiwał samego siebie.

Założył świeżą koszulę, elegancką marynarkę, przyczesał włosy i obejrzał się w lustrze. Starannie oczyścił ściereczką czarne półbuty od Gucciego. Zadowolony ze swego wyglądu, pojechał do bistro, gdzie bywał w niedzielne wieczory.

Salka była prawie pusta. Dostał ulubiony stolik przy oknie, zamówił to, co zwykle; pieczonego kurczaka i tłuczone ziemniaki. Tym razem zamiast o kieliszek wina poprosił o pół butelki. Miał co świętować. Rozwinął gazetę i utkwił wzrok w zdjęciu Mary Mallory Malone i detektywa Harry’ego Jordana w ich gniazdku miłości. Nie wiedzieli, kim jest, nigdy się tego nie dowiedzą. Znów trzymał w ręku wszystkie karty, tylko że tym razem miał zamiar rozegrać partię ku swemu zadowoleniu.

1 ... 70 71 72 73 74 75 76 77 78 ... 92
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)