Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Teraz albo nigdy
Teraz albo nigdy - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Teraz albo nigdy

Электронная книга - «Teraz albo nigdy». Краткое содержание книги:

W Bostonie grasuje seryjny morderca. Jego ofiarami są młode kobiety, które gwałci i okalecza.
Prowadzący śledztwo detektyw Harry Jordan tworzy na podstawie zeznań świadków portret pamięciowy zabójcy i zwraca się o pomoc do popularnej dziennikarki telewizyjnej, Mallory Mallone, która już dwukrotnie dzięki swoim programom pomogła policji ująć przestępców.
Kiedy Mallory po długim wahaniu decyduje się na współpracę z Jordanem, sama staje się celem mordercy…
1 ... 71 72 73 74 75 76 77 78 79 ... 92
Перейти на страницу:

Na razie pobawi się z Mal Malone w kotka i myszkę, zanim wypowie jej otwartą wojnę. Zaaplikuje jej parę wstrząsów nerwowych, takich jak w sobotni wieczór, na przykład. Cholerni fotografowie zachowali się jak amatorzy. Wyprysnęli stamtąd bez świateł, niby para radzieckich szpiegów. A wystarczyło włączyć długie światła, oślepić Jordana. Przez minutę nie widziałby końca własnej ręki.

Sączył z uznaniem wino. Wyjątkowo mu dziś smakowało. Potem poszedł do telefonu przy drzwiach i wykręcił jej numer. Uśmiechnął się, kiedy natychmiast podniosła słuchawkę. Potrafił rozpoznać strach w głosie kobiety, w końcu nieraz go słyszał.

Przerwał połączenie i wrócił do stolika, pogawędził chwilę z kelnerem, zjadł ze smakiem posiłek. Na deser zamówił szarlotkę z lodami waniliowymi i rozkoszował się każdą łyżką przysmaku. Zapłacił rachunek, przejechał wolniutko przez miasto do swojej kawalerki w Cambridge. Posiadanie dwóch miejsc zamieszkania było bardzo dogodne, choć w jego dokumentach figurował tylko adres w Cambridge.

Korzystał z mieszkanka, kiedy zaczynał pracę wcześniej niż zwykle. Poza tym, nigdy nie wiadomo, kiedy takie lokum przyda się do innych celów.

Harry siedział w pokoju przesłuchując taśmę Terry Walker. Znał na pamięć każdy dźwięk, ale za każdym razem, gdy słuchał ostatnich słów Suzie, zastanawiał się nad ich intonacją.

Puścił nagranie od początku. Może Suzie wcale nie powiedziała: „co pan tu robi?”

Może powiedziała: „co pan tu robi…?”

Nacisk położony na to jedno słowo był tak nieznaczny, że prawie niewyczuwalny.

Harry ciągle miał wątpliwości. To mogło nie oznaczać nic, jak zakładali na początku, a mogło oznaczać, że Suzie rozpoznała swojego mordercę.

Myślał o tym, co powiedziała Terry: że mógł to zrobić jej chłopak. Przesłuchali młodego internistę. Z wyglądu nawet pasował: niski, krępy, ciemny. Ale był za młody, żeby mieć siwe włosy. I miał niewzruszone alibi – dyżur w szpitalu Beth Israel. Lekarze mogli zaświadczyć o każdym jego kroku tej nocy. Jako podejrzany, internista odpadał.

Zresztą, zbyt wiele poszlak wskazywało na seryjnego mordercę. Jeżeli Suzie go znała, pole poszukiwań zawęzi się znacznie: do jej rodziny, przyjaciół, współpracowników. Może to być facet z obsługi stacji benzynowej, ktoś z kafeterii, gdzie jadała śniadania, z pubu, który odwiedzała, z klubu, ze sklepu.

Westchnął, myśląc o ogromnej pracy, jaka ich czekała. Przedyskutował sprawę z Rossettim, zadzwonił do szefa do domu, żeby uzyskać zgodę na zaangażowanie ludzi do przenicowania każdego przyjaciela, znajomego i współpracownika, jakiego Suzie Walker kiedykolwiek miała.

Wyciągnął portret pamięciowy. Dwoma kartkami papieru zakrył górną i dolną część twarzy mordercy, pozostawiając tylko oczy. Artysta znakomicie uchwycił groźne, złowróżbne spojrzenie. Harry mógł sobie tylko wyobrazić lęk dziewcząt, które widziały te oczy tuż przed sobą.

Spojrzał na zegarek, zastanawiając się czy zadzwonić do Mal, ale była jedenasta trzydzieści, uznał, że już śpi. Wywołał natomiast na ekranie jej akta.

Przeczytał jej życiorys, data urodzenia, miejsca zamieszkania, szkoły, posady.

Puste nazwy i daty miały teraz dla niego inne znaczenie, wiedział, jakie tragiczne wydarzenia się za nimi kryły. Gapił się w ekran, zaskoczony.

