Niezwyciężony [Invincible - pl]
- Автор: Хемри Джон
- Серия: Zaginiona flota: Przestrzeń zewnętrzna #2
- Год: 2016
- Язык: польский
- Год: Fabryka Słów
- ISBN: 978-83-7964-198-7
- Переводчик: Robert J. Szmidt
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Niezwyciężony [Invincible - pl]». Краткое содержание книги:
Spotkanie z Obcymi, zwanymi enigmami, potwierdziło obawy Geary’ego. Zaatakowany bez ostrzeżenia rozkazał swoim okrętom skoczenie do kolejnego systemu, gdzie trafił na celownik armady należącej do innej, równie wrogiej rasy. Istoty te, ignorując wezwania pokojowo nastawionych ludzi, wysłały z niewyobrażalnie potężnej fortecy strzegącej punktu skoku setki samobójców. Po ich pokonaniu Geary staje przed kolejnym, jeszcze poważniejszym problemem. Jak opuścić ten system, nie ponosząc przy tym gigantycznych strat. Musi jednak stąd odlecieć, choć za kolejną studnią grawitacyjną mogą na niego czekać enigmowie…
— Nie rozumiem — zdziwił się Geary.
— To już koniec. — Kapitan zamilkł, zamyślił się głębiej. — Tak to odebrałem. Już po wszystkim. Żadnej radości z odniesionego zwycięstwa! Żadnego powitania bohaterów! Po prostu: już po wszystkim. Na Catalanie była wielka baza szkoleniowa. Mogła pomieścić dwadzieścia tysięcy kadetów naraz. Od niemal stulecia w forcie Cinque nieprzeliczone tłumy poborowych uczyły się z rozmaitym skutkiem, jak maszerować i wykonywać rozkazy. Zajrzałem tam po drodze. Wszystko pozamykane.
— Baza była nieczynna? — Geary zastanawiał się, czy takie posunięcie ma jakikolwiek sens.
— Nazajutrz po ogłoszeniu zakończenia wojny wszyscy rekruci otrzymali bilety i zostali odesłani do domów. Pozbyto się ich jednego dnia, podobnie jak instruktorów, strażników i całej reszty personelu technicznego. Dowódca fortu zgasił światło i zamknął za sobą drzwi, zanim słońce zdążyło zajść. — Duellos spojrzał rozmówcy w oczy, trudno było jednak wyczytać coś z jego miny. — Od stu lat przez ten fort przewijały się tysiące ludzi. To była część ich życia, część historii. A już dzień po tym, jak ogłoszono koniec wojny, po prostu zamknięto go na cztery spusty.
— Czy tak jest wszędzie? — zainteresował się Geary.
— Raczej tak. Wszędzie zamyka się bazy. Ludzi z lokalnych sił samoobrony wysyła się do domów tak szybko, jak pozwala na to wypisywanie dokumentów. Anulowano większość kontraktów dla armii. Sprzęt zakonserwowano albo oddano na złom. To już nie jest demobilizacja, tylko likwidowanie jednostek tam, gdzie to tylko możliwe. — Duellos zaśmiał się pod nosem. — Poszedłem z żoną na kilka spotkań, ale ludzie, z którymi rozmawiałem, nie pytali nawet, czego dokonałem. Interesowało ich tylko, czy widziałem się z panem. Najczęściej jednak padało pytanie: „Co teraz będziesz robił, skoro wojna dobiegła końca i nie potrzebujemy już oficerów floty?”.
Geary przypomniał sobie żołnierzy sił specjalnych, których spotkał na stacji Umbaru podczas pobytu na Varandalu. Oni także zastanawiali się, co z nimi będzie, skoro znika potrzeba utrzymania tak licznych oddziałów ich formacji. To wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej, gdyby wojna trwała krócej, powiedzmy tylko pięć albo dziesięć lat. Na tyle krótko, by nie stała się sposobem na życie dla wszystkich, którzy brali w niej udział. Niestety, jak słusznie zauważył kapitan, dla wielu ludzi wojna była wszystkim. Tylko ją znali.
— Co pan zamierza?
— Sam nie wiem — odparł Duellos. — Jestem oficerem floty. Dorastałem, marząc o dowodzeniu okrętem wojennym. Tylko tym zajmowałem się przez całe dorosłe życie. Spodziewałem się, że polegnę w jakimś odległym systemie gwiezdnym, walcząc z Syndykami, albo w naszym pasie granicznym, odpierając ich siły inwazyjne. A gdybym jakimś cudem przetrwał do emerytury, wróciłbym do domu, by patrzeć, jak kolejne pokolenia wyruszają na wojnę. Nie sądziłem, że to może się skończyć. Wszyscy dawno już przestaliśmy w to wierzyć. Ale wojna dobiegła końca. — Uniósł dłoń, złożywszy palce, jakby trzymał kieliszek w niemym toaście. — A teraz ludzie mówią mi w twarz, że nie będą potrzebowali oficerów floty.
— Może nie aż tylu — przyznał Geary — ale na pewno…
— Nie, admirale. Oni nie chcą oficerów floty. Mają już dość wojny, posyłania na śmierć ich dzieci, powrotów okaleczonych potwornie rannych, wyrzeczeń w imię wysiłku wojennego. — Duellos znów wzruszył ramionami. — Jak mogę ich o to winić? Z drugiej strony tak wielu z nas miało przed sobą wyraźny cel, a teraz zostaliśmy z niczym.
