Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl]
Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl]

Электронная книга - «Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl]». Краткое содержание книги:

Gwiazda Pella, strategiczny punkt w konflikcie zbrojnym Kompanii Ziemskiej i międzygwiezdnych kolonii. Ten, kto kontroluje Stacje Pella, decyduje o zasięgu ziemskich sił obronnych bądź o skali ziemskiej ekspansji w celu odzyskania utraconego imperium. Ale Pell jest zdecydowany utrzymać neutralność za wszelką cenę.
Ludzie z Gwiazdy Pella to obszerna, wielowątkowa i dramatyczna wizja przyszłości, ukazująca charaktery, postawy i ambicje nie odbiegające od naszych. Przez stronice tej powieści przewija się galeria fascynujących postaci, ludzkich i nieludzkich, których losy zależą od wyniku tytanicznych zmagań w skali kosmicznej.
Powieść ta otrzymała nagrodę Hugo w roku 1982.
1 ... 67 68 69 70 71 72 73 74 75 ... 146
Перейти на страницу:

— To Porey — szepnęła Miliko. — To musi być sam Porey.

Poczuł, że ciąży na nim obowiązek zejścia tam na dół i zaprotestowania przeciw tej wrogiej postawie. Puścił rękę Miliko, ale ona nie puściła jego dłoni. Zeszli ze wzgórza razem na spotkanie z legendarnym kapitanem… zatrzymali się na odległość głosu, świadomi oboje wycelowanych w ich stronę karabinów, dużo teraz bliższych.

— Kto dowodzi tą bazą? — zapytał Porey.

— Emilio Konstantin i Miliko Dee, kapitanie.

— To wy?

— Tak, kapitanie.

— Przyjmijcie do wiadomości, że obowiązuje prawo wojenne. Na jego mocy konfiskujemy wszystkie zapasy zgromadzone w tej bazie. Zawieszona zostaje władza miejscowej administracji w odniesieniu zarówno do ludzi, jak do tubylców. Przekażcie mi bezzwłocznie wszystkie spisy sprzętu, personelu i zapasów magazynowych.

Emilio wykonał wolną ręką ironiczny gest zapraszający do kopuł, do kopuł ogołoconych tej nocy z całej zawartości. Poreyowi nie będzie do śmiechu, pomyślał. Zniknęły też niektóre prowadzone ręcznie księgi. Obawiał się o siebie, o Miliko… o ludzi i kobiety z tej i z innych baz; i nie mniej o hisa, którzy nigdy nie widzieli wojny.

— Pozostaniecie na tej planecie — ciągnął Porey — żeby służyć nam pomocą tam, gdzie okaże się to konieczne.

Emilio uśmiechnął się z przymusem i uścisnął dłoń Miliko. To był zwyczajny areszt. Wiadomość od ojca, która wyrwała go ze snu, dała mu czas. Otaczali go robotnicy, którzy nigdy nie prosili o postawienie w takiej sytuacji, którzy zgłosili się do tej służby na ochotnika. Bardziej niż na ich milczeniu polegał na szybkości hisa. Istniała nawet możliwość, że wojsko nałoży na niego jeszcze większe ograniczenia. Pomyślał o rodzinie na stacji, o możliwości ewakuowania Pell i o ludziach Maziana celowo pustoszących Podspodzie podczas wycofywania się stąd, niszczących to, czego nie chcą zostawić Unii, wcielających do Floty wszystkich zdolnych do służby. Jeśli dałoby im to siłę żywą, którą można rzucić przeciwko Unii, włożyliby karabiny w ręce nawet hisa.

— Porozmawiamy o tym, kapitanie — odparł Emilio.

— Broń należy oddać moim żołnierzom. Personel poddany zostanie rewizji.

— Chciałbym porozmawiać, kapitanie.

Porey machnął niecierpliwie ręką.

— Wprowadzić ich do środka.

Żołnierze ruszyli w ich kierunku. Ręka Miliko zacisnęła się na jego dłoni. Przejął inicjatywę i wyszli im na spotkanie. Poddali się bez sprzeciwów przeszukaniu i dali wprowadzić po rampie do jasnego wnętrza statku, gdzie czekał na nich Porey.

Emilio zatrzymał się na szczycie rampy; Miliko też przystanęła.

— Jesteśmy odpowiedzialni za tę bazę — powiedział. — Nie chcę robić z tego publicznego widowiska. Zaspokoję pozostające w granicach rozsądku potrzeby waszych sił, ale proszę o odpowiednie traktowanie.

— Pan grozi, panie Konstantin.

— Tylko oświadczam, sir. Niech nam pan powie, czego pan chce. Znam ten świat. Wojskowa interwencja w system organizacji pracy musiałaby zabrać cenny czas potrzebny na ustanowienie własnych metod zarządzania i w niektórych wypadkach interwencja taka mogłaby się okazać czynnikiem destrukcyjnym.

Patrzył w obramowane bliznami oczy Poreya odczytując z nich wyraźnie, że ten człowiek nie lubi, kiedy mu się sprzeciwiają. Że jest to człowiek osobiście niebezpieczny.