Mal powiedziała mu, że studiowała na Uniwersytecie Stanu Waszyngton w Seattle i taką samą informację podał mu komputer. Ale coś się nie zgadzało – daty. Zanotował w pamięci, żeby zadzwonić następnego dnia na uniwersytet, dowiedzieć się, dlaczego Mal studiowała pięć lat, zamiast czterech. Gdzie się mogła podziewać przez ten rok?

Mal nie spała. Spacerowała tam i z powrotem po mieszkaniu, próbując zrozumieć, co się właściwie dzieje. Powiedziała sobie, że wpada w obsesję, ktoś zrobił jej po prostu głupi kawał, jej kod wpadł jakimś cudem w ręce dziennikarzy z brukowców.

Mimo to nie mogła spać.

Ranek wstał upalny i parny. Zbyt zmęczona, żeby pójść na salę gimnastyczną, założyła lekką, płócienną koszulę, żakiet i ruszyła pieszo do studia. Pożałowała tego już na pierwszym skrzyżowaniu, kiedy stała na światłach, przestępując z nogi na nogę, odgarniając włosy z czoła. Było zbyt gorąco i parno na spacery.

Nagle odniosła nieprzyjemne wrażenie, że jest obserwowana. Zimny dreszcz przeleciał jej po plecach. Obróciła się gniewnie. Stało za nią z pół tuzina niewinnie wyglądających osób. Tkwili na chodniku z wzrokiem wbitym w sygnalizator świetlny, czekając, równie niecierpliwie jak ona, żeby przebiec na dragą stronę jezdni.

– Idiotka – skarciła się z gniewem. – To nie Farma Jordana, nie jesteś tu sama i nikt cię nie śledzi.

Mimo to, idąc Madison, oglądała się przez ramię i poczuła ulgę, kiedy znalazła schronienie za drzwiami studia telewizyjnego.

– Widziałaś poranne gazety? – Beth powitała ją szerokim uśmiechem.

– Detektyw Przystojniak i Mallory Malone są wszędzie, ci papparazzi odkryli kopalnię złota. Całe szczęście, że pan detektyw musiał wrócić do Bostonu, zanim te zdjęcia zrobiły się bardziej kompromitujące.

Mal chwyciła gazetę, jednym spojrzeniem ogarniając zdjęcie i podpis pod nim.

„Wiejska sielanka. Mallory Malone i bostoński gliniarz z wydziału zabójstw”.

Zdjęcie ukazywało ich dwoje, łowiących ryby nad strumieniem. Oburzona odrzuciła gazetę, wyobrażając sobie papparazzich z ich obiektywami. Podglądacze!

– Oni wylądowali w więzieniu – powiedziała ze złością. – Ale Harry ma dziewiętnaście szwów na głowie.

– Trochę go oszpeciło? Nieee, nic nie byłoby w stanie tego zrobić. Właściwie, na jakiej jesteście stopie? – Beth okręcała na palcu kosmyk czarnych włosów i patrzyła na Mal wyczekująco.

Mal namyślała się chmurnie nad odpowiedzią.

– Powiedziałabym, że wojennej. Poza tym, sama przyjemność.

– I seks – uzupełniła Beth.

Mal rzuciła jej przestraszone spojrzenie i Beth wybuchnęła śmiechem.

– Złotko, masz to wypisane na czole. Zdecydowanie promieniejesz. I wyglądasz na kompletnie wykończoną.

– Bo całą noc nie spałam – wyznała Mal. I powiedziała Beth o wiadomości, jaką przesłano jej pocztą elektroniczną.

– To musiał być jakiś żartowniś – powiedziała Beth spokojnie. – Ci z brukowców są jeszcze lepsi od nas w zdobywaniu adresów i numerów telefonów. Założę się, że grzebią w twojej przeszłości, nawet teraz, gdy tu ze mną rozmawiasz.

Mal spojrzała na nią z niepokojem.

– Myślisz, że naprawdę to robią? Grzebią w mojej przeszłości?

– Twojej i Harry’ego Jordana – powiedziała Beth z niezłomnym przekonaniem. – Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka. Ta wiadomość w komputerze była tylko sygnałem ostrzegawczym.

Mal miała nadzieję, że Beth się myli. Poszła do swojego gabinetu i zamknęła drzwi, potem zadzwoniła do Harry’ego na posterunek. Nie było go, oczywiście, ale zostawiła wiadomość z prośbą, by oddzwonił. Następnie spróbowała skupić się na najbliższym programie.

Harry zaparkował jeepa przed Mass General. Wbiegł na schody i pchnął szklane drzwi.

Doktor Waxman właśnie wychodził. Rzucił Harry’emu przestraszone spojrzenie i zawrócił od drzwi.

– Co się stało, detektywie? – przyjrzał się głowie Harry’ego. – Jesteś tu służbowo? Czy może potrzebujesz moich usług w izbie przyjęć?

– Nie tym razem, doktorze, dzięki. To była tylko drobna kolizja z samochodem.

Kości całe, mózg nienaruszony.

– Nie martw się o włosy, odrosną – powiedział Waxman z szerokim uśmiechem, przygładzając własną bujną, czarną czuprynę. – A propos, widziałem twoje zdjęcie w porannej gazecie.

1 ... 71 72 73 74 75 76 77 78 79 ... 92
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)