Co Geary mógł na to odpowiedzieć? Wbił więc wzrok we własne buty, próbując znaleźć najbardziej właściwe słowa. W końcu spojrzał znów na kapitana.
— A co na to pańska żona?
— Cieszy się, że wróciłem do domu cały i zdrowy. Cieszy się z tego, że nie będzie musiała posyłać na niekończącą się rzeź kolejnych dzieci. Nie rozumie melancholii, z jaką przyjąłem oblicze nowego, obcego mi świata. Świata, w którym stałem się w okamgnieniu bezużytecznym obciążeniem. — Duellos pokręcił głową, okazując smutek. — To mnie męczy. Pokój jest tym, czego nam trzeba. Koszty tej wojny były przerażające. Problem w tym, że nie wiem nic o życiu w czasie pokoju. Zostałem wykuty w ogniu wojny. Nienawidzę jej. Nienawidzę zabijania. Nienawidzę myśli, że kolejne pokolenia mogą ginąć. Nienawidzę rozłąki z rodziną, ale… tylko to znam. Ludzie z mojej planety myśleli tylko o jednym: żeby jak najprędzej mieć to wszystko za sobą, żeby zapomnieć o tym koszmarze, ale gdy wyrzucą z pamięci najgorsze, w zapomnienie pójdą także wszystkie poświęcenia ze strony ludzi wysłanych przez nich na tę wojnę. Ale oni nie chcą teraz o nich słyszeć. A ja po prostu nie wiem, kim mam się stać, skoro już mnie nie chcą takiego, jaki jestem.
Geary odwrócił wzrok, próbując znaleźć najlepszą odpowiedź.
— Przykro mi.
— To nie pańska wina, admirale — odpowiedział Duellos. — Zrobił pan co trzeba. Zachował się pan jak na legendarnego herosa przystało… — Zamilkł na moment, obrzucając rozmówcę uważniejszym spojrzeniem. — Problem w tym, że legenda nie wspominała o tym, co będzie robił Black Jack, gdy już nas ocali.
— Nie wiem. Nie cierpię, gdy ktoś wspomina o tej legendzie.
— A ja rozmawiałem na ten temat z Tanią. Nigdy wcześniej nie myśleliśmy o tym aspekcie legendy, którą wpajano nam już od najmłodszych lat. A nie ma tam nic o „a potem żyli długo i szczęśliwie”. Black Jack nas ocali i… — Duellos znów popatrzył na Geary’ego — …nic. W tym momencie opowieść się kończy. A teraz bajka stała się faktem. Czy nadal będziemy potrzebowali Black Jacka? Ilu ludzi będzie go chciało?
— Zdaje pan sobie sprawę, że ja sam nie chcę być Black Jackiem? — odparł admirał. — Wie pan też o popularności ruchu, który pragnie wynieść mnie do władzy, abym rządził i naprawił to, co zepsuli politycy, cokolwiek to znaczy. Nie da się przecież wykorzenić w jednej chwili korupcji, ponieważ to odwieczna bolączka niemal każdej władzy. Ale ludzie właśnie tego pragną.
— Naprawdę? — zapytał kapitan. — Tak mówią, ale jak się zachowają, gdy przyjmie pan taką misję? Ile czasu będzie trzeba, by doprawili herosowi gliniane nogi?
— Herosi zawsze stoją na glinianych nogach — zauważył Geary. — Ulżyłoby mi znacznie, gdyby ludzie przestali wierzyć w to, że zawsze pojawię się kiedy trzeba i uratuję ich ode złego. Nie żałowałbym, gdyby… gdyby… — Zamilkł, by zebrać myśli. Gdyby co? — Roberto — odezwał się po chwili, wolno cedząc słowa, jakby przejście na bardziej osobisty ton kosztowało go wiele wysiłku. — Wiesz dobrze, że nie paliłem się do objęcia dowództwa uwięzionej floty, gdy zaproponowano mi to w Systemie Centralnym Światów Syndykatu. Wiesz, że nigdy nie lubiłem legendy Black Jacka. Przez jakiś czas pocieszała mnie myśl, że gdy już odprowadzę flotę do przestrzeni Sojuszu, zostanę zwolniony i zaszyję się gdzieś, by… zniknąć. Po prostu odejdę, znajdę miejsce, gdzie nikt nigdy nie słyszał o Black Jacku. Wygranie tej wojny nie było moim zadaniem tylko dlatego, że rządzący wymyślili jakąś głupią legendę dla pokrzepienia serc.
— Ale z czasem zmienił pan zdanie — wtrącił Duellos, udając, że przygląda się wyimaginowanemu winu w nieistniejącym kieliszku, który wciąż trzymał w dłoni.
— Tania uzmysłowiła mi, że to niemożliwe. — Geary znów spuścił oczy, by rozmówca nie dostrzegł w nich smutku. — Zrozumiałem, że tego nie da się zrobić. Miałem zadanie do wykonania. Ale rząd tak naprawdę nigdy nie chciał Black Jacka. Wie pan o tym. Potrzebował jedynie legendy, którą da się zainspirować flotę i lud Sojuszu. Legendy, nie prawdziwego człowieka. Od tamtej pory utożsamiałem się z herosem, więc stałem się niewygodny dla rządzących i dlatego robią teraz wszystko, by się mnie pozbyć.