— Moi oficerowie — powiedział Porey — udadzą się z wami po rejestry.

5

PELL: SEKTOR BIAŁY DWA; GODZ. 1700

Przyszła policja, spokojni ludzie, którzy stanęli przy drzwiach i rozmawiali z kierownikiem. Josh, nie podnosząc głowy znad warsztatu, obserwował ich spod oka. Jego palce ani na chwilę nie przestawały obracać części, którą właśnie odkręcał. Młoda dziewczyna siedząca obok niego przerwała pracę, wyprostowała się i trąciła go mocno pod żebra.

— Ty — powiedziała. — Ty, to policja.

Było ich pięciu. Josh nie zwracał uwagi na szturchańce i dziewczyna potrącała go coraz mocniej.

Rozjarzył się ekran komunikatora nad ich głowami. Światło przyciągnęło jego wzrok. Spojrzał na chwilę w górę, żeby wysłuchać kolejnego ogólnego komunikatu przywracającego ograniczoną swobodę poruszania się w sekcji zielonej. Zaraz jednak pochylił z powrotem głowę i zajął się pracą.

— Patrzą tutaj — powiedziała dziewczyna.

Tak było. Pokazywali na nich. Josh zerknął w górę i zaraz spuścił oczy, znowu zerknął i zobaczył zbliżających się żołnierzy. Byli w pancerzach. Żołnierze Kompanii. Mazianowcy.

— Patrz — szturchnęła go dziewczyna.

Wrócił do pracy. Z komunikatom dochodził nadal jedwabisty głos centrali zapewniający, że nie ma żadnego zagrożenia. Przestał w to wierzyć.

Z drugiej strony przejścia między warsztatami rozległy się kroki, ciężkie kroki, wiele kroków. Zbliżyły się i ucichły za jego plecami. Nie przerywał pracy żywiąc jeszcze resztki gorączkowej nadziei. Damom wołał w duchu rozpaczliwie. Damon!

Czyjaś ręka dotknęła jego ramienia i zmusiła, by odwrócił się. Podniósł głowę i spojrzał w zamazaną twarz kierownika, na funkcjonariuszy policji ze stacji i na żołnierza w pancerzu z insygniami Floty Maziana.

— Panie Talley — odezwał się jeden z policjantów — zechce pan udać się z nami?

Uświadomił sobie, że trzymany w ręku klucz może zostać potraktowany jako broń, odłożył go na warsztat, wytarł dłonie w kombinezon i wstał.

— Dokąd idziesz? — zapytała dziewczyna pracująca obok niego. Nie znał nawet jej imienia. Na jej prostej twarzy malował się niepokój. — Dokąd cię zabierają?

Nie odpowiedział, bo nie wiedział. Jeden z policjantów wziął go za ramię i poprowadził najpierw przejściem, a potem pod ścianą warsztatu do drzwi wyjściowych. Wszyscy przerwali pracę i patrzyli. „Spokój”, powiedział kierownik. Na sali panował ogólny gwar przyciszonych rozmów. Policjanci i żołnierze wyprowadzili go na korytarz i zatrzymali się tam. Drzwi zamknęły się i oficer w pancerzu osłaniającym tylko tułów odwrócił go twarzą do ściany i przystąpił do przeszukania.

Znalazł w kieszeni dokumenty. Josh odwrócił się, kiedy mu pozwolono, oparł plecami o ścianę i patrzył, jak oficer przegląda jego papiery. Atlantyk, głosiła naszywka na mundurze. Z przerażenia robiło mu się niedobrze. Żołnierze Kompanii mieli w ręku jego dokumenty, a one były całą jego podstawą do utrzymywania, że jest nieszkodliwy, dowodem tego, przez co przeszedł, że nie stanowił już dla nikogo zagrożenia. Wyciągnął rękę, żeby je odebrać, ale oficer cofnął się tak, że nie mógł go dosięgnąć. Mazianowiec. Cień powrócił. Cofnął rękę przypominając sobie inne spotkania z tymi ludźmi. Serce waliło mu jak młotem.

— Mam przepustkę — odezwał się usiłując opanować nerwowy tik twarzy, który powracał zawsze, kiedy się zdenerwował. — Jest między dokumentami. Widzi pan, że tu pracuję. Mam prawo tu przebywać.

— Tylko rano.

— Przetrzymano nas wszystkich — tłumaczył. — Przetrzymano nas po godzinach. Sprawdźcie innych. Wszyscy jesteśmy z porannej zmiany.

— Pójdziesz z nami — przerwał mu jeden z żołnierzy.

— Spytajcie Damona Konstantina. On wam powie. Znam go. On wam powie, że jestem czysty.

Zawahali się.

— Zanotuję to — powiedział oficer.

— To chyba prawda — odezwał się jeden z policjantów ze stacji. — Coś o tym słyszałem. To przypadek specjalny.

1 ... 67 68 69 70 71 72 73 74 75 ... 146
